Hej! Już nie raz to forum mi pomogło ułożyć moje rozklekotane myśli w głowie, więc znowu szukam tu mądrych na moje sercowe dylematy. Temat trochę z pupy, wybaczcie, ale nie wiem jak to inaczej określić
Wkopałam się w nieco dziwną dla mnie sytuację, jestem dosyć uczuciową osobą i raczej trzymam się od takich wyskoków z daleka. Ale od początku: 1.5 roku temu poznałam gościa, z którym spotkałam się raz i totalnie zwariowałam na jego punkcie. Do niczego nie doszło, chociaż coś się tliło w powietrzu i przez miesiąc czy dwa nie mogłam go wyrzucić z głowy. On jednak był w związku, więc sprawa dla mnie była jasna. Spotkaliśmy się może łącznie przez ten czas ze 4 razy. Kontakt utrzymywaliśmy stale, jednak nie był on nagminny i intensywny, ot czasem luźne small talk przez fb. W między czasie wyszło na jaw, że jego związek się zakończył i choć nie powiedział mi tego wprost, jego wylewność w jednej rozmowie i analiza pewnych kwestii na to wskazywała.
Jakiś czas temu zorganizowałam u siebie domówkę i m.in. zaprosiłam też jego. Napisał, że postara się być. Myślę sobie: spoko,fajnie! Miło będzie się zobaczyć! Na nic nie liczyłam, naprawdę. Warto dodać, że jesteśmy z różnych krańców Polski. Wcześniej mieliśmy sposobność spać pod jednym dachem, dlatego pojawiającą się myśl, że może jednak się coś wydarzyć potraktowałam z przymrużeniem oka, a on właśnie miał zostać u mnie na weekend. No i bez wchodzenia w szczegóły, skończyło się na łóżku. <kurtyna>
On związku nie szuka, nie wiem czy odległość ma coś tutaj do rzeczy. Czy to po prostu moja osoba nie aspiruje do chęci dalszych starań. Chociaż o co tu się starać skoro ja się już mu podałam na tacy... Oboje potrzebowaliśmy bliskości, ja jestem już dosyć długo sama, poza tym jego osoba mnie zawsze jakoś pociągała. Ogólnie wiedziałam, że idąc z nim do łóżka zgadzam się na niezobowiązujący seks. Nie analizowaliśmy tego co zaszło. Ja tylko coś przybąknęłam, że nie chce być potraktowana instrumentalnie, na co usłyszałam, że on nie chce mi niczego obiecywać. Ale mimo wszystko popłynęłam. Wiem, jestem sama sobie winna. Jeszcze wszystko niestety działo się w atmosferze imprezowo alkoholowej, ale wszystkie poczynania dokonały się na trzeźwo. Z kacem, ale wciąż trzeźwo.
A teraz siedzę i myślę! On jest dosyć skryty i oporny na uzewnętrznianie się, nie zdążyliśmy stworzyć głębszej więzi. Nie wiem czy po prostu zdusić w sobie te bolączki egzystencjalno-sercowe czy do niego napisać coś w stylu "myślę o Tobie" i zakomunikować, że to nie było mi obojętne. I poczekać, aż da mi bana i sposobność do zakończenia tej relacji. No, bo co ja mam z nią niby zrobić? Przy następnym spotkaniu udawać, że się nic nie wydarzyło? A może i nie będzie już kