Sztuka kompromisu w związku - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Sztuka kompromisu w związku

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 196 do 260 z 297 ]

196 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-09-06 13:58:54)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Kinga24 napisał/a:

Sorry Santapietruszka, ale tu się z Tobą nie zgodzę. Jak to "nic drugiej osobie do tego"? Myślę, że każdy, nawet jak jest singlem, ustala jakąś swoją moralność. I to nie ma nic wspólnego z miłością, ale po prostu z moralnością i szacunkiem do drugiej osoby. Tu trzeba patrzeć, jakie dana osoba miała do tego podejście, będąc singlem. Czy umiała uszanować siebie i innych, gdy nikogo nie kochała. Bo zobacz, pojawi się miłość, wszelkie zdrady będą nie do pomyślenia i to jest logiczne. Ale weź pod uwagę małżeństwo i relację długoterminową- jeśli po 20-30 latach małżeństwa największe uczucie się osłabia, relacja zmienia się bardziej w przyjacielską miłość, a z 3 faz miłości (namiętności, intymności i zaangażowania) pozostają już tylko zaangażowanie (czyli myśli, decyzje, uczucia.) i intymność (czyli wspólne dbanie o siebie, wzajemny szacunek, zrozumienie, wsparcie), to wtedy poczucie, że to "miłość" osłabia się, choć jest to po prostu już inna faza miłości (a to normalne, koleje każdego związku takie będą), często pojawiają się też kryzysy w związku, myśli, że to już nie miłość? I co i wtedy upoważnia Cię to do zdrady, bo "drugiej osobie nic do tego", a jak już "nie kochasz" to możesz zdradzić? No nie, bo jak sami darzymy kogoś szacunkiem i przestrzegamy pewnych zasad, to oczekujemy tego samego od drugiej osoby i to powinno być normalne. Ale to mówię, radzę patrzeć, jak dana osoba podchodzi do takich spraw będąc singlem, czyli jeszcze nie kochając, a już mając możliwość pokazania, czy darzy szacunkiem siebie i innych.

Kingo, wyrwałaś moje słowa z kontekstu wtedy toczącej się dyskusji smile Nie chodziło mi o to, że można zdradzać, tylko że nie robi się tego, dlatego że ktoś wymaga, a z własnej woli. Rezygnacja ze zdradzania kogoś to nie jest pójście na kompromis. To generalnie jest podstawa związku, prawda? Jeśli dwie osoby decydują się tworzyć związek (nie mówię tu o wyjątkach typu związek otwarty, oczywiście), to umawiają się z automatu na niezdradzanie siebie. Jeśli ktoś nie będzie miał ochoty tego dotrzymać, to świadczy tylko i wyłącznie o tym "ktosiu" - a nie o tym, że drugi partner od niego za mało wymagał. Nie zmusisz drugiej osoby do tego, żeby Cię nie zdradziła, prawda? I nie będziesz temu winna, jeśli to się stanie. To oznaczały słowa "nic do tego".
Ja też nie bardzo rozumiem, skąd u Autora porównanie zrobienia/niezrobienia tatuażu z chęcią skoku w bok, ale odpowiedziałam mu wtedy na pytanie po prostu.

Zobacz podobne tematy :

197 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2017-09-06 14:02:36)

Odp: Sztuka kompromisu w związku

To ja z kolejnym smile cytatem

Chuck Spezzano w "Miłość nie rani" napisał/a:

Poświęcanie się spowodowane jest iluzją, że jeśli zrezygnujemy z własnej tożsamości, druga osoba może rozwijać się za nas. Zrobimy więc dla niej wszystko, bylebyśmy mogli używać jej osobowości zamiast własnej. Poświęcanie się zawsze oznacza brak poczucia własnej wartości. Sprawia ono, że oszukujemy zarówno siebie, jak i partnera, ponieważ nie możemy przyjmować tego, co nam daje, a jemu dajemy to, co uważamy za wybrakowane, przecenione produkty. Jeśli cenimy siebie, odkrywamy, że jesteśmy wystarczająco twórczy, by znaleźć rozwiązanie bez konieczności rezygnacji ze swojej pozycji lub tożsamości.





_v_ napisał/a:

pojscie na łatwiznę? czyli co?
trzeba sobie celowo utrudniac wszystko?
w imię czego? po co? jaki jest w tym sens?

ja chce, zeby moje życie było łatwe i przyjemne smile
i tak własnie zyję smile (...)

Jesteś jedyną, wszyscy inni marzą o życiu w trudzie i znoju. big_smile

198

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:
_v_ napisał/a:

jesli mogę partnerowi sprawić przyjemność kosztem siebie, albo sprawić przyjemność bez poświecania się, to sorry - wybieram bramkę numer dwa smile

To trochę takie pójście na łatwiznę. Sam związek to już jest jakieś poświęcenie (z reguły dobrowolne). Jeżeli w związek wstępują dwie osoby o osobowości indywidualisty i singla, które nie są skore do żadnych poświęceń to związkiem tego nijak nazwać nie można. To jest jedynie dwoje ludzi żyjących swoim życiem, a co najwyżej mieszkających razem w bliżej nieokreślonej relacji.

"Razem, a jednak osobno".

Nie mniej patrząc na to z Twojej perspektywy, szanuję Twoje zdanie. Mnie również nikt by nie przekonał, że życie w związku nie wymaga poświęcenia i kompromisów. Także ile ludzi tyle opinii smile


Ten komentarz jest świetny i w pełni się zgadzam. Nie wyobrażam sobie bycie z kimś w związku i nie potrafić poświęcić się dla niego. Takie poświęcenie to nie jest obowiązek, a nawet wręcz przeciwnie. Nie twierdzę również, że należy się poświęcać dla drugiej osoby, w każdym aspekcie życie.

199

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Wielokropek napisał/a:

To ja z kolejnym smile cytatem

Chuck Spezzano w "Miłość nie rani" napisał/a:

Poświęcanie się spowodowane jest iluzją, że jeśli zrezygnujemy z własnej tożsamości, druga osoba może rozwijać się za nas. Zrobimy więc dla niej wszystko, bylebyśmy mogli używać jej osobowości zamiast własnej. Poświęcanie się zawsze oznacza brak poczucia własnej wartości. Sprawia ono, że oszukujemy zarówno siebie, jak i partnera, ponieważ nie możemy przyjmować tego, co nam daje, a jemu dajemy to, co uważamy za wybrakowane, przecenione produkty. Jeśli cenimy siebie, odkrywamy, że jesteśmy wystarczająco twórczy, by znaleźć rozwiązanie bez konieczności rezygnacji ze swojej pozycji lub tożsamości.





_v_ napisał/a:

pojscie na łatwiznę? czyli co?
trzeba sobie celowo utrudniac wszystko?
w imię czego? po co? jaki jest w tym sens?

ja chce, zeby moje życie było łatwe i przyjemne smile
i tak własnie zyję smile (...)

Jesteś jedyną, wszyscy inni marzą o życiu w trudzie i znoju. big_smile

Wielokropku, no chyba rzeczywiscie smile
ja tam sobie ułatwiam życie jak mogę big_smile

no cóż, ale większość ludzi wychowuje się w poczuciu, ze jak coś jest  łatwe i przyjemne, to jest grzechem
trzeba dzwigać krzyz, wybierać trudniejszą scieżkę, bardziej skomplikowane rozwiązania, bo wtedy jest dobrze
utarło się, ze im większe poświecenie i trud, tym większa satysfakcja
a ja uwazam inaczej - cieszę się jak głupia, jak coś mi się uda zrobić w prostszy sposób i nie poświecam całych moich zasobów.

poszukam sobie tej książki, z której cytat wywołałaś

200

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Powiem Wam tylko na zasadzie dygresji, że fajne jest to forum, bo można podyskutować na różne tematy, nad którymi wcześniej nawet się nie zastanawiało. Albo zastanawiało za mało. A tak to można jeszcze raz zweryfikować swoje poglądu smile

_v_ napisał/a:

bo człowiek nie pomaga i nie poswieca się z altruizmu
tylko po to, zeby poczuc sie lepiej, albo zeby cos dostac w zamian

A to już zależy, bo są ludzie, którzy pomagają po prostu z potrzeby serca, a nie po to, żeby coś mieć w zamian. Np. wpłacając anonimowo na fundację. Albo na czyjeś leczenie. Nikt tego nie zobaczy, nikt nie pochwali. Wie to tylko ta jedna osoba. I co ma w zamian? Radość? Może i tak, ale czy to świadczy o tym, że ta osoba tak naprawdę pomaga z egoizmu? Nie sądzę, bo radość też może mieć z innego powodu, niekoniecznie poświęcając swój czas czy pieniądze obcym ludziom.

A to, że ktoś powinien powiedzieć wprost, że czegoś nie lubi, jest oczywiste (bo inaczej męczy się, a partner nie jest tego świadomy). No ale po obwieszczeniu tego można wspólnie usiąść i zastanowić się, co zrobić, żeby decyzja była jak najlepsza, jak najkorzystniejsza dla obojga. Np. ktoś może mieć chęć robienia czegoś innego niż ja, gadamy o tym i po chwili okazuje się, że mogę przyznać rację tej drugiej osobie, bo czegoś wcześniej nie wzięłam pod uwagę. Da się tak, nikt z nas przecież nie jest nieomylny, a nasze zdanie nie jest jedynym właściwym

201

Odp: Sztuka kompromisu w związku
_v_ napisał/a:

(...) poszukam sobie tej książki, z której cytat wywołałaś

To jeszcze przeczytaj książkę Katarzyny Grocholi i Andrzeja Wiśniewskiego, Związki i rozwiązki małżeńskie. Warto. smile

202

Odp: Sztuka kompromisu w związku
DanielS85 napisał/a:
zatroskany internauta napisał/a:
_v_ napisał/a:

jesli mogę partnerowi sprawić przyjemność kosztem siebie, albo sprawić przyjemność bez poświecania się, to sorry - wybieram bramkę numer dwa smile

To trochę takie pójście na łatwiznę. Sam związek to już jest jakieś poświęcenie (z reguły dobrowolne). Jeżeli w związek wstępują dwie osoby o osobowości indywidualisty i singla, które nie są skore do żadnych poświęceń to związkiem tego nijak nazwać nie można. To jest jedynie dwoje ludzi żyjących swoim życiem, a co najwyżej mieszkających razem w bliżej nieokreślonej relacji.

"Razem, a jednak osobno".

Nie mniej patrząc na to z Twojej perspektywy, szanuję Twoje zdanie. Mnie również nikt by nie przekonał, że życie w związku nie wymaga poświęcenia i kompromisów. Także ile ludzi tyle opinii smile


Ten komentarz jest świetny i w pełni się zgadzam. Nie wyobrażam sobie bycie z kimś w związku i nie potrafić poświęcić się dla niego. Takie poświęcenie to nie jest obowiązek, a nawet wręcz przeciwnie. Nie twierdzę również, że należy się poświęcać dla drugiej osoby, w każdym aspekcie życie.

Przepraszam za głupawkę, ale zaraz pewnie będzie komentarz, że zatroskany internauta specjalnie założył sobie nowe konto, żeby pochwalić swój komentarz tongue big_smile

203 Ostatnio edytowany przez zatroskany internauta (2017-09-06 14:14:31)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Kinga24 napisał/a:
DanielS85 napisał/a:
zatroskany internauta napisał/a:

To trochę takie pójście na łatwiznę. Sam związek to już jest jakieś poświęcenie (z reguły dobrowolne). Jeżeli w związek wstępują dwie osoby o osobowości indywidualisty i singla, które nie są skore do żadnych poświęceń to związkiem tego nijak nazwać nie można. To jest jedynie dwoje ludzi żyjących swoim życiem, a co najwyżej mieszkających razem w bliżej nieokreślonej relacji.

"Razem, a jednak osobno".

