Sorry Santapietruszka, ale tu się z Tobą nie zgodzę. Jak to "nic drugiej osobie do tego"? Myślę, że każdy, nawet jak jest singlem, ustala jakąś swoją moralność. I to nie ma nic wspólnego z miłością, ale po prostu z moralnością i szacunkiem do drugiej osoby. Tu trzeba patrzeć, jakie dana osoba miała do tego podejście, będąc singlem. Czy umiała uszanować siebie i innych, gdy nikogo nie kochała. Bo zobacz, pojawi się miłość, wszelkie zdrady będą nie do pomyślenia i to jest logiczne. Ale weź pod uwagę małżeństwo i relację długoterminową- jeśli po 20-30 latach małżeństwa największe uczucie się osłabia, relacja zmienia się bardziej w przyjacielską miłość, a z 3 faz miłości (namiętności, intymności i zaangażowania) pozostają już tylko zaangażowanie (czyli myśli, decyzje, uczucia.) i intymność (czyli wspólne dbanie o siebie, wzajemny szacunek, zrozumienie, wsparcie), to wtedy poczucie, że to "miłość" osłabia się, choć jest to po prostu już inna faza miłości (a to normalne, koleje każdego związku takie będą), często pojawiają się też kryzysy w związku, myśli, że to już nie miłość? I co i wtedy upoważnia Cię to do zdrady, bo "drugiej osobie nic do tego", a jak już "nie kochasz" to możesz zdradzić? No nie, bo jak sami darzymy kogoś szacunkiem i przestrzegamy pewnych zasad, to oczekujemy tego samego od drugiej osoby i to powinno być normalne. Ale to mówię, radzę patrzeć, jak dana osoba podchodzi do takich spraw będąc singlem, czyli jeszcze nie kochając, a już mając możliwość pokazania, czy darzy szacunkiem siebie i innych.
Kingo, wyrwałaś moje słowa z kontekstu wtedy toczącej się dyskusji
Nie chodziło mi o to, że można zdradzać, tylko że nie robi się tego, dlatego że ktoś wymaga, a z własnej woli. Rezygnacja ze zdradzania kogoś to nie jest pójście na kompromis. To generalnie jest podstawa związku, prawda? Jeśli dwie osoby decydują się tworzyć związek (nie mówię tu o wyjątkach typu związek otwarty, oczywiście), to umawiają się z automatu na niezdradzanie siebie. Jeśli ktoś nie będzie miał ochoty tego dotrzymać, to świadczy tylko i wyłącznie o tym "ktosiu" - a nie o tym, że drugi partner od niego za mało wymagał. Nie zmusisz drugiej osoby do tego, żeby Cię nie zdradziła, prawda? I nie będziesz temu winna, jeśli to się stanie. To oznaczały słowa "nic do tego".
Ja też nie bardzo rozumiem, skąd u Autora porównanie zrobienia/niezrobienia tatuażu z chęcią skoku w bok, ale odpowiedziałam mu wtedy na pytanie po prostu.
