Problem z dziewczyną- proszę o porady
Cześć wszystkim, mam na imię Adam, mam 22 lata. Jest to mój pierwszy post tutaj, pomyślałem, że będzie to najlepsze miejsce do tego aby opowiedzieć o swoim problemie i poprosić wszystkich zainteresowanych o porady. Wszystkie opinie będą mile widziane. Co prawda historia, którą chcę przedstawić jest dość długa i pewnie trochę pogmatwana, ale jeśli komuś będzie chciało się ją przeczytać od początku do końca będę bardzo wdzięczny. A więc bez zbytniego przeciągania wszystko zaczęło się w Sylwestra. Razem z trójką przyjaciół pojechaliśmy na sylwestrową imprezę, do pewnego pensjonatu, gdzie praktycznie nikt z nikim zbytnio się nie znał, gdyż była to impreza zorganizowana na zasadzie, że dziewczyna, właścicielka pensjonatu wstawiła na fb posta o tym, że organizuje imprezę i wszyscy chętni mają się zapisywać. W sumie zdeklarowało się chyba z 60 osób... Przyszedł ostatni dzień roku i impreza. Na początku wiadomo jak to jest gdy wchodzi się między nowych, zupełnie obcych ludzi... Było troszkę drętwo i niezręcznie, ale potem zabawa się rozkręciła i było naprawdę fajnie... W pewnej chwili poszliśmy z kumplem na chwilę się przewietrzyć na zewnątrz i wróciliśmy do środka... Zobaczyliśmy, że w kącie na kanapie zebrała się spora grupka osób, o czymś tam ze sobą rozmawiali, jakieś fotki itd. Podeszliśmy do nich no i dołączyliśmy się do konwersacji. Minęło chyba z 15 minut i nagle wszyscy ludzie dosłownie wyparowali nie wiedzieć gdzie... Wszyscy poza mną i jedną dziewczyną. Wiecie siedzieliśmy tak sobie obok siebie i rozmawialiśmy o wszystkim... Z racji tego, że był to Sylwester to cała rozmowa miała być luźna, taka jak była atmosfera podczas imprezy... Ale coś ewidentnie poszło nie tak jak zaplanowałem. Weszliśmy na dość poważne tematy i w pewnym momencie doszło do tego, że dziewczyna zaczęła przy mnie płakać... Wiadomo, nie był to jakiś histeryczny płacz, tylko po prostu zaszkliły jej się oczy, i potem się do mnie przytuliła i tak siedzieliśmy na tej kanapie zapominając o całej imprezie.... Na następny dzień każdy wrócił do siebie, potem znalazłem ją na fb, no i zapytaem jak tam się czuje itd i powiedziałem, że jeśli będzie miała chwilę czasu kiedyś to możemy się spotkać na jakiejś kawie czy coś, ale z racji tego, że potem przyszedł styczeń, luty czyli sesja, egzaminy itd, to po prostu jakoś nie było czasu, ani sposobności, żeby się spotkać. W międzyczasie cały czas ze sobą pisaliśmy na fb i rozmawiało się z nią super... Aż pewnego dnia, już w marcu gdy było trochę luźniej wyszła od niej propozycja takiego luźnego wyjścia na jedzenie. Z racji tego, że jakoś nie miałem nic twórczego do roboty to pojechałem. Co prawda nie było to wyjście w 4 oczy, bo razem z tą dziewczyną była też jej koleżanka, więc powiedziałbym, że po prostu była to luźna pogawędka przy jedzeniu... Spotkanie jak najbardziej udane, ale raczej tylko czysto koleżeńskie.
Minęłty dwa tygodnie i w pewną sobotę zapytałem jej czy ma jakieś plany na ten dzień. Napisała, że przyjeżdża do niej koleżanka z Wrocławia (my mieszkamy w Poznaniu, to znaczy aktualnie bo studiujemy i pracujemy tutaj) i że wieczorem pewnie gdzieś pójdą i że mogę do nich dołączyć, jeżeli mam ochotę. W sumie po zajęciach i tak nie miałem nic ambitnego do pracy, więc poszedłem razem z nimi. Byliśmy w klubie do 2 w nocy (ja i 4 dziewczyny, to znaczy ona i jej koleżanki), tam w pewnym momencie nawet się do mnie przytuliła gdy siedziała obok i było naprawdę super. Potem popisaliśmy jeszcze trochę, aż stwierdziłem, że trzeba się wziąć w garść i zabrać ją gdzieś, tak żebyśmy byli samy, typowo w 4 oczy. No więc zaproponowałem jej wyjście na kolację, a ona powiedziała, że trochę ją zaskoczyłem, ale że generalnie się zgadza. Wyjście miało być w piątek wieczorem i wszystko było ok... Aż do środy, kiedy to dostałem od niej wiadomość, że wypadło jej jakieś bardzo ważne głosowanie w jakiejś tam grupie na studiach, i że musi na nim być... Także piękne plany spotkania legły w gruzach no i znowu zostałem w punkcie wyjścia. Teraz zrobiła się dość głupia sytuacja bo ona ma jakąś 2-tygodniową przerwę na studiach (ona studiuje dziennie psychologię) i pojechała na ten czas do domu, a mieszka dość daleko od Poznania, także póki co nie ma szansy się spotkać... Z tego co mi pisała to wraca do Poznania bodajże 7 maja, więc jeszcze trochę... Ale jest jeszcze jedna sprawa... Otóż chodzi o pisanie. Ja potrafię do niej napisać co dwa dni chociażby durne "Co tam, jak się czujesz " itd, a ona nie pisze wcale. Chyba tylko raz w ciągu naszego 4-miesięcznego pisania to ona napisała do mnie pierwsza... A tak nic. Dziś mija pięć dni odkąd wysłałem jej ostatnią wiadomość, a ona od tamtego czasu nie dała żadnego znaku życia. I co myślicie? Mam dalej do niej pisać czy dać sobie spokój i poczekać... Pytanie tylko czy jest na co...? Proszę was o opinie, pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia
.