Nie mniej patrząc na to z Twojej perspektywy, szanuję Twoje zdanie. Mnie również nikt by nie przekonał, że życie w związku nie wymaga poświęcenia i kompromisów. Także ile ludzi tyle opinii smile


Ten komentarz jest świetny i w pełni się zgadzam. Nie wyobrażam sobie bycie z kimś w związku i nie potrafić poświęcić się dla niego. Takie poświęcenie to nie jest obowiązek, a nawet wręcz przeciwnie. Nie twierdzę również, że należy się poświęcać dla drugiej osoby, w każdym aspekcie życie.

Przepraszam za głupawkę, ale zaraz pewnie będzie komentarz, że zatroskany internauta specjalnie założył sobie nowe konto, żeby pochwalić swój komentarz tongue big_smile

Hmm w sumie.... Daniel.... hmmm o tym nie pomyślałem! Ale co to dla mnie. W końcu jestem słodką czarodziejką ^^

204

Odp: Sztuka kompromisu w związku
_v_ napisał/a:

no cóż, ale większość ludzi wychowuje się w poczuciu, ze jak coś jest  łatwe i przyjemne, to jest grzechem
trzeba dzwigać krzyz, wybierać trudniejszą scieżkę, bardziej skomplikowane rozwiązania, bo wtedy jest dobrze
utarło się, ze im większe poświecenie i trud, tym większa satysfakcja
a ja uwazam inaczej - cieszę się jak głupia, jak coś mi się uda zrobić w prostszy sposób i nie poświecam całych moich zasobów.

poszukam sobie tej książki, z której cytat wywołałaś

Tak, pewnie tak jest, ale musisz też wziąć pod uwagę, że wszelkie trudne sytuacje wpływają na nasz rozwój. Każde cierpienie czegoś uczy, pozwala wyciągnąć wnioski. I nie powinno się tak zupełnie unikać trudnych sytuacji, bo inaczej stoimy w miejscu. Co nie oznacza też, że powinniśmy specjalnie ich szukać. Ot, trzeba po prostu umieć stawić im czoła, kiedy nadejdą i wyciągnąć z nich odpowiednią lekcję. Całe życie nie uda się robić uników

205

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Kinga24 napisał/a:

Powiem Wam tylko na zasadzie dygresji, że fajne jest to forum, bo można podyskutować na różne tematy, nad którymi wcześniej nawet się nie zastanawiało. Albo zastanawiało za mało. A tak to można jeszcze raz zweryfikować swoje poglądu smile

_v_ napisał/a:

bo człowiek nie pomaga i nie poswieca się z altruizmu
tylko po to, zeby poczuc sie lepiej, albo zeby cos dostac w zamian

A to już zależy, bo są ludzie, którzy pomagają po prostu z potrzeby serca, a nie po to, żeby coś mieć w zamian. Np. wpłacając anonimowo na fundację. Albo na czyjeś leczenie. Nikt tego nie zobaczy, nikt nie pochwali. Wie to tylko ta jedna osoba. I co ma w zamian? Radość? Może i tak, ale czy to świadczy o tym, że ta osoba tak naprawdę pomaga z egoizmu? Nie sądzę, bo radość też może mieć z innego powodu, niekoniecznie poświęcając swój czas czy pieniądze obcym ludziom.

A to, że ktoś powinien powiedzieć wprost, że czegoś nie lubi, jest oczywiste (bo inaczej męczy się, a partner nie jest tego świadomy). No ale po obwieszczeniu tego można wspólnie usiąść i zastanowić się, co zrobić, żeby decyzja była jak najlepsza, jak najkorzystniejsza dla obojga. Np. ktoś może mieć chęć robienia czegoś innego niż ja, gadamy o tym i po chwili okazuje się, że mogę przyznać rację tej drugiej osobie, bo czegoś wcześniej nie wzięłam pod uwagę. Da się tak, nikt z nas przecież nie jest nieomylny, a nasze zdanie nie jest jedynym właściwym


co do tego pomagania, widziałam kiedys program, gdzie mówiono o jednej z teorii, która zakłada, ze człowiek niczego nie robi altruistycznie
tylko w ten sposób spełnia swoje potrzeby
czasem te potrzeby są na tyle duze, ze jest w stanie zaryzykowac zycie (podawali przykład strazaka, który za wszelką cenę ratuje kogoś, sam ginąc przy tym - a ratuje dlatego, ze musi myslec o sobie jako o dobrym człowieku, który pomaga innym. ta potrzeba myslenia o sobie w ten sposób jest na tyle silna, ze moze oddac swoje życie, aby ją zaspokoić - i nie ma to nic wspólnego z chęcią pomocy danej osobie.)

206

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Kinga24 napisał/a:

Przepraszam za głupawkę, ale zaraz pewnie będzie komentarz, że zatroskany internauta specjalnie założył sobie nowe konto, żeby pochwalić swój komentarz tongue big_smile

Nie, to tylko przypadek, ktoś założył konto z reklamą w sygnaturce i wypowiedział się na pierwszy lepszy temat tongue

207

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Kinga24 napisał/a:
_v_ napisał/a:

no cóż, ale większość ludzi wychowuje się w poczuciu, ze jak coś jest  łatwe i przyjemne, to jest grzechem
trzeba dzwigać krzyz, wybierać trudniejszą scieżkę, bardziej skomplikowane rozwiązania, bo wtedy jest dobrze
utarło się, ze im większe poświecenie i trud, tym większa satysfakcja
a ja uwazam inaczej - cieszę się jak głupia, jak coś mi się uda zrobić w prostszy sposób i nie poświecam całych moich zasobów.

poszukam sobie tej książki, z której cytat wywołałaś

Tak, pewnie tak jest, ale musisz też wziąć pod uwagę, że wszelkie trudne sytuacje wpływają na nasz rozwój. Każde cierpienie czegoś uczy, pozwala wyciągnąć wnioski. I nie powinno się tak zupełnie unikać trudnych sytuacji, bo inaczej stoimy w miejscu. Co nie oznacza też, że powinniśmy specjalnie ich szukać. Ot, trzeba po prostu umieć stawić im czoła, kiedy nadejdą i wyciągnąć z nich odpowiednią lekcję. Całe życie nie uda się robić uników

nie chodzi o to, zeby unikac trudnych sytuacji - chodzi o to, zeby dodatkowo ich nie utrudniac

208 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-09-06 14:24:25)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
DanielS85 napisał/a:

Nie wyobrażam sobie bycie z kimś w związku i nie potrafić poświęcić się dla niego. Takie poświęcenie to nie jest obowiązek, a nawet wręcz przeciwnie. Nie twierdzę również, że należy się poświęcać dla drugiej osoby, w każdym aspekcie życie.

OMG!
Wiesz jak odróżnić zaangażowanie w związek od poświęcenia?

Można to dobrze wyjaśnić na przykładzie jajek na bekonie. Kura się zaangażowała, a świnia się poświęciła big_smile

209

Odp: Sztuka kompromisu w związku
santapietruszka napisał/a:
Kinga24 napisał/a:

Przepraszam za głupawkę, ale zaraz pewnie będzie komentarz, że zatroskany internauta specjalnie założył sobie nowe konto, żeby pochwalić swój komentarz tongue big_smile

Nie, to tylko przypadek, ktoś założył konto z reklamą w sygnaturce i wypowiedział się na pierwszy lepszy temat tongue

haha tongue czyli zatroskany internauta widzisz, nie ciesz się za wcześnie tongue

210

Odp: Sztuka kompromisu w związku
summerka88 napisał/a:

Wiesz jak odróżnić zaangażowanie w związek od poświęcenia?

Można to dobrze wyjaśnić na przykładzie jajek na bekonie. Kura się zaangażowała, a świnia się poświęciła big_smile

A teraz summerka88 zaangażuje się i przyjedzie wytrzeć mi monitor, który sobie oplułam kawą.................... big_smile

211

Odp: Sztuka kompromisu w związku
summerka88 napisał/a:
DanielS85 napisał/a:

Nie wyobrażam sobie bycie z kimś w związku i nie potrafić poświęcić się dla niego. Takie poświęcenie to nie jest obowiązek, a nawet wręcz przeciwnie. Nie twierdzę również, że należy się poświęcać dla drugiej osoby, w każdym aspekcie życie.

OMG!
Wiesz jak odróżnić zaangażowanie w związek od poświęcenia?

Można to dobrze wyjaśnić na przykładzie jajek na bekonie. Kura się zaangażowała, a świnia się poświęciła big_smile

haha, dobre big_smile

212

Odp: Sztuka kompromisu w związku
summerka88 napisał/a:

OMG!
Wiesz jak odróżnić zaangażowanie w związek od poświęcenia?

Można to dobrze wyjaśnić na przykładzie jajek na bekonie. Kura się zaangażowała, a świnia się poświęciła big_smile

I to by było na tyle. big_smile big_smile big_smile

213

Odp: Sztuka kompromisu w związku
summerka88 napisał/a:
DanielS85 napisał/a:

Nie wyobrażam sobie bycie z kimś w związku i nie potrafić poświęcić się dla niego. Takie poświęcenie to nie jest obowiązek, a nawet wręcz przeciwnie. Nie twierdzę również, że należy się poświęcać dla drugiej osoby, w każdym aspekcie życie.

OMG!
Wiesz jak odróżnić zaangażowanie w związek od poświęcenia?

Można to dobrze wyjaśnić na przykładzie jajek na bekonie. Kura się zaangażowała, a świnia się poświęciła big_smile

świetna pointa tematu big_smile

214

Odp: Sztuka kompromisu w związku
_v_ napisał/a:
Kinga24 napisał/a:

Powiem Wam tylko na zasadzie dygresji, że fajne jest to forum, bo można podyskutować na różne tematy, nad którymi wcześniej nawet się nie zastanawiało. Albo zastanawiało za mało. A tak to można jeszcze raz zweryfikować swoje poglądu smile

_v_ napisał/a:

bo człowiek nie pomaga i nie poswieca się z altruizmu
tylko po to, zeby poczuc sie lepiej, albo zeby cos dostac w zamian

A to już zależy, bo są ludzie, którzy pomagają po prostu z potrzeby serca, a nie po to, żeby coś mieć w zamian. Np. wpłacając anonimowo na fundację. Albo na czyjeś leczenie. Nikt tego nie zobaczy, nikt nie pochwali. Wie to tylko ta jedna osoba. I co ma w zamian? Radość? Może i tak, ale czy to świadczy o tym, że ta osoba tak naprawdę pomaga z egoizmu? Nie sądzę, bo radość też może mieć z innego powodu, niekoniecznie poświęcając swój czas czy pieniądze obcym ludziom.

A to, że ktoś powinien powiedzieć wprost, że czegoś nie lubi, jest oczywiste (bo inaczej męczy się, a partner nie jest tego świadomy). No ale po obwieszczeniu tego można wspólnie usiąść i zastanowić się, co zrobić, żeby decyzja była jak najlepsza, jak najkorzystniejsza dla obojga. Np. ktoś może mieć chęć robienia czegoś innego niż ja, gadamy o tym i po chwili okazuje się, że mogę przyznać rację tej drugiej osobie, bo czegoś wcześniej nie wzięłam pod uwagę. Da się tak, nikt z nas przecież nie jest nieomylny, a nasze zdanie nie jest jedynym właściwym


co do tego pomagania, widziałam kiedys program, gdzie mówiono o jednej z teorii, która zakłada, ze człowiek niczego nie robi altruistycznie
tylko w ten sposób spełnia swoje potrzeby
czasem te potrzeby są na tyle duze, ze jest w stanie zaryzykowac zycie (podawali przykład strazaka, który za wszelką cenę ratuje kogoś, sam ginąc przy tym - a ratuje dlatego, ze musi myslec o sobie jako o dobrym człowieku, który pomaga innym. ta potrzeba myslenia o sobie w ten sposób jest na tyle silna, ze moze oddac swoje życie, aby ją zaspokoić - i nie ma to nic wspólnego z chęcią pomocy danej osobie.)

