z trzeźwiejącym na odległość? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ZWIĄZEK NA ODLEGŁOŚĆ, MIŁOŚĆ PRZEZ INTERNET » z trzeźwiejącym na odległość?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 55 ]

1

Temat: z trzeźwiejącym na odległość?

Hej. Poznałam przez internet mężczyznę. Dobrze się rozmawiało. Najpierw przez net, potem przez telefon, potem osobiście. Mieszka w innym mieście, przyjechał do mnie dwa razy. Poza tym codzienne rozmowy. Szybko powiedział, że jest alkoholikiem. Rok temu przeszedł terapię, jest w procesie trzeźwienia. Wydaje się wrażliwym, świadomym siebie, swoich mocy i słabości mężczyzną. Ponosi konsekwencje złych decyzji, ale stara się i walczy. Ja - ze skłonnością do depresji, po rozwodzie i trudnych przejściach.

Czy ktoś z Was ma podobne doświadczenie i może doradzić, czy jest sens rozwijać taką relację? A jeśli tak - jak ją prowadzić?

Takie życie.
Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez paslawek (2022-06-28 15:10:51)

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?
Enona napisał/a:

Hej. Poznałam przez internet mężczyznę. Dobrze się rozmawiało. Najpierw przez net, potem przez telefon, potem osobiście. Mieszka w innym mieście, przyjechał do mnie dwa razy. Poza tym codzienne rozmowy. Szybko powiedział, że jest alkoholikiem. Rok temu przeszedł terapię, jest w procesie trzeźwienia. Wydaje się wrażliwym, świadomym siebie, swoich mocy i słabości mężczyzną. Ponosi konsekwencje złych decyzji, ale stara się i walczy. Ja - ze skłonnością do depresji, po rozwodzie i trudnych przejściach.

Czy ktoś z Was ma podobne doświadczenie i może doradzić, czy jest sens rozwijać taką relację? A jeśli tak - jak ją prowadzić?

Dobrze byłoby jak byście za rok zamieszkali razem to zweryfikujesz czy pasuje Ci taki facet na co dzień ,Jesteście w grupie ryzyka i wygenerowania toksycznej relacji jeżeli poprzestaniecie ,spocznie któreś z was na laurach i zaprzestanie terapii .Zaczną natychmiast działać chore emocje i wszystkie niezdrowe mechanizmy.Na razie chcesz w nim widzieć bohatera a to za wcześnie na odtrąbienie zwycięstwa.
Rok abstynencji to mało i dużo,żeby cokolwiek stwierdzić i prorokować na przyszłość,jakieś 2-4 lata po odstawieniu alkoholu pomimo terapii jeszcze się świruje taka jest praktyka i właściwość trzeźwienia
trzeźwienie tak jak i chorowanie ma swoje fazy i etapy.
próbuje się nawykowo i podświadomie zamienić substancje na coś innego wiele chorych zachowań ma miejsce taka nałogowa regulacja emocjami to jeden z elementów uzależnienia.
Twoja praca nad sobą dla siebie też była by pomocna i poszerzanie wiedzy na temat uzależnień z tym że nie Twoją rolą jest go leczyć.
Enona ja nie teoretyzuje 30 bez mała lat jestem a AA i po 12 latach terapii w sumie
Udany fajny związek jest jak najbardziej w waszym zasięgu nie od razu i wymaga jednak wiele  wysiłku i pracy was dwojga z tym że do zniesienia a może też być przygodą wspólna w samopoznawaniu się razem i każde z osobna ,za swoją depresję weź się ostro ,on nie będzie Twoim terapeutą chociaż jak będzie się leczył i zdrowiał możesz mieć takie wrażenie że on się zna na psychologi jest wrażliwy etc to bywają złudzenia osoba uzależniona ma przeważnie egotyczne zaburzenia które w procesie terapii odkłamuje działają jedna chore regulacje emocjami siłą rozpędu i nałogu samo odstawienie substancji to tylko narzędzie,abstynencja bywa męcząca a uzależnienia mają nawroty
konieczna jest terapia przez parę lat żeby się odkłamać i nauczyć żyć z chorobą
pierwsze to wykreśl ze słownika słowa doskonały i idealny,bo akceptacja siebie i drugiej osoby to proces

"Cichociemny na paralotni" big_smile

3

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?
Enona napisał/a:

Hej. Poznałam przez internet mężczyznę. Dobrze się rozmawiało. Najpierw przez net, potem przez telefon, potem osobiście. Mieszka w innym mieście, przyjechał do mnie dwa razy. Poza tym codzienne rozmowy. Szybko powiedział, że jest alkoholikiem. Rok temu przeszedł terapię, jest w procesie trzeźwienia. Wydaje się wrażliwym, świadomym siebie, swoich mocy i słabości mężczyzną. Ponosi konsekwencje złych decyzji, ale stara się i walczy. Ja - ze skłonnością do depresji, po rozwodzie i trudnych przejściach.

Czy ktoś z Was ma podobne doświadczenie i może doradzić, czy jest sens rozwijać taką relację? A jeśli tak - jak ją prowadzić?

Nie rób sobie tego.
Masz trudne doświadczenia, a to będziep trudna relacja. Jak on jest w lrocesie trzeźwienia to mogą się zdarzyć spadki formy. Nie mam nic do faceta, ale jego problemy i Twoje problemy będą mieszanką wybuchową.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Konto zawieszone.

4

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?

Dziękuję Wam za opinie! Przyznam, że dla mnie trudne jest połączenie alkoholizmu, odległości i moich problemów. Boję się, że tym razem się nie podniosę.

Odległość sprawia, że tym bardziej zdana jestem na poleganie na jego relacji. Ewentualnych zapić mogę być kompletnie nieświadoma, jeśli będą. Choć z drugiej strony - może ona chroni przez szybkim zakochaniem się.

Takie życie.

5

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?

Pasławek, a jaka jest profilaktyka tych nawrotów, z Twojej perspektywy?

Czy to znaczy, że rodząc dziecko alkoholika do 4 lat od terapii, kobieta ryzykuje, że dziecko będzie miało pijącego ojca? Czy takie ryzyko jest zawsze?

Takie życie.

6 Ostatnio edytowany przez paslawek (2022-06-28 16:55:03)

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?
Enona napisał/a:

Pasławek, a jaka jest profilaktyka tych nawrotów, z Twojej perspektywy?.

Profilaktyka z mojego doświadczenia nie tylko z resztą to udział w AA przez parę lat i kontakt z terapeutami od czasu do czasu wytworzenie środowiska,które działa jak system wczesnego ostrzegania najlepiej sprawdzeni inni doświadczeni alkoholicy co się nie krępują widząc w zachowaniu jakieś zawirowania na przykład izolowanie się czy złość,przygnębienie,wiele powtarzających się pretensji do całego świata etc

Enona napisał/a:

Czy to znaczy, że rodząc dziecko alkoholika do 4 lat od terapii, kobieta ryzykuje, że dziecko będzie miało pijącego ojca? Czy takie ryzyko jest zawsze?

Tego to nigdy nie wiadomo nie podejmę się jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie w stylu tak lub nie.
zbyt wiele zmiennych,do brania pod uwagę i wiele wariantów w życiu widziałem wiele wyjątków i zaskoczenia i na plus i na minus
alkoholicy są różni jest ich kilka typów różnie też trzeźwieją nie ma sztywnych reguł,jednego wzorca i czegoś co jest pewnym zabezpieczeniem,jednakże są doświadczenia i można rozeznać kilka różnych reguł na przykład na samym początku prawie nigdy dwoje nieszczęśników nie podzieli nieszczęścia, a raczej je rozmnoży początek jest determinujący i bardzo ważny ale bez przesady,po paru latach jest jednak możliwym zbudować zdrowy związek, co widziałem wiele razy niekoniecznie wśród tylko alkoholików gdzie dwoje trzeźwieje
statystycznie 70% alkoholików po mniej więcej roku abstynencji wraca do picia ,z czego pewna cześć odpada całkiem i pije nadal do śmierci, a pewna cześć po zapiciach wraca do leczenia pewna część ma jeszcze epizody, ale wraca i zaczyna trzeźwieć
takie "dogrywki" bywają dobre ponieważ rozwiewają wątpliwości co do chorowania ,dla partnerki partnera to bywa bardzo trudne jeżeli widzi nawrót zakończony piciem wymaga to przygotowania się psychicznego, jednak to dobrowolna decyzja a nie jakiś święty obowiązek
moja żona po 3 latach wspólnego mieszkania postanowiła wyjść za mnie za mąż,nie miałem zapić i jakichś większych znaczących nawrotów gdzie mnie nosiło z emocjami jakoś wybitnie,czy nakręcania się na emocje i ich rozładowywanie kompulsjami,za ten okres próbny nie mam pretensji sam również obserwowałem ją ,tyle że ja jak ją poznałem miałem więcej doświadczenia niż Twój chłopak i wiele przerobionych błędów od początku a żona była zaangażowana we wspólnocie DDA jest obeznana z racji zawodu z tym tematem i zajmuje się sobą nie moim leczeniem co nie znaczy że jest cicha jak trusia i nic nie mówiła   
a mieliśmy już córkę ,tymi latami od odstawienie nie ma co się sugerować
Motywację do trzeźwienia łatwo widać i zaangażowanie tak jak spadki formy,życie z trzeźwiejącym alkoholikiem może mieć swoją specyfikę ale nie musi niewiele różnimy się od innych facetów wbrew pozorom i różnym stereotypom.

"Cichociemny na paralotni" big_smile

7

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?

A czy z czasem normalizuje się obecność alkoholu w domu i rodzinie?

Czy Twoja żona jest z Tobą w abstynencji?

Takie życie.

8 Ostatnio edytowany przez szeptem (2022-06-28 17:37:13)

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?

Popieram Lokę - to za wiele, jak na Ciebie. Tacy mężczyźni - trzeźwiejący alkoholicy są niestabilni emocjonalnie, najczęściej problematyczni, ciężko im zaufać niestety (w każdej chwili mogą znów wrócić do nałogu). No, może po 20 - 30 latach w abstynencji jest już inaczej, stabilnie. Ale kogoś zaledwie rok w AA absolutnie Ci odradzam, tylko ściągniesz na siebie więcej kłopotów, niż masz teraz. A chyba nie o to Ci idzie, prawda? Będziesz się martwić, czy facet nie zapije. Plus ta odległośc.... Odradzam raz jeszcze (dodam, że wszsytko co napisałam wynika z mego doświadczenia z takimi ludźmi).

9 Ostatnio edytowany przez paslawek (2022-06-28 20:55:46)

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?
Enona napisał/a:

A czy z czasem normalizuje się obecność alkoholu w domu i rodzinie?

Czy Twoja żona jest z Tobą w abstynencji?

