Sztuka kompromisu w związku - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Sztuka kompromisu w związku

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 297 ]

66

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:

(...) Czy uważasz, że związek powinien polegać również na nich i czasem zrezygnowania z czegoś ważnego dla 2 osoby (która powinna być najważniejsza)?

BINGO! Tu, w myśleniu o tym, że druga osoba jest najważniejsza (czyli bardziej istotna niż ja), leży rozwiązanie. Konsekwencją tego jest myślenie, że potrzeby tej drugiej osoby są ważniejsze.

Zobacz podobne tematy :

67

Odp: Sztuka kompromisu w związku

rzeczy w tym, ze druga osoba wcale nie jest najważniejsza wink
ja tam nie widzę powodu, że uznawać, że moj partner czy partnerka oraz jej/jego potrzeby są ważniejsze ode mnie, czy najważniejsze w związku

68

Odp: Sztuka kompromisu w związku
_v_ napisał/a:

rzeczy w tym, ze druga osoba wcale nie jest najważniejsza wink
ja tam nie widzę powodu, że uznawać, że moj partner czy partnerka oraz jej/jego potrzeby są ważniejsze ode mnie, czy najważniejsze w związku

Analogicznie nie ma powodu, by sądzić, że partner/partnerka mają uznawać moje potrzeby za ważniejsze od swoich smile

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Wielokropek napisał/a:
zatroskany internauta napisał/a:

(...) Czy uważasz, że związek powinien polegać również na nich i czasem zrezygnowania z czegoś ważnego dla 2 osoby (która powinna być najważniejsza)?

BINGO! Tu, w myśleniu o tym, że druga osoba jest najważniejsza (czyli bardziej istotna niż ja), leży rozwiązanie. Konsekwencją tego jest myślenie, że potrzeby tej drugiej osoby są ważniejsze.

Jak dla mnie to raczej błędne koło. Dlaczego? Dlatego, że skoro tak jest to np dla partnerki skoro partner, któremu przeszkadza jej chęć zrobienia sobie tatuażu, wygolenia się na łyso, zakolczykowania, jest najważniejszy, to ona powinna zrozumieć, że jego potrzeba jest ważniejsza i zrezygnować z tego.

70

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Wielokropek napisał/a:
zatroskany internauta napisał/a:

(...) Czy uważasz, że związek powinien polegać również na nich i czasem zrezygnowania z czegoś ważnego dla 2 osoby (która powinna być najważniejsza)?

BINGO! Tu, w myśleniu o tym, że druga osoba jest najważniejsza (czyli bardziej istotna niż ja), leży rozwiązanie. Konsekwencją tego jest myślenie, że potrzeby tej drugiej osoby są ważniejsze.

Bo czasami są. Sztuka kompromisu jest tez dostrzeganie czyje potrzeby sa w danym momencie wazniejsze.
Nie bez powodu zwiazek sie zwiazkiem nazywa. To nie jest jedynie zycie obok siebie, ale razem i dzialania jednej osoby maja wplyw na zycie drugiej. Inaczej dochodzimy do sytuacjo, ze "kazdy sobie rzepke skrobie"

71

Odp: Sztuka kompromisu w związku
santapietruszka napisał/a:
_v_ napisał/a:

rzeczy w tym, ze druga osoba wcale nie jest najważniejsza wink
ja tam nie widzę powodu, że uznawać, że moj partner czy partnerka oraz jej/jego potrzeby są ważniejsze ode mnie, czy najważniejsze w związku

Analogicznie nie ma powodu, by sądzić, że partner/partnerka mają uznawać moje potrzeby za ważniejsze od swoich smile

dokładnie tak

72 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2017-09-04 13:45:53)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Iceni napisał/a:

Bo czasami są. Sztuka kompromisu jest tez dostrzeganie czyje potrzeby sa w danym momencie wazniejsze.
Nie bez powodu zwiazek sie zwiazkiem nazywa. To nie jest jedynie zycie obok siebie, ale razem i dzialania jednej osoby maja wplyw na zycie drugiej. Inaczej dochodzimy do sytuacjo, ze "kazdy sobie rzepke skrobie"

Czasem tak. Czasem.
Jednak wg niektórych 'czasem' oznacza 'zawsze'.

73 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-09-04 13:53:59)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Iceni napisał/a:

Sztuka kompromisu jest tez dostrzeganie czyje potrzeby sa w danym momencie wazniejsze.
Nie bez powodu zwiazek sie zwiazkiem nazywa. To nie jest jedynie zycie obok siebie, ale razem i dzialania jednej osoby maja wplyw na zycie drugiej. Inaczej dochodzimy do sytuacjo, ze "kazdy sobie rzepke skrobie"

Jeśli mój partner będzie leżał z 40stopniową gorączką i bólem całego siebie w łóżku, to jak najbardziej chętnie zrezygnuję z pogrania w siatkówkę i będę mu przykładać zimne okłady na czoło.
Ale nie oznacza to, że nie mogę sobie w każdy piątek pograć w siatkówkę tylko dlatego, że on woli wspinaczki wysokogórskie i w każdy piątek udaje, że ma katar. I że mam nosić wyłącznie majtki, które jemu się podobają.

74

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Wielokropek napisał/a:
Iceni napisał/a:

Bo czasami są. Sztuka kompromisu jest tez dostrzeganie czyje potrzeby sa w danym momencie wazniejsze.
Nie bez powodu zwiazek sie zwiazkiem nazywa. To nie jest jedynie zycie obok siebie, ale razem i dzialania jednej osoby maja wplyw na zycie drugiej. Inaczej dochodzimy do sytuacjo, ze "kazdy sobie rzepke skrobie"

Czasem tak. Czasem.
Jednak wg niektórych 'czasem' oznacza 'zawsze'.


I tu wlasnie dochodzimy do zasadniczej kwesti - jak wspomnialam wyzej, dla mnie "kompromis" jako sposob dzialania jest zupelnie neutralny. Licza sie intencje i sposob ich osiagniecia. Jezeli ktos dazy do wlasnych celow za wszelka cene  to rownie latwo wypaczy kompromis, wspolprace jak i sama milosc. W koncu nie malo jest osob kochajacych "chora" miloscia, ktora sama w sobie jest pewnym wzorcem zwiazku.

Wiec kompromis sam w sobie? Czemu nie? Wspomniany wyzej "zgnily kompromis" bedzie rownie bledna droga jak i chora milosc.

Push to the limit nigdy sie nie sprawdza.

75

Odp: Sztuka kompromisu w związku
santapietruszka napisał/a:
Iceni napisał/a:

Sztuka kompromisu jest tez dostrzeganie czyje potrzeby sa w danym momencie wazniejsze.
Nie bez powodu zwiazek sie zwiazkiem nazywa. To nie jest jedynie zycie obok siebie, ale razem i dzialania jednej osoby maja wplyw na zycie drugiej. Inaczej dochodzimy do sytuacjo, ze "kazdy sobie rzepke skrobie"

Jeśli mój partner będzie leżał z 40stopniową gorączką i bólem całego siebie w łóżku, to jak najbardziej chętnie zrezygnuję z pogrania w siatkówkę i będę mu przykładać zimne okłady na czoło.
Ale nie oznacza to, że nie mogę sobie w każdy piątek pograć w siatkówkę tylko dlatego, że on woli wspinaczki wysokogórskie i w każdy piątek udaje, że ma katar. I że mam nosić wyłącznie majtki, które jemu się podobają.


a ja bym już chyba nie dramatyzowała
kiedyś spędzałam całe dnie - ak mój partner byl chory na grypę czy przeziębienie - przy nim
i byłam na każde zawołanie

teraz bym mu przygotowała jedzenie, leki, woreczek z lodem, zestaw filmów albo laptopa, żeby się nie nudził, a sama poszłabym na te dwie godziny na siatkówkę.

76

Odp: Sztuka kompromisu w związku
_v_ napisał/a:
santapietruszka napisał/a:
Iceni napisał/a:

Sztuka kompromisu jest tez dostrzeganie czyje potrzeby sa w danym momencie wazniejsze.
Nie bez powodu zwiazek sie zwiazkiem nazywa. To nie jest jedynie zycie obok siebie, ale razem i dzialania jednej osoby maja wplyw na zycie drugiej. Inaczej dochodzimy do sytuacjo, ze "kazdy sobie rzepke skrobie"

Jeśli mój partner będzie leżał z 40stopniową gorączką i bólem całego siebie w łóżku, to jak najbardziej chętnie zrezygnuję z pogrania w siatkówkę i będę mu przykładać zimne okłady na czoło.
Ale nie oznacza to, że nie mogę sobie w każdy piątek pograć w siatkówkę tylko dlatego, że on woli wspinaczki wysokogórskie i w każdy piątek udaje, że ma katar. I że mam nosić wyłącznie majtki, które jemu się podobają.


a ja bym już chyba nie dramatyzowała
kiedyś spędzałam całe dnie - ak mój partner byl chory na grypę czy przeziębienie - przy nim
i byłam na każde zawołanie

teraz bym mu przygotowała jedzenie, leki, woreczek z lodem, zestaw filmów albo laptopa, żeby się nie nudził, a sama poszłabym na te dwie godziny na siatkówkę.

Miałam akurat na myśli wybitnie ostrą grypę i nie zdarzającą się w każdy piątek big_smile A ogólnie też uważam, że nie ma co dramatyzować big_smile

77

Odp: Sztuka kompromisu w związku
santapietruszka napisał/a:
Iceni napisał/a:

Sztuka kompromisu jest tez dostrzeganie czyje potrzeby sa w danym momencie wazniejsze.
Nie bez powodu zwiazek sie zwiazkiem nazywa. To nie jest jedynie zycie obok siebie, ale razem i dzialania jednej osoby maja wplyw na zycie drugiej. Inaczej dochodzimy do sytuacjo, ze "kazdy sobie rzepke skrobie"

Jeśli mój partner będzie leżał z 40stopniową gorączką i bólem całego siebie w łóżku, to jak najbardziej chętnie zrezygnuję z pogrania w siatkówkę i będę mu przykładać zimne okłady na czoło.
Ale nie oznacza to, że nie mogę sobie w każdy piątek pograć w siatkówkę tylko dlatego, że on woli wspinaczki wysokogórskie i w każdy piątek udaje, że ma katar. I że mam nosić wyłącznie majtki, które jemu się podobają.


To o czym piszesz to jest szantaz i wymuszenie, a nie kompromis.

Przeczytaj jeszcze raz definicje - tam jest "wzajemne ustepstwo" gdzie sie wpisuje w te definicje twoje noszenie majtek takich jak on chce? Gdzie tu jest jego ustepstwo?

To moze poszukaj czy nie ma czegos w twoim zyciu co dawaloby ci rownie duza satysfakcje, poczucie zadowolenia, i satysfakcji dla ktorego warto by te majtki zakladac...

To wyglada na handel?


Jak polowa tego, co robimy w naszym zyciu. To zawsze jest cos za cos.

78 Ostatnio edytowany przez zatroskany internauta (2017-09-04 14:06:16)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
_v_ napisał/a:
santapietruszka napisał/a:
Iceni napisał/a:

Sztuka kompromisu jest tez dostrzeganie czyje potrzeby sa w danym momencie wazniejsze.
Nie bez powodu zwiazek sie zwiazkiem nazywa. To nie jest jedynie zycie obok siebie, ale razem i dzialania jednej osoby maja wplyw na zycie drugiej. Inaczej dochodzimy do sytuacjo, ze "kazdy sobie rzepke skrobie"

Jeśli mój partner będzie leżał z 40stopniową gorączką i bólem całego siebie w łóżku, to jak najbardziej chętnie zrezygnuję z pogrania w siatkówkę i będę mu przykładać zimne okłady na czoło.
Ale nie oznacza to, że nie mogę sobie w każdy piątek pograć w siatkówkę tylko dlatego, że on woli wspinaczki wysokogórskie i w każdy piątek udaje, że ma katar. I że mam nosić wyłącznie majtki, które jemu się podobają.


a ja bym już chyba nie dramatyzowała
kiedyś spędzałam całe dnie - ak mój partner byl chory na grypę czy przeziębienie - przy nim
i byłam na każde zawołanie

teraz bym mu przygotowała jedzenie, leki, woreczek z lodem, zestaw filmów albo laptopa, żeby się nie nudził, a sama poszłabym na te dwie godziny na siatkówkę.

Zostawienie osoby z 40 - stopniową gorączką i pójście sobie pograć w siatkówkę? o_O

Wiem, że to tylko przykład podany, ale tak informacyjnie: Wyższa temperatura, tj. powyżej 41 stopni Celsjusza, może stanowić poważne zagrożenie dla życia. U dorosłych, temperatura organizmu równa 41 stopni i więcej może doprowadzić do uszkodzeń mózgu oraz organów ciała.

79

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Myślę sobie, że w tym wszystkim, ważnym a raczej podstawowym jest odpowiedź na pytania, czy druga osoba w związku jest partnerem i ja jestem jej partnerem (faktycznie, nie deklaraktywnie), czy też tworzymy związek hierarchiczny, pionowy? Gdy traktujemy drugą osobę jako partnera, to bierzemy jego zdanie pod uwagę i czasem... postępujemy niezgodnie z nim.

80 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-09-04 14:19:27)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Iceni napisał/a:
santapietruszka napisał/a:
Iceni napisał/a:

Sztuka kompromisu jest tez dostrzeganie czyje potrzeby sa w danym momencie wazniejsze.
Nie bez powodu zwiazek sie zwiazkiem nazywa. To nie jest jedynie zycie obok siebie, ale razem i dzialania jednej osoby maja wplyw na zycie drugiej. Inaczej dochodzimy do sytuacjo, ze "kazdy sobie rzepke skrobie"

Jeśli mój partner będzie leżał z 40stopniową gorączką i bólem całego siebie w łóżku, to jak najbardziej chętnie zrezygnuję z pogrania w siatkówkę i będę mu przykładać zimne okłady na czoło.
Ale nie oznacza to, że nie mogę sobie w każdy piątek pograć w siatkówkę tylko dlatego, że on woli wspinaczki wysokogórskie i w każdy piątek udaje, że ma katar. I że mam nosić wyłącznie majtki, które jemu się podobają.


To o czym piszesz to jest szantaz i wymuszenie, a nie kompromis.

Przeczytaj jeszcze raz definicje - tam jest "wzajemne ustepstwo" gdzie sie wpisuje w te definicje twoje noszenie majtek takich jak on chce? Gdzie tu jest jego ustepstwo?

To moze poszukaj czy nie ma czegos w twoim zyciu co dawaloby ci rownie duza satysfakcje, poczucie zadowolenia, i satysfakcji dla ktorego warto by te majtki zakladac...

To wyglada na handel?


Jak polowa tego, co robimy w naszym zyciu. To zawsze jest cos za cos.

Iceni, chyba mnie nie zrozumiałaś. Chodziło o rozróżnienie, czyje potrzeby w danym momencie są ważniejsze. A te majtki to tak dodatkowo, bo np. Autor w pierwszym poście wspomniał też coś o biżuterii i mi się skojarzyło. Więc właśnie pytanie, czy noszenie majtek takich jak sobie życzy partner (przykładowo - nie znoszę stringów, ale jemu się podobają) jest aby na pewno pójściem na kompromis? Nawet jeśli można coś "w zamian" otrzymać? Co by to mogło być? Obieca mi, że zawsze będzie miał czarne skarpetki?
Z majtkami to jest tak, że mogę je czasem włożyć, jak zapowiada się dziki wieczór, czemu nie big_smile Ale nie muszę męczyć się całymi dniami z jakimś paskiem w tyłku tylko dlatego, że partnerowi się to podoba... bo w tym momencie ważniejsza jest moja wygoda, nie sądzisz?

81 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-09-04 14:11:19)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:
Wielokropek napisał/a:
zatroskany internauta napisał/a:

(...) Czy uważasz, że związek powinien polegać również na nich i czasem zrezygnowania z czegoś ważnego dla 2 osoby (która powinna być najważniejsza)?

BINGO! Tu, w myśleniu o tym, że druga osoba jest najważniejsza (czyli bardziej istotna niż ja), leży rozwiązanie. Konsekwencją tego jest myślenie, że potrzeby tej drugiej osoby są ważniejsze.

Jak dla mnie to raczej błędne koło. Dlaczego? Dlatego, że skoro tak jest to np dla partnerki skoro partner, któremu przeszkadza jej chęć zrobienia sobie tatuażu, wygolenia się na łyso, zakolczykowania, jest najważniejszy, to ona powinna zrozumieć, że jego potrzeba jest ważniejsza i zrezygnować z tego.

Wielokropek ma taką niezwykłą umiejętność "wyczuwania" osób, które kochają za bardzo i tych, które żerują na deficytach osób kochających za bardzo smile
Osoby kochające za bardzo utożsamiają swoje szczęście że szczęściem partnera. Wydaje im się, że jak partner będzie szczęśliwy i zadowolony, to w związku będzie sielanka i wówczas osoba kochająca za bardzo też będzie szczęśliwa. Wtedy partner i jego potrzeby stają się priorytetem dla osoby kochającej za bardzo. A to oznacza utratę własnego ja, spychanie swoich potrzeb, pragnień i marzeń na margines.
Jest delikatana granica CZASAMI pomiędzy oczekiwaniem a wymuszaniem ustępstw i kompromisów.

