Moja przygoda z wczoraj.
Koleżanka odchodzi na emeryturę. Musi opuścić mieszkanie służbowe.
Ma trochę oszczędności, jeśli będzie potrzeba dobierze kredyt więc chce sobie kupić domek gdzieś pod miastem.
Znalazła ogłoszenie, cena i wygląd domu jej pasuje.
Ponieważ nie ma auta to poprosiła mnie abym ją zawiozła.
Chętnie się zgodziłam bo okolice ładne, przy okazji można coś ciekawego zobaczyć.
Dojechałyśmy na miejsce, właściciele mieszkają obok w nowym domu. Wyszło ich kilkoro do nas.
Dom i działka niestety porażka. Rozwalająca się rudera w otoczeniu stosów gruzu, śmieci, jakichś komórek, dawnych chlewików.
A na zdjęciach była urokliwa dróżka kamienna prowadząca do domu od furtki, po obu stronach kwiatki, krzewy.
Nawet nie wchodziłyśmy do środka domu.
Koleżanka może niepotrzebnie wdała się w dyskusję dlaczego tak oszukują.
Na to właściciel, że na zdjęciach to jest wizualizacja i to jest jej wina, że nie potrafiła odróżnić wizualizacji od prawdziwych zdjęć.
Bo kilka prawdziwych zdjęć też było, między innymi piec kaflowy, widok z okna na drzewa.
Zrobiło się nieprzyjemnie, właściciel wprawdzie zaproponował zejście z ceny, ale odjechałyśmy.
Wyjeżdżając z tej wsi widziałyśmy jak przy głównej trasie w krzakach ustawiają się chłopcy z radarem.
Jedziemy sobie, odjechałyśmy kilka km gdy zadzwonił telefon.
To był ten właściciel domu. Koleżanka stwierdziła, że nie chce jej się z nim gadać, nie chce tego domu i takich sąsiadów nawet za połowę ceny i wyłączyła telefon.
Jedziemy dalej, wolniutko, oglądamy krajobrazy.
Nagle za nami radiowóz.
Wyprzedzili nas, każą się zatrzymać.
Myślę sobie jaki błąd mogłam popełnić.
Zanim wszystko przeanalizowałam wysiada ten właściciel domu, za nim policjant.
No to już zaczęłąm się poważnie niepokoić.
Okazało się, że niepostrzeżenie wsiadł do auta kotek.
Położył się przed tylną kanapą i zasnął.
Po naszym wyjeździe zauważyli jego brak. Dziecko płacze
Gość dzwonił, koleżanka myślała, że on chce zaproponować jeszcze niższą cenę.
A to chodziło o kotka.