Tak z czasem tak jest alkohol przestaje zwracać na siebie uwagę
Moja żona może pić alkohol tyle że ma bardzo niską na niego tolerancję i bardzo rzadko go pije i w niewielkich ilościach nie miała problemu z alkoholem jak ja z narkotykami również
ja nie jestem typem działacza i aktywisty co ludziom zabrania picia i tak miałem od początku nie latałem nawracać wszystkich na abstynencję choć przyznam się że nosiło i korciło bardzo do tego
Początki abstynencji jednak są trudne bo się jeszcze ma nieprzepracowany żal po stracie, zdolności do picia jak inni, ludzie działają odruchy alkohol się śni ma się suche kace jak się człowiek na jakiejś imprezie nawdycha zapachu alkoholu czasem się wspomina przyjemne chwile bo strach mija w jakimś stopniu  przed konsekwencjami z czasem a nie zawsze była masakra i jatka po alkoholu
zazdrości się innym że są zdrowi człowiek czuje się jakiś gorszy i wadliwy
stosunek do alkoholu jednak i pijących  oraz do siebie i swojej choroby się zmienia w toku terapii rośnie doświadczenie przejścia powodują większą pewność i świadomość, zrozumienie tego problemu.

szeptem napisał/a:

Popieram Lokę - to za wiele, jak na Ciebie. Tacy mężczyźni - trzeźwiejący alkoholicy są niestabilni emocjonalnie, najczęściej problematyczni, ciężko im zaufać niestety (w każdej chwili mogą znów wrócić do nałogu). No, może po 20 - 30 latach w abstynencji jest już inaczej, stabilnie. Ale kogoś zaledwie rok w AA absolutnie Ci odradzam, tylko ściągniesz na siebie więcej kłopotów, niż masz teraz. A chyba nie o to Ci idzie, prawda? Będziesz się martwić, czy facet nie zapije. Plus ta odległośc.... Odradzam raz jeszcze (dodam, że wszsytko co napisałam wynika z mego doświadczenia z takimi ludźmi).

A ja nie popieram wszystkiego hurtowo, ponieważ to co napisałaś nie ma potwierdzenia w życiu na 100% jeden do jednego
tylko ma potwierdzenie w subiektywnych osobistych czyli ograniczonych negatywnych Twoich doświadczeniach prawdopodobnie z alkoholikami
to łatwiejsze myślenie i bezpieczniejsze tyle że równie złudne jak przekonanie o szczęściu z  byle jakim niealkoholikiem
takie myślenie bywa pułapką z deszczu pod rynnę smile ale bez alkoholu
będąc byś może kimś samemu potencjalnie toksycznym z predyspozycją do emocjonalnych jazd i zalezności i  z dysfunkcjami nieleczonymi
to bywa szukanie lęku i lokalizowanie go w innych, nie w sobie może to przerastać i braknąć tolerancji i akceptacji jeżeli siebie się nie akceptuje 
nie jest koniecznym 20 - 30 lat do stabilizacji emocjonalnej przesada gruba i bzdura no sorry
a ja nie należę do obrońców nałogowców żeby nie było,na pewno nie  za wszelką cenę co łatwo sprawdzić i zweryfikować
takie stereotypy na temat alkoholików trzeźwiejących to nieprawda i nie do końca
bywa to krzywdzące i niesprawiedliwe wrzucanie wszystkich do jednego wora , nie ma w tym nic obiektywnego na ogół  i wychodzą osobiste raczej urazy, lęki ,asekuracja  niż to co wiadomo o zdrowieniu z uzależnienia
stygmatyzacja ma się jeszcze bardzo dobrze i ignorancja niestety też
ale oczywiście ma się prawo pisać co się chce i czego się doświadczyło takie życie.
To też nie jest żaden zarzut czy atak na kogokolwiek czasem trudno coś przeskoczyć.

Równie dobrze to Enona może być tą trudniejszą w związku,depresja to nie jest coś łatwiejszego i lepszego
gwarantującego większe powodzenie i skuteczniejsze mniej bolesne leczenie różnie jest
dla faceta to może być większym wyzwaniem
takie różnicowanie i licytowanie się jest bez sensu i niczemu nie służy.
Potrzeba odwagi i czasu żeby zyskać jakieś zdrowie nawet podlegając terapii.
Obydwoje możecie mieć również tendencje do autosabotażu na swoje sposoby tak podświadomie zrobić  związek żeby się nie udał a potem każde wróci do swojego świata i swojego chorowania udowadniając sobie coś.

"Cichociemny na paralotni" big_smile

10

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?

Masz rację, paslawku: moja depresja jest dużym problemem, a ja się nieustannie autosabotuję. Także to licytowanie nie ma sensu. Bardziej zasadne jest pytanie, czy taki tandem w ogóle ma szansę gdzieś ujechać. On zauważył, że ja się boję. Jego marzeniem jest rodzina. Ja nie mam pomysłu, jak to rozwijać na odległość, żeby zapewnić sobie i jemu poczucie bezpieczeństwa.

Takie życie.

11 Ostatnio edytowany przez paslawek (2022-06-28 21:12:09)

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?
Enona napisał/a:

Masz rację, paslawku: moja depresja jest dużym problemem, a ja się nieustannie autosabotuję. Także to licytowanie nie ma sensu. Bardziej zasadne jest pytanie, czy taki tandem w ogóle ma szansę gdzieś ujechać. On zauważył, że ja się boję. Jego marzeniem jest rodzina. Ja nie mam pomysłu, jak to rozwijać na odległość, żeby zapewnić sobie i jemu poczucie bezpieczeństwa.

To bezpieczniej będzie się jednak rozstać jak najszybciej wydaje się że przerasta Ciebie ten związek i ma prawo nie czuj się aż tak nad odpowiedzialna nie Twoją rolą jest zapewnić w związku facetowi całe poczucie bezpieczeństwa to też jego odpowiedzialność nie ma miejsca na życzeniowe myślenie
na minus dla niego krótko jest trzeźwy a raczej jak to się mówi w AA jest suchy, statystyka też przemawia przeciwko wam początek już z wątpliwościami bez swobody i zapasu siły też nie rokuje dobrze .
Ty masz sporo irracjoalnych i uzasadnionych,poprawnych  jednocześnie,obaw,wątpliwości oraz lęku wynikających z depresji w dużej części,odległość to też minus trudniej się poznać pisując tylko
i w pewnym sensie związek na odległość to taka dziwna wymówka,unik bo na odległość można sobie więcej marzyć, fantazjować etc
Jeżeli chłopak przeżyje takie rozstanie i nie będzie mieć nawrotu to gość jest  i jego motywacje są zdrowe, jeżeli zapije to nie godził się jeszcze na to że jest chory i nie akceptuje w sobie alkoholika.
Mnie z powodu uzależnień od dragów i alkoholu spotkały dyskwalifikacje nie mam żalu ani pretensji do tych kobiet, choć miło i przyjemnie nie było dostać kosza i szansy, zaufania,zanim poznałem moją żonę "wariatkę","bezmyślną" i nierozsądną to parę związków zaliczyłem nieudanych,oraz parę razy dostałem kosza na starcie
to wszystko coś we mnie wzmocniło i dojrzewałem nie mając cieplarnianych warunków także nie masz obowiązku czuć się winna jeszcze niczego konkretnego nie obiecywałaś ,przysięgałaś deklarowałaś
masz prawo się wycofać ale miej na uwadze że możesz żałować albo nie takie przewrotne mamy uczucia.

"Cichociemny na paralotni" big_smile

12

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?

U niego przed laty też były dragi i roczny pobyt w ośrodku. Skończyłam to. Napisałam tu, żeby się upewnić. Uznałam, że lepiej teraz niż później. Ale lepiej byłoby wcześniej. Napisał, że nie rozumie, ale akceptuje i docenia szczerość. Potem coś wyjaśniałam, ale już nie odpowiada. Martwię się.

Czy te epitety, które przytaczasz, to Twoja żona usłyszała?

Takie życie.

13 Ostatnio edytowany przez paslawek (2022-06-28 21:43:04)

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?
Enona napisał/a:

U niego przed laty też były dragi i roczny pobyt w ośrodku. Skończyłam to. Napisałam tu, żeby się upewnić. Uznałam, że lepiej teraz niż później. Ale lepiej byłoby wcześniej. Napisał, że nie rozumie, ale akceptuje i docenia szczerość. Potem coś wyjaśniałam, ale już nie odpowiada. Martwię się.

Czy te epitety, które przytaczasz, to Twoja żona usłyszała?

Tak  może i usłyszała od kogoś różne rzeczy, nie pamiętam żeby się przejmowała takimi pierdołami i się skarżyła, nie mam napisane na czole alkoholik nie  tłumaczenie się ludziom z uległą przepraszającą postawą ze swojego życia i choroby to nie nasz problem co se kto tam myśli
widziała mnie w różnych sytuacjach to być może jej wystarczyło, żeby podjąć decyzję o związku ze mną
,żona  ma swój rozum smile  epitety ode mnie to w żartach, nie w złości i nie na poważnie, nie na serio, ona ma dystans do siebie i wie kiedy ja przeginam, żartuje etc
jesteśmy dwadzieścia parę lat ze sobą po kilku zakrętach,kryzysach, nie zakładaliśmy że będziemy supr duper związkiem wedle wzoru wymyślonego przez kogoś tam, bo nie ma doskonałych związków, nawet bez nałogów i idealnych ludzi tez nie ma w przyrodzie nie występują ,mnie ma za "świra" smile , też nie na serio oczywiście
powinienem dodać emotki do tych epitetów .

Jeżeli postanowiłaś się odciąć bądź konsekwentna  nie kontaktuj się z nim daj mu spokój
jak chce zdrowieć i trzeźwieć to sobie poradzi z odrzuceniem i emocjami to dla niego coś jak egzamin i test że nagrody w postaci związku za niepicie to nie ma i nie należy mu się coś szczególnego to twarde doświadczenie ale pożyteczne,znajdzie wsparcie wie gdzie ma iść litość się nie sprawdza ale to też człowiek i nie zasługuje na brak miłości z drugiej strony,tylko jeszcze nie tu i nie teraz i nie z Tobą widocznie.

"Cichociemny na paralotni" big_smile

14

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?

Dzięki! Gratuluję Tobie i Twojej Żonie! Twoje słowa dają nadzieję, że i mnie kiedyś spotka szczęście.

Takie życie.

15

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?
Enona napisał/a:

Dzięki! Gratuluję Tobie i Twojej Żonie! Twoje słowa dają nadzieję, że i mnie kiedyś spotka szczęście.

Dziękuje
nikt nie jest skreślony jeżeli sam się nie przekreśli
Powodzenia i szczęści życzę Tobie
nie zaniechaj leczenia i dbaj o siebie dla siebie a wszystko jest możliwe.

"Cichociemny na paralotni" big_smile

16

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?

A czy jest jakiś model partnerki alkoholika? Czy Twoja Żona miała wątpliwości?

Takie życie.

17

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?

Czy rzeczywiście po wszystkim, co przez lata przeszłaś z byłym mężem i co wynika z lektury Twoich postów z ostatnich kilku miesięcy, nadal przechodzisz z innymi partnerami oraz ze swoimi osobistymi problemami z depresją i lękami jesteś pewna, że ponownie podjęta rola siostry miłosierdzia uczyni Cię szczęśliwą? Czy znowu model, że mężczyzna de facto, mimo związku, jest praktycznie nieobecny w Twoim życiu, jest tym dla Ciebie najwłaściwszym?

18 Ostatnio edytowany przez paslawek (2022-06-28 22:32:45)

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?
Enona napisał/a:

A czy jest jakiś model partnerki alkoholika? Czy Twoja Żona miała wątpliwości?