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Bycie w związku już z definicji (związek – powiązanie, odzwierciedlenie reakcji między DWOMA bądź większą liczbą podmiotów) oznacza, że należy liczyć się ze zdaniem drugiej strony oczywiście z wzajemnością. Jednostronne ustępstwa to chora relacja pana i sługi, którą powinno się jak najszybciej zakończyć. Każda ze stron powinna dawać od siebie mniej więcej po równo. Dlatego należy zrozumieć i uszanować rzeczy, które źle działają na 2 osobę oraz oczywiście o tym na początku powiedzieć. Jeżeli jest wola kompromisu to albo obie strony się dogadają, albo 1 ustąpi wiedząc, że nie robi tego dla pierwszej lepszej osoby z ulicy, ale dla kogoś najważniejszego w swoim życiu.

83

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:
_v_ napisał/a:
santapietruszka napisał/a:

Jeśli mój partner będzie leżał z 40stopniową gorączką i bólem całego siebie w łóżku, to jak najbardziej chętnie zrezygnuję z pogrania w siatkówkę i będę mu przykładać zimne okłady na czoło.
Ale nie oznacza to, że nie mogę sobie w każdy piątek pograć w siatkówkę tylko dlatego, że on woli wspinaczki wysokogórskie i w każdy piątek udaje, że ma katar. I że mam nosić wyłącznie majtki, które jemu się podobają.


a ja bym już chyba nie dramatyzowała
kiedyś spędzałam całe dnie - ak mój partner byl chory na grypę czy przeziębienie - przy nim
i byłam na każde zawołanie

teraz bym mu przygotowała jedzenie, leki, woreczek z lodem, zestaw filmów albo laptopa, żeby się nie nudził, a sama poszłabym na te dwie godziny na siatkówkę.

Zostawienie osoby z 40 - stopniową gorączką i pójście sobie pograć w siatkówkę? o_O

Wiem, że to tylko przykład podany, ale tak informacyjnie: Wyższa temperatura, tj. powyżej 41 stopni Celsjusza, może stanowić poważne zagrożenie dla życia. U dorosłych, temperatura organizmu równa 41 stopni i więcej może doprowadzić do uszkodzeń mózgu oraz organów ciała.

ze tak seksistowsko powiem: ech,faceci

gdyby to bylo 40-41 stopni to bym wezwala karetkę

malo mnie wzrusza cos takiego,bo moj partner mial cukrzuce, niemal spiaczke cukrzycowa z zapaleniem pluc, dwa zawaly, wypadek na skuterze gdy bral leki  rozrzedzajace krew,ciagle spadki cukru, bo nie chcialo mu sie pilnować wynikow.
dopóki nie jest sparaliżowany albo unieruchomiony to serio sam moze zrobic rozne rzeczy i nic mu sie nie stanie.

84 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2017-09-04 14:25:24)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:
Wielokropek napisał/a:
zatroskany internauta napisał/a:

(...) Czy uważasz, że związek powinien polegać również na nich i czasem zrezygnowania z czegoś ważnego dla 2 osoby (która powinna być najważniejsza)?

BINGO! Tu, w myśleniu o tym, że druga osoba jest najważniejsza (czyli bardziej istotna niż ja), leży rozwiązanie. Konsekwencją tego jest myślenie, że potrzeby tej drugiej osoby są ważniejsze.

Jak dla mnie to raczej błędne koło. Dlaczego? Dlatego, że skoro tak jest to np dla partnerki skoro partner, któremu przeszkadza jej chęć zrobienia sobie tatuażu, wygolenia się na łyso, zakolczykowania, jest najważniejszy, to ona powinna zrozumieć, że jego potrzeba jest ważniejsza i zrezygnować z tego.

Nie zauważyłam tego posta.
Wiem, że dla Ciebie to błędne koło, bo uznajesz, że związek (napisałam to wyżej) to utrata samostanowienia o sobie, to postępowanie tak, by potrzeby TŻ (bo partnerem nazwać byłoby nadużyciem) były ważniejsze i zaspokajane naszym kosztem. Według mnie to prosta droga do stworzenia toksycznego związku.



Summerko - dziękuję smile

85 Ostatnio edytowany przez Iceni (2017-09-04 14:32:28)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:

Bycie w związku już z definicji (związek – powiązanie, odzwierciedlenie reakcji między DWOMA bądź większą liczbą podmiotów) oznacza, że należy liczyć się ze zdaniem drugiej strony oczywiście z wzajemnością. Jednostronne ustępstwa to chora relacja pana i sługi, którą powinno się jak najszybciej zakończyć. Każda ze stron powinna dawać od siebie mniej więcej po równo. Dlatego należy zrozumieć i uszanować rzeczy, które źle działają na 2 osobę oraz oczywiście o tym na początku powiedzieć. Jeżeli jest wola kompromisu to albo obie strony się dogadają, albo 1 ustąpi wiedząc, że nie robi tego dla pierwszej lepszej osoby z ulicy, ale dla kogoś najważniejszego w swoim życiu.


Otoz wlasnie mi o to chodzi.

Ona nie lubi tatuazy i czuje do nich awersje. Po 10 latach zwiazku partner postanawia sobie zrobic tatuaz, bo w koncu to jego cialo i ma prawo decydowac o nim.

On uwielbia koronkowe majtki, ale ona po 10 latach odkrywa elastyczne majtki z lycry i od tego dnia postanawia tylko takie nosic, bo to jej cialo i to przeciez ona ma sie czuc wygodnie.

Po 10 latach udanego zwiazku mamy dwie osoby ceniace sobie wlasna niezaleznosc i potrzeby i otrzymujemy zwiazek partnerski  -ona co noc wpatruje sie w wielkiego, granatowego orla na jego klacie  on walczy z elastycznymi majtkami, ktore najchetniej porwalby w strzepy raz na zawsze.


A moglo byc tak pieknie... ty nie zrobisz sobie tatuazu, bo mi sie robi niedobrze jak pomysle, ze mialabym dotykac tego w czasie seksu, a ja czasem zeby ci to wynagrodzic zaloze koronkowe majtki, ktorych nie znosze, jedynie dla twojej frajdy...


Wzajemne ustepstwo w celu osiagniecia korzysci - komfortu i przyjemnosci podczas seksu.
Mnie jest dobrze, chociaz z czegos zrezygnowalem, tobie jest dobrze, chociaz czasem to wymaga poswiecenia.

86 Ostatnio edytowany przez zatroskany internauta (2017-09-04 14:33:17)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Iceni napisał/a:

Po 10 latach udanego zwiazku mamy dwie osoby ceniace sobie wlasna niezaleznosc i potrzeby i otrzymujemy zwiazek partnerski  -ona co noc wpatruje sie w wielkiego, granatowego orla na jego klacie  on walczy z elastycznymi majtkami, ktore najchetniej porwalby w strzepy raz na zawsze.

Tylko co to za związek, w którym ludzie muszą toczyć ze sobą wewnętrzną walkę, bo coś czego nie tolerują/nie lubią mają przed oczami codziennie. Nie na to się w końcu pisali. Od tego są rozmowy na początku by jasno określić swoje potrzeby, rzeczy, których nie tolerujemy itp. Zakładamy od samego początku, że każdy robi ze swoim ciałem to, co chce bo ma do tego prawo. Tylko skoro jasno określi co chce z tym ciałem zrobić (albo nie zrobić) i my to zaakceptujemy to ufając tej osobie powinniśmy się nastawić właśnie na te konkretne rzeczy. A jeżeli ta osoba wie o tym, czego nie lubimy i po dłuższym czasie nagle zmieni zdanie i zacznie kombinować to my wcale nie musimy tego zaakceptować bo nie na to się pisaliśmy przecież.

Iceni napisał/a:

A moglo byc tak pieknie... ty nie zrobisz sobie tatuazu, bo mi sie robi niedobrze jak pomysle, ze mialabym dotykac tego w czasie seksu, a ja czasem zeby ci to wynagrodzic zaloze koronkowe majtki, ktorych nie znosze, jedynie dla twojej frajdy...


Wzajemne ustepstwo w celu osiagniecia korzysci - komfortu i przyjemnosci podczas seksu.
Mnie jest dobrze, chociaz z czegos zrezygnowalem, tobie jest dobrze, chociaz czasem to wymaga poswiecenia.

I czy to ustępstwo wzajemne jest czymś złym? Można to nazwać handlem, ale można też zwykłą transakcją wiązaną (tak związek to właśnie taka transakcja wiązana podobnie jak w późniejszym czasie małżeństwo, gdzie każdy coś od siebie oferuje).