Wg mnie jest tak tylko wtedy, gdy dana osoba pomaga "głośno". A potem oczekuje pochwał, docenienia. A jeszcze lepiej, gdy sama lubi dużo dawać z siebie, równocześnie innym osobom na to nie pozwalając, bo tak naprawdę nie umie przyjmować czegokolwiek od innej osoby, jednocześnie czując się lepsza od tych osób, że coś dał, a ktoś inny nie.

Polecam te filmiki: https://www.youtube.com/watch?v=zSCgym8lT_g
https://www.youtube.com/watch?v=R61D5uQIorI
Pani psycholog, generalnie wg mnie bardzo mądrze mówi.
Pewnie i tak podważycie, ale ja tam zgadzam się z tym.

215

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Kinga24 napisał/a:

Przepraszam za głupawkę, ale zaraz pewnie będzie komentarz, że zatroskany internauta specjalnie założył sobie nowe konto, żeby pochwalić swój komentarz tongue big_smile


(...) Pewnie i tak podważycie (...)

Zapewniam Cię, nie skomentuję już żadnego Twego posta.

216

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Wielokropek napisał/a:
Kinga24 napisał/a:

Przepraszam za głupawkę, ale zaraz pewnie będzie komentarz, że zatroskany internauta specjalnie założył sobie nowe konto, żeby pochwalić swój komentarz tongue big_smile

pożartować nawet nie można? Rozbawiło mnie po prostu, że wszyscy byli przeciw, a przytaknęła akurat osoba fejkowa, z 1 postem.

(...) Pewnie i tak podważycie (...)
Zapewniam Cię, nie skomentuję już żadnego Twego posta.

To nie komentuj, wyciągam po prostu słuszny wniosek, bo wiem, że macie zupełnie odmienne zdanie na ten temat niż ja i że najpewniej podważycie to, co jest w tym filmiku. I co w tym dziwnego? Prawdę napisałam.

Nikogo nie obrażam i nie nazywam ograniczonymi osobami, co już w tym temacie padło dziś względem mojej opinii na ten temat. Ale przepraszam za tę moją wielce obraźliwą sugestię.

"Jeśli ktoś Kalemu zabrać krowy (...) to jest zły uczynek (...). Dobry, to jak Kali zabrać komu krowy."

217

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:

Nie oczekuję żadnych. A życiowe rady najcenniejsze są wtedy, gdy mamy konkretne sytuacje poparte doświadczeniem danej osoby. Cytaty i powiedzonka można sobie zostawić na ckliwe chwile przy herbatce i kominku na długie zimowe wieczory (wtedy całkiem fajnie ich posłuchać lub poczytać).

wiec po co Ci te hipotetyczne rozważania odnośnie tatuażu....???

I wszystko co piszesz tu ... a nie poparte doświadczeniem Twoim osobistym ... między bajki na zimowe wieczory tongue

Zaiste młody jesteś i wydaje Ci się że masz w życiu zasady ..dogmaty - bo tego nie przerobiłeś w realu .
To tak jak z dziećmi - nie lubią tego czy tamtego- ale nigdy nie próbowały.

218

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:
SonyXperia napisał/a:

A zatem mogę zaakceptować partnera, który bedzie wagabundą i czekać na niego przez pół roku kiedy wróci ze swoich wojaży, ale kompromisem będzie kiedy ten wagabunda kochający np. góry wyjedzie ze mną na wakacje nad morze wink

Dla mnie to jest raczej warunek, a nie kompromis. On kocha góry, ona morze. I jeżeli ja pojadę z nim w góry to on później ze mną nad morze - warunek nie kompromis. Kompromisem byłoby pojechanie w miejsce, którego żadna ze stron nie preferuje albo zostanie w domu wink

to raczej konsensus - czyli zupełnie inne rozwiązanie które satysfakcjonuje oboje .

Kocha się partnera za to również  że kocha góry , bo to miłość do nich powoduje ze tak pięknie potrafi o nich mówić smile .
a Ty ewidentnie potrzebujesz podporzadkowania sobie i stawiasz warunki.

Odp: Sztuka kompromisu w związku
chceuciekacstad napisał/a:
zatroskany internauta napisał/a:

Nie oczekuję żadnych. A życiowe rady najcenniejsze są wtedy, gdy mamy konkretne sytuacje poparte doświadczeniem danej osoby. Cytaty i powiedzonka można sobie zostawić na ckliwe chwile przy herbatce i kominku na długie zimowe wieczory (wtedy całkiem fajnie ich posłuchać lub poczytać).

wiec po co Ci te hipotetyczne rozważania odnośnie tatuażu....???

I wszystko co piszesz tu ... a nie poparte doświadczeniem Twoim osobistym ... między bajki na zimowe wieczory tongue

Zaiste młody jesteś i wydaje Ci się że masz w życiu zasady ..dogmaty - bo tego nie przerobiłeś w realu .
To tak jak z dziećmi - nie lubią tego czy tamtego- ale nigdy nie próbowały.

Jestem wystarczająco doświadczony i wiekowy by wiedzieć, co mówię. Dlaczego piszę temat? Bo mogę? Bo chciałem dowiedzieć się co na ten temat sądzą inni? Od tego są fora internetowe - dyskusji wink

220

Odp: Sztuka kompromisu w związku
summerka88 napisał/a:
DanielS85 napisał/a:

Nie wyobrażam sobie bycie z kimś w związku i nie potrafić poświęcić się dla niego. Takie poświęcenie to nie jest obowiązek, a nawet wręcz przeciwnie. Nie twierdzę również, że należy się poświęcać dla drugiej osoby, w każdym aspekcie życie.

OMG!
Wiesz jak odróżnić zaangażowanie w związek od poświęcenia?

Można to dobrze wyjaśnić na przykładzie jajek na bekonie. Kura się zaangażowała, a świnia się poświęciła big_smile

big_smile

Wielokropek napisał/a:
Kinga24 napisał/a:

Przepraszam za głupawkę, ale zaraz pewnie będzie komentarz, że zatroskany internauta specjalnie założył sobie nowe konto, żeby pochwalić swój komentarz tongue big_smile


(...) Pewnie i tak podważycie (...)

Zapewniam Cię, nie skomentuję już żadnego Twego posta.

big_smile

221

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Moim zdaniem jak już się kocha, to daną osobę wraz z jej marzeniami i rzeczami, które lubi, oraz do których ma zrazę. Jeśli się chce kochać i wspołpracować, nie kocha się wyobrażenia tej osoby. A jeśli chodzi o kompromisy to najlepiej by było, gdyby w każdej sytuacji para na pół wymyślała wyjście z sytuacji i każdy trochę czegoś by odpuścił. Takie odpuszczanie raz z jednej strony a raz od drugiej połówki może i byłoby sprawiedliwe, ale para pogubiłaby się w tym i po co się tak wyliczać? Tylko to muszą dwie strony chcieć i tu jest to wink

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Ustępowanie w związku nie powinno działać na zasadzie wyliczanki. To trochę jak w wojsku wink

223 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2017-09-06 20:11:05)

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Kinga24 mysle ze sa sytuacje, gdy milosc nie  wystarczy, bo ludzie sie za bardzo roznia. Ja na miejscu Twojej przyjaciolki nie umialabym sie nawet zwiazac z kims kto chce mieszkac na wsi z mama. Takich rzeczy nigdy na poczatku nie ignorowalam, to sa bardzo wazne sprawy. Zawsze i tak chyba podswiadomie i tak blisko bylam z facetami o podobnych priorytetach wiec wiedzialam ze to wazne. Zadne uczucie nie zrekompensowaloby mi osobiscie frustracji, poczucia bycia nieszczesliwa dlatego co nie wyobrazam sobie byc w takim zwiazku. Do tego nie sadze by jej facet wynajal z nia mieszkanie w malym miescie skoro tak bardzo chce mieszkac z mama na wsi. Mysle ze nikt nie powinien poswiecac dla partnera swoich ambicji, marzen, bo czesto bedzie tego zalowac.

Nie sadze by sklonnosc do poswiecen tez zawsze wynikala z tego czy ma sie rodzenstwo. W pewnych kwestiach po prostu powinno sie swoje dobro stawiac wyzej, a nie zawsze sie uginac. Co innego pojechanie na wakacje tu mozna sie poswiecic jak dla mnie nie ma problemu, a co innego ambicje i marzenia, ktore sa bardzo wazn czescia zycia.

224 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2017-09-06 20:13:46)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:

Ustępowanie w związku nie powinno działać na zasadzie wyliczanki. To trochę jak w wojsku wink

Ale czasami tak się dzieje wink Miałam partnera, dawno temu, który kochał jazz a ja tego rodzaju muzyki, mówiąc delikatnie, nie lubię. On lubił chodzić na koncerty jazzowe a ja mu na nich nie miałam najmniejszego zamiaru towarzyszyć. I ja mu "wyliczyłam" że to jest pierwsza rzecz, w której nie może na mnie liczyć. Nie lubię jazzu i już. Chodził sam.  Ale w jego mieszkaniu, w którym czasem pomieszkiwałam, jazz leciał z głośników. Miał też różnego rodzaju rauty i spotkania, w gronie zawodowym, wśród ludzi sobie znanych, wśród których ja czułam się tak sobie, ale tam juz pojawiałam się z nim, jak jego partnerka.
Co tu było kompromisem, co wymuszeniem, co warunkiem, a co normalnym funkcjonowaniem jako para?

225

Odp: Sztuka kompromisu w związku
truskaweczka19 napisał/a:

Kinga24 mysle ze sa sytuacje, gdy milosc nie  wystarczy, bo ludzie sie za bardzo roznia. Ja na miejscu Twojej przyjaciolki nie umialabym sie nawet zwiazac z kims kto chce mieszkac na wsi z mama. Takich rzeczy nigdy na poczatku nie ignorowalam, to sa bardzo wazne sprawy. Zawsze i tak chyba podswiadomie i tak blisko bylam z facetami o podobnych priorytetach wiec wiedzialam ze to wazne. Zadne uczucie nie zrekompensowaloby mi osobiscie frustracji, poczucia bycia nieszczesliwa dlatego co nie wyobrazam sobie byc w takim zwiazku. Do tego nie sadze by jej facet wynajal z nia mieszkanie w malym miescie skoro tak bardzo chce mieszkac z mama na wsi. Mysle ze nikt nie powinien poswiecac dla partnera swoich ambicji, marzen, bo czesto bedzie tego zalowac.

Nie sadze by sklonnosc do poswiecen tez zawsze wynikala z tego czy ma sie rodzenstwo. W pewnych kwestiach po prostu powinno sie swoje dobro stawiac wyzej, a nie zawsze sie uginac. Co innego pojechanie na wakacje tu mozna sie poswiecic jak dla mnie nie ma problemu, a co innego ambicje i marzenia, ktore sa bardzo wazn czescia zycia.

Można mieć rodzeństwo i rodzica który szczuje dzieci na siebie- świadomie lub nie. Jaka jest po tym chęć do dzielenia się- łatwo się domyślić.
Znam też jedynaków wspaniałych i otwartych.
Znam też rodziców, którzy poświecili się, sprzedali wymarzony apartament na który ciężko zapracowali, aby kupić 2 mieszkania bo z synowa dogadac sie nie mogli. To było poświęcenie. Ale na koncu byli szczęsliwi, bo małżeństwo syna rozkwitło i był spokój. Nie musieli, nie mieli obowiazku.
Kompromis nie ma sensu wtedy, gdy ktoś w efekcie cierpi.

226

Odp: Sztuka kompromisu w związku

V pisze ze woli lezec na plazy a nie zwiedzac a ja odwrotnie a moj facet lezec. Jednak pokazalam mu jak fajne jest zwiedzanie i tez polubil. Wtedy nadal lezymy ale np pare godzin a potem zwiedzamy i kazdy zadowolony bo oboje robimy co lubimy. Mozna by oddzielnie tam spedzac czas ale tak nie chcemy.

