Hej, mam wrażenie że doszłam do ściany. Ani w lewo, ani w prawo mogę tłuc tylko głową o mur.
Z mężem mieliśmy różne perypetie w związku jesteśmy razem prawie 20 lat. Od kiedy urodziło się nam dziecko chyba coś do mnie dotarło, że nie chce związku byle jakiego.
Od pół roku mocno się jej dogaduje, brak rozmów, zbliżeń, zainteresowania. Zawsze ja inicjowałam sposób na spędzanie czasu, w sumie to trochę kierowałam naszym życiem. Widząc że mocno się sypie zaproponowałam terapię. Jesteśmy po 4 spotkaniach. Ja podejmuje próby rozmowy, ale zawsze kończy się na kłótni. Mąż jest na etapie że liczy na to że terapia mu coś rozjaśni, teraz nie chce mu się nawet ze mną rozmawiać itp. ja uważam że trzeba podejmować kroki, sama.terapia nic nie da. Jestem zmęczona ignorancją, i sama zaczęłam być cieniem człowieka. Odpowiadam tym samym, czyli ciszą. Ostatnio zapytałam jak w pracy, to usłyszałam że pytam na siłę, że to nienaturalne i po co to robię. Mam siłę walczyć dla córki ale chyba nie mam nadzieję. Mąż wypomina mi malo ostatnie rzeczy z przed 5 lat. Myślę że w tym czasie mniej kochał, a skoro kochał i nie zapomniał o głupotach to nawet jeżeli to uczucie wróci to za kolejnych 5 lat znów może usłyszeć że zrobiłam tam albo siak.
Nie wiem co mam robić. Jak dotrzeć. Mocno myślimy o rozstaniu ale mamy małe dziecko. Tak żal mi że będzie z rozbitej rodziny. Wiem że rodzina bez miłości jest gorsza ale ciężko mi z myślą że jestem współwinna tej sytuacji i dziecko ucierpi.
Macie doświadczenia z osobami które nawet nie próbują rozmawiać, jak do nich trafić?
A może macie swoje doświadczenia z terapią, co wam dała?
Może daj mu trochę czasu z tym rozmawianiem? Nie naciskaj przez jakiś czas.
No i jeśli chodzicie na terapie (par jak się domyślam) to porusz ten temat na następnej sesji.
20 lat to szmat czasu, trudno zawrzeć w tak krótkim poście to, co najważniejsze, tu tego nie ma. Nie wiadomo co w głowach siedzi. Miłość to złożone uczucie, bezwarunkowa jest głownie do dzieci.
Czasem nie da się już niczego poskładać więc wszelkie próby tylko powodują większą rezygnację. Jeśli mocno myślicie o rozstaniu to nie bardzo widzę szansę.
Witam, chciałam powiedzieć, że to jest bardzo trudna sytuacja, musiała bym wysłuchać drugiej strony. Być może mężowi jest dobrze tak jak jest, bo wraca do zadbanego domu, gdzie ma posiłek i czyste ubrania, dziecko go wita, a może i pies, żona się stara itd., a gdy chce bliskości i szczerej rozmowy, to pójdzie do kochanki, bo ta się jeszcze nie znudziła i nie ma wobec niego żadnych roszczeń, tylko same nowe doznania. Godzi się na jakieś tam terapie, które wymyśla sobie ta jego nudna żona, bo po 20 latach, to nawet ,, księżniczka" z bajki się znudzi, ja tak widzę tą drugą stronę, ale wcale tak nie musi być. Z mojego doświadczenia obstawiała bym, że ma kochankę, bo inaczej bardziej by się starał. Zapytaj go o to wprost, może powie prawdę, to będziesz wiedziała na czym stoisz. A od strony finansowej, polecam już gromadzić środki na kącie, o którym nikt nie wie i nie brać żadnych kredytów i dalekich planów np. budowy domu, czy zakupu samochodu, tak żeby nie było za dużo do podziału. Oczywiście życzę z całego serca abyście doszli do porozumienia, bo nie ma gorszej rzeczy jak rozbita rodzina.
Ona, a czym zaczęła się ta obojętność?
Jak wyglądało wasze życie seksualne, czemu się skończyło? Dlaczego zdecydowałaś się na dziecko, skoro wcześniej on już ci nie odpowiadał.
To nie ma tak, on kochał, potem mniej kochał, a później może będzie bardziej kochał.
Faktycznie może tak być, że on ma kogoś na boku, choć tylko można gdybać.