87

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Nie ma niczego złego pod warunkiem, że związek tworzą osoby mające te same, niezmienne (lub tak samo zmieniane się) preferencje.

88

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Wlasnie o to chodzi, ze ludzie sie zmieniaja i po latach zwiazku pewne ustalenia moga stac sie nieaktualne.
Co wtedy zrobic?

Zwiazek to moim zdaniem taka skladanka wspolpracy, kompromisow  i negocjacji. Po 20 latach malzenstwa ktos moze miec inne priorytety niz kiedy mial 25 lat. Prze do przodu, bo jest wolnym czlowiekiem, czy jednak idzie na pewne ustepstwa w imie dobrej atmosfery w zwiazku?

Jezeli dla kogos wlasna niezaleznosc jest tak cenna to moze niech pozostanie singlem?

89

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Iceni, proszę, przeczytaj moje wcześniejsze posty, także zdania o wspólnych rozwiązaniach problemu i odróżnieniu tego sposobu od wymuszania zachowań.

90

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Wymuszanie to wymuszanie.

Jak napisalam wczesniej - w podanej definicji nie ma nic na temat wymuszania ustepstw.

Oczywiscie te moga byc wymuszone, moga byc wynegocjowane lub calkowicie bezinteresowne.

W tytule jest "sztuka kpmpromisu" , w tresci pierwszego postu juz tej "sztuki" nie widac, ale to nie oznacza, ze wszelkie przejawy dzialan kompromisowych sa z gruntu zle dla zwiazku.

Moze wlasnie warto sie zastanowic jak ten kompromis może wygladac by tą sztuka sie stal wink

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Iceni napisał/a:

Jezeli dla kogos wlasna niezaleznosc jest tak cenna to moze niech pozostanie singlem?

Też jestem tego zdania. Jeśli ktoś nie chce iść na ustępstwa. Robi wszystko co mu się podoba, chce być wolny, niezależny to niech zostanie singlem, a nie zawraca gitary innej osobie, która chce stworzyć związek. A w nim wspólnie podejmować większość decyzji, jak również cenić wzajemnie swoje zdania i nie traktować ich wyłącznie jak suche słowa na wietrze, a liczyć się z nimi na poważnie.

92 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-09-04 15:01:02)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Iceni napisał/a:

Zwiazek to moim zdaniem taka skladanka wspolpracy, kompromisow  i negocjacji. Po 20 latach malzenstwa ktos moze miec inne priorytety niz kiedy mial 25 lat. Prze do przodu, bo jest wolnym czlowiekiem, czy jednak idzie na pewne ustepstwa w imie dobrej atmosfery w zwiazku?

Jezeli dla kogos wlasna niezaleznosc jest tak cenna to moze niech pozostanie singlem?

Dokładnie smile
W zdrowym związku obie strony coś sobie dają i coś biorą. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że bycie w związku to umiejętność dawania drugiemu czegoś, co jest dla niego cenne. Najlepiej jeśli jest to tożsame z tym, co chcę i mogę dawać naturalnie, bez wysiłku. Ale przecież związek to też te mniej "przyjemne" strony. Czasami robię rzeczy, na które nie bardzo mam ochotę, ale przecież nie jest to dla mnie nie wiem jaką udręką. A czasami po prostu rezygnuję z rzeczy, na które mam ochotę.

93 Ostatnio edytowany przez adiafora (2017-09-04 15:15:09)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
summerka88 napisał/a:
Iceni napisał/a:

Zwiazek to moim zdaniem taka skladanka wspolpracy, kompromisow  i negocjacji. Po 20 latach malzenstwa ktos moze miec inne priorytety niz kiedy mial 25 lat. Prze do przodu, bo jest wolnym czlowiekiem, czy jednak idzie na pewne ustepstwa w imie dobrej atmosfery w zwiazku?

Jezeli dla kogos wlasna niezaleznosc jest tak cenna to moze niech pozostanie singlem?

Dokładnie smile
W zdrowym związku obie strony coś sobie dają i coś biorą. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że bycie w związku to umiejętność dawania drugiemu czegoś, co jest dla niego cenne. Najlepiej jeśli jest to tożsame z tym, co chcę i mogę dawać naturalnie, bez wysiłku. Ale przecież związek to też te mniej "przyjemne" strony. Czasami robię rzeczy, na które nie bardzo mam ochotę, ale przecież nie jest to dla mnie nie wiem jaką udręką. A czasami po prostu rezygnuję z rzeczy, na które mam ochotę.

Też się przylaczam! Związek równa się działanie również dla dobra partnera  nie tylko patrzenie na czubek własnego nosa i ciągle ja, ja, ja.. Jeśli w związku dla każdej strony jego potrzeby są najważniejsze to jest to związek tylko w teorii. Wtedy nic dziwnego, ze nie ma woli aby pójść na jakiekolwiek ustępstwa. Bo niby z jakiej racji, skoro "ja" jest
najważniejsze... Wtedy rzeczywiście lepiej zostać singlem i robić co dusza zapragnie nie oglądając się na nikogo.

94 Ostatnio edytowany przez mallwusia (2017-09-04 16:00:35)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
sosenek napisał/a:

Zgadzam się z tym, że jeśli się ma jakieś wymagania tzw. 'nie do ruszenia' to powinno się je przegadać już na początku.
Każdy ma pewnie jakieś kryteria, u mnie np nie przejdzie palenie więc mówię o tym już na 1 randce. Ostatnio na trzeciej randce wyciągnęłam od faceta info, że on nie planuje mieszkać na swoim (mieszkanie czy dom) tylko u rodziców (niby osobne wejście itp) ale ja wiem, że u mnie to nie przejdzie (doświadczenie) i przecież nie każę mu zmieniać życiowych planów pod siebie tylko po prostu nasze drogi się rozejdą i niech znajdzie taką, której to pasuje smile


nie ma takiej opcji, ponieważ ludzie SIĘ ZMIENIAJĄ, czasami o 180 stopni.

95 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-09-04 15:51:25)

Odp: Sztuka kompromisu w związku

A mnie się wydaje, że wystarczy tylko wyznaczać granice. Nie chodzi o "w kółko ja, ja, ja". Tylko o wyraźne i konkretne dogadanie się, kto w jakim temacie jest w stanie ustąpić. Ale to dotyczy obu stron. Nie ma czegoś takiego, że "kobieta powinna", "wychować faceta" itd.
Nie ma czegoś takiego, że skoro związek trwa 20 lat, to coś się zmieniło i jedna ze strona powinna się dostosować. Nie musi, jeśli uzna, że tego nie chce.
To od partnerów w związku zależy decyzja, czy chcą pozostawać w związku na innych warunkach.

Powiem szczerze, że trochę to, co piszecie "nie podoba się, to zostań sobie singlem" to takie właśnie wymuszanie. Waszej jedynej wizji związku. Wcale nie muszę zostać singlem, mogę znaleźć kogoś, kto myśli podobnie do mnie. A może i zostanę singlem, bo uznam, że jednak ja jestem ważniejsza. A może spotkam faceta, dla którego stracę głowę (w sumie oby nie, bo temat z majtkami np. przerabiałam już na własnej skórze, może i pierdoła, ale ja naprawdę nie cierpię chodzić w stringach). Tego wszystkiego nie wiem ani nikt inny nie wie. Ale wiem, że nie muszę wchodzić w związek, którego wizja mi nie pasuje.

96 Ostatnio edytowany przez zatroskany internauta (2017-09-04 15:53:20)

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Niech się zmieniają, ale w zgodzie z drugą osobą w związku. Są również za ten związek odpowiedzialni i jeżeli te zmiany spowodują, że 2 osoba będzie czuć się źle bo nagle pokaże się im jakąś dziwną stronę swojego JA (czyli np. osoba jest całe życie spokojna i nagle jej coś się odmieni i zacznie szaleć po imprezach, prowadzać się z nieznajomymi facetami na dancingi to druga osoba ma prawo czuć się tym zaskoczona, zniesmaczona i zaniepokojona bo nie tego oczekiwała). Pamiętajmy również, że ludzie w wieku ok 30 lat mają już ukształtowany charakter i raczej nie zmieniają go o 180 stopni (to tyczy się bardziej niedoświadczonej młodzieży).

santapietruszka napisał/a:

A mnie się wydaje, że wystarczy tylko wyznaczać granice. Nie chodzi o "w kółko ja, ja, ja". Tylko o wyraźne i konkretne dogadanie się, kto w jakim temacie jest w stanie ustąpić. Ale to dotyczy obu stron.