Co do przykladu z dlugimi wlosami serio Kinga dziwi Cie, ze dziewczyna chciala obciac wlosy? Wiele kobiet raz ma dlugie wlosy w zyciu, raz sredniej dlugosci, raz krotkie. Glupie jest raczej jezeli partner by tego nie rozumial. Kazdy ma prawo do zmiany wygladu, mnie moze tez nie podobaja sie lysi czy np z irokezami ale jezeli np moj partner chcialby jakis czas tak wygladac to czemu nie? Milosc to o wiele wiecej niz wyglad nie myslalabym zeby o to sie klocic.

227

Odp: Sztuka kompromisu w związku
truskaweczka19 napisał/a:

V pisze ze woli lezec na plazy a nie zwiedzac a ja odwrotnie a moj facet lezec. Jednak pokazalam mu jak fajne jest zwiedzanie i tez polubil. Wtedy nadal lezymy ale np pare godzin a potem zwiedzamy i kazdy zadowolony bo oboje robimy co lubimy. Mozna by oddzielnie tam spedzac czas ale tak nie chcemy.

Co do przykladu z dlugimi wlosami serio Kinga dziwi Cie, ze dziewczyna chciala obciac wlosy? Wiele kobiet raz ma dlugie wlosy w zyciu, raz sredniej dlugosci, raz krotkie. Glupie jest raczej jezeli partner by tego nie rozumial. Kazdy ma prawo do zmiany wygladu, mnie moze tez nie podobaja sie lysi czy np z irokezami ale jezeli np moj partner chcialby jakis czas tak wygladac to czemu nie? Milosc to o wiele wiecej niz wyglad nie myslalabym zeby o to sie klocic.


ja mojemu tez pokazywalam i wcale mu sie nie podobalo
jak nie chcial zwiedzac tak nie chcial smile

228

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Ela210 napisał/a:
truskaweczka19 napisał/a:

Kinga24 mysle ze sa sytuacje, gdy milosc nie  wystarczy, bo ludzie sie za bardzo roznia. Ja na miejscu Twojej przyjaciolki nie umialabym sie nawet zwiazac z kims kto chce mieszkac na wsi z mama. Takich rzeczy nigdy na poczatku nie ignorowalam, to sa bardzo wazne sprawy. Zawsze i tak chyba podswiadomie i tak blisko bylam z facetami o podobnych priorytetach wiec wiedzialam ze to wazne. Zadne uczucie nie zrekompensowaloby mi osobiscie frustracji, poczucia bycia nieszczesliwa dlatego co nie wyobrazam sobie byc w takim zwiazku. Do tego nie sadze by jej facet wynajal z nia mieszkanie w malym miescie skoro tak bardzo chce mieszkac z mama na wsi. Mysle ze nikt nie powinien poswiecac dla partnera swoich ambicji, marzen, bo czesto bedzie tego zalowac.

Nie sadze by sklonnosc do poswiecen tez zawsze wynikala z tego czy ma sie rodzenstwo. W pewnych kwestiach po prostu powinno sie swoje dobro stawiac wyzej, a nie zawsze sie uginac. Co innego pojechanie na wakacje tu mozna sie poswiecic jak dla mnie nie ma problemu, a co innego ambicje i marzenia, ktore sa bardzo wazn czescia zycia.

Można mieć rodzeństwo i rodzica który szczuje dzieci na siebie- świadomie lub nie. Jaka jest po tym chęć do dzielenia się- łatwo się domyślić.
Znam też jedynaków wspaniałych i otwartych.
Znam też rodziców, którzy poświecili się, sprzedali wymarzony apartament na który ciężko zapracowali, aby kupić 2 mieszkania bo z synowa dogadac sie nie mogli. To było poświęcenie. Ale na koncu byli szczęsliwi, bo małżeństwo syna rozkwitło i był spokój. Nie musieli, nie mieli obowiazku.
Kompromis nie ma sensu wtedy, gdy ktoś w efekcie cierpi.

To prawda. Ja akurat mam siostre z innego taty ale mieszkalysmy razem. Bylam mlodsza i tak traktowana mi czesciej wierzono hehe ale nie sadze by to mialo ogromny wplyw. Siostra nigdy nie byla mi bliska ani ja jej nawet teraz jak ma dziecko, nie czujemy ze soba wiezi. Tak bywa. No ale ja w zwiazku okazuje milosc, staram sie dla mojego faceta ale sa granice. Mamy podobne priorytety to jest bardzo wazne.

229

Odp: Sztuka kompromisu w związku
_v_ napisał/a:
truskaweczka19 napisał/a:

V pisze ze woli lezec na plazy a nie zwiedzac a ja odwrotnie a moj facet lezec. Jednak pokazalam mu jak fajne jest zwiedzanie i tez polubil. Wtedy nadal lezymy ale np pare godzin a potem zwiedzamy i kazdy zadowolony bo oboje robimy co lubimy. Mozna by oddzielnie tam spedzac czas ale tak nie chcemy.

Co do przykladu z dlugimi wlosami serio Kinga dziwi Cie, ze dziewczyna chciala obciac wlosy? Wiele kobiet raz ma dlugie wlosy w zyciu, raz sredniej dlugosci, raz krotkie. Glupie jest raczej jezeli partner by tego nie rozumial. Kazdy ma prawo do zmiany wygladu, mnie moze tez nie podobaja sie lysi czy np z irokezami ale jezeli np moj partner chcialby jakis czas tak wygladac to czemu nie? Milosc to o wiele wiecej niz wyglad nie myslalabym zeby o to sie klocic.


ja mojemu tez pokazywalam i wcale mu sie nie podobalo
jak nie chcial zwiedzac tak nie chcial smile

Rozumiem rozni sa ludzie. Ty z nim juz nie jestes, jestes zadowolona, a dziwie sie mojej kolezance, ze nadal jest z chlopakiem z ktorym jest nieszczesliwa. Mlody chlopak a zachowanie jak stary dziadek, nigdzie nie chce wyjsc chyba ze to bedzie sie wiazalo z jedzeniem schabowego bo uwielbia, oglada polskie seriale i w ogole ona jest zupelnie inna od niego.

230 Ostatnio edytowany przez rh72 (2017-09-08 04:39:52)

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Przeczytałem sobie wszystkie wpisy smile Dużo tutaj udowadniania sobie nawzajem, że nasze subiektywne podejście do organizacji związku jest lepsze niż kogoś innego. Szukałem jakiejś recepty, którą ktoś może mieć na optymalne (bardziej obiektywne) czy praktyczne (bardziej uniwersalne) wartościowanie swoich POTRZEB (bo to chcemy zaspokoić związkiem) i USTĘPSTW (bo to możemy zainwestować w związek). Wychodzi, że dalej balans jest kwintesencją porozumienia się a jego wyważenie możliwe tylko jeśli jest chęć z obu stron... smile Z tego wynikło mi też coś, co już wiedziałem: te wszystkie strategie mogą działać i kompromis i konsensus i wymiana i współpraca i inne... np. handel aby była dobra intencja i brak NIEZDROWEGO egoizmu. Jeśli siada się do stołu (jak zwał tak zwał) negocjacyjnego z 'nie' i nie ma się nic ponadto to proponuję sobie darować związki i pozostać singlem, żyć wygodnie samemu a od innych brać co się podoba i nie DEFINIOWAĆ tego powszechnie rozumianym 'związkiem' ale swobodniejszą relacją. Związek i buduje i rozwija i dopełnia ale nikt mi nie powie, że nie ogranicza. Jeśli robi to ostatnie w granicach akceptowalnych (subiektywizm znowu) to jest to w porządku bo jest na to zgoda. Jeśli przechodzimy lub ktoś oczekuje przekroczenia naszych granic to przecież są 2 główne odpowiedzi: nie ruszamy ich i wchodzimy w konflikt lub je przesuwamy co może skutkować też konfliktem ale wewnętrznym (co już jest inną 'inszością' i lepiej tego nie doświadczyć przemyślawszy wcześniej swoją decyzję przesunięcia własnej granicy). Poświęcenie jest okropne bo jest z wydźwięku jednostronne - z którejkolwiek ze stron i nie jest ustępstwem, o nie - ale jest często mieszane właśnie z tym...
Autor siada do stołu tylko z 'nie' (nie widziałem innej opcji w kierunku ustępstwa) i oczekuje kompromisu więc zgodnie z powyższym odpowiedź jest jasna pod względem rozwiązania konfliktu i tylko jedno może go ratować - że tego konfliktu nie będzie, bo wszystko pozostaje w granicach akceptacji którejś ze stron... np. tatuaż chwilowy lub jego brak skoro inaczej się nie da (a partnerka to zaakceptuje). I samo, czyste 'nie' nie poparte kwestiami obiektywnymi (no nie będę grał na gitarze skoro rękę mi amputowali - mogę, mogę ale to nie będzie raczej 'gra') jest strzałem w ciemno a kompromis (czy zwany zdrowym, czy zgniłym) tylko pretekstem do rozwiązania konfliktu na swoje widzimisię nie popartym jakimkolwiek ustępstwem (choćby ten mały tatuaż, nie rzucający się w oczy). No może też być wymuszenie swojej 'racji' ale nie piszemy wtedy o kompromisie skoro ktoś 'coś musi' i nie ma pola do kompromisu. A w ogóle jest tak bardzo często, że nie widzimy pewnych pomysłów na zaistnienie kompromisu albo że ślepi wręcz jesteśmy nawet na rozwiązanie niekompromisowe... Po prostu jest 'wyjście z sytuacji' zaspokajające potrzeby i nie naruszające granic... Po co zaraz sięgać po kompromis? To, że śpię osobno czy jadę na wczasy osobno wcale nie jest kompromisem skoro (i tylko wtedy) to jest akceptowalne z obu stron, nikt nikomu nie ustępuje - prosty pomysł na brak kompromisu i rozwiązanie problemu. Ten pomysł czasami wart jest złota lub diamentów smile. I ostatnie - te nasze granice nie są stałe i czasami bzdurnie postawione, więc można zacząć od ich przemyślenia. Jednak przykłady tutaj były porywające, przyznaję big_smile

http://img4.dmty.pl//uploads/201411/1416103836_c9qzrp_600.jpg

Odp: Sztuka kompromisu w związku
rh72 napisał/a:

Jeśli siada się do stołu (jak zwał tak zwał) negocjacyjnego z 'nie' i nie ma się nic ponadto to proponuję sobie darować związki i pozostać singlem, żyć wygodnie samemu a od innych brać co się podoba i nie DEFINIOWAĆ tego powszechnie rozumianym 'związkiem' ale swobodniejszą relacją. Związek i buduje i rozwija i dopełnia ale nikt mi nie powie, że nie ogranicza.

W pełni się z Tobą zgadzam. Indywidualiści i single, którzy chcą tylko brać i uważają, że od nich nie należy niczego oczekiwać nie będą nigdy w prawdziwym związku (co najwyżej jakiejś relacji).

rh72 napisał/a:

Autor siada do stołu tylko z 'nie' (nie widziałem innej opcji w kierunku ustępstwa) i oczekuje kompromisu więc zgodnie z powyższym odpowiedź jest jasna pod względem rozwiązania konfliktu i tylko jedno może go ratować - że tego konfliktu nie będzie, bo wszystko pozostaje w granicach akceptacji którejś ze stron... np. tatuaż chwilowy lub jego brak skoro inaczej się nie da (a partnerka to zaakceptuje). I samo, czyste 'nie' nie poparte kwestiami obiektywnymi (no nie będę grał na gitarze skoro rękę mi amputowali - mogę, mogę ale to nie będzie raczej 'gra') jest strzałem w ciemno a kompromis (czy zwany zdrowym, czy zgniłym) tylko pretekstem do rozwiązania konfliktu na swoje widzimisię nie popartym jakimkolwiek ustępstwem (choćby ten mały tatuaż, nie rzucający się w oczy). No może też być wymuszenie swojej 'racji' ale nie piszemy wtedy o kompromisie skoro ktoś 'coś musi' i nie ma pola do kompromisu.

