Witajcie , czy sa tutaj fani Blanki Lipinskiej ? a wlasciwie jej dziel ? co sadzicie o tych ksiazkach ? czy podczas czytania towarzyszylo wam uczucie podniecenia ?
pozdrawiam ;-)
1 2020-01-24 11:57:26 Ostatnio edytowany przez Otwarta123 (2020-01-24 12:11:47)
Książek nie czytałam, ale widziałam film, na którego końcowy kształt Blanka miała podobno ogromny wpływ i powiem krótko - to jest dramat. Ale nie dramat jako gatunek, a dramat jeśli chodzi o jakąkolwiek wartość.
Nie rozumiem jak można napisać książkę o wykorzystywaniu seksualnym, potem nakręcić na jej podstawie film i opowiadać, jakie to wielkie dzieło.
4 2020-05-11 17:06:16 Ostatnio edytowany przez Lucyfer666 (2020-05-11 17:06:47)
Nie rozumiem jak można napisać książkę o wykorzystywaniu seksualnym, potem nakręcić na jej podstawie film i opowiadać, jakie to wielkie dzieło.
To się nazywa leczenie kompleksów.
Mam znajome, które bardzo jarają się tym filmem.
Nie rozumiem ich. Nie jestem w stanie nawet przejść początku filmu.
sądzę, że każda tworczość a nawet tfurczość znajdzie swoich odbiorców. Mnie akurat nie interesują seksualne fantazje Blanki Lipińskiej. Mam własne ;-) Ale jedno trzeba jej przyznać - ma łeb na karku. Kasę zarobiła? Zarobiła. I o to chodzi. I fanki Greya mają się przy czym podniecać ;-) Krotko pisząc - wszyscy zadowoleni :-)
Ale jedno trzeba jej przyznać - ma łeb na karku. Kasę zarobiła? Zarobiła. I o to chodzi. I fanki Greya mają się przy czym podniecać ;-) Krotko pisząc - wszyscy zadowoleni :-)
Że ma łeb na karku, tego zdecydowanie nie można jej odmówić. Zarobiła te swoje miliony, a teraz dosyć skutecznie podtrzymuje zainteresowanie swoją osobą.
Jeśli zaś chodzi o sam film (książki nie czytałam), to pewnego weekendowego wieczoru skusiliśmy się z mężem, żeby zobaczyć toto na Netflixie. Moim zdaniem jedyne co ten ogólnie kiepski obraz broni, to aktorzy grający role główne, bo muszę przyznać, że oboje mają w sobie coś takiego, co przyciąga wzrok i powoduje, że przyjemnie się na nich patrzy - tak po prostu, nawet bez podtekstów.
Pomijając aspekty wizualne, to "Grey" przy tym jest arcydziełem
, przynajmniej dla mnie. Do dziś nie mogę wyjść z podziwu, że nikt z twórców nie zwrócił uwagi na tak koszmarnie napisany scenariusz, który spokojnie można było poprawić. Dialogi są tam tak imponująco sztuczne, że aż żenujące i na naprawdę niskim poziomie. Wiele scen jest skrajnie banalnych, film się ciągnie. Zwróciłam też uwagę na wulgaryzmy, które dla mnie są w porządku, o ile są właściwie używane, a tutaj wrzucano je jakby na siłę. Niektóre ze scen, które w założeniu miały przyciągać, czyli erotycze, też były bardzo naciągane, jednak jeśli ktoś szukał w tym filmie erotyki, to pewnie ją tam znalazł. I to by było na tyle.
Reasumując, poza tym, że Blanka wypełniła, a raczej usiłowała wypełnić jakąś pustkę w rodzimej kinematografii, doprawdy nie rozumiem co w "365" może się podobać. Mam szczerą nadzieję, że książka, która podobno stała się bestsellerem, nie jest aż takim gniotem, bo doprawdy kiepsko świadczyłoby to o naszym społeczeństwie.
8 2020-05-15 06:35:29 Ostatnio edytowany przez Meliska21 (2020-05-15 06:37:09)
Niestety pokusiłam się o przeczytanie książki, a właściwie zaczęłam aby wiedzieć o co takie halo. Po tygodniu męczenia się doszłam do 100 strony i odpuściłam- po prostu nie mogłam tego czytać, to jedna z dwóch niedokończonych przeze mnie książek, jedną odpuściłam 25 lat temu bo była nudna, ale czytanie tej mnie bolało. Literatura dzieli się na piękną i na użytkową czyli stosowaną, w żaden sposób nie mogę tego "dzieła" przyporządkować - ani piękna ani użytkowa. Lubię literaturę faktu ale czytam rożne książki i te ambitniejsze i te lekkie, łatwe i przyjemne w zależności od nastroju- niestety ta książka mnie zdołowała. Żadnej treści, żadnego stylu, żadnej wartości nawet czysto rozrywkowej. Język potoczny może być używany w dialogach ale w opisach wymaga się jednak czegoś więcej aby pobudzić wyobraźnię, a nagminne bezsensowne wulgaryzmy po prostu odrzucają. Jako erotyk też słabo działa na wyobraźnię. Raczej nie doczytam, z resztą oddałam już, a po kolejne części nie sięgnę.
Skoro już Autorka zrobiła kasę, to teraz niech się weźmie za pomnażanie jej w inny sposób niż pisanie, bo jeszcze ludzkość uwierzy , że pod względem literackim nasze społeczeństwo jest zagrzebane w mule.
no wlaśnie, ksiązka stała się bestselelrem. Aż cięzko mi w to uwierzyć. Oglądalam w necie jakieś foty z wręczenia jej nagrody. Ta cała aura i rozgłos jakby nie wiadomo jakie dzieło spod jej ręki wyszło. Nie wiem, ale ktoś chyba musiał niezłą kasę zainwestować w promocję tej Blanki. Bo raczej cięzko, aby jakaś randomowa laska (slyszal w ogole ktoś o niej wczesniej?) napisala sobie takie erotyczne trele morele, jakie wiekszość pewnie lepsze pisze do szuflady, i nagle sru fru, szum, wydarzenie, bestseller, film i w ogole... czekamy na Oscary ;-)
no wlaśnie, ksiązka stała się bestselelrem. Aż cięzko mi w to uwierzyć. Oglądalam w necie jakieś foty z wręczenia jej nagrody. Ta cała aura i rozgłos jakby nie wiadomo jakie dzieło spod jej ręki wyszło. Nie wiem, ale ktoś chyba musiał niezłą kasę zainwestować w promocję tej Blanki. Bo raczej cięzko, aby jakaś randomowa laska (slyszal w ogole ktoś o niej wczesniej?) napisala sobie takie erotyczne trele morele, jakie wiekszość pewnie lepsze pisze do szuflady, i nagle sru fru, szum, wydarzenie, bestseller, film i w ogole... czekamy na Oscary ;-)
To, że Zenek Martyniuk ma tylu fanów też jest trudno uwierzyć, no ale tak jest. Tak samo jest z książką Lipińskiej. To takie literackie disco polo. Zresztą czym to się różni od Harlequinów, którymi zaczytywały się Polki ? Trochę więcej erotyki ? Ale klimat ten sam.
Witajcie , czy sa tutaj fani Blanki Lipinskiej ? a wlasciwie jej dziel ? co sadzicie o tych ksiazkach ? czy podczas czytania towarzyszylo wam uczucie podniecenia ?
pozdrawiam ;-)
Nie czytałam ani nie oglądałam filmu, ale niedawno widziałam wywiad z nią - fajna, żywa, energetyczna babka.
Dzięki Netflixowi właśnie bańka poszła ![]()
Dzięki Netflixowi właśnie bańka poszła
A weź przestań.
Nie rozumiem tego czegoś.
Nie rozumiem motywów głównych postaci - facet jakiś psychol totalny. Babka niedorozwinięta umysłowo. Chyba tylko to może tłumaczyć cokolwiek z tego filmu.