A bo ja wiem pewnie nie jeden model
spora świadomość siebie i uzależnienia,sposoby radzenia sobie z takim ancymonem bez chorych manipulacji, rywalizacji, nadopiekuńczości to pewne pożądane cechy, będąc w związku ze zdrowiejącym nałogowcem jakaś pobłażliwość też ale głównie to dbanie o własną higienę psychiczną jest na pierwszym miejscu znajomość swoich granic asertywność prawo do błedów i uczuć 
Miewała wątpliwości to oczywiste oraz normalne wspólne życie wiele zweryfikowało oraz podobne podejście do wielu wielu spraw takich jak religia ,polityka terapia pieniądze to nie za bardzo ja bywałem rozrzutny ona nie ja bałaganiłem ona nie teraz ona bałagani i trwoni krwawicę takie przenikanie i wpływ mamy na siebie oboje siedzimy po nocy ja na forum żona dużo czyta walczy ze mną  i jest zazdrosna o kota, bo kot jest mój i mnie wybrał mnie się słucha bardziej ,każde ma swoją przestrzeń swoje hobby zainteresowania i mamy wspólną, dom codzienność rytuały i rutynę nudę i emocje przypływy i odpływy namiętności ,dorosłą córkę jakieś plany, marzenia
czasem gadamy jak najęci, a czasem milczymy swobodnie jeszcze potrafię ją rozśmieszyć i podtrzymać na duchu wiele przeszliśmy trudności i śmierci bliskich nam ludzi razem jej chorobę moją rezygnacje z własnej działalności i tym podobne rzeczy .

"Cichociemny na paralotni" big_smile

19 Ostatnio edytowany przez Enona (2022-06-28 22:30:31)

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?

Auroro, Ty tutaj? Rozświetlasz ten wieczór!

Skończyłam to. Staram się teraz przytomnie przyglądać emocjom. SWOIM. Branie pseudoodpowiedzialności za cudze jest ucieczką od własnej kuwety. W tych, które przeżywam teraz, widzę powtórkę starych lekcji.

Ale powiem Ci, że nie żałuję tego spotkania. I tego wcześniejszego, o którym w innym wątku. Mężczyźni, ludzie w ogóle, są piękni, ciekawi, fascynujący, wrażliwi. Chcę widzieć to, żeby nie zgorzknieć. Potrzeba mi nauczyć się z nimi żegnać. Może kiedyś świadomie będę umiała wybrać kogoś, kto wybierze mnie, kogo przywitam i kto zostanie.

Takie życie.

20

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?

Pasławku, bardzo dobrze i miło czyta się o Waszym życiu! Dzięki, że je opisujesz - trochę uchylasz rąbka Waszych tajemnic. Co do poglądów, ta relacja potwierdziła pewną moją cechę. Moje poglądy nie są wyraziste. Nie lubię skrajności. To świadomy wybór. Dotyczy polityki i różnych kontrowersyjnych, dzielących ludzi spraw. Co do religii: przeżywałam różne przypływy i odpływy i mam duży szacunek do osobistych rozstrzygnięć innych. Jakie są tego konsekwencje: że mogę się dogadać z ludźmi o skrajnych poglądach i wchodzić z nimi w zażyłość. Nie wiem dziś: wada to czy zaleta.

Takie życie.

21

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?

Tak, Enono. Zobaczyłam Twoje imię. Nie mogłam przejść obojętnie : - )))
Cieszę się, że istniejesz.
Ludzie bywają też niepiękni, niewrażliwi, nieciekawi, niefascynujący. Takim kimś jest z pewnością człowiek, który jest w nałogu. A Ty, jak wnoszę, szukasz profilu żony-ratownika. Cech, które pozwolą Ci uwierzyć, że dasz radę dźwignąć gościa z całą jego alkoholową i narkotykową przeszłością. 
Uważaj na siebie, proszę.   
---
Off Top Proces kanoniczny może się odbywać bez udziału jednej ze stron, a nawet wbrew jej woli. Nie ma to żadnego znaczenia. Jedynie trwa to nieco dłużej, bo trybunał zawsze bierze pod uwagę ewentualność włączenia się tej drugiej strony i przeznacza czas na zapoznanie się z każdym kolejnym etapem procesu, dając szansę wglądu w jego dotychczasowy przebieg.
Powodzenia!

22

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?
Enona napisał/a:

Pasławku, bardzo dobrze i miło czyta się o Waszym życiu! Dzięki, że je opisujesz - trochę uchylasz rąbka Waszych tajemnic. Co do poglądów, ta relacja potwierdziła pewną moją cechę. Moje poglądy nie są wyraziste. Nie lubię skrajności. To świadomy wybór. Dotyczy polityki i różnych kontrowersyjnych, dzielących ludzi spraw. Co do religii: przeżywałam różne przypływy i odpływy i mam duży szacunek do osobistych rozstrzygnięć innych. Jakie są tego konsekwencje: że mogę się dogadać z ludźmi o skrajnych poglądach i wchodzić z nimi w zażyłość. Nie wiem dziś: wada to czy zaleta.

Jak dla mnie to bardziej zaleta smile

"Cichociemny na paralotni" big_smile

23 Ostatnio edytowany przez madoja (2022-06-29 10:30:31)

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?

Ja bym sobie odpuściła.
Związałam się kiedyś z niepijącym od 10 lat alkoholikiem i w czasie naszego związku zaczął pić. To był koszmar.

I też był wrażliwy i inteligentny. Nie wiem czemu, ale alkoholicy są tacy. Głębocy, poetyccy. Napiszą dla Ciebie wiersz, zapłaczą na filmie i wyznają miłość w sposób tak wzniosły, że masz wrażenie że zemdlejesz. Ale to wszystko to tylko ładne słówka.

24 Ostatnio edytowany przez paslawek (2022-06-29 10:45:22)

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?

Przecież z nim Enona wczoraj zerwała znajomość co prawda za parę dni będzie mieć wahania co normalne jest ale myślę że da radę.
Szukanie wad i dyskredytowanie faceta to nie jest najlepszy pomysł
Znowu generalizowanie pod wpływem jednego,kilku przypadków
nie nie wszyscy alkoholicy są tacy jak piszesz Madoju
ten Twój taki był i jeszcze kilkuset innych, ale nie każdy i nie wszyscy .
Niw ma co wariować z tymi mianownikami
Niektórzy wcale nie są aż tak bardzo wrażliwi,inteligentni,sympatyczni ani głębocy są różni .

"Cichociemny na paralotni" big_smile

25

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?
aurora borealis napisał/a:

Tak, Enono. Zobaczyłam Twoje imię. Nie mogłam przejść obojętnie : - )))
Cieszę się, że istniejesz.
Ludzie bywają też niepiękni, niewrażliwi, nieciekawi, niefascynujący. Takim kimś jest z pewnością człowiek, który jest w nałogu. A Ty, jak wnoszę, szukasz profilu żony-ratownika. Cech, które pozwolą Ci uwierzyć, że dasz radę dźwignąć gościa z całą jego alkoholową i narkotykową przeszłością. 
Uważaj na siebie, proszę.

Dziękuję, Auroro. Może nakreślę kontekst. W ostatnim, dość długim, czasie skupiałam się raczej na niepięknie, niewrażliwości i ogólnie biedzie ludzkiej. I na tym, że już mnie nic nie spotka. W młodzieńczym czasie, kiedy poznaje się ludzi, odkrywa się swoje preferencje, ja tego nie miałam. Dlatego teraz z radością odkrywam, że drugi człowiek może mnie zainteresować, wzbudzić czułość, zauroczyć. Wiem, że nie umiem tego obsługiwać i ruszam się pokracznie, jak stare pisklę.
---

aurora borealis napisał/a:

Off Top Proces kanoniczny może się odbywać bez udziału jednej ze stron, a nawet wbrew jej woli. Nie ma to żadnego znaczenia. Jedynie trwa to nieco dłużej, bo trybunał zawsze bierze pod uwagę ewentualność włączenia się tej drugiej strony i przeznacza czas na zapoznanie się z każdym kolejnym etapem procesu, dając szansę wglądu w jego dotychczasowy przebieg.
Powodzenia!

Wiem, z tym że - jak powiedział mi prawnik-kanonista - jest trudniej i dłużej. Rozgoryczona podejściem EX porzuciłam ten temat, ale myślę, żeby wrócić.

Takie życie.

26

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?
paslawek napisał/a:

Przecież z nim Enona wczoraj zerwała znajomość co prawda za parę dni będzie mieć wahania co normalne jest ale myślę że da radę.

Już mam wahania i biję się z myślami, czy dobrze zrobiłam. Dopiero dziś porozmawiałam z koleżanką - alkoholiczką, z której perspektywy rok to kawał ciężkiej pracy.

Rozbieram sobie na części, co mnie tak naprawdę niepokoiło i dochodzę do wniosku, że to nie był sam alkoholizm, ale czynniki, które w połączeniu z nim uznałam za potencjalnie problematyczne, czyli:
- moją lękowość, depresyjność, potrzebę stałości,
- to, że on od początku tak jasno określił, że chce rodziny, że to jego marzenie; powiedział, że chciałby mieć już spokój, a w moim odczuciu rodzina, małe dzieci, zwłaszcza rodzące się w okolicach 40, ze spokojem nie mają wiele wspólnego,
- często mówił, że się nudzi - i tu pytanie - moja intuicja mówi mi, że ciekawe zajęcia, rozwijanie zainteresowań to ważny element profilaktyki nawrotów.

Podsumowując, trochę obawiałam się, że po latach burzliwego życia on szuka teraz miękkiego lądowania, którego ja mogę mu nie zapewnić.

Stąd moje pytanie, Pasławku, o Twoją żonę. Zastanawiam się, czy alkoholikowi nie sprzyja obecność kobiety spokojnej, zrównoważonej, cierpliwej. Czy z taką, która ma swoje, aktywne jeszcze demony, nie będzie za trudno.

paslawek napisał/a:

Szukanie wad i dyskredytowanie faceta to nie jest najlepszy pomysł
Znowu generalizowanie pod wpływem jednego,kilku przypadków
nie nie wszyscy alkoholicy są tacy jak piszesz Madoju
ten Twój taki był i jeszcze kilkuset innych, ale nie każdy i nie wszyscy .
Niw ma co wariować z tymi mianownikami
Niektórzy wcale nie są aż tak bardzo wrażliwi,inteligentni,sympatyczni ani głębocy są różni .

Zgoda. Osoba, o której piszę, nie ma w sobie nic z bajeranta i czarusia. Jest wręcz powściągliwy. Jestem na to bardzo wyczulona, znam takie zachowanie. W wydaniu osób, które z alkoholem nie mają żadnego problemu.

Madoja, myślę, że kolejność jest odwrotna: to nie jest tak, że alkoholicy z niewiadomych przyczyn są wrażliwi. To wrażliwcy częściej sięgają po alko.

Takie życie.

27

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?
Enona napisał/a:

- moją lękowość, depresyjność, potrzebę stałości,
- to, że on od początku tak jasno określił, że chce rodziny, że to jego marzenie; powiedział, że chciałby mieć już spokój, a w moim odczuciu rodzina, małe dzieci, zwłaszcza rodzące się w okolicach 40, ze spokojem nie mają wiele wspólnego,
- często mówił, że się nudzi - i tu pytanie - moja intuicja mówi mi, że ciekawe zajęcia, rozwijanie zainteresowań to ważny element profilaktyki nawrotów.

Podsumowując, trochę obawiałam się, że po latach burzliwego życia on szuka teraz miękkiego lądowania, którego ja mogę mu nie zapewnić.

Stąd moje pytanie, Pasławku, o Twoją żonę. Zastanawiam się, czy alkoholikowi nie sprzyja obecność kobiety spokojnej, zrównoważonej, cierpliwej. Czy z taką, która ma swoje, aktywne jeszcze demony, nie będzie za trudno.