Pytanie brzmiało, czy partnerka powinna to zaakceptować, a nie że MUSI iść na kompromis smile Ta przedstawiona teoretyczna sytuacja pokazuje, że każdy ma względem 2 osoby jakieś wymagania i bardzo dobrze - osoba, która "bierze wszystko co się nawinie" często będzie bardzo rozczarowana swoim wyborem. Jeden nie lubi kobiet puszystych, inna kobieta niskich facetów, a jeszcze inna osoba tatuaży. Wszystko kwestia gustu i własnych przekonań, do których każdy z nas ma prawo. Jedyne o czym należy pamiętać to by o tym wszystkim powiedzieć na samym początku, by ta 2 osoba wiedziała czego od niej oczekujemy. Wtedy od razu widać czy te oczekiwania może spełnić (czasem bez wysiłku) czy też będą wymagały jakichś wyrzeczeń. Gorzej, gdy ktoś nie wspomni o tym, a następnie po jakimś czasie powstaje ostry konflikt, który już znacznie trudniej rozwiązać. Dlatego szczerość przede wszystkim i to od samego początku smile

232

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:
rh72 napisał/a:

Jeśli siada się do stołu (jak zwał tak zwał) negocjacyjnego z 'nie' i nie ma się nic ponadto to proponuję sobie darować związki i pozostać singlem, żyć wygodnie samemu a od innych brać co się podoba i nie DEFINIOWAĆ tego powszechnie rozumianym 'związkiem' ale swobodniejszą relacją. Związek i buduje i rozwija i dopełnia ale nikt mi nie powie, że nie ogranicza.

W pełni się z Tobą zgadzam. Indywidualiści i single, którzy chcą tylko brać i uważają, że od nich nie należy niczego oczekiwać nie będą nigdy w prawdziwym związku (co najwyżej jakiejś relacji).

rh72 napisał/a:

Autor siada do stołu tylko z 'nie' (nie widziałem innej opcji w kierunku ustępstwa) i oczekuje kompromisu więc zgodnie z powyższym odpowiedź jest jasna pod względem rozwiązania konfliktu i tylko jedno może go ratować - że tego konfliktu nie będzie, bo wszystko pozostaje w granicach akceptacji którejś ze stron... np. tatuaż chwilowy lub jego brak skoro inaczej się nie da (a partnerka to zaakceptuje). I samo, czyste 'nie' nie poparte kwestiami obiektywnymi (no nie będę grał na gitarze skoro rękę mi amputowali - mogę, mogę ale to nie będzie raczej 'gra') jest strzałem w ciemno a kompromis (czy zwany zdrowym, czy zgniłym) tylko pretekstem do rozwiązania konfliktu na swoje widzimisię nie popartym jakimkolwiek ustępstwem (choćby ten mały tatuaż, nie rzucający się w oczy). No może też być wymuszenie swojej 'racji' ale nie piszemy wtedy o kompromisie skoro ktoś 'coś musi' i nie ma pola do kompromisu.

Pytanie brzmiało, czy partnerka powinna to zaakceptować, a nie że MUSI iść na kompromis smile Ta przedstawiona teoretyczna sytuacja pokazuje, że każdy ma względem 2 osoby jakieś wymagania i bardzo dobrze - osoba, która "bierze wszystko co się nawinie" często będzie bardzo rozczarowana swoim wyborem. Jeden nie lubi kobiet puszystych, inna kobieta niskich facetów, a jeszcze inna osoba tatuaży. Wszystko kwestia gustu i własnych przekonań, do których każdy z nas ma prawo. Jedyne o czym należy pamiętać to by o tym wszystkim powiedzieć na samym początku, by ta 2 osoba wiedziała czego od niej oczekujemy. Wtedy od razu widać czy te oczekiwania może spełnić (czasem bez wysiłku) czy też będą wymagały jakichś wyrzeczeń. Gorzej, gdy ktoś nie wspomni o tym, a następnie po jakimś czasie powstaje ostry konflikt, który już znacznie trudniej rozwiązać. Dlatego szczerość przede wszystkim i to od samego początku smile


no akurat ode mnie nie należy niczego oczekiwać
bo ja nie urodziłam się po to, zeby spełniać oczekiwania innych ludzi smile

ot, taka jestem samolubna, egoistyczna i zła smile

Odp: Sztuka kompromisu w związku
_v_ napisał/a:

no akurat ode mnie nie należy niczego oczekiwać
bo ja nie urodziłam się po to, zeby spełniać oczekiwania innych ludzi smile

ot, taka jestem samolubna, egoistyczna i zła smile

Spokojnie. Tacy ludzie też są  potrzebni. Inaczej byłoby nudno na świecie tongue

234 Ostatnio edytowany przez rh72 (2017-09-08 09:12:45)

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Jeszcze raz jedno wymaga podkreślenia aby nie było przekłamania idei ograniczania: to ograniczenie powinno być zgodne z granicami drugiego człowieka a nie na siłę, że bez tego nie ma związku i trzeba coś dawać drugiemu bo chce... Nie 'umowa od początku' bo można postawić dziwne granice, które są lub będą bez sensu (i, wg mnie - ale mówię o sobie - granica 'niepalenia' przykładowo, ma sens), ale porozumienie. Jeśli RESPEKTUJESZ czyjeś potrzeby (w tym też swoje) i nie masz problemu z daniem czegoś to jest związek. Jeśli znajdujemy się wewnątrz kręgu wspólnej akceptacji to coś budujemy inaczej będzie przekraczanie tych granic i nie uda się lub któraś ze stron będzie się 'poświęcała'.
Indywidualiści i single, którzy chcą tylko brać i uważają, że od nich nie należy niczego oczekiwać nie będą nigdy w prawdziwym związku - no to chyba nie tak była postawiona sprawa. O co znowu tu kaman? Jestem singlem i indywidualistą to znaczy, że to grupa która chce tylko brać? No sorki... Nie tak! Ludzie, którzy chcą tylko brać nie będą w 'związku' równoprawnym. O to chodzi i bez nadużyć. I związki są różne a ja piszę o tym partnerskim - równoprawnym, czyli obdarzonym pewną symetrią w obszarze woli i chęci.
Chyba znowu idzie kwestia naginania dobrowolności i przymusu wg myślenia - jesteśmy razem, to teraz coś musisz. A kwestii Pytanie brzmiało, czy partnerka powinna to zaakceptować, a nie że MUSI iść na kompromis nie rozumiem. Co tu jest do akceptacji? No sorki, czy partnerka powinna zaakceptować a nie że musi się opalać? Czy partnerka powinna to zaakceptować, a nie że musi wodę gotować? Jakieś nie takie to... jakieś masło maślane... sad Powinna zaakceptować? No jak powinna to znaczy musi... i zdanie bez sensu bo znowu pierwsza część nie współgra z drugą. sad Musi coś zaakceptować bez kompromisu? No nie musi - może!
A ostatnie, bez przekręcania, to osoba, która współżyje z inną osobą i jest im dobrze to może być w związku. Ale jeśli ta osoba mówi na pewne sytuacje wymagające 'zgody' tylko bezrefleksyjne 'nie' to nie powinna być lub po prostu nie jest w 'związku' (a dokładniej w tym 'partnerskim') bo wg niej to nie jest 'partner' - nie uważam, że traktuje sytuację w tej jej relacji symetrycznie.
I truizmem jest, że nikt nie urodził się po to, żeby spełniać oczekiwania innych ludzi bo to oznacza po prostu niewolnictwo. To nie jest argument aby twierdzić coś o swoim zachowaniu w życiu. O byciu złym, NIEZDROWYM egoizmie (zdrowy jest potrzebny), samolubności (kto nie jest?) decydują inne kwestie niż argument urodzenia.

235 Ostatnio edytowany przez zatroskany internauta (2017-09-08 09:40:49)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
rh72 napisał/a:

Indywidualiści i single, którzy chcą tylko brać i uważają, że od nich nie należy niczego oczekiwać nie będą nigdy w prawdziwym związku - no to chyba nie tak była postawiona sprawa. O co znowu tu kaman? Jestem singlem i indywidualistą to znaczy, że to grupa która chce tylko brać? No sorki... Nie tak! Ludzie, którzy chcą tylko brać nie będą w 'związku' równoprawnym. O to chodzi i bez nadużyć. I związki są różne a ja piszę o tym partnerskim - równoprawnym, czyli obdarzonym pewną symetrią w obszarze woli i chęci.

"Indywidualiści i single, którzy chcą tylko brać" = nie znaczy, że każdy tylko pewna grupa taka jest. Poza tym niestety często osoby, które nie chcą się wiązać nie są skłonne do ustępstw, kompromisów, porozumienia (wstaw cokolwiek chcesz w tej kategorii) w związkach, wolą być nieskrępowani i wolni.

rh72 napisał/a:

Chyba znowu idzie kwestia naginania dobrowolności i przymusu wg myślenia - jesteśmy razem, to teraz coś musisz. A kwestii Pytanie brzmiało, czy partnerka powinna to zaakceptować, a nie że MUSI iść na kompromis nie rozumiem. Co tu jest do akceptacji? No sorki, czy partnerka powinna zaakceptować a nie że musi się opalać? Czy partnerka powinna to zaakceptować, a nie że musi wodę gotować? Jakieś nie takie to... jakieś masło maślane... sad tie niż argument urodzenia.

Co jest do akceptacji? Hmm np. to , że potencjalny partner przedstawia uczciwie czego absolutnie nie toleruje (nie mam na myśli, że tylko niezbyt za czymś przepada) u kobiety i do niej należy decyzja czy to akceptuje czy nie. Jeżeli nie to szkoda czasu. Jeżeli tak, wówczas można próbować działać dalej.

236 Ostatnio edytowany przez rh72 (2017-09-08 10:09:01)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:

Poza tym niestety często osoby, które nie chcą się wiązać nie są skłonne do ustępstw, kompromisów, porozumienia (wstaw cokolwiek chcesz w tej kategorii) w związkach, wolą być nieskrępowani i wolni.

No i coś w tym złego? Dlaczego niestety? Wybór ich i nie krzywdzą nikogo więc nie widzę problemu - jest spoko... Wolą to wolą, inni chcą ale nie mogą znaleźć partnera. To nic nowego. Jeśli są w związku to chyba nie wolą być wolni...

zatroskany internauta napisał/a:

Co jest do akceptacji? Hmm np. to , że potencjalny partner przedstawia uczciwie czego absolutnie nie toleruje (nie mam na myśli, że tylko niezbyt za czymś przepada) u kobiety i do niej należy decyzja czy to akceptuje czy nie. Jeżeli nie to szkoda czasu. Jeżeli tak, wówczas można próbować działać dalej.

No to jak mój przykład z paleniem... nie ma pola do kompromisu bo moje granice są w tym momencie nieprzekraczalne. Wchodzić w związek z opcją konfliktu? Bez sensu... Nie wymagam KOMPROMISU tutaj. Tu znowu kobieta nie ma co akceptować lub nie bo wybór nie zależy od niej... Jak wymagać akceptacji skoro ten ktoś nie ma wyboru? Zaakceptuj, że jesteś chory. Słowa się tu mieszają... Nie ma akceptować ale po prostu należy mieć wspólne wartości i to pomoże (dopasowanie a nie naginanie kogoś). Akceptacja to decyzja - zgoda na coś i jeśli niewymuszona szantażem nazwanym ładnie 'kompromisem' (czym on tu nie jest po prostu) to nie ma sprawy. Ja nie stawiam w kwestii palenia kompromisu ale granice i nie zamierzam nikogo właśnie szantażować - masz się pogodzić! Podstawowa różnica. Więc dyskusja może np. dotyczyć aspektu, że ktoś wyjechał, zaczął palić na wyjeździe z różnych względów i nałóg teraz powoduje konflikt w związku. Ale tutaj nie wchodzimy w kwestie samego kompromisu tylko rozwiązywania konfliktów raczej (gdzie jedna z metod to może być kompromis). To czego dalej nie widać to wolnej woli i tego, że do kompromisu nie można zmusić. Nie można go wymagać - trzeba go chcieć. Tu jest jakieś generalizowanie kompromisu jako otwarcia na bycie razem lub nie. A to nie kompromis.