To już zwykłe porno lepsze - przynajmniej nikt nie udaje mądrzejszego niż jest i nie wmawia, że film jest o czym innym niż ma być.
Niestety. Piszę niestety, ale skusiliśmy się z żoną na obejrzenie filmu na Netfliksie, żeby zobaczyć o co halo. Wiecie jak głęboki jest rów mariański? Film zakopali jeszcze niżej. Spodziewałem się, że trafi się taka, co pokusi się na polską wersję Greya i zarobi kasę na tej niszy. Zadziwiające jest też to, że kobieta pisze o wykorzystywaniu seksualnym. A weźmy Williama Whartona "Spóźnieni kochankowie" jak pięknie można napisać o życiu erotycznym bohaterów.
Zapytałem się po filmie żony, czy ona by poszła na taki układ, na taki scenariusz w życiu. On piękny jak młody bóg, szemrany typ, chce cię przelecieć, ale cię SZANUJE, że Cię nie zgwałci, tylko trzyma w domowym pierdlu, aż się zgodzisz. Wyśmiała mnie.
Panie, zatrzymaj autobus, ja wysiadam.
Dla odmiany czytałem Greya. Pierwszą książkę. Też nie wiem czemu to zrobiłem, ale jest to zdecydowanie książką, która mnie w życiu najbardziej zdenerwowała infantylnym stylem jakim została napisana. Jestem typem co lubi kończyć, to co zaczął, więc zmęczyłem całą. Jednak "moja wewnętrzna bogini" za każdym razem powodowało, że przeklinałem nad książką. Dlatego ksiązki 365 dni nawet do ręki mi nie dawajcie, bo spodziewam się podobnej narracji.
Wiecie co, mnie wcale nie dziwi, że książka i film cieszą się tak wielką popularnością. Oglądnęłam jedynie film, żeby mieć własne zdanie i zakładam, że pierwowzór nie specjalnie się różni od filmowej adaptacji.
Czytając chociażby to forum, coraz częściej dochodzę do wniosku, że nie brakuje kobiet, które marzą o tym, aby pojawił się niewiadomo skąd „książę”, który oczaruje i sobie jedną z drugą po prostu weźmie przy jej niby niechęci, ale jednoczesnym pożądaniu, wynikającym z jego pewności siebie, której blisko do arogancji. Najlepiej tak, żeby ona właśnie nawet specjalnego wyjścia nie miała i ostatecznie musiała ulec pod wpływem mieszanki jego uroku i zaborczości :-D
Czytając chociażby to forum, coraz częściej dochodzę do wniosku, że nie brakuje kobiet, które marzą o tym, aby pojawił się niewiadomo skąd „książę”, który oczaruje i sobie jedną z drugą po prostu weźmie przy jej niby niechęci, ale jednoczesnym pożądaniu, wynikającym z jego pewności siebie, której blisko do arogancji. Najlepiej tak, żeby ona właśnie nawet specjalnego wyjścia nie miała i ostatecznie musiała ulec pod wpływem mieszanki jego uroku i zaborczości :-D
Czyżby stara prawda, że kobiety same nie wiedzą czego chcą? ![]()
17 2020-07-11 11:22:24 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2020-07-11 11:25:19)
MagdaLena1111 napisał/a:Czytając chociażby to forum, coraz częściej dochodzę do wniosku, że nie brakuje kobiet, które marzą o tym, aby pojawił się niewiadomo skąd „książę”, który oczaruje i sobie jedną z drugą po prostu weźmie przy jej niby niechęci, ale jednoczesnym pożądaniu, wynikającym z jego pewności siebie, której blisko do arogancji. Najlepiej tak, żeby ona właśnie nawet specjalnego wyjścia nie miała i ostatecznie musiała ulec pod wpływem mieszanki jego uroku i zaborczości :-D
Czyżby stara prawda, że kobiety same nie wiedzą czego chcą?
Nie sądzę.
Po prostu jest to wynik z jednej strony zahamowań, a z drugiej pragnień. Generalnie pragnienie bycia zdominowaną jest w pewnym stopniu w kobiecej naturze, tak samo jak pragnienie dominacji w męskiej naturze. Broń Boże nie mylić z zachowaniami przemocowymi, ale przecież można połączyć czułość z dominacją.