Raz sprzyja raz może nie sprzyjać trudno odpowiedzieć nie znając Ciebie i tego chłopaka
Moja żona wcale nie jest jakąś heroiną i zombie bez uczuć złości się czasem i bywała lekkim tchórzykiem, zwłaszcza jak była młodsza mniej doświadczona  i w pracy przeżywała konflikty, krytykę starych fachowców,ale się nauczyła pyskować ode mnie i na terapii poznała asertywność, mogła trenować na mnie różne sposoby komunikacji i stawiać granice.
Nie do końca sprzyjać będzie jeżeli ten spokój nie jest autentyczny tylko jest wymuszony ,pozorny jest wynikiem stłumionych innych uczuć to niedobrze i to niezdrowe, chodzenie na paluszkach w koło alkoholika szkodzi wszystkim, nie może taki egocentryczny ancymon wymagać od innych specjalnego traktowania, bo on w łasce swej trzeźwieje a inni go denerwują pierwszą rzeczą jest w terapii dawanie sobie rady z emocjami bez ustawiania i sterownia innymi ludźmi według własnego widzimisię i urządzania im życia tak żeby alkoholikowi było wygodnie na różne sposoby raz złością raz uległością zbieranie ciągle chorych emocji to nie jest trzeźwienie to dalej kontynuowanie i fabrykowanie chorych emocji tylko bez alkoholu jako stymulator 
Spokój i cierpliwość może sprzyjać alkoholikowi w tym sensie że szum i hałas w uczuciach dosłownie i w przenośni jakieś nie wyjaśnione spięcia niepokoje o byle co w nadmiarze to taka atmosfera będzie przeszkadzać nikt nie jest tytanem i nie jest się w pełni niezależnym od wpływu innych to i ludziom bez problemu alkoholowego nie przynosi niczego dobrego
ale dom rodzina to azyl i niezły regulator emocji w zdrowy sposób niekoniecznie spokój w dosłownym znaczeniu ,ruch w rodzinie też jest ważny czyli znowu jakaś równowaga między "chaosem" i porządkiem,dziecko to niekoniecznie mordęga i dręczący niepokój czasem pomysły dziecka są niesamowite i zabawne.
ale nie tylko przede wszystkim pewna doza niezależności emocjonalnej najbardziej sprzyja związkowi
nie chodzi o brak empatii tylko nie zarażanie się różnymi uczuciami, które czasem nie chcący przynosi się z pracy do domu na przykład
Charakter i osobowość mojej żony to temat ocean smile jakiś paro stronicowy elaborat musiałby powstać o niej
miała i swoje do przepracowania bo identyfikuje się jako DDA i miała lekką nerwicę też była na psychoterapii ,jej samodzielność upór niezłomność i uczciwość to bardzo mocne strony ale wybitnie wylewna to nie była ,mówienia o uczuciach to się uczyliśmy na bieżąco,tyle że my spotkaliśmy się jak już żona była z 3 lata na terapii ja dłużej i nigdy nie widziała mnie pijanego czy naćpanego,co bywa istotne bo nie miła urazy bezpośrednio do mnie a z urazami do swojego ojca jakoś sobie poradziła mając 19 lat zaraz po maturze wyjechała na studia 
Trudne pytanie trudno odpowiedzieć czy u was byłoby gorzej czy lepiej to gdybanie i teoretyzowanie za którym nie przepadam,różnie mogło by być natura pomaga i dążenie psychiki do równowagi wsparta a czy zgralibyście się to nie wiem ,w nie wszystkie lęki jednak da się wejść czasem trzeba się wycofać zawsze się trochę z początku tego żałuje i ma wątpliwości dobrze jest uczyś się sobie odpuszczać nawet takie wycofanie 
Na pewno masz oprócz depresji i "demonów" mocne strony zalety i coś zdrowego jak dla mnie to niewielu spotkałem ludzi 100% toksycznych, chorych od stóp do czubka głowy w stopniu niemożliwym do zaakceptowania.
Ja unikam ludzi co ciągle marudzą i narzekają są napastliwi, nie słuchają i cały czas nadają głośno
w sumie to też nie powiem że jestem kimś niespokojnym  i na zewnątrz wywalającym złość notorycznie .
To bardzo wiele złożonych zagadnień związku ludzi z jakimś problemem,tylko że nie wielu chyba też jest ludzi na 100% idealnie zharmonizowanych dojrzałych super zdrowych.
Początki są trudne i rozchwianie emocjami na pewno przez pierwszych parę lat jest większe ale da się żyć z tym.
Jest też wiele podobieństw w uzależnieniach do nerwic i depresji to raz ułatwia a raz nie ułatwia życia.

"Cichociemny na paralotni" big_smile

28

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?
paslawek napisał/a:
Enona napisał/a:

Pasławek, a jaka jest profilaktyka tych nawrotów, z Twojej perspektywy?.

Profilaktyka z mojego doświadczenia nie tylko z resztą to udział w AA przez parę lat i kontakt z terapeutami od czasu do czasu wytworzenie środowiska,które działa jak system wczesnego ostrzegania najlepiej sprawdzeni inni doświadczeni alkoholicy co się nie krępują widząc w zachowaniu jakieś zawirowania na przykład izolowanie się czy złość,przygnębienie,wiele powtarzających się pretensji do całego świata etc

Pasławku, czy mógłbyś rozwinąć trochę temat tych jak to określiłeś "zawirowań"? Często dostrzegam pretensje do całego świata u swojego partnera, który ma skłonności do uzależnień i to jest zachowanie, które jest dla mnie niezrozumiałe i podejrzane. Złość i przygnębienie też często występują, w trudniejszych, stresujących okresach. Czy z Twojego doświadczenia wynika, że to cechy charakterystyczne takich osób?

29 Ostatnio edytowany przez paslawek (2022-06-30 14:40:13)

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?
katiek napisał/a:
paslawek napisał/a:
Enona napisał/a:

Pasławek, a jaka jest profilaktyka tych nawrotów, z Twojej perspektywy?.

Profilaktyka z mojego doświadczenia nie tylko z resztą to udział w AA przez parę lat i kontakt z terapeutami od czasu do czasu wytworzenie środowiska,które działa jak system wczesnego ostrzegania najlepiej sprawdzeni inni doświadczeni alkoholicy co się nie krępują widząc w zachowaniu jakieś zawirowania na przykład izolowanie się czy złość,przygnębienie,wiele powtarzających się pretensji do całego świata etc

Pasławku, czy mógłbyś rozwinąć trochę temat tych jak to określiłeś "zawirowań"? Często dostrzegam pretensje do całego świata u swojego partnera, który ma skłonności do uzależnień i to jest zachowanie, które jest dla mnie niezrozumiałe i podejrzane. Złość i przygnębienie też często występują, w trudniejszych, stresujących okresach. Czy z Twojego doświadczenia wynika, że to cechy charakterystyczne takich osób?

To bardziej indywidualna sprawa,dla niego może być charakterystyczna.
Jedna rzecz to to co chce uzewnętrznić wywalając niby emocje i pretensje,a druga to to co myśli wewnątrz niekoniecznie jest w tym porządek i "jednomyślność"
w duchu będzie jedno i drugie prawdopodobnie
pretensje do świata i złość na siebie zależny też czego konkretnie dotyczy
jeżeli to dla przykładu jest generalizowanie" sytuacji ogólnoświatowych" to jest to rodzaj nie godzenia się i wyraz bezsilności który uzasadnia jakąś swoją nieumiejętność wadę etc tu dużo możliwości jest perfekcjoniści tak mają i idealiści .
Ja to na własny użytek dostrzegam jakby dwa podstawowe typy
jedni na zewnątrz bardziej mają pretensje do świata a drudzy do siebie samych w różnych proporcjach i zależnościach
ale jest i to i to
Na ogół to  taki komplet dwie strony medalu, pretensje do siebie i do świata, tak jak poczucie winy i poczucie krzywdy podobnie
raz tak raz tak jak męczy jedno przechodzi w drugie .
Co komu w danej chwili niby wygodne i przynieść, może nawet pokrętne uczuciowe korzyści
to nawykowe tematy zastępcze zamiast zrobić coś ze sobą łatwiej naprawiać świat krytyką, biadoleniem, narzekaniem i pretensjami
z pozoru to czasem bardzo logiczne analizy rzeczywistości
tylko brak  rozwiązań
a nawet jeżeli są  w tym gadaniu to utopijne i niemożliwe do zrealizowania.
To co częściej widać to co Ty widzisz,zależy do czego mu to potrzebne i jaką rolę spełnia to użalanie się nad sobą w gruncie rzeczy i nad światem pretensjami to element fragment w jego osobistym systemie regulowania emocjami, który jest nałogowy,często taka złość i smutek to prowokowanie u innych i u siebie emocji ,które wywołują inne emocje, wszystko to nawykowe wzory podświadomych w dużej części wzorów myślenie i czucia,
coś chce tym uzyskać najczęściej jakiś rodzaj ulgi,nagrody,pochwały,zrozumienia w jego mniemaniu,albo rozczulania się, ,wygranej musi mieć przyznaną słuszną rację albo przyznanie że on ma faktycznie pod górkę bardziej odinnych, to też jak się spojrzy na to z dystansu przypomina jakiś cykl emocjonalny w szerszej skali stres się też potrafi wywoływać podświadomie z niby premedytacją ukrywając to przed sobą starannie .
Złość często przechodzi w przygnębienie i ją przykrywa to rodzaj i skutek tłumienia uczuć wybuchami, marudzeniem np też obwinianiem,racjonalizowaniem jakiejś przeszkody niedogodności ,złości która jest najczęściej skutkiem nierealnego oczekiwania  i przekonania, które jest fałszem albo po prostu niezgoda na to co się dzieje
to nie dawanie rady to tylko próba odruch żonglowaniem emocjami i sterowanie eskalowaniem niektórych, to tak zwane chore, pijane emocje bo" poprzerabiane" tak żeby coś sobie dopasować - niedojrzałość po prostu
przekonania typu "zawsze to powinno byś tak" to klasyczna rzecz
a życie ma w d***ie takie różne racje i słuszności.

"Cichociemny na paralotni" big_smile

30

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?

Dzięki, to bardzo mądre i prawdziwe co piszesz. Czasem sobie myślę, że taka osoba jak Ty, po terapii i przejściach, to bardzo mądra życiowo osoba i chciałabym na taką trafić "w realu" wink
Także Twoje doświadczenie i obserwacje ludzkiej psychiki rodzą bardzo trafne spostrzeżenia i pokrywają się z moimi rozkminami w tym temacie.

31 Ostatnio edytowany przez paslawek (2022-06-30 15:07:12)

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?
katiek napisał/a:

Dzięki, to bardzo mądre i prawdziwe co piszesz. Czasem sobie myślę, że taka osoba jak Ty, po terapii i przejściach, to bardzo mądra życiowo osoba i chciałabym na taką trafić "w realu" wink
Także Twoje doświadczenie i obserwacje ludzkiej psychiki rodzą bardzo trafne spostrzeżenia i pokrywają się z moimi rozkminami w tym temacie.

Dziękuje
w sumie to lubię czasem  jak mnie pochwali ktoś smile
to taka nagroda i trochę jak nałóg smile
wszystko co pisuje to nie tylko moje doświadczenia
przeważnie zyskane metodą prób i błędów czyli ile prób tyle błędów smile
ile to człowiek na początku się nakombinował i namordował w pierwszych latach
ale to jest konieczne doświadczać wszystkich uczuć emocji i wiedzieć jak się myśli  by dojrzeć i zyskać jakiś wewnętrzny spokój ze sobą nie ma łatwo
tyle że w pewnym momencie coś zaczyna działać i uwalniać od chorych wzorców, niektóre naprawdę zanikają jak się dba o siebie a tego nikt nie zrobi za nas.