Odp: Sztuka kompromisu w związku
rh72 napisał/a:

No to jak mój przykład z paleniem... nie ma pola do kompromisu bo moje granice są w tym momencie nieprzekraczalne. Wchodzić w związek z opcją konfliktu? Bez sensu... Nie wymagam KOMPROMISU tutaj. Tu znowu kobieta nie ma co akceptować lub nie bo wybór nie zależy od niej... Jak wymagać akceptacji skoro ten ktoś nie ma wyboru? Zaakceptuj, że jesteś chory. Słowa się tu mieszają... Nie ma akceptować ale po prostu należy mieć wspólne wartości i to pomoże (dopasowanie a nie naginanie kogoś). Akceptacja to decyzja - zgoda na coś i jeśli niewymuszona szantażem nazwanym ładnie 'kompromisem' (czym on tu nie jest po prostu) to nie ma sprawy. Ja nie stawiam w kwestii palenia kompromisu ale granice i nie zamierzam nikogo właśnie szantażować - masz się pogodzić! Podstawowa różnica. Więc dyskusja może np. dotyczyć aspektu, że ktoś wyjechał, zaczął palić na wyjeździe z różnych względów i nałóg teraz powoduje konflikt w związku. Ale tutaj nie wchodzimy w kwestie samego kompromisu tylko rozwiązywania konfliktów raczej (gdzie jedna z metod to może być kompromis). To czego dalej nie widać to wolnej woli i tego, że do kompromisu nie można zmusić. Nie można go wymagać - trzeba go chcieć. Tu jest jakieś generalizowanie kompromisu jako otwarcia na bycie razem lub nie. A to nie kompromis.

Dlatego cały czas chodzi o to, czy powinna wyrazić na to zgodę czy nie. To raczej nie jest kwestia kompromisu tylko zaakceptowania wymogów. Kompromisy mogą pojawić się w czasie późniejszym w innych sprawach. Tutaj są postawione pewne warunki (tak jak w jakiejś umowie handlowej).

238

Odp: Sztuka kompromisu w związku

No to to za sztuka kompromisu w tytule i jakieś przykłady, jak chodzi o coś innego? sad Autorze, zdecyduj się smile

239 Ostatnio edytowany przez zatroskany internauta (2017-09-08 13:57:07)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
rh72 napisał/a:

No to to za sztuka kompromisu w tytule i jakieś przykłady, jak chodzi o coś innego? sad Autorze, zdecyduj się smile

1 część tematu:

Kompromis w związku... Na czym powinien on Waszym zdaniem polegać? Czy człowiek powinien dostosowywać się do partnera? Czy może jednak w ogóle się nie zmieniać i nie iść na żadne kompromisy?

Przedstawiona sytuacja np o tatuażu to tylko 1 z kwestii poruszanych w tym temacie. Później dochodzi kwestia kompromisów. Czytaj ze zrozumieniem smile

240

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Łoki... Dywagacje, znaczy się, miały być ogólne... Ale mi się zdawało tylko, że przykłady i motywacje do tego kompromisu nie za bardzo dobrane.

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Zaczęło się wiele przykładów różnych osób i temat dość niespodziewanie się rozrósł w swoim zakresie (aczkolwiek dyskusja na poziomie zawsze jest mile widziana) wink

242

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Partnerzyw  zwiażku nic nie mogą sobie zabraniać bo to nie wojsko czy wiezienie .Jednakże musża od razu na początku wyjasnic sobie co ma sens w zachowaniu .Co do tatuaż brzydzi cie czy boisz sie reakcji w pracy ?

243 Ostatnio edytowany przez _Ramzes_ (2017-09-08 18:37:14)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:

Bardziej chodzi o to, że np facet wiąże się z kobietą jest im razem dobrze, ale po czasie dowiaduje się, że ona ma plany związane np z tatuażem. Mówi jej, że go to brzydzi i że nie będzie się z tym źle czuł. Czy w takiej sytuacji kobieta powinna go olać i nie liczyć się z tym, że wpłynie to bardzo negatywnie na partnera czy dać sobie z tym spokój?

Nie zawsze wiesz wszystko z góry o drugiej osobie.


Witam.
Przeczytałem pierwszą stronę wątku i ostatnią. Uważam podobnie jak autor.
Użytkowniczka Wielokropek wypowiada się dość cynicznie. Żyje dla siebie i ma w nosie zdanie innych. Ok. Jej wybór.
Ja uważam, że jeśli się kogoś kocha, a tej osobie coś w nas lub w naszych zainteresowaniach przeszkadza to należy na początek rozmawiać i przedstawić to zagadnienie od naszej strony. Zapoznać partnera ze swoimi marzeniami, dać mu zrozumieć/zaakceptować. Jeśli dalej obstaje przy swoich przekonaniach, to można pójść na ustępstwa.
Przykład tatuażu jest dobry. Moja partnerka chciała go sobie zrobić już od dziecka. Ja też kiedyś chciałem sobie zrobić za małolata, jednak się wyleczyłem z tego. Gdy moja dziewczyna skończyła 20 lat, poradziłem jej, by poczekała jeszcze z decyzją o tatuażu z rok, może nawet kilka lat. Jeśli dalej będzie chciała zrobić to go zrobi, choć mnie się to nie podoba. Kocham ją taką jaka jest, naturalną. Przynajmniej chce przy tym być i doradzić jej wybrać coś, co jej się będzie podobać, a mnie nie będzie odstraszać. Przyjęła radę, choć ciągle się nakręcała jakimiś wzorami.
Dla mnie u kobiety ładne są co najwyżej jakieś nieduże tatuaże, w mało widocznych miejscach. Dla mnie przesadnie wytatuowane ciało kobiety jest mało atrakcyjne. Często gdy widzę piękne dziewczyny z całymi ramionami, czy dekoltami w tatuażach to mnie odrzuca. Mimo np pięknej urody. Poza tym obecnie widzę trendy do lansowania się tatuażami. Np na koncercie ludzie stają pod sceną i ciągle udają, że się drapią pod ubraniem, żeby było widać malunki. Dla mnie to trochę żałosne i nie odpowiada mi to, choć nie mówię, że moja dziewczyna by się tak zachowywała.

W drugą stronę analogiczna sytuacja. Lubię motocykle. Od lat mam prawko i motocykl. Moja dziewczyna na początku znajomości była zainteresowana tym zagadnieniem. Lubi patrzeć na przejeżdżające maszyny ale nigdy nie chciała ze mną wsiąść i pojeździć. A moim marzeniem zawsze było jeździć z dziewczyną jako pasażerką. W końcu z racji, że nie dała się przekonać motocykl poszedł w kąt. Jeździłem sam i to bardzo rzadko, właściwie całkiem przestałem. Wolałem inaczej spędzać z partnerką czas wolny, a w tygodniu praca nie pozwala mi zbytnio na jeżdżenie motocyklem do niej (pracuję jeżdżąc samochodem). Może moje marzenie się jeszcze spełni ale póki co odpuściłem, bo ona nie jest na to gotowa. Gdybym musiał całkiem dla partnerki odpuścić jazdę na motocyklu, też byłbym w stanie to zrobić.

Podsumowując. Jeśli związek jest dla nas ważny, darzymy kogoś uczuciem to uważam, że czasem można, a wręcz trzeba zrezygnować ze swoich planów czy marzeń dla wspólnego dobra i przyszłości. Jednak musimy wpierw spróbować to omówić, wytłumaczyć i zrozumieć różnice w pojmowaniu przez nas pewnych kwestii. Spróbować pójść na jakiś kompromis. A jeśli mamy całkowicie za nic zdanie naszego partnera, to żyjemy tylko dla siebie. Ot co.

244

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Nie wiem skąd bierze się to bzdurne przekonanie, że związek wymaga "poświęceń". Otóż - nie wymaga. Tylko jest jeden haczyk - trzeba związać się z kimś kto ma podobne cele w życiu, marzenia, generalną wizję przyszłości, fajnie by było gdyby jakieś zainteresowania też były wspólne. Tak jak wspomniał rh - jeśli decydujesz się na związek z osoba która jest za bardzo "inna" to od razu wiadomo, że punktów zapalnych będzie od cholery. Wtedy ktoś "musi się poświęcić dla dobra związku". Jesteście panowie młodzi, te Wasze "poświęcenia" nie były jakieś wielkiej rangi - jeden trochę pojeździł do dziewczyny (skoro ja kochałeś to to było moim zdaniem żadne poświęcenie bo normalne jest, ze chce się z kimś kochanym spędzać czas) , drugi się nie przewiózł z nią na motorze. Powiem Wam, że to wszystko jest bardzo fajne, bardzo romantyczne ale tylko na papierze. I tylko do czasu smile Po X latach małżeństwa z tej miłości i z tego poświęcenia nie zostaje nic poza wzajemnymi pretensjami o to kto komu zmarnował życie. Widzę to na przykładzie moich rodziców.

Zgadzam się z Pietruszką - jeśli dziewczyna nie wie, że jej faceta odrzucają tatuaże a związek trwa kilka lat to jest coś mocno nie tak. Jeśli CHCE to może wziąć jego zdanie pod uwagę, ale nie jest to jej OBOWIAZEK. Tak samo facet - MOZE ale nie musi akceptować jej nowego wizerunku. Jeśli ona nie akceptuje i on też nie akceptuje i żadne nie będzie chciało przesunąć swoich granic no to sorry ale trzeba się rozstać. Tak bywa.
Ludzkie drogi się rozchodzą. Ludzie rozwijają się w innych kierunkach. Może być tak, że po 30 latach małżeństwa obudzisz się obok obcej osoby z którą nawet nie będziesz miał o czym rozmawiać. TAK SIE ZDARZA. I nie ma tu niczyjej winy.

Czy człowiek powinien dostosowywać się do partnera?
Jeśli CHCE to może iść na jakieś ustępstwa.
Co jakiś czas włożyć na tyłek koronkowe majtki żeby facetowi sprawić przyjemność. Ale po pierwsze chodzenie w tych koronkowych majtkach to nie jest obowiązek, a po drugie jeśli facet nie jest w stanie żyć tych koronkowych majtek a wie, że jego kobita tego nie lubi i mieć codziennie tego nie będzie to niech zmieni kobite na taką co lubi a nie szantażuje swojej "jakbyś mnie kochała to byś się poświęciła i nosiła koronkowe majtki codziennie, nieważne, że potem nie możesz siedzieć przez 3 dni bo Cię obtarły" 
Tylko jeśli już ta kobita założy na ten tyłek majtki bo CHCIAŁA to nie powinna potem temu chłopu wypominać ile to dla niego poświęciła nosząc te koronkowe majtki.
Bo wiecie miłość tutaj nie ma nic do rzeczy. Można kogoś kochać, ale jeśli to czego chce ta druga strona godzi w nieprzekraczalne granice to o czym my tu rozmawiamy? Kto jest ważniejszy? Ja? Czy partner?
Partner rzecz nabyta - raz jest, raz go nie ma. A ja ze sobą będę do końca życia smile

245

Odp: Sztuka kompromisu w związku

problem jest zwykle w tym, ze większość ludzi nie jest asertywna i nie potrafi odmówić kiedy nie chce
i zakłada te przyslowiowe majty
a potem cierpi, bo wcale tego nie chcieli

albo uwazaja, ze powinni sie zgodzic dla dobra zwiazku wiec tez nie robia tego z wlasnej woli

a ja bym chciala takiego właśnie partnera/partnerow... którzy kiedy chcą, to mowia, ze chca. a kiedy  nie chca,to mówią, ze nie chca. zebym ufala,ze nie poswiecaja sie dla mnie, ani nie robia czegoś, co powinni,bo tak trzeba, a nie z przekonania

246 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2017-09-08 23:42:21)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Han_Na napisał/a:

Nie wiem skąd bierze się to bzdurne przekonanie, że związek wymaga "poświęceń". Otóż - nie wymaga. Tylko jest jeden haczyk - trzeba związać się z kimś kto ma podobne cele w życiu, marzenia, generalną wizję przyszłości, fajnie by było gdyby jakieś zainteresowania też były wspólne.