Zatem takie 365 Dni, to świetny scenariusz dla nieco zakompleksionych kobiet, którym marzy się płomienny romans, ale z drugiej strony pełno w nich zahamowań. Ona nie powie facetowi, że chciałaby mocniej, więcej dominacji z jego strony, ALE jak on sam taki jest ;-) i w pewnym sensie ona ma nad tym kontrolę, bo ostatecznie to Przecież ona daje przyzwolenie, bez jednoczesnego ujawniania swoich wstydliwych pragnień, na podstawie których jeszcze pomyślałby sobie, ze ona jest rozwiązła albo jakaś inna „nimfomanka” ;-), to jest to sytuacja idealna.
Przeglądałam książkę w pracy. Koszmarna chała granicząca z pornusem.
19 2020-07-13 14:13:37 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-07-13 14:13:58)
dubel
Przeglądałam książkę w pracy. Koszmarna chała granicząca z pornusem.
Ja juz film sciagnelam, bardzo uwielbiam zle filmy, a po ksiazce to jestem pewna, ze bedzie zle.
Piegowata'76 napisał/a:Przeglądałam książkę w pracy. Koszmarna chała granicząca z pornusem.
Ja juz film sciagnelam, bardzo uwielbiam zle filmy, a po ksiazce to jestem pewna, ze bedzie zle.
Kiedyś na TVPuls o północy latały niskiej klasy horrory.
Czasami było sporo śmiechu, ale powiem szczerze, że w niektórych tytułach znajdowały się naprawdę sceny perełki, które do dziś pamiętam.
Mnie najbardziej przeraża, że rodzicielka z bratową zaliczyły w kinach wszystkie Greye i nieszczęsne 365 dni... do tego pozytywnie je oceniając... No cóż, o gustach się nie dyskutuje ![]()
Winter.Kween napisał/a:Piegowata'76 napisał/a:Przeglądałam książkę w pracy. Koszmarna chała granicząca z pornusem.
Ja juz film sciagnelam, bardzo uwielbiam zle filmy, a po ksiazce to jestem pewna, ze bedzie zle.
Kiedyś na TVPuls o północy latały niskiej klasy horrory.
Czasami było sporo śmiechu, ale powiem szczerze, że w niektórych tytułach znajdowały się naprawdę sceny perełki, które do dziś pamiętam.
Mnie najbardziej przeraża, że rodzicielka z bratową zaliczyły w kinach wszystkie Greye i nieszczęsne 365 dni... do tego pozytywnie je oceniając... No cóż, o gustach się nie dyskutuje
Grej jest nudny dla mnie. Jakis taki, nie wiem. Myslalam, ze bedzie smieszny bardzo i beda jakies sceny zabojcze... Jednak nic z tego.
Juz wole sto razy paradokumenty. Zawsze jak ogladam z przyjacielem zly film to wybieramy, ktora postac to ja i ktora to on i nasi znajomi. Wtedy sie lepiej oglada bo te interakcje miedzy postaciami bardziej smiesza.
Zreszta ja mam jakies nienormalne poczucie humoru, dla mnie wspaniala scena co smialam sie na niej bardzo to jak w serialu Egzorcysta Angela matce leb ukrecila i zwalila ze schodow.
Ten film to absurdalana mieszanka cringe'u, syndromu sztokholmskiego i niezamierzenie śmiesznych scen. Sam fakt, że zdobył popularnosc jako film "tak zły, że aż dobry" mówi wiele.
Uwielbiam scenę na jachcie: ona leci kurcgalopkiem, a on trzykrotnie pyta "dokąd biegniesz?" Oscar dla scenarzysty!!! Nie wiem, czy w książkce jest taki kfiatek...
Czy to Grey, czy 365 dni... Nie mogłam obejrzeć nigdy do końca. Nie jest to dzieło, oba za to opowiadają o toksycznym związku. Tandeta totalna.