Dokładnie. Dotyczy to ustępstw u obu stron, a nie tylko jednej. Spotkałem się już osobiście z przypadkami typu "ustępuj mi we wszystkim, a ja robię co chcę bo tak mogę". Uciekać od takich związków na kilometry.

97 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-09-04 15:58:28)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:

Niech się zmieniają, ale w zgodzie z drugą osobą w związku. Są również za ten związek odpowiedzialni i jeżeli te zmiany spowodują, że 2 osoba będzie czuć się źle bo nagle pokaże się im jakąś dziwną stronę swojego JA (czyli np. osoba jest całe życie spokojna i nagle jej coś się odmieni i zacznie szaleć po imprezach, prowadzać się z nieznajomymi facetami na dancingi to druga osoba ma prawo czuć się tym zaskoczona, zniesmaczona i zaniepokojona bo nie tego oczekiwała).

Ale to już zależy od konkretnej osoby, z którą w związku jesteś. Jak najbardziej masz prawo wtedy poczuć się zniesmaczony czy zaskoczony. Co jednocześnie nie daje Ci prawa do wymagania od tej osoby, że ma się zachowywać tak jak wcześniej. Możecie porozmawiać, spróbować dojść do tego, co spowodowało, że ta osoba nagle poczuła taką chęć szaleństwa, spróbować rozwiązać problem - ale nie na zasadzie "bo jak już jesteśmy ze sobą tyle lat, to weź się zachowuj". Nic nie poradzisz na to, że drugiej stronie np. związek się znudził, siłą jej nie zatrzymasz.

Co do wieku - ludzie w wieku 30 lat może i mają już ukształtowany charakter. Ale w wieku np. 40 często zdarza się panom tzw. kryzys wieku średniego - a ostatnio czytałam gdzieś, że kobiety najchętniej rozwodzą się około 50, bo właśnie wtedy dochodzą do wniosku, że im czegoś w życiu brakuje. Więc wiek tu ogólnie znaczenia nie ma. W każdym wieku partner/partnerka może czymś zaskoczyć.

98 Ostatnio edytowany przez Iceni (2017-09-04 16:03:27)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
santapietruszka napisał/a:

A mnie się wydaje, że wystarczy tylko wyznaczać granice. Nie chodzi o "w kółko ja, ja, ja". Tylko o wyraźne i konkretne dogadanie się, kto w jakim temacie jest w stanie ustąpić. Ale to dotyczy obu stron..

Brawo! Właśnie zrozumialas czym nazywamy kompromis! wzajemne ustepstwa.

Dodalabym do tego jedynie jeszcze "i ile" wink

99 Ostatnio edytowany przez zatroskany internauta (2017-09-04 16:03:26)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
santapietruszka napisał/a:

Ale to już zależy od konkretnej osoby, z którą w związku jesteś. Jak najbardziej masz prawo wtedy poczuć się zniesmaczony czy zaskoczony. Co jednocześnie nie daje Ci prawa do wymagania od tej osoby, że ma się zachowywać tak jak wcześniej. Możecie porozmawiać, spróbować dojść do tego, co spowodowało, że ta osoba nagle poczuła taką chęć szaleństwa, spróbować rozwiązać problem - ale nie na zasadzie "bo jak już jesteśmy ze sobą tyle lat, to weź się zachowuj". Nic nie poradzisz na to, że drugiej stronie np. związek się znudził, siłą jej nie zatrzymasz.

Na siłę się nie da nikogo zatrzymać, ale osoba która tak bardzo zmienia swoje postępowanie nie może też oczekiwać od partnera/partnerki, że z nią zostanie jeśli nie będzie jej odpowiadać nowe wcielenie ukochanego/nej.

santapietruszka napisał/a:

Co do wieku - ludzie w wieku 30 lat może i mają już ukształtowany charakter. Ale w wieku np. 40 często zdarza się panom tzw. kryzys wieku średniego - a ostatnio czytałam gdzieś, że kobiety najchętniej rozwodzą się około 50, bo właśnie wtedy dochodzą do wniosku, że im czegoś w życiu brakuje. Więc wiek tu ogólnie znaczenia nie ma. W każdym wieku partner/partnerka może czymś zaskoczyć.

Zgadza się są te nieszczęsne kryzysy i na to niewiele można poradzić. Niemniej przynajmniej należy trzymać się z dala od osób 20+- bo to z reguły źle zwiastuje zwłaszcza dla osób starszych, które oczekują pewnej stabilizacji,a tego poza pewnymi wyjątkami tutaj nie uświadczy niestety. Za to wiek około 30 jest całkiem znośny do poszukiwania (w przypadku kobiet może 25 bo dojrzewają szybciej).

100 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-09-04 16:12:11)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Iceni napisał/a:
santapietruszka napisał/a:

A mnie się wydaje, że wystarczy tylko wyznaczać granice. Nie chodzi o "w kółko ja, ja, ja". Tylko o wyraźne i konkretne dogadanie się, kto w jakim temacie jest w stanie ustąpić. Ale to dotyczy obu stron..

Brawo! Właśnie zrozumialas czym nazywamy kompromis! wzajemne ustepstwa.

Dodalabym do tego jedynie jeszcze "i ile" wink

Sarkazm jest zbędny, bo ja dawno wiem, czym są wzajemne ustępstwa. Wzajemne i niewymuszone smile
Można nawet powiedzieć, że nauczył mnie tego były mąż, dawno temu, zanim jeszcze powstało to forum wink Tyle że uczył jak Autor - powinnaś, powinnaś, mnie się należy, bo ja tyle dla Ciebie poświęciłem big_smile

zatroskany internauta napisał/a:

Na siłę się nie da nikogo zatrzymać, ale osoba która tak bardzo zmienia swoje postępowanie nie może też oczekiwać od partnera/partnerki, że z nią zostanie jeśli nie będzie jej odpowiadać nowe wcielenie ukochanego/nej.

Oczywiście, że nie może tego oczekiwać ani też wymagać. Wszystko, o czym piszemy, obowiązuje obie strony smile

101 Ostatnio edytowany przez zatroskany internauta (2017-09-04 16:09:18)

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Autor napisał "Czy waszym zdaniem w takim przypadku kobieta powinna zrezygnować z tego marzenia, wiedząc że będzie to krzywdziło partnera i będzie się z tym męczył? Czy może powinna poszukać takiego, który zaakceptuje wszystko w niej? "

Jest tutaj zapytanie wyłącznie do osób 3 w stronę kobiety, a nie jakakolwiek forma wymuszania przez partnera typu "zrób bo ja chce, zrób bo ja Ci każę" wink

102 Ostatnio edytowany przez Iceni (2017-09-04 16:09:30)

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Innymi slowy - jezeli nasze cele sa zbieżne - mamy wspolprace.
Jezeli nasze cele sa rozbiezne - szukamy wspolnego kompromisu, a do tego sluza negocjacje "co, kto, komu i ile" by wszystkie strony pozostaly w jak najwiekszym stopniu zadowolone jak najmniejszym kosztem.

103

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Iceni napisał/a:

Innymi slowy - jezeli nasze cele sa zbieżne - mamy wspolprace.
Jezeli nasze cele sa rozbiezne - szukamy wspolnego kompromisu, a do tego sluza negocjacje "co, kto, komu i ile" by wszystkie strony pozostaly w jak najwiekszym stopniu zadowolone jak najmniejszym kosztem.

Dodałabym jeszcze, że warto te cele ustalić na samym początku związku w celu uniknięcia sytuacji, od której zaczęła się dyskusja - że po 3 latach nagle okazuje się coś i zgrzyta. Warto więc dużo w związkach rozmawiać, a nie tylko oczekiwać smile A zwłaszcza, jeśli chodzi o rzeczy, w których nie jesteśmy w stanie pójść na ustępstwa - choćby ten tatuaż big_smile

104

Odp: Sztuka kompromisu w związku
santapietruszka napisał/a:
Iceni napisał/a:
santapietruszka napisał/a:

A mnie się wydaje, że wystarczy tylko wyznaczać granice. Nie chodzi o "w kółko ja, ja, ja". Tylko o wyraźne i konkretne dogadanie się, kto w jakim temacie jest w stanie ustąpić. Ale to dotyczy obu stron..

Brawo! Właśnie zrozumialas czym nazywamy kompromis! wzajemne ustepstwa.