Wyglądam jak skrzyżowanie chudego Buddy i Burca Willysa łatwo poznać smile

"Cichociemny na paralotni" big_smile

32 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2022-07-01 19:01:33)

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?
Enona napisał/a:

Dziękuję, Auroro. Może nakreślę kontekst. W ostatnim, dość długim, czasie skupiałam się raczej na niepięknie, niewrażliwości i ogólnie biedzie ludzkiej. I na tym, że już mnie nic nie spotka. W młodzieńczym czasie, kiedy poznaje się ludzi, odkrywa się swoje preferencje, ja tego nie miałam. Dlatego teraz z radością odkrywam, że drugi człowiek może mnie zainteresować, wzbudzić czułość, zauroczyć. Wiem, że nie umiem tego obsługiwać i ruszam się pokracznie, jak stare pisklę.

I ja dziękuję, że poszerzasz sobie przestrzeń spojrzenia. Martwi mnie jednak Twoja depresja i lęki. Ufam, że jest ktoś, kto pomaga Ci rozumieć wszystkie te procesy i czuwa nad Tobą w tym wymiarze. Albatros też porusza się pokracznie, gdy sfruwa na ziemię, jednak gdy się wzbije, jego lot staje się majestatycznie piękny. 

Enona napisał/a:

Wiem, z tym że - jak powiedział mi prawnik-kanonista - jest trudniej i dłużej. Rozgoryczona podejściem EX porzuciłam ten temat, ale myślę, żeby wrócić.

Dlatego nie warto chodzić do prawnika kanonisty. Warto iść do poradni, która działa przy każdym sądzie. Nie ma żadnego powodu, aby płacić więcej za nieobecność strony podczas procesu. Zamiast rozgoryczenia postawą Cyrano, powinnaś cieszyć się, że nie będziesz musiała w żadnej chwili konfrontować swoich zeznań z jego wypocinami. Decyzję podejmujesz sama, ale w świetle tego, co piszesz o wyrzutach sumienia, o szarpaniu się i zrywaniu relacji z powodów religijnych, myślę, że warto byś spróbowała uporządkować tę kwestię. Piszę to również z tej przyczyny, iż znam trochę historę Twojego narzeczeństwa i moim zdaniem są bardzo klarowne przesłanki do unieważnienia zawartego przez Was małżeństwa. Pamiętaj też, że unieważnienie, mimo braku udziału strony dotyczy także i Twojego byłego męża, więc pośrednio "zyskuje" i on. 

Jeśli chodzi o mnie, jak zwykle dmucham mocno w Twoje skrzydła. Pamiętaj Enono, że życie jest systemem otwartym dopóki nie zatrzasną nad nami wieka od trumny. Jeśli istniejesz, to znaczy, że ciągle możesz wybierać jak wysoko i za kim latać ; - ))) Alkoholików, nawet tych trzeźwiejących, a nawet od roku abstynentów radziłabym Tobie akurat, omijać baaaaaardzo szerokim łukiem, po to by nie nadpisywać Twoich starych skryptów.

33

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?

Auroro, płakałam, czytając Twój wpis. Pełen znajomości mnie, troski i zrozumienia. Od nigdy niewidzianej osoby na forum.

aurora borealis napisał/a:

I ja dziękuję, że poszerzasz sobie przestrzeń spojrzenia. Martwi mnie jednak Twoja depresja i lęki. Ufam, że jest ktoś, kto pomaga Ci rozumieć wszystkie te procesy i czuwa nad Tobą w tym wymiarze.

Tak, Auroro, mam się do kogo zwrócić. Aktywnej depresji w tym momencie nie ma. Jednak tendencja jest, są silne lęki i wiele innych materiałów do pracy. Martwi brak wsparcia wśród bliskich. Ale takie to czasy nastały chyba: pełne rezerwy i izolacji.


aurora borealis napisał/a:
Enona napisał/a:

Wiem, z tym że - jak powiedział mi prawnik-kanonista - jest trudniej i dłużej. Rozgoryczona podejściem EX porzuciłam ten temat, ale myślę, żeby wrócić.

Dlatego nie warto chodzić do prawnika kanonisty. Warto iść do poradni, która działa przy każdym sądzie. Nie ma żadnego powodu, aby płacić więcej za nieobecność strony podczas procesu. Zamiast rozgoryczenia postawą Cyrano, powinnaś cieszyć się, że nie będziesz musiała w żadnej chwili konfrontować swoich zeznań z jego wypocinami. Decyzję podejmujesz sama, ale w świetle tego, co piszesz o wyrzutach sumienia, o szarpaniu się i zrywaniu relacji z powodów religijnych, myślę, że warto byś spróbowała uporządkować tę kwestię. Piszę to również z tej przyczyny, iż znam trochę historę Twojego narzeczeństwa i moim zdaniem są bardzo klarowne przesłanki do unieważnienia zawartego przez Was małżeństwa. Pamiętaj też, że unieważnienie, mimo braku udziału strony dotyczy także i Twojego byłego męża, więc pośrednio "zyskuje" i on.

Dzięki Ci za tę perspektywę! Widzę, że czytałaś o moich wyrzutach w nowej relacji, która z ich powodu rozpadła się, nim się na dobre zaczęła. Bardzo tego żałuję, bo byłam zakochana. Ale nie żałuję niczego, co się między nami wydarzyło! Przez rok próbowałam tego mężczyznę odzyskać. Bezskutecznie. Dopiero niedawno się z tym pogodziłam i idę dalej. Dzięki za Twoją opinię, że historia narzeczeństwa kryje - Twoim zdaniem - jasne przesłanki. Problem w tym, że jest długa i zawiła, a ja obawiam się, czy będę umiała odpowiednio ją opisać i wydobyć, co trzeba. Konsultacja z księdzem z sądu biskupiego była dla mnie strasznym, upokarzającym przeżyciem. Z tych powodów uznałam, że pomoc kancelarii, która takimi sprawami zajmują się na co dzień, może być cenna.

aurora borealis napisał/a:

Jeśli chodzi o mnie, jak zwykle dmucham mocno w Twoje skrzydła. Pamiętaj Enono, że życie jest systemem otwartym dopóki nie zatrzasną nad nami wieka od trumny. Jeśli istniejesz, to znaczy, że ciągle możesz wybierać jak wysoko i za kim latać ; - ))) Alkoholików, nawet tych trzeźwiejących, a nawet od roku abstynentów radziłabym Tobie akurat, omijać baaaaaardzo szerokim łukiem, po to by nie nadpisywać Twoich starych skryptów.

Dziękuję! Nie mogę się pogodzić z tym, by kogoś skreślać i nie dawać szansy.

Takie życie.

34

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?

Pasławku, napisałeś o tylu ważnych rzeczach. Kiedy o nich myślę, wraca do mnie pytanie: czy Twoja perspektywa nie jest jednak wyjątkowa? Czy jako alkoholik, który z takim zaangażowaniem i samoświadomością budujący siebie i swoją rodzinę, jesteś reprezentatywny dla tej... grupy? Czy Twoja perspektywa, a co za tym idzie - i spojrzenie na innych alkoholików nie są nazbyt optymistyczne. Nurtuje mnie ta sprawa.

Chciałabym też zapytać, na jakim etapie dowiedziałeś się, że Twoja żona identyfikuje się jako DDA? Czy uważasz, że o tego typu trudnych zagadnieniach należy rozmawiać? Już mówię, dlaczego pytam. Moje zdanie jest takie: tak, o takich trudnych tematach powinno się w związku rozmawiać. Inaczej: ja chciałabym być w związku, w którym mogę partnerowi to bezpiecznie powiedzieć, w którym on wie o mnie też te trudne rzeczy. Ale znam takich, którzy tego nie potrzebują i odradzają to.

Po trzecie: czy to prawda, że przy leczeniu alkoholizmu, w pierwszej fazie trzeźwienia zalecane jest niezagłębianie się za bardzo w emocjonalne źródła picia? Że to może być za dużo i to trzeba włączać stopniowo? Co zrobić, żeby alkoholik nie "zawiesił się" na swoim alkoholizmie, ale pracował nad swoim życiem całościowo, także nad związkiem, jeśli w nim jest. Czy to nie będzie dla niego na początku za trudne, zbyt obciążające?

Po czwarte, czy może być tak, że przy takim natłoku emocji związek na odległość może być dla alkoholika i jego partnerki dobry na początku? Że w tym najbardziej ssącym okresie pozwoli im ustalić granice?

Takie życie.

35 Ostatnio edytowany przez paslawek (2022-07-06 23:01:30)

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?
Enona napisał/a:

Pasławku, napisałeś o tylu ważnych rzeczach. Kiedy o nich myślę, wraca do mnie pytanie: czy Twoja perspektywa nie jest jednak wyjątkowa? Czy jako alkoholik, który z takim zaangażowaniem i samoświadomością budujący siebie i swoją rodzinę, jesteś reprezentatywny dla tej... grupy? Czy Twoja perspektywa, a co za tym idzie - i spojrzenie na innych alkoholików nie są nazbyt optymistyczne. Nurtuje mnie ta sprawa.

To może w Twoim wątku tak to wygląda
trochę może napisałem tak dla równowagi,
czasem pisuje o negatywnych doświadczeniach,tragicznych z innymi alkoholikami, którzy się leczyli,a gdzieś to porzucili, zaniedbali
jest tego też sporo,nawet ktoś przy mnie umarł nie zdążyliśmy z pomocą na czas.
Inna sprawa że najlepiej czuje się z innymi alkoholikami którym również się udało i zdrowieją oraz ich otoczenie też zdrowieje realnie nie na pokaz
to jeden z elementów przeciwdziałania nawrotom,ale nie boję się nowicjuszy wiedząc że na początku toksyczność to nawet widać i to rozregulowanie emocjonalne.

Enona napisał/a:

Chciałabym też zapytać, na jakim etapie dowiedziałeś się, że Twoja żona identyfikuje się jako DDA? Czy uważasz, że o tego typu trudnych zagadnieniach należy rozmawiać? Już mówię, dlaczego pytam. Moje zdanie jest takie: tak, o takich trudnych tematach powinno się w związku rozmawiać. Inaczej: ja chciałabym być w związku, w którym mogę partnerowi to bezpiecznie powiedzieć, w którym on wie o mnie też te trudne rzeczy. Ale znam takich, którzy tego nie potrzebują i odradzają to..

Po kilku tygodniach spotykania się z żoną zaprosiła mnie na imieniny gdzie był alkohol a ja powiedziałem tylko "nie dziękuje "
za parę dni żona zapytała mnie delikatnie i subtelnie dlaczego nie pije i zaczęliśmy rozmowę o tym,ukrywanie alkoholizmu to jak ukrywanie choroby psychicznej i tak prędzej czy później się wyda i jest więcej problemów przez to ukrywanie z reguły konfliktów rozczarowań pretensji.Tak samo myślę o DDA a DDA jakoś mi nie straszne :)zwłaszcza w w spektrum mojej żony co alkoholu prawie nie tyka,bo w sumie ma wybitnie niską tolerancje.

Enona napisał/a:

Po trzecie: czy to prawda, że przy leczeniu alkoholizmu, w pierwszej fazie trzeźwienia zalecane jest niezagłębianie się za bardzo w emocjonalne źródła picia? Że to może być za dużo i to trzeba włączać stopniowo? Co zrobić, żeby alkoholik nie "zawiesił się" na swoim alkoholizmie, ale pracował nad swoim życiem całościowo, także nad związkiem, jeśli w nim jest. Czy to nie będzie dla niego na początku za trudne, zbyt obciążające? .