Przekonanie, że związek wymaga "poświęceń" (zwał jak zwał) bierze się z faktu... posiadania doświadczenia, jakim jest bycie kiedyś z kimś w związku.
I otóż związek wymaga czasem poświęceń, czasem ustępstw, a czasem postawienia na swoim. Przykładów tych poświęceń, ustępstw, kompromisów można by mnożyć. Cele w zyciu bywają zmienne, stare marzenia porzuca się na rzecz nowych, wizja przyszłości pod wpływem nagłych wydarzeń może z dnia na dzien zaczać rysować się zgoła odmiennie, od tej którą mieliśmy jeszcze wczoraj... i w tym wszystkim jest dwoje ludzi, dwoje niezależnych ludzi, z których jedno drugiemu coś dalej, zachowuje się wobec drugiego w określony sposób, godzi się na określone zachowania. Nie ma związku bez chociażby częściowej utraty własnego "ja" na rzecz "my". To jest dla mnie ten kompromis, a jaki on bedzie miał w praktyce wymiar? Każdy związek ma "swojego rodzaju" kompromisy.

247 Ostatnio edytowany przez _v_ (2017-09-08 23:44:16)

Odp: Sztuka kompromisu w związku

pozwolę sobie sie nie zgodzic
w zwiazku nie trzeba poświęcać swojego "ja"
tylko ze to wymaga większego nakladu pracy - wlasnej

no i tracimy takie cudowne narzędzia jak manipulacje, szantaze, granie poczuciem winy wink

248

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Byłam w dwóch. W każdym musiałam liczyć się z odmiennym "ja" partnera od mojego własnego "ja". Z wzajemnością. Inaczej jest to podporządkowanie jednej osoby drugiej. Bezwzględne podporządkowanie.

249

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Poświęcenie dalej jest dla mnie zbyt mocnym wyzwaniem w związku... też mówię z doświadczenia. Przykład nadużycia - jeśli się kimś opiekuję to zaraz mówimy 'poświęcenie'. Nie, to nie jest poświęcenie (może być - pewnie). Poświęcenie jest wtedy gdy muszę zainwestować wbrew sobie... Jeśli moja empatia spowoduje, że się zidentyfikuję z osobą mi bliską i cierpiącą to jakie poświęcenie? To będzie wyzwanie i trudny okres ale powiedz komuś kto jest z Tobą w związku, że się poświęcasz dla niej... Odbiór? U osoby bardziej niezależnej usłyszysz 'a po cholerę?' U osoby bardziej zależnej wzbudzisz pewnie poczucie winy... Po co? U tego co ma Ciebie 'gdzieś' pewnie usłyszysz co chcesz usłyszeć bo Ciebie będzie się starał zmanipulować (ewentualnie 'nic' bo już kompletnie olewa).
Co nie zmienia idei 'ja' przekształcone na 'my'. To nic nie zmienia! Jesteśmy 'my' więc działamy zgodnie z własnymi potrzebami i może już nawet nie ustępstwami ale ograniczeniami... Najlepsze co może być! Wg mnie tak rzadko do tego dochodzi, tak rzadko... Bo wtedy nie kompromisujemy siebie nawzajem ale jedynie 'nas' ze światem. Te strategie mają działać nie w związku ale w jego interakcji ze światem zewnętrznym. Piękne! Teraz się rozmarzyłem smile

250 Ostatnio edytowany przez rh72 (2017-09-09 00:02:25)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
SonyXperia napisał/a:

Byłam w dwóch. W każdym musiałam liczyć się z odmiennym "ja" partnera od mojego własnego "ja". Z wzajemnością. Inaczej jest to podporządkowanie jednej osoby drugiej. Bezwzględne podporządkowanie.

Zgoda... dobre słowo 'liczyć się' smile Może być i 'respektować' smile

I aby nie poświęcać własnego 'ja' (z obu stron czy x stron) potrzeba pracy wspólnej a nie tylko własnej. Tak się można napracować i nic nie uzyskać na końcu. Praca własna w ograniczeniu 'tylko' skutkuje najlepiej tylko w odniesieniu do własnej osoby...

251

Odp: Sztuka kompromisu w związku
rh72 napisał/a:
SonyXperia napisał/a:

Byłam w dwóch. W każdym musiałam liczyć się z odmiennym "ja" partnera od mojego własnego "ja". Z wzajemnością. Inaczej jest to podporządkowanie jednej osoby drugiej. Bezwzględne podporządkowanie.

Zgoda... dobre słowo 'liczyć się' smile Może być i 'respektować' smile

I aby nie poświęcać własnego 'ja' (z obu stron czy x stron) potrzeba pracy wspólnej a nie tylko własnej. Tak się można napracować i nic nie uzyskać na końcu. Praca własna w ograniczeniu 'tylko' skutkuje najlepiej tylko w odniesieniu do własnej osoby...


mówiąc "praca wlasna" chodziło mi nie o walke z wiatrakami, czy jakze popularna "walke o zwiazek"

tylko o

poradzenie sobie ze swoimi problemami z dziecinstwa, niezaspokojonymi potrzebami, zbednymi oczekiwaniami (czy w ogole oczekiwaniami), poprzednimi niezbyt dobrymi zwiazkami, rozczarowaniami, własnymi kompleksami, niska samoocena, fałszywymi przekonaniami i mitamy w kwestii miłości, związków i relacji międzyludzkich i pewnie jeszcze o kilka rzeczy, o których akurat nie moglam sobie przypomnieć.

252

Odp: Sztuka kompromisu w związku
SonyXperia napisał/a:
Han_Na napisał/a:

Nie wiem skąd bierze się to bzdurne przekonanie, że związek wymaga "poświęceń". Otóż - nie wymaga. Tylko jest jeden haczyk - trzeba związać się z kimś kto ma podobne cele w życiu, marzenia, generalną wizję przyszłości, fajnie by było gdyby jakieś zainteresowania też były wspólne.

Przekonanie, że związek wymaga "poświęceń" (zwał jak zwał) bierze się z faktu... posiadania doświadczenia, jakim jest bycie kiedyś z kimś w związku.
I otóż związek wymaga czasem poświęceń, czasem ustępstw, a czasem postawienia na swoim. Przykładów tych poświęceń, ustępstw, kompromisów można by mnożyć. Cele w zyciu bywają zmienne, stare marzenia porzuca się na rzecz nowych, wizja przyszłości pod wpływem nagłych wydarzeń może z dnia na dzien zaczać rysować się zgoła odmiennie, od tej którą mieliśmy jeszcze wczoraj... i w tym wszystkim jest dwoje ludzi, dwoje niezależnych ludzi, z których jedno drugiemu coś dalej, zachowuje się wobec drugiego w określony sposób, godzi się na określone zachowania. Nie ma związku bez chociażby częściowej utraty własnego "ja" na rzecz "my". To jest dla mnie ten kompromis, a jaki on bedzie miał w praktyce wymiar? Każdy związek ma "swojego rodzaju" kompromisy.

Dlatego napisałam, że ludzie z czasem mogą wyewoluowac w różnych kierunkach. I o ile są sprawy które można wynegocjować np noszenie tych majtek 2x w tygodniu po 2h zamiast 24/7 to w niektórych kwestiach kompromis po prostu nie ma racji bytu. Taki przykład - jest sobie para. Jak weszli w związek (nieważne czy formalny czy nie) to ustalili, że nie chcą mieć potomstwa. Nigdy. Chcą miec psa i z tym psem jeździć sobie po świecie. Ale mija lat 10. Kobiecie załącza się instynkt macierzyński ale zamiast 2 psa chce dziecka. Facet tego dziecka kategorycznie w dalszym ciągu nie chce. I co teraz? Jakie jest pole do kompromisu?
Moim zdaniem nie ma żadnego. Nie można mieć 0.5 dziecka. Ktoś albo zrezygnuje ze swojego 'ja'   i koniec końców będzie nieszczęśliwy albo po prostu przyjma to, że ich drogi się rozeszły podadzą sobie rękę i każde pójdzie  w swoją stronę.

Wg mnie największym 'poświęceniem' w związku jest przyjęcie i zaakceptowanie danej osoby taka jaka ona jest. A nie przerabianie jej na swoją modłe. Jak ją czy jego przerobisz to juz przestaje być ta osoba w której się zakochałas smile
Jeśli on czy ona chce się zmienić to jeśli ta zmiana nie narusza twoich granic to ja wspieraj. Jeśli ta zmiana Ci nie pasuje to się rozstan.
A te argumenty 'tyle lat związku na marne' to są o dupe potłuc. Wtedy było fajnie. I co teraz trzeba się szarpać w imię tego ze kiedyś było fajnie? 'Poświęcac się' bo kiedyś tam były motylki w brzuchu? Bez sensu

253 Ostatnio edytowany przez rh72 (2017-09-09 00:54:23)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
_v_ napisał/a:

mówiąc "praca wlasna" chodziło mi nie o walke z wiatrakami, czy jakze popularna "walke o zwiazek"

tylko o

poradzenie sobie ze swoimi problemami z dziecinstwa, niezaspokojonymi potrzebami, zbednymi oczekiwaniami (czy w ogole oczekiwaniami), poprzednimi niezbyt dobrymi zwiazkami, rozczarowaniami, własnymi kompleksami, niska samoocena, fałszywymi przekonaniami i mitamy w kwestii miłości, związków i relacji międzyludzkich i pewnie jeszcze o kilka rzeczy, o których akurat nie moglam sobie przypomnieć.

OK, pracujesz nad sobą... jeśli partner pracuje podobnie nad sobą to ja bym 'wróżył' długi i szczęśliwy związek... takie osoby mają szansę coś budować bo są po prostu wartościowe. Pewnie pośrednio wynika z tego szacunek wzajemny, umiejętność współżycia czyli po prostu zdolność do bycia razem. Plus chęć i mamy kolejny przykład tego co 'powinno być'.
Może kiedyś będą tego uczyć w szkołach... może... jednak ja już się nie naprawię i sporo z tej kolekcji niedoskonałości zbyt chyba zasiedziało się we mnie. Albo twierdzę tak z lenistwa. tongue To jest PIĘKNE znowu ale takie ponownie rzadkie. Więc statystyki i pewnie życie mówi, że związki są takim zlepkiem szczęścia i nieszczęścia i musimy stosować i kompromisy i inne rozwiązania bo dalej jesteśmy niby razem a osobno smile

254

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Han_Na napisał/a:

Dlatego napisałam, że ludzie z czasem mogą wyewoluowac w różnych kierunkach.
...Jakie jest pole do kompromisu?

Tak, zgoda... zmiana... tylko ten kompromis nie oznacza jedynego wyjścia - może nie ma konfliktu? smile Może ma spróbować chłop żyć z dzieckiem albo zrobić dziecko i zobaczyć jak się żyje bez tej kobiety i zmienić zdanie... takie gdybanie. No jednak racja - czasami są sytuacje, że należy się rozstać bo brak pola nie tylko do kompromisu... smile


Han_Na napisał/a:

Wg mnie największym 'poświęceniem' w związku jest przyjęcie i zaakceptowanie danej osoby taka jaka ona jest.

Wrrrr... Po 5 latach: kochanie, pamiętaj, ja się dla ciebie poświęciłam i ciebie zaakceptowałam! tongue Mam nadzieję, że nie ma tego 'poświęcenia' jednak a lepiej 'darem' lub jeszcze lepiej 'wyborem' big_smile I jak jest wybór to nie ma potem potrzeby przerzucania winy w razie niepowodzenia na kogoś innego.