Dodalabym do tego jedynie jeszcze "i ile" wink

Sarkazm jest zbędny, bo ja dawno wiem, czym są wzajemne ustępstwa. Wzajemne i niewymuszone smile
Można nawet powiedzieć, że nauczył mnie tego były mąż, dawno temu, zanim jeszcze powstało to forum wink Tyle że uczył jak Autor - powinnaś, powinnaś, mnie się należy, bo ja tyle dla Ciebie poświęciłem big_smile


Czyli idac tym tokiem rozumowania
... moj byly zmuszal mnie do jedzenia warzyw. Twierdzil ze robi to z milosci bo chce zebym byla zdrowa. I by to wyegzekwowac zawsze powtarzal" jezeli mnie kochasz, to zjesz"...

Wiec rozumujac tym tokiem - milosc jest zla, bo zmusza sie przy jej uzyciu do jedzenia nielubianych potraw.

Podalas jedynie przyklad tego "zgnilego kompromisu" a nie szkodliwosci stosowania samego kompromisu.

To jest to, co napisalam gdzies tam na poczatku - zle skojarzenia powodujace z gory odrzucenie wszystkiego co zawiera slowo "kompromis", a nie szukanie zdrowych rozwiazan i przykladow, kiedy to mozna stosowac z korzyscia dla zwiazku

105 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-09-04 16:25:10)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Iceni napisał/a:

Podalas jedynie przyklad tego "zgnilego kompromisu" a nie szkodliwosci stosowania samego kompromisu.

A dlaczego miałabym podawać przykład szkodliwości stosowania kompromisu, skoro wyraźnie napisałam, że nie uważam go sam w sobie za szkodliwy???

Za szkodliwe uważam wymuszanie czegoś na partnerze, niezależnie jaką metodą. Szczerze powiem, że gdyby ktoś mnie zmuszał do jedzenia w sposób, w jaki opisałaś, ewakuowałabym się... uznałabym się traktowana jak przedszkolak, którego należy wychować, a nie pełnoprawny partner...
Ale jeśli Ty nie uważałaś tego za szkodliwe dla siebie, to wszystko ok. Każdy ma swoje granice smile

106

Odp: Sztuka kompromisu w związku
santapietruszka napisał/a:
Iceni napisał/a:

Podalas jedynie przyklad tego "zgnilego kompromisu" a nie szkodliwosci stosowania samego kompromisu.

A dlaczego miałabym podawać przykład szkodliwości stosowania kompromisu, skoro wyraźnie napisałam, że nie uważam go sam w sobie za szkodliwy???

A to przepraszam, musialam przeoczyc te informacje

107

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Nie warto rezygnować ze swoich marzeń dla kogoś, a tym bardziej nie warto się poświęcać w związku - czyli zmieniać swoich poglądów, wartości, upodobań, pasji dla drugiej osoby. To nigdy nie przynosi niczego dobrego. Kompromisy to coś innego niż wymaganie od partnera, żeby zrezygnował z czegoś, czego ja nie lubię (a tym bardziej z jakiegoś marzenia). Można wspólnie dojść do jakiegoś rozwiązania, ale tylko jeśli obie strony chcą tego same z siebie, a nie pod czyjąś presją.

108 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2017-09-04 18:20:55)

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Zwiazek nie polega na poswiecaniu sie. A juz tym bardziej na handlu: ja poswiece podroz wkolo swiata, jak ty poswiecisz sie i urodzisz dziecko (taki przyklad tylko).

Dogadanie sie w zwiazku polega na zobaczeniu jak cos jest istotne dla drugiej osoby i jak to sie ma wobec naszych granic. A te granice moga byc rozne. Dla jednej osoby potrzeba zachowania porzadku w domu bedzie nienaruszalnym priorytetem, a dla kogos nawet wytatuowanie sie od stop do glow nie bedzie zadnym problemem.

Czasami warto zauwazyc, ze pewne rzeczy sobie mozna odpuscic, bo to w sumie pierdoly. Ale trzeba tez widziec gdy ktos usiluje nas za wszelka cene przekabacic na wlasna modle, za cene naszej integralnosci i marzen. W koncu, jezeli tak strasznie komus nie odpowiada w jakim kierunku poszla druga osoba, to zawsze jest opcja pokojowego rozejscia sie. Nie jest to mile, ale zawsze to lepsze rozwiazanie od wzajemnych emocjonalnych szantazy i targowania sie.

109

Odp: Sztuka kompromisu w związku
mallwusia napisał/a:
sosenek napisał/a:

Zgadzam się z tym, że jeśli się ma jakieś wymagania tzw. 'nie do ruszenia' to powinno się je przegadać już na początku.
Każdy ma pewnie jakieś kryteria, u mnie np nie przejdzie palenie więc mówię o tym już na 1 randce. Ostatnio na trzeciej randce wyciągnęłam od faceta info, że on nie planuje mieszkać na swoim (mieszkanie czy dom) tylko u rodziców (niby osobne wejście itp) ale ja wiem, że u mnie to nie przejdzie (doświadczenie) i przecież nie każę mu zmieniać życiowych planów pod siebie tylko po prostu nasze drogi się rozejdą i niech znajdzie taką, której to pasuje smile


nie ma takiej opcji, ponieważ ludzie SIĘ ZMIENIAJĄ, czasami o 180 stopni.

nie rozumiem co to wnosi, że się zmieniają? i dlaczego nie ma takiej opcji?
Ja myślę, że taka opcja jest i w moim przypadku daje nawet całkiem niezłe efekty. I co z tego, że ludzie się zmieniają. Chodzi o to, że jak ja mówie niepalącemu typowi, że nie akceptuje palenia, a on mi po paru latach jednak zaczyna palić bo postanowił "się zmienić", to o ile nie mam ochoty na kompromis (w przypadku fajek nie bede miała) to mówię mu, że nie tak się umawialiśmy i albo rzuca fajki albo ja go rzucam i tyle.
Ale oczywiście fajki to u mnie wyjątkowy przykład, porównywalny do fobii, po prostu mam odruch wymiotny. Nawet wolałabym alkoholika niż palacza;)
Ale na przykładzie tego mieszkania w "komunie" byłoby podobnie.
Nie przeczę, że mogłabym iść na kompromisy w sytuacjach na których aż tak by mi nie zależało.

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Nie powinno się wywierać presji na partnerze jeżeli coś co chcielibyśmy zmienić w tej osobie nie jest aż tak ważne. Co innego, gdy ma to dla nas ogromne znaczenie i np obrzydza nas palenie, tatuaż i nie jesteśmy w stanie tego zaakceptować. Wtedy należy porozmawiać na poważnie i próbować przekonać tą drugą osobę do tego, że dla nas to będzie szkodliwe i odrzucające. Jeżeli uda się ją przekonać to dobrze, jeżeli ustali się wspólny kompromis też dobrze, a jeżeli nic się nie uda ustalić to należy się rozstać.

111

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Heraklit z Efezu napisał/a:

Jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana.

112

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:

Nie powinno się wywierać presji na partnerze jeżeli coś co chcielibyśmy zmienić w tej osobie nie jest aż tak ważne. Co innego, gdy ma to dla nas ogromne znaczenie i np obrzydza nas palenie, tatuaż i nie jesteśmy w stanie tego zaakceptować. Wtedy należy porozmawiać na poważnie i próbować przekonać tą drugą osobę do tego, że dla nas to będzie szkodliwe i odrzucające. Jeżeli uda się ją przekonać to dobrze, jeżeli ustali się wspólny kompromis też dobrze, a jeżeli nic się nie uda ustalić to należy się rozstać.

Wogole nie powinno sie wywierac presji na partnerze w zdrowym zwiazku. Niewazne czy cos jest pierdola czy powazna kwestia. Rozmawia sie i ustala granice- a to zupelnie inna para kaloszy.

Podam na przykladzie: prosze mojego Misia by nie robil balaganu, bo mnie to denerwuje, on to ciagle robi, bo taka jego natura- ignoruje, sprzatam sama badz najmuje kobiete do pomocy raz w tygodniu. Inny scenariusz: Misiek chce sie przeprowadzic do duzego miasta, z masa ludzi i samochodow, ja nie trawie takich klimatow- rozmawiamy i albo szukamy miejsca niedaleko duzego miasta, albo rozmawiamy o tym jak lepiej spedzic czas w wielikim miescie w weekend.

113

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Beyondblackie napisał/a:

Podam na przykladzie: prosze mojego Misia by nie robil balaganu, bo mnie to denerwuje, on to ciagle robi, bo taka jego natura- ignoruje, sprzatam sama badz najmuje kobiete do pomocy raz w tygodniu. Inny scenariusz: Misiek chce sie przeprowadzic do duzego miasta, z masa ludzi i samochodow, ja nie trawie takich klimatow- rozmawiamy i albo szukamy miejsca niedaleko duzego miasta, albo rozmawiamy o tym jak lepiej spedzic czas w wielikim miescie w weekend.