To dziwne bo z tego co widziałem i słyszałem słyszę to od samego początku kładzie się nacisk na pełną wiedzę i edukacje w terapii a aspekt choroby emocji i psychicznych mechanizmów uzależnienia (w skrócie) od razu się wyjaśnia,nie widzę absolutnie żadnego logicznego powodu żeby to miało kogoś obciążać to ważna sprawa,na początku ale to też zależy od nurtu psychoterapii bardzie skupia się nad interwencją i rozwiązaniem najpotrzebniejszych problemów najpilniejszych na przykłąd wsparciem jak ktoś stracił pracę tu nie chodzi o znalezienie mu pracy za niego tylko podtrzymaniu motywacji,o dzieciństwie na początku jest mniej to jest później na nieco bardziej zaawansowanym etapie ,jest też tak że nie wszystko na raz wiedzy którą dobrze jest poznać chcąc być potem bardziej świadomym jest naprawdę sporo.
o samym alkoholu substancjach działaniu,skutkach to jest dużo na początku fakt, ale nie da się pominąć psychicznej strony uzależnienia i oddzielić tego od emocji uczuć to dla mnie bezsensu,traktowanie ludzi trochę jak dzieci i ukrywanie czegoś celem ich ochrony toby były jakieś dziwne akrobacje raczej słabo zorientowanych osób w leczeniu uzależnień 

Enona napisał/a:

Po czwarte, czy może być tak, że przy takim natłoku emocji związek na odległość może być dla alkoholika i jego partnerki dobry na początku? Że w tym najbardziej ssącym okresie pozwoli im ustalić granice?

To najtrudniejsze pytanie bo dla mnie związek na odległość to dość dziwne zjawisko.
To zależy od postawy motywacji intencji jeżeli trzeźwiej się dla siebie to pewnie ta odległość nie ma wielkiego znaczeni,oczekiwania i wspólne ustalenia będą ważne co do przyszłości,ale zażyłość i poznanie kogoś jednak dla mnie to w zwykłym związku jest pełniejsze
widzi się inną osobę łatwiej poznać jej reakcje mniej oczekiwań wyobrażeń powstaje kiedy ludzie widują się częściej i są bliżej.
Tutaj alkoholizm ani pomoże ani zaszkodzi nie ma co tak dmuchać i chuchać na alkoholików naprawdę są w stanie sobie dać z tym radę .
Bardzo wielu facetów z AA w Stanach  poszło na wojnę i nie wróciło do picia, to są fakty,ci co przeżyli dali radę tak jak i nie alkoholicy.

"Cichociemny na paralotni" big_smile

36 Ostatnio edytowany przez Enona (2022-07-08 13:06:01)

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?

Już precyzuję.

paslawek napisał/a:

Po kilku tygodniach spotykania się z żoną zaprosiła mnie na imieniny gdzie był alkohol a ja powiedziałem tylko "nie dziękuje "
za parę dni żona zapytała mnie delikatnie i subtelnie dlaczego nie pije i zaczęliśmy rozmowę o tym,ukrywanie alkoholizmu to jak ukrywanie choroby psychicznej i tak prędzej czy później się wyda i jest więcej problemów przez to ukrywanie z reguły konfliktów rozczarowań pretensji.Tak samo myślę o DDA a DDA jakoś mi nie straszne :)zwłaszcza w w spektrum mojej żony co alkoholu prawie nie tyka,bo w sumie ma wybitnie niską tolerancje.

A jak było/jest ze skłonnością do współuzależnienia? Ona często z DDA współistnieje...

paslawek napisał/a:

To dziwne bo z tego co widziałem i słyszałem słyszę to od samego początku kładzie się nacisk na pełną wiedzę i edukacje w terapii a aspekt choroby emocji i psychicznych mechanizmów uzależnienia (w skrócie) od razu się wyjaśnia,nie widzę absolutnie żadnego logicznego powodu żeby to miało kogoś obciążać to ważna sprawa,na początku ale to też zależy od nurtu psychoterapii bardzie skupia się nad interwencją i rozwiązaniem najpotrzebniejszych problemów najpilniejszych na przykłąd wsparciem jak ktoś stracił pracę tu nie chodzi o znalezienie mu pracy za niego tylko podtrzymaniu motywacji,o dzieciństwie na początku jest mniej to jest później na nieco bardziej zaawansowanym etapie ,jest też tak że nie wszystko na raz wiedzy którą dobrze jest poznać chcąc być potem bardziej świadomym jest naprawdę sporo.
o samym alkoholu substancjach działaniu,skutkach to jest dużo na początku fakt, ale nie da się pominąć psychicznej strony uzależnienia i oddzielić tego od emocji uczuć to dla mnie bezsensu,traktowanie ludzi trochę jak dzieci i ukrywanie czegoś celem ich ochrony toby były jakieś dziwne akrobacje raczej słabo zorientowanych osób w leczeniu uzależnień

 

Ja też tego nie rozumiem. Z tego, co zdążyłam się zorientować, chodzi o - jak mówisz - o pewną kolejność spraw. Najpierw najważniejsze potrzeby, potem zagłębianie się w źródła.

paslawek napisał/a:

To najtrudniejsze pytanie bo dla mnie związek na odległość to dość dziwne zjawisko.
To zależy od postawy motywacji intencji jeżeli trzeźwiej się dla siebie to pewnie ta odległość nie ma wielkiego znaczeni,oczekiwania i wspólne ustalenia będą ważne co do przyszłości,ale zażyłość i poznanie kogoś jednak dla mnie to w zwykłym związku jest pełniejsze
widzi się inną osobę łatwiej poznać jej reakcje mniej oczekiwań wyobrażeń powstaje kiedy ludzie widują się częściej i są bliżej.
Tutaj alkoholizm ani pomoże ani zaszkodzi nie ma co tak dmuchać i chuchać na alkoholików naprawdę są w stanie sobie dać z tym radę .
Bardzo wielu facetów z AA w Stanach  poszło na wojnę i nie wróciło do picia, to są fakty,ci co przeżyli dali radę tak jak i nie alkoholicy.

Chodzi mi o to, że odległość może być sprzymierzeńcem w zmianie starych schematów i profilaktyce współuzależnienia. Gdy przebywa się stale ze sobą, dużo łatwiej reagować dawnymi automatyzmami, dużo trudniej o czujność. Jeśli parner(ka) ma skłonność do współuzależnienia, przejmowania emocji partnera, zlewania się, dystans przestrzenny może być (jako rozwiązanie czasowe) bezpiecznym buforem. Może pomóc w nauce bycia przy sobie, dbania o siebie, stawiania granic. Tak sobie gdybam...

Takie życie.

37 Ostatnio edytowany przez paslawek (2022-07-08 16:16:57)

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?
Enona napisał/a:

Już precyzuję.

paslawek napisał/a:

Po kilku tygodniach spotykania się z żoną zaprosiła mnie na imieniny gdzie był alkohol a ja powiedziałem tylko "nie dziękuje "
za parę dni żona zapytała mnie delikatnie i subtelnie dlaczego nie pije i zaczęliśmy rozmowę o tym,ukrywanie alkoholizmu to jak ukrywanie choroby psychicznej i tak prędzej czy później się wyda i jest więcej problemów przez to ukrywanie z reguły konfliktów rozczarowań pretensji.Tak samo myślę o DDA a DDA jakoś mi nie straszne smile zwłaszcza w w spektrum mojej żony co alkoholu prawie nie tyka,bo w sumie ma wybitnie niską tolerancje.

A jak było/jest ze skłonnością do współuzależnienia? Ona często z DDA współistnieje...

Łoo matko smile
Trochę tak dziwnie mi pisać za plecami żony smile obgadywać ją (żartuje)
Z pewnością niektóre zjawiska dotyczyły jej w przeszłości ,szukanie wsparcia w innych ponad miarę
parę razy się sparzyła
a to co razem ze mną przeszła to już ona bardziej wnikliwie,
pewnie sama by Ci to przedstawiła ze swojej strony,
tutaj konkretne sprawy i problemy były by może jakoś ważne ja to mogłem inaczej widzieć
tyle że nie wszystko da się przełożyć na Twoje życie .

Wiele symptomów DDA czy współuzależnienia jednak moim zdaniem nie dotyczyło mojej żony,ponieważ
niektóre wcale nie są automatyczne i obowiązkowe ,
w tych fenomenach dwóch a właściwie w związku z nimi powstaje wiele kontrowersji
czy wszyscy zawsze mają tak samo tutaj rozrzut objawów i spektrum jest większy niż w samych uzależnieniach  i w tym co się opisuje tu mnóstwo konkretów by trzeba było przytoczyć ,a wiem że niewiele z nich przyda Ci się praktycznie - taka prawda,
nie da się radami nawet mądrymi pozabezpieczać na zapas smile
ale też rdzeń opiera się na samoregulowaniu uczuć,nastrojów w tym jest trochę różnic
ale nie wiem czy aż tak istotnych
To co mi bardzo się podobało i podoba w żonie bez idealizowania jej bo ma też i swoje wady,
które widzi i ja je widzę akceptuje
to jej samodzielność i niezależność w naprawdę dużym stopniu,upór bywa wadą jak na przykład uprze się na jakiś kolor farby ściennej.Da się jednak z tym żyć smile
Nie zajmowaliśmy się wzajemnie od początku leczeniem siebie,
to twardo zostało postawione może nie od początku,było nieuniknione
żeby przede wszystkim każde z nas dbało o siebie bez ingerencji w leczenie drugiego,
to ważne jest nie kontrolować i nie oceniać na przykład postępów w przepracowaniu przeżywania uczuć innej osoby,
nie chodzi tu o empatię czy jej brak, ale o przestrzeń osobistą.
Co nie znaczy że na przykład kiedyś w dobroci swej i poświęceniu paslawek nie uznał że jest starszy,wie więcej, jest weteranem i się nie wymądrzał  czasem
ale jak raz postanowił wygłosić pogadankę to dostał "ze łba " i "poszedł na dechy" ( w przenośni oczywiście), obolały i urażony poszedł na miting się poskarżyć,wyżalić,
że chciał dobrze a wyszło jak zwykle smile,a po mityngu ( na mityngach się nie ocenia i nie daje zwrotów ) od przyjaciół dostał srogą, ostrą poprawkę i reprymendę żeby się sobą zajmował  i mu przeszły durne pomysły leczenia narzeczonej za nią samą big_smile
wtrącanie się bywa kuszące ale bywa też forma kontroli i może przekształcić się w próby sterowania kimś i manipulowania z wiedzą zdobytą na terapii
,dlatego koncentracja na sobie ta zdrowa jest ważna ,a co znaczy zdrowa ?,
chodzi o obserwowanie swoich uczuć i co za nimi się kryje nie uleganie złudzeniu,
że ktoś inny jest uczuciem i jest odpowiedzialny za nasze stany emocjonalne najbardziej
jest to wyłapywaniem różnego rodzaju wpływu i oddziaływania na siebie
co szkodzi, a co rozwija inspiruje, pomaga etc.
Zajmowanie się sobą ze zdrowiejącym egocentryzmem,egoizmem,
który pozostawiony sam sobie bywa istotą wielu błędów i jest przyczyną emocji, uczuć wraz z podświadomymi wzorami wykorzystywania ich,na plus czy minus
tutaj przyznawanie sobie i komuś ze zrozumieniem i zgodą różnych praw jest najważniejsze,
ale bez doświadczania i przeżywania samo deklarowanie jest niewiele warte,
konflikty i różnice i widzenie jest ważne i nie musi być obowiązkowo przeszkodą i nie ma miejsca na perfekcyjną doskonałość.
Trochę to ogólnie zabrzmiało,a w skrócie najważniejsze są aktualne problemy w związku i ich wspólne rozwiązywanie nauka i ćwiczenie komunikacji po naszemu nie po jakiemuś tam
i nie,idee, tezy, teorie, generalizacje są najważniejsze
gadanie dla gadania etc