255 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-09-09 01:07:39)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
SonyXperia napisał/a:
Han_Na napisał/a:

Nie wiem skąd bierze się to bzdurne przekonanie, że związek wymaga "poświęceń". Otóż - nie wymaga. Tylko jest jeden haczyk - trzeba związać się z kimś kto ma podobne cele w życiu, marzenia, generalną wizję przyszłości, fajnie by było gdyby jakieś zainteresowania też były wspólne.

Przekonanie, że związek wymaga "poświęceń" (zwał jak zwał) bierze się z faktu... posiadania doświadczenia, jakim jest bycie kiedyś z kimś w związku.
I otóż związek wymaga czasem poświęceń, czasem ustępstw, a czasem postawienia na swoim. Przykładów tych poświęceń, ustępstw, kompromisów można by mnożyć. Cele w zyciu bywają zmienne, stare marzenia porzuca się na rzecz nowych, wizja przyszłości pod wpływem nagłych wydarzeń może z dnia na dzien zaczać rysować się zgoła odmiennie, od tej którą mieliśmy jeszcze wczoraj... i w tym wszystkim jest dwoje ludzi, dwoje niezależnych ludzi, z których jedno drugiemu coś dalej, zachowuje się wobec drugiego w określony sposób, godzi się na określone zachowania. Nie ma związku bez chociażby częściowej utraty własnego "ja" na rzecz "my". To jest dla mnie ten kompromis, a jaki on bedzie miał w praktyce wymiar? Każdy związek ma "swojego rodzaju" kompromisy.

Dokładnie- przekonanie, że ludzie dobiorą się jako 20 latki i będa jednakowoż pasować do siebie jako 40 latki jest naiwne. Zmieniaja, sie cele, priorytety, ludzie dojrzewają, przeżywaja wielkie traumy czy sukcesy i czesto nie mają już wiele wspólnego z sobą sprzed lat. Pytanie czy wtedy partnerzy zechcą spojrzeć na siebie jeszcze raz łaskawym okiem, czy dostrzegą jakąś wartość w przejsciu tych przemian razem, czy skupią tylko na sobie.
Tzw zwiazek partnerski to  często wiązanie walencyjne. Ma on swoje zalety- nie narazi nas na wielki ból, co najwyżej rozczarowanie. Ale dla mnie to lizanie cukierka przez papierek, wiec podziękuję i chociaż wcale nie mam pewności, że robię coś z pożytkiem dla siebie- zaryzykuję.
Ale nikogo na to nie namawiam, bo za nikogo nie będę cierpieć smile

256 Ostatnio edytowany przez dobrakobieta90 (2017-09-09 05:45:34)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:

Kompromis w związku...
Na czym powinien on Waszym zdaniem polegać? Czy człowiek powinien dostosowywać się do partnera? Czy może jednak w ogóle się nie zmieniać i nie iść na żadne kompromisy?

Stosunek do kompromisu wynika wprost z tego, jak ktoś myśli o sobie. To, co ma w głowie, determinuje to, jak reaguje.

Gdy ktoś myśli o sobie, że nie jest dość dobry i nie zasługuje, żeby cokolwiek otrzymywać, to każdy kompromis w jego przypadku jest ustępowaniem, dostosowywaniem się, dawaniem i poświęcaniem się. Bo taka osoba myśli o sobie, że tylko dając coś od siebie może cokolwiek otrzymać i  tak ciągnie się jej martyrologia, gdzie tylko wciąż daje, nic albo niewiele otrzymując.

Jeśli ktoś widzi siebie w taki sposób, iż ustępując na krok, niemal automatycznie stanie się nieważny i przeźroczysty, to będzie jakikolwiek kompromis utożsamiał z popadnięciem w otchłań bezwartościowości i gorszości. Kompromis jest wówczas dla niego skazaniem się na niebyt. Będzie więc albo zaciekle walczył, albo uciekał, żeby pozbyć się tego odczucia. Albo będzie w sobie gromadził frustrację i złość.

I jeszcze spotkałam na tym forum ludzi, którzy uważają, że każde postępowanie jego partnera jest nacechowane ciągłą orientacją na niego samego. Ponadto oczekują i żądają od drugiego, żeby był jego przedłużeniem, myślał tak samo, chciał tego samego. Narcystyczny egocentryzm. Dla tej osoby to, iż partner nie zgadza się z jego propozycją lub marzeniem, jest oczywistym działaniem w celu znieważenia i poniżenia go. O żadnym kompromisie tu mowy być nie może.

Można tak jeszcze wymieniać i wymieniać smile

257 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2017-09-09 10:28:35)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Han_Na napisał/a:
SonyXperia napisał/a:
Han_Na napisał/a:

Nie wiem skąd bierze się to bzdurne przekonanie, że związek wymaga "poświęceń". Otóż - nie wymaga. Tylko jest jeden haczyk - trzeba związać się z kimś kto ma podobne cele w życiu, marzenia, generalną wizję przyszłości, fajnie by było gdyby jakieś zainteresowania też były wspólne.

Przekonanie, że związek wymaga "poświęceń" (zwał jak zwał) bierze się z faktu... posiadania doświadczenia, jakim jest bycie kiedyś z kimś w związku.
I otóż związek wymaga czasem poświęceń, czasem ustępstw, a czasem postawienia na swoim. Przykładów tych poświęceń, ustępstw, kompromisów można by mnożyć. Cele w zyciu bywają zmienne, stare marzenia porzuca się na rzecz nowych, wizja przyszłości pod wpływem nagłych wydarzeń może z dnia na dzien zaczać rysować się zgoła odmiennie, od tej którą mieliśmy jeszcze wczoraj... i w tym wszystkim jest dwoje ludzi, dwoje niezależnych ludzi, z których jedno drugiemu coś dalej, zachowuje się wobec drugiego w określony sposób, godzi się na określone zachowania. Nie ma związku bez chociażby częściowej utraty własnego "ja" na rzecz "my". To jest dla mnie ten kompromis, a jaki on bedzie miał w praktyce wymiar? Każdy związek ma "swojego rodzaju" kompromisy.

Dlatego napisałam, że ludzie z czasem mogą wyewoluowac w różnych kierunkach. I o ile są sprawy które można wynegocjować np noszenie tych majtek 2x w tygodniu po 2h zamiast 24/7 to w niektórych kwestiach kompromis po prostu nie ma racji bytu. Taki przykład - jest sobie para. Jak weszli w związek (nieważne czy formalny czy nie) to ustalili, że nie chcą mieć potomstwa. Nigdy. Chcą miec psa i z tym psem jeździć sobie po świecie. Ale mija lat 10. Kobiecie załącza się instynkt macierzyński ale zamiast 2 psa chce dziecka. Facet tego dziecka kategorycznie w dalszym ciągu nie chce. I co teraz? Jakie jest pole do kompromisu?
Moim zdaniem nie ma żadnego. Nie można mieć 0.5 dziecka. Ktoś albo zrezygnuje ze swojego 'ja'   i koniec końców będzie nieszczęśliwy albo po prostu przyjma to, że ich drogi się rozeszły podadzą sobie rękę i każde pójdzie  w swoją stronę.

Pełna zgoda. I dlatego pisałam, że dla mnie owo "liczenie się" z "ja" partnera  ma wymiar praktyczny, praktyczyny dla samego istnienia związku z tym a nie innym partnerem, niż dla samej akceptacji partnera jako takiego. Akceptacja partnera a kompromis w związku to nie to samo. Kompromis to nie zgoda na okreslonego partnera (np. z tatuażem czy bez), ale wypracowanie z nim wspólnego sposobu na życie, w którym żadne z partnerów nie traci całkowicie swojego "ja".

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Jak zostało wyżej napisane- poświęcenie się może być rozpatrywane w 2 kategoriach:
1. Przymus wbrew własnej woli. Rozwiązanie siłowe, które nie ma w sobie nic z kompromisu.
2. Poświęcenie świadome i dobrowolne np. z potrzeby serca, wynikające z własnych przekonań, empatii.

259

Odp: Sztuka kompromisu w związku

A ja cały czas powtarzam ze poświęcenie moze byc i z wlasnej woli jednak ono oznacza wyższą cene niz uzyskane wartosci i moze byc zaakceptowane jako pewnego rodzaju sluszne dzialanie jeśli obiektywizm sytuacji w zwiazku wymaga wiecej energii od jednej ze stron. Jakiejkolwiek energii... Np. choroba. Ale w kwestii akceptacji czyichś wartości nie moze byc poswiecania bo to oznacza zaanektowanie czyli niby dobrowolne podporzadkowanie drugiego czlowieka... Cos typu: kocham go, poswiece sie... Wtedy nie odejdzie. Kochasz a on potrzebuje odejsc? Moze dac mu odejść? Dla jego dobra bo go przecież kochasz.
Inna kwestia to takie swobodne rzucanie teza odejscia. Cos nie pasuje to sie rozchodzimy. No wtedy by rotacja byla... tongue nie, chodzi o odejście kiedy wyczerpalo sie te srodki porozumienia a poprawy nie ma lub nasze granice nie wytrzymuja np. zdrady. Wtedy a nie pierwsza mysl... Bo ta mysl ma byc ostatnia ale realna.

260

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:

2. Poświęcenie świadome i dobrowolne np. z potrzeby serca, wynikające z własnych przekonań, empatii.

To już moim zdaniem nie jest poświęcenie. Poświęcenie jest wtedy kiedy coś tracisz. Jeśli robisz coś z własnej woli, coś co wynika w Twoich przekonań to co tracisz? Nic.

Jeśli robisz coś, co godzi w Twoje wewnętrzne poczucie odrębności, coś z czym kompletnie się nie zgadzasz ale i tak robisz to w imię "wyższej wartości" jaka w Twoim mniemaniu jest związek, i zadowolenie drugiej osoby - no to już jest poświęcenie.
Tylko problem jest taki, że ten kto się "poświęcił" często używa tego poświęcenia jako karty przetargowej, żeby potem coś ugrać. "Skoro ja nagiąłem swoje granice dla Ciebie to teraz Twoim obowiązkiem jest swoje nagiąć dla mnie" 
To fajnie widać w relacjach matek z dziećmi. Ona z czegoś zrezygnowała (np z kariery) po to żeby odchować dzieci i potem jak te dzieci są już dorosłe, to są torpedowane przez poczucie winy i robią wszystko, co matka im każe, bo bo przecież "ona tyle poświęciła".
Moje wnioski są takie - lepiej nie bawić się w poświęcenie. A jeśli juz musisz to robić, bo nie możesz inaczej, bo taką masz wizję związku i relacji międzyludzkich, to raz - nie oczekuj niczego w zamian a dwa - nie wypominaj.

-V- ma rację - żeby stworzyć ZDROWY związek najpierw trzeba posprzątać sobie we własnym ogródku. Dorosły człowiek sam powinien zaspokajać swoje potrzeby a nie liczyć, że ktoś to za niego zrobi.

rh72 -
"Coś nie pasuje to się rozchodzimy" - zależy jaki status ma dany związek. Jeśli to jest takie chodzenie sobie za rączkę, patrzenie w oczy i dawanie kwiatków bez żadnych głębszych deklaracji to uważam, że tak - można się rozejść a nie "walczyć o związek" Mam taką jedną "walkę" za sobą. Była to walka o związek którego status był żaden, facet miał to w dupie i tak się wszystko rozpadło a nerwów jednak mnie to trochę kosztowało. W ogóle to cale określenie "walka o związek" jest totalnie bzdurne.
Co innego kiedy mówimy o małżeństwie. Wtedy OBIE strony coś przysięgały - "w zdrowiu i w chorobie" czy jakoś tak to leci. Więc robi się nieciekawie to też OBIE strony powinny wypełnić przysięgę którą złożyły.

Posty [ 196 do 260 z 297 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Sztuka kompromisu w związku

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024