Niech robi bałagan jak ma taką naturę, ale niech też po sobie sprząta wink Jeśli dla niego obowiązki = poświęcenie to zamienić osobnika na lepszy model wink W ogóle twoje rozwiązanie brzmi jak bezstresowy "chów" miśków tongue

Taaa.. "jak najlepiej czas spędzić w dużym mieście w weekend", średni ten kompromis dla osoby, która nie lubi miasta wink Brzmi jak poświęcenie z jej strony.

Misiek chce się przeprowadzić do dużego miasta, szukamy miejsca niedaleko wink Czyli tym razem misiek się poświęca wink

114

Odp: Sztuka kompromisu w związku
sosenek napisał/a:
mallwusia napisał/a:
sosenek napisał/a:

Zgadzam się z tym, że jeśli się ma jakieś wymagania tzw. 'nie do ruszenia' to powinno się je przegadać już na początku.
Każdy ma pewnie jakieś kryteria, u mnie np nie przejdzie palenie więc mówię o tym już na 1 randce. Ostatnio na trzeciej randce wyciągnęłam od faceta info, że on nie planuje mieszkać na swoim (mieszkanie czy dom) tylko u rodziców (niby osobne wejście itp) ale ja wiem, że u mnie to nie przejdzie (doświadczenie) i przecież nie każę mu zmieniać życiowych planów pod siebie tylko po prostu nasze drogi się rozejdą i niech znajdzie taką, której to pasuje smile


nie ma takiej opcji, ponieważ ludzie SIĘ ZMIENIAJĄ, czasami o 180 stopni.

nie rozumiem co to wnosi, że się zmieniają? i dlaczego nie ma takiej opcji?
Ja myślę, że taka opcja jest i w moim przypadku daje nawet całkiem niezłe efekty. I co z tego, że ludzie się zmieniają. Chodzi o to, że jak ja mówie niepalącemu typowi, że nie akceptuje palenia, a on mi po paru latach jednak zaczyna palić bo postanowił "się zmienić", to o ile nie mam ochoty na kompromis (w przypadku fajek nie bede miała) to mówię mu, że nie tak się umawialiśmy i albo rzuca fajki albo ja go rzucam i tyle.
Ale oczywiście fajki to u mnie wyjątkowy przykład, porównywalny do fobii, po prostu mam odruch wymiotny. Nawet wolałabym alkoholika niż palacza;)
Ale na przykładzie tego mieszkania w "komunie" byłoby podobnie.
Nie przeczę, że mogłabym iść na kompromisy w sytuacjach na których aż tak by mi nie zależało.

Sosenek, chodziło mi o to, że nie da się naprawdę przegadać wszystkiego, zwłaszcza jeśli mówimy o takim związku na całe życie smile

115

Odp: Sztuka kompromisu w związku
bezkres napisał/a:

Niech robi bałagan jak ma taką naturę, ale niech też po sobie sprząta wink Jeśli dla niego obowiązki = poświęcenie to zamienić osobnika na lepszy model wink W ogóle twoje rozwiązanie brzmi jak bezstresowy "chów" miśków tongue

Taaa.. "jak najlepiej czas spędzić w dużym mieście w weekend", średni ten kompromis dla osoby, która nie lubi miasta wink Brzmi jak poświęcenie z jej strony.

Misiek chce się przeprowadzić do dużego miasta, szukamy miejsca niedaleko wink Czyli tym razem misiek się poświęca wink

My sie umowilismy, ze on ma prawo do bajzlu w swojej sypialni, a jego bajzel w innych czesciach domu jest minimalny. I to dziala- ona ma u siebie Sodome i Gomore, a w domu jest porzadek.

Co do miasta, to on wlasnie pracuje w takowym i ma okazje wyskoczyc na drinka z kolegami i powsiakac atmosfere, podczas gdy nasz dom jest w malym 5 tysiecznym miasteczku, gdzie ja pracuje z domu i mam pelny komfort.

To sie nazywa dogadanie smile

116

Odp: Sztuka kompromisu w związku
Beyondblackie napisał/a:

My sie umowilismy, ze on ma prawo do bajzlu w swojej sypialni, a jego bajzel w innych czesciach domu jest minimalny. I to dziala- ona ma u siebie Sodome i Gomore, a w domu jest porzadek.

Co do miasta, to on wlasnie pracuje w takowym i ma okazje wyskoczyc na drinka z kolegami i powsiakac atmosfere, podczas gdy nasz dom jest w malym 5 tysiecznym miasteczku, gdzie ja pracuje z domu i mam pelny komfort.

To sie nazywa dogadanie smile

Dogadanie? Bardziej kompromis, albo poświęcenie ze strony miśka wink

Misiek ograniczył bałaganiarstwo do swojego pokoju oraz zrezygnował z mieszkania na stałe w przestrzeni miejskiej na rzecz wypadów weekendowych do miasta wink

Obrotna lisica z ciebie tongue

117

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Mallwusia, wszystkiego pewnie, że nie, zgadzam się, ale zawsze jakiś % informacji da się wyciągnąć wcześniej niż później (jeszcze przed takim całkowitym zaangażowaniem i odpłynięciem w ślepą miłość:P). Kiedyś się wstydziłam pytać o niektóre sprawy, jeszcze nie opanowałam tego do perfekcji ale ciągle ćwiczę umiejętne zadawanie pytań i wyciąganie informacji (bo zawsze jeszcze trzeba brać poprawkę na to, że ludzie lubią na początku znajomości kłamać więc warto zadawać pytania krzyżowe:P)

118

Odp: Sztuka kompromisu w związku
bezkres napisał/a:
Beyondblackie napisał/a:

My sie umowilismy, ze on ma prawo do bajzlu w swojej sypialni, a jego bajzel w innych czesciach domu jest minimalny. I to dziala- ona ma u siebie Sodome i Gomore, a w domu jest porzadek.

Co do miasta, to on wlasnie pracuje w takowym i ma okazje wyskoczyc na drinka z kolegami i powsiakac atmosfere, podczas gdy nasz dom jest w malym 5 tysiecznym miasteczku, gdzie ja pracuje z domu i mam pelny komfort.

To sie nazywa dogadanie smile

Dogadanie? Bardziej kompromis, albo poświęcenie ze strony miśka wink

Misiek ograniczył bałaganiarstwo do swojego pokoju oraz zrezygnował z mieszkania na stałe w przestrzeni miejskiej na rzecz wypadów weekendowych do miasta wink

Obrotna lisica z ciebie tongue

To nie jest tak do konca.

Misiek lubi spotykac sie z ludzmi, chodzic na drinki i kolacje- dlatego podoba mu sie miasto. A ze tam pracuje i ma tylko 20 minut samochodem do domu, to o to wszystko latwo. Ja nie opieram sie przed miastem, samym w sobie, bo tez lubie sie rozerwac, ale wole taka mniejsza wersje, gdzie nie przeszkadza mi ruch samochodowy i tlumy ludzi. W ten sposob Misiek ma fajne wieczory w tygodniu, a my razem fajne weekendy, plus- nie musze dostawac migreny w ciagu tygodnia.

Co do porzadku, to ja rozpoznaje, ze mam skrzywienie na punkcie symetrii i braku kurzu. Tak wiec salon, jadalnia, kuchnia, lazienka i moja sypialnia sa moja wylaczna kwestia dbania o super czystosc. Moge czasem zwrocic uwage Miskowi, ale raczej wywalam za drzwi do jego hobby (silownia) i sprzatam sama. Jego sypialni zas kompletnie nie dotykam-to jego sprawa co sie tam dzieje.

Odp: Sztuka kompromisu w związku

To bardziej wygląda jak kompromis życia "każdy sobie". I jeszcze "jego sypialnia". To rozumiem, że śpicie osobno?

120

Odp: Sztuka kompromisu w związku

A co jest złego w spaniu osobno, jeśli ktoś tak woli?

121

Odp: Sztuka kompromisu w związku
santapietruszka napisał/a:

A co jest złego w spaniu osobno, jeśli ktoś tak woli?

spanie osobno jest zaje*iste
raz na jakiś czas można sobie spać razem
ale ja wolę się wysypiac, wiec nie ma takiej opcji, zebym spala z kims co noc w jednym łóżku.

jesli dwie osoby tak sie umawiaja, to co w tym złego lub dziwnego?

Odp: Sztuka kompromisu w związku
santapietruszka napisał/a:

A co jest złego w spaniu osobno, jeśli ktoś tak woli?

Nie znam nikogo kto tak woli, a znam mnóstwo par. Chyba, że starsi ludzie czasem mają takie fanaberie. Skoro jestem w związku to spanie w 1 wspólnej sypialni uważam za naturalne.