"Cichociemny na paralotni" big_smile

38 Ostatnio edytowany przez Enona (2022-07-08 21:01:51)

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?
paslawek napisał/a:

Nie zajmowaliśmy się wzajemnie od początku leczeniem siebie,
to twardo zostało postawione może nie od początku,było nieuniknione
żeby przede wszystkim każde z nas dbało o siebie bez ingerencji w leczenie drugiego,
to ważne jest nie kontrolować i nie oceniać na przykład postępów w przepracowaniu przeżywania uczuć innej osoby,
nie chodzi tu o empatię czy jej brak, ale o przestrzeń osobistą.
Co nie znaczy że na przykład kiedyś w dobroci swej i poświęceniu paslawek nie uznał że jest starszy,wie więcej, jest weteranem i się nie wymądrzał  czasem
ale jak raz postanowił wygłosić pogadankę to dostał "ze łba " i "poszedł na dechy" ( w przenośni oczywiście), obolały i urażony poszedł na miting się poskarżyć,wyżalić,
że chciał dobrze a wyszło jak zwykle smile,a po mityngu ( na mityngach się nie ocenia i nie daje zwrotów ) od przyjaciół dostał srogą, ostrą poprawkę i reprymendę żeby się sobą zajmował  i mu przeszły durne pomysły leczenia narzeczonej za nią samą big_smile

A częściej nie bywa raczej tak, że to alkoholik traktuje - mniej lub bardziej świadomie - partnerkę jak terapeutkę? I, straciwszy czujność, przenosi na nią swoje emocje, wymaga zajmowania się nimi? Albo wprowadza niezdrowy model komunikacji?

paslawek napisał/a:

Trochę to ogólnie zabrzmiało,a w skrócie najważniejsze są aktualne problemy w związku i ich wspólne rozwiązywanie nauka i ćwiczenie komunikacji po naszemu nie po jakiemuś tam
i nie,idee, tezy, teorie, generalizacje są najważniejsze
gadanie dla gadania etc

Jasne, rozumiem! Bardzo dziękuję! Tak sobie myślę, że może na tym właśnie zasadza się to zalecenie nie zagłębiania się na początku w emocje. Bo co jeśli te aktualne problemy w związku to już jest dla trzeźwiejącego za dużo? Za dużo tematów do zajmowania się. Czy nie ma z kolei takich zaleceń, żeby wchodzenie w nowe relacje romantyczne, jako generujące stosunkowo dużo emocji, odłożyć na późniejszą fazę trzeźwienia?

Takie życie.

39 Ostatnio edytowany przez paslawek (2022-07-08 22:44:36)

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?
Enona napisał/a:

A częściej nie bywa raczej tak, że to alkoholik traktuje - mniej lub bardziej świadomie - partnerkę jak terapeutkę? I, straciwszy czujność, przenosi na nią swoje emocje, wymaga zajmowania się nimi? Albo wprowadza niezdrowy model komunikacji?

Czy częściej tak bywa ? Z tym to naprawdę najprzeróżniej jest .

Enona napisał/a:

Jasne, rozumiem! Bardzo dziękuję! Tak sobie myślę, że może na tym właśnie zasadza się to zalecenie nie zagłębiania się na początku w emocje. Bo co jeśli te aktualne problemy w związku to już jest dla trzeźwiejącego za dużo? Za dużo tematów do zajmowania się. Czy nie ma z kolei takich zaleceń, żeby wchodzenie w nowe relacje romantyczne, jako generujące stosunkowo dużo emocji, odłożyć na późniejszą fazę trzeźwienia?

Tak istnieją tego typu zalecenia odnoszą się do  pierwszego roku abstynencji, są to dość ogólne sugestie żadne dogmaty, zakazy nakazy, złote rady ,wypływają z doświadczeń
szczególnie w modelu Minnesota opartym na programie AA  i właśnie na doświadczeniach osób ze wspólnoty anonimowych alkoholików, ale samo AA to nie jest terapia to grupy wsparcia.
Dotyczą radykalnych zmian w życiu przez ten pierwszy rok,tzn tyczą się rozwodów,rozstań, zmiany pracy,przeprowadzki,wyjazdu za granicę z podkreśleniem że zmiana może mieć miejsce jeżeli np praca zagraża trzeźwieniu, barmani mają z tym dla przykładu zagwozdkę, ale nie tylko to dość relatywne określenie zagraża trzeźwieniu smile
Tak co piąty znajomy żonaty chciał się rozwodzić, co nie znaczy że się porozwodzili masowo wiekszosci przeszły te rewolucyjne pomysły .
W samym AA a  przeszło to na terapię  istnieje określenie trzynasty krok, to z kolei dotyczy wchodzenia w bliższe relacje z innymi uzależnionymi przez nowicjuszy i z nowicjuszami  to też wypływa z doświadczeń a nie niby z logiki i romantycznych oczekiwań że osoby uzależnione to jakoś lepiej się rozumieją - nic bardziej mylnego jeżeli chodzi o pierwszy okres trzeźwienia zwanym "suchością" i wyjątkowej niestabilności podczas niego ,chodzi właśnie o skupienie się na leczeniu a nie romansach,które są bardzo często traktowane jak zastępstwo dla alko lub jak dragi to tak w skrócie.
Później to nikt nikomu nie sugeruje życia pod kloszem w izolacji wręcz przeciwnie moim zdaniem zachęca się do różnych relacji i zmian i nie unikania naturalnych potrzeb czy rozwijania się doświadczania życia, jeżeli chodzi o model Minnesota ( w Polsce to taka mieszanka różnych nurtów przystosowana do naszych warunków i też oparta najbardziej na terapii behawioralno - poznawczej )  i terapię Gestalt,  tak jest i było
z tymi nurtami miałem do czynienia tam też odradza się romanse w ogóle ze względu na silne emocje i większą podatność na "toksyczność" takich układów czy relacji bywających bardzo często zachowaniem ucieczkowym unikającym czy niby coś rekompensującym wypełniającym to iluzoryczne oczekiwania, ale z intensywnymi emocjami w egzaltacji i euforiach dla osób uzależnionych trzeźwiejących to niebezpieczne  układy również .

"Cichociemny na paralotni" big_smile

40

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?

Dziękuję, Pasławku, że tak szczegółowo omawiasz tutaj te tematy i odpowiadasz na moje pytania. Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam końcówkę Twojej wypowiedzi: czyli są nurty, w których romanse odradza się w ogóle?

Takie życie.

41 Ostatnio edytowany przez paslawek (2022-07-08 22:37:07)

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?
Enona napisał/a:

Dziękuję, Pasławku, że tak szczegółowo omawiasz tutaj te tematy i odpowiadasz na moje pytania. Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam końcówkę Twojej wypowiedzi: czyli są nurty, w których romanse odradza się w ogóle?

Drobiazg smile
W tych nutach z którymi ja miałem do czynienia z pewnością tak jest i było odradza się je w ogóle
chodzi o romanse osób będących w związkach albo osób wolnych z osobami w związkach.

"Cichociemny na paralotni" big_smile

42

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?

Aha, rozumiem. Takie romanse to ja bym nie tylko alkoholikom odradzała wink

Takie życie.

43

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?

Teraz się zastanawiam nad tym, czy dla mężczyzny, którego poznałam, ucieczką nie było spotykanie się z kobietami z innych miast. Byłam drugą. Z tą pierwszą był w kontakcie przez pół roku. Może to przypadek, ale może forma protezy związku bez pełnego zaangażowania się.

Takie życie.

44 Ostatnio edytowany przez paslawek (2022-07-08 22:51:50)

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?
Enona napisał/a:

Teraz się zastanawiam nad tym, czy dla mężczyzny, którego poznałam, ucieczką nie było spotykanie się z kobietami z innych miast. Byłam drugą. Z tą pierwszą był w kontakcie przez pół roku. Może to przypadek, ale może forma protezy związku bez pełnego zaangażowania się.

Enono zajmij się sobą dla własnego dobra nie tym facetem
widzę może mylnie, że masz trochę odruch ratowniczki to też bywa formą unikania i ucieczki od siebie.

"Cichociemny na paralotni" big_smile

45

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?

Myślę, że masz rację. A jednocześnie nie mam zasobów. To dlatego, jak sądzę, Aurora, znając mnie z innych wątków od ośmiu (!) lat, tak kategorycznie wypowiedziała się o omijaniu alkoholików szerokim łukiem.

Czy alkoholicy na terapiach albo w AA są przestrzegani przed takimi ratownikami?

Bardzo wierzę we wspólną pracę i równoległe podnoszenie się dwóch osób z trudności.

Takie życie.

46

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?

Wiesz, Paslawku, to już trzeci wątek, w którym ktoś pisze mi: "Zajmij się sobą, a nie tym (w każdym to już inny) facetem". Ja się zajmuję sobą naprawdę usilnie, z różnymi skutkami. Ale - trochę jak Wy, alkoholicy - też potrzebuję bliskości drugiej osoby. Też szukam swojego szczęścia.

Takie życie.

47 Ostatnio edytowany przez paslawek (2022-07-08 23:38:26)

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?
Enona napisał/a:

Myślę, że masz rację. A jednocześnie nie mam zasobów. To dlatego, jak sądzę, Aurora, znając mnie z innych wątków od ośmiu (!) lat, tak kategorycznie wypowiedziała się o omijaniu alkoholików szerokim łukiem.

Czy alkoholicy na terapiach albo w AA są przestrzegani przed takimi ratownikami?

Bardzo wierzę we wspólną pracę i równoległe podnoszenie się dwóch osób z trudności.

Aurora wie o czym pisze - z cała pewnością nie jest nowicjuszką w takich tematach podobnych do Twojego,
wiem też że nie ma  uprzedzeń jakichś irracjonalnych od czapy (dzień bez podlizania dniem straconym smile żarcik taki  ).

W pewnym sensie tak jak najbardziej ,tyle że może nie w formie straszenia czy przestrzegania,
bardziej w formie motywowania,inspirowania samodzielności  uczuciowej i emocjonalnej
z uwzględnieniem naturalnych potrzeb ludzkich i ludzkiej niedoskonałości jakkolwiek kto to pojmuje
Na terapii dokonuje się przeglądu swoich własnych przekonań i osobistych oczekiwań,wymagań,roszczeń ,żądań na różnych poziomach świadomości,  zwraca się uwagę żeby nie zmieniać wszystkich w koło na różne sposoby tylko siebie,
chodzi też żeby nie dawać sobą manipulować sterować,nie wchodzić też w wygodną role ofiary,pokutnika,przegrywa etc dla pokrętnych emocjonalnych i nie tylko korzyści ,nie wieszać się na kimkolwiek i ne dawać się wieszać na sobie samym określanie precyzyjne na czym ma wsparcie polegać w związku i przestrzeganie tego jest na pewno ważne a z realizacją to jak wiadomo bywa różnie - doświadczenie i refleksje uważność nauka ćwiczenie się pomagają 
niezależność w jakimś stopniu i  asertywność jest świetną broną określanie własnych granic wytrzymałości
Leczenie najskuteczniejsze to zdrowienie i trzeźwienie na pierwszym miejscu dla siebie ,ale wśród innych ludzi
których nie ma tak naprawdę sensu wykluczać z życia,na wszystko jednak jest czas i miejsce  doświadczenie zdobywane pomaga bardzo nawet błędy i porażki te to nawet bardziej niż refleksje z dumania medytowania smile

Enona napisał/a:

Wiesz, Paslawku, to już trzeci wątek, w którym ktoś pisze mi: "Zajmij się sobą, a nie tym (w każdym to już inny) facetem". Ja się zajmuję sobą naprawdę usilnie, z różnymi skutkami. Ale - trochę jak Wy, alkoholicy - też potrzebuję bliskości drugiej osoby. Też szukam swojego szczęścia.

Nie ma w tym szukaniu szczęścia nic złego smile
a szukanie i znajdywanie go jest naprawdę przygodą
kto wie ten wie
.Inni co jeszcze nie mięli tego wierzą lub nie wierzą,czasem wątpią to też normalka w komplecie z wiarą.
Kiedyś coś wewnątrz zaskakuje i dzieją się jakby same różne rzeczy
o których się nie myślało nawet że są w zasięgu i są możliwe

"Cichociemny na paralotni" big_smile

48

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?
paslawek napisał/a:

nie dawać sobą manipulować sterować,nie wchodzić też w wygodną role ofiary,pokutnika,przegrywa etc dla pokrętnych emocjonalnych i nie tylko korzyści ,nie wieszać się na kimkolwiek i ne dawać się wieszać na sobie samym

Przechodzenie pomiędzy tymi wszystkimi pułapkami i niewpadnięcie w nie - to takie trudne! Nawet bez alkoholu!

Ja jestem czołowy myśliciel i teoretyk, co wcale nie chroni mnie przed błędami...

Takie życie.

49

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?

Jeszcze jedno. To, co przedstawiasz, to dla mnie jednak nowość. Przekazy znane mi z rozmów z rodziną i znajomymi, z filmów dotyczą najczęściej związku alkoholika z ratowniczką. Taką, która wznosi się na wyżyny empatii i anielskiej cierpliwości. To w tej lepszej wersji. W tej bardziej toksycznej: chroni go przed doświadczeniem negatywnych skutków jego picia. A przy alkoholiku niepijącym? Też na pewno ma swoją rolę. Np. objaśniać mu jego emocje albo być pomostem między nim a rodziną. Społeczeństwo i kultura pozytywnie oceniają taką postawę.

Takie życie.

50

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?
Enona napisał/a:

Jeszcze jedno. To, co przedstawiasz, to dla mnie jednak nowość. Przekazy znane mi z rozmów z rodziną i znajomymi, z filmów dotyczą najczęściej związku alkoholika z ratowniczką. Taką, która wznosi się na wyżyny empatii i anielskiej cierpliwości. To w tej lepszej wersji. W tej bardziej toksycznej: chroni go przed doświadczeniem negatywnych skutków jego picia. A przy alkoholiku niepijącym? Też na pewno ma swoją rolę. Np. objaśniać mu jego emocje albo być pomostem między nim a rodziną. Społeczeństwo i kultura pozytywnie oceniają taką postawę.

Kwestia pewnej różnicy doświadczeń ,nieskromnie to może być tak że po prostu znam tych alkoholików znacznie więcej niż statystyczna osoba
nazbierało się tych historii przez całe lata.
Twarda miłość budzi jeszcze spore kontrowersje
wydaje się na pierwszy rzut oka okrutna i nieludzka,nawet wobec trzeźwiejącego alkoholika
a wizje ratowania dobrze się filmują i sprzedają.
bardziej chwalone jest poświęcenie się
Tylko co jest intencją,motywacją, jaka korzyść, jaki egoizm ma miejsce i jaką rolę w takim związku i czy on występuje, przy różnych formach ratownictwa, tu wiele jest również niejasności często,
czy aby zawsze i na pewno ratownik nie jest przypadkiem w skrajnej formie padliniarzem i nie wykorzystuje ratowanie do posiadania władzy, przewagi, panowania, dominowania, co mu to daje ,do czego służy jest potrzebne czego oczekuje w zamian, czy oczekuje w ogóle czegoś ?
na przykład wdzięczności, uległości, spolegliwości a to już traci trochę zniewalaniem dla dobra i uszczęśliwianiem na siłę .
Trzeźwiejący alkoholik nie potrzebuje ratowniczki tylko partnerki,matkę to może jeszcze i ma. Nie jego rolą też jest być terapeutą   
Od dawania rady z emocjami to jest terapia i grupy wsparcia .nikt za nikogo nie wytrzeźwieje ,nie wytłumaczy mi mojego systemu regulowania emocjami bo to indywidualne sprawy są i diabeł tkwi w konkretach i szczegółach bardzo często
Pijących to zostawmy w spokoju na pewno przeważa zdecydowanie postawa wśród alkoholików oczekiwania bycia ratowanym,
Zmienia się to pod wpływem sięgnięcia dna im boleśniej tym potem trzeźwiej, ale oczekiwanie opieki specjalnego, szczególnego wyjątkowego traktowania jest  dodatkową wymówką dla wygodnictwa,lenistwa strachliwości nieumiejętności -z etykietą alkoholik ,nie znika taki egotyczny wektor od razy
żeby dojść do sedna trzeba pocierpieć i narobić nieco głupot, żeby dostrzec jakim jest się cudakiem i nieznośnym bachorem w ciele niby dorosłej osoby
to niby  wygodne mieć anioła stróża ale i nie bardzo,bo bywa ograniczeniem tyle że to ograniczanie można również wykorzystać do walki i źródeł emocji
to też nie jest żelazna reguła
znane są mi przypadki wśród tak zwanych wysoko funkcjonujących alkoholików gdzie było odwrotnie to alkoholik był opiekunem
jednym z elementów toksycznej relacji była zależność,niby troska utrzymywanie, pozornie słabszych partnerów czy partnerek przy sobie.
W tym równowaga dystans zdrowy rozsądek i jeszcze raz doświadczenia się przydają żeby w związku wystąpiła synergia i równowaga
te oczekiwania to najtrudniejsze ponieważ wiele z nich wypełza z podświadomości mimowolnie się reaguje

"Cichociemny na paralotni" big_smile

51

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?

Tak, z intencjami ratownika - ratującego alkoholika czy kogokolwiek innego to różnie bywa... Doświadczenie i intuicja podpowiadają mi, że często intencją jest utrzymanie drugiej strony w zależności. Czytałam o żonach alkoholików, które paradoksalnie odchodzą wtedy, gdy mąż trzeźwieje. Nie są w stanie poradzić sobie ze zmianą tego układu na bardziej partnerski, nie chcą pożegnać się z rolą ratowniczki.

Ja zdałam sobie sprawę, że uzależniam się od ludzi, a raczej od emocji, które się z nimi wiążą. Łatwo przejmuję emocje innych. Myślę, że predysponuje mnie to do współuzależnienia (które oczywiście nie dotyczy wcale tylko osób uzależnionych od substancji).

Mówisz, że trzeźwiejący nie potrzebuje terapeutki, tylko partnerki. Czyli tak, jak każdy wink Czy jednak temat alkoholu powinien być podejmowany?

Takie życie.

52

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?
Enona napisał/a:

Czy jednak temat alkoholu powinien być podejmowany?

Nie ma właściwie w pewnym sensie wyjścia
w życiu na co dzień to konieczność na uzgodnienia
to jeszcze trochę zależy jaki jest Twój stosunek do alkoholu i na jakim etapie jest osobą która się leczy
a po latach to Ci powiem że to nie jest aż taki problem obecność alkoholu.

"Cichociemny na paralotni" big_smile

53 Ostatnio edytowany przez Enona (2022-07-23 11:12:20)

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?
paslawek napisał/a:

Rok abstynencji to mało i dużo,żeby cokolwiek stwierdzić i prorokować na przyszłość,jakieś 2-4 lata po odstawieniu alkoholu pomimo terapii jeszcze się świruje taka jest praktyka i właściwość trzeźwienia
trzeźwienie tak jak i chorowanie ma swoje fazy i etapy.

Pasławku, pomęczę Cię jeszcze... Co miałeś na myśli, pisząc o "świrowaniu"? Chodzi wprost o picie czy o coś innego?

Jestem w kontakcie z tym człowiekiem i obserwuję u niego pewne reakcje, które mnie niepokoją. Może po prostu mi z nimi nie po drodze, ale zastanawiam się, czy one nie mają związku z jego chorobą. Nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie, jeśli są wtórne wobec alkoholizmu. Efekt jest ten sam, bez względu na to, czy to poalkoholowe podrygi, czy postawa kogoś, kto nigdy nie nadużywał. Tak to wygląda z mojej strony. Ale może z jego ten fakt istotnie zmienia perspektywę.

Takie życie.

54 Ostatnio edytowany przez paslawek (2022-07-23 11:28:07)

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?
Enona napisał/a:
paslawek napisał/a:

Rok abstynencji to mało i dużo,żeby cokolwiek stwierdzić i prorokować na przyszłość,jakieś 2-4 lata po odstawieniu alkoholu pomimo terapii jeszcze się świruje taka jest praktyka i właściwość trzeźwienia
trzeźwienie tak jak i chorowanie ma swoje fazy i etapy.

Pasławku, pomęczę Cię jeszcze... Co miałeś na myśli, pisząc o "świrowaniu"? Chodzi wprost o picie czy o coś innego?

Jestem w kontakcie z tym człowiekiem i obserwuję u niego pewne reakcje, które mnie niepokoją. Może po prostu mi z nimi nie po drodze, ale zastanawiam się, czy one nie mają związku z jego chorobą. Nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie, jeśli są wtórne wobec alkoholizmu. Efekt jest ten sam, bez względu na to, czy to poalkoholowe podrygi, czy postawa kogoś, kto nigdy nie nadużywał. Tak to wygląda z mojej strony. Ale może z jego ten fakt istotnie zmienia perspektywę.

"Świrowanie" to takie zachowania, myślenie jak podczas picia w aktywnym okresie chorowania ( nie chodzi do końca o sam stan upojenia )tylko bez alkoholu
mówi się na to "pijany na sucho",chodzi o np. fantazjowanie,snucie nierealnych planów, albo porywanie się z tak zwaną motyką na słońce pod wpływem impulsu,emocji,myślenie bardzo życzeniowe nietrzeźwo najczęściej jest to próba zmieniania wpływania na innych wedle własnego widzimisię. to też rodzaj natrętnego zaślepienia jakąś, myślą ideą,celem,fascynacją ponad miarę i zdrowy rozsądek
jakkolwiek kto go pojmuje ,to takie zastępcze ucieczkowe myślenie najczęściej i jest to kontynuacja tego jak się myślało w przeszłości
siłą rozpędu nawykowo niezbyt przytomnie i świadomie.To też takie rozmowy z innymi alkoholikami wspominanie przeszłości i pławienie się w niej dość infantylne działania ,to etap zdrowienia i trzeźwienia i nie oznacza rezygnacji z dystansu do siebie, czy poczucia humoru.
Jak może dostrzegasz nie jest to "świrowanie", "picie na sucho" monopolem tylko  alkoholików trzeźwiejących.

"Cichociemny na paralotni" big_smile

55

Odp: z trzeźwiejącym na odległość?

Daj mu szansę, może to wszystko ma sens wink

Posty [ 55 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ZWIĄZEK NA ODLEGŁOŚĆ, MIŁOŚĆ PRZEZ INTERNET » z trzeźwiejącym na odległość?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021