123

Odp: Sztuka kompromisu w związku

Przyszła mi do głowy (zapominana, nieznana, niezrozumiana - nie wiem, która opcja jest prawdziwa) stara zasada:
Żyj i daj żyć innym.

124

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:
santapietruszka napisał/a:

A co jest złego w spaniu osobno, jeśli ktoś tak woli?

Nie znam nikogo kto tak woli, a znam mnóstwo par. Chyba, że starsi ludzie czasem mają takie fanaberie. Skoro jestem w związku to spanie w 1 wspólnej sypialni uważam za naturalne.

większość par nawet nie zastanawia sie nad tym tylko lbezmyślnie powiela zachowania innych
ja sama przez tyle lat męczyłam sie spiąc z partnerem i uwazalam, ze tak powinno być. nawet jak zaproponowałam osobne koldry to mialam na poczatku wyrzuty sumienia z tego powodu. bo jak to? para ma spać pod osobnymi koldrami.

na szczęście juz mi przeszlo smile teraz nie mam na przyklad problemu, zeby kochankowi powiedziec, ze nie chce, zeby u mnie nocowal,czy ja u niego,bo nie lubie spac razem.

125 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2017-09-05 08:25:12)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:

To bardziej wygląda jak kompromis życia "każdy sobie". I jeszcze "jego sypialnia". To rozumiem, że śpicie osobno?

A co jest zlego w spaniu osobno?

Misiek lekko spi, wszystko go budzi, nawet jak bym sie przewrocila na bok w lozku, to juz jest obudzony i nie potrafi z powrotem zasnac. Wstaje czesto w polowie nocy by poczytac. Ja, chociaz nie jestem tak wrazliwa, musze sie wyspac i jakby mi wstawal w nocy i palil swiatlo, to mialabym przerabana noc. Probowalismy razem spac, ale skutek byl tylko taki, ze oboje bylismy rano wkurzeni i z podkrazonymi oczami. A tak, on sie moze budzic i czytac kiedy chce, a mnie nikt lampa po oczach nie swieci. Tak wogole, wole sama spac, bo to wiekszy komfort.

I nie jest tak, ze "kazdy sobie", ale potrafimy szanowac wzajemne preferencje. Po co Misiek ma rezygnowac ze spotkan z kolegami po fachu, z ktorych ma duza frajde? Po co ja mam sie meczyc w zatloczonym pubie, w srodku miasta? Nie jestesmy zrosnieci w biodrze. Wydaje mi sie dziwacznym, ze ludzie w zwiazku maja wszystko robic razem.

126 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-09-05 08:34:58)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:

Skoro jestem w związku to spanie w 1 wspólnej sypialni uważam za naturalne.

Nikt Ci nie zabrania tak uważać. A Ty nie zabraniaj innym uważać inaczej.

Ja znam całe mnóstwo związków, w których ludzie wolą spać osobno - i wcale nie są to starzy ludzie. Warto czasem przyjąć do wiadomości, że nie jedynie Twoja wizja świata jest słuszna...

Autorze, a jak poznasz dziewczynę, która Cię będzie bardzo kochała, ale będzie wolała spać osobno, to co zrobisz? To tak w nawiązaniu do tematu wątku?



Wielokropek napisał/a:

Przyszła mi do głowy (zapominana, nieznana, niezrozumiana - nie wiem, która opcja jest prawdziwa) stara zasada:
Żyj i daj żyć innym.

Szkoda, że dla niektórych to prawda zapomniana lub nieznana całkiem...

127 Ostatnio edytowany przez zatroskany internauta (2017-09-05 08:57:31)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
santapietruszka napisał/a:

Ja znam całe mnóstwo związków, w których ludzie wolą spać osobno - i wcale nie są to starzy ludzie. Warto czasem przyjąć do wiadomości, że nie jedynie Twoja wizja świata jest słuszna...

Autorze, a jak poznasz dziewczynę, która Cię będzie bardzo kochała, ale będzie wolała spać osobno, to co zrobisz? To tak w nawiązaniu do tematu wątku?

Znowu wychodzisz przed szereg i wymyślasz coś, co nie zostało tutaj powiedziane. Nigdzie nie napisałem, że Tylko moja wizja jest słuszna i że każdy ma tak robić. Czytaj proszę ze zrozumieniem.

Jak poznam taką dziewczynę? Cóż nie poznałem takiej, co woli spać osobno więc nie wiem, ale pewnie uznałbym to za dziwne.

Wielokropek napisał/a:

Przyszła mi do głowy (zapominana, nieznana, niezrozumiana - nie wiem, która opcja jest prawdziwa) stara zasada:
Żyj i daj żyć innym.

Za dużo filozofii, za mało konkretów. Ładne powiedzenia może i mają swoją mądrość, ale to bardziej ładne słówka niż konkretne życiowe rady.

128 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-09-05 08:58:34)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:

Jak poznam taką dziewczynę? Cóż nie poznałem takiej, co woli spać osobno więc nie wiem, ale pewnie uznałbym to za dziwne.

No, ok, ale co po tym uznaniu za dziwne? Zrywasz z z tą dziewczyną czy jakiś kompromis? Sytuacja czysto teoretyczna, tak jak z tatuażem smile


zatroskany internauta napisał/a:

Nigdzie nie napisałem, że Tylko moja wizja jest słuszna i że każdy ma tak robić. Czytaj proszę ze zrozumieniem.

zatroskany internauta napisał/a:

Chyba, że starsi ludzie czasem mają takie fanaberie. Skoro jestem w związku to spanie w 1 wspólnej sypialni uważam za naturalne.

129 Ostatnio edytowany przez zatroskany internauta (2017-09-05 09:01:45)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
santapietruszka napisał/a:
zatroskany internauta napisał/a:

Jak poznam taką dziewczynę? Cóż nie poznałem takiej, co woli spać osobno więc nie wiem, ale pewnie uznałbym to za dziwne.

No, ok, ale co po tym uznaniu za dziwne? Zrywasz z z tą dziewczyną czy jakiś kompromis? Sytuacja czysto teoretyczna, tak jak z tatuażem smile

Nie mam do tego negatywnego podejścia jak do tatuażu, więc tutaj byłbym w stanie się dogadać (chyba, że byłaby to osoba z podejściem typu "białe małżeństwo", co nigdy spać z facetem nie zamierza - takiej bym od razu podziękował, w końcu nie mam zamiaru zostać księdzem).

zatroskany internauta napisał/a:

Chyba, że starsi ludzie czasem mają takie fanaberie. Skoro jestem w związku to spanie w 1 wspólnej sypialni uważam za naturalne.

Fanaberie osób starszych czyli nagła zmiana o 180 stopni w jakiejś dziedzinie. Czyli wcześniej zawsze spali razem, a nagle jednemu się odwidziało. Ale nadal nie widzę tutaj żadnego stwierdzenia, że jest to jedyne słuszne podejście czy jakichkolwiek nakazów.

130 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-09-05 09:09:27)

Odp: Sztuka kompromisu w związku
zatroskany internauta napisał/a:
santapietruszka napisał/a:
zatroskany internauta napisał/a:

Jak poznam taką dziewczynę? Cóż nie poznałem takiej, co woli spać osobno więc nie wiem, ale pewnie uznałbym to za dziwne.

No, ok, ale co po tym uznaniu za dziwne? Zrywasz z z tą dziewczyną czy jakiś kompromis? Sytuacja czysto teoretyczna, tak jak z tatuażem smile

Nie mam do tego negatywnego podejścia jak do tatuażu, więc tutaj byłbym w stanie się dogadać (chyba, że byłaby to osoba z podejściem typu "białe małżeństwo", co nigdy spać z facetem nie zamierza - takiej bym od razu podziękował, w końcu nie mam zamiaru zostać księdzem).

Ale mógłbyś uściślić, jak byś się dogadał? Tak z czystej ciekawości pytam, jak widziałbyś kompromis w takim związku?
Może dokładniej - nie rozmawiamy o uprawianiu seksu, bo to zupełnie inna sprawa, tylko o zwykłym spaniu w jednym łóżku.


zatroskany internauta napisał/a:

Fanaberie osób starszych czyli nagła zmiana o 180 stopni w jakiejś dziedzinie. Czyli wcześniej zawsze spali razem, a nagle jednemu się odwidziało. Ale nadal nie widzę tutaj żadnego stwierdzenia, że jest to jedyne słuszne podejście czy jakichkolwiek nakazów.

Fanaberie - kaprysy , fochy , grymasy , dziwactwa , wymagania , fantazje , dąsy , humory , chimery , zachcianki. Czyli jednak coś, co według Ciebie nie jest uzasadnione. O nakazach nic nie napisałam smile

Posty [ 66 do 130 z 297 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Sztuka kompromisu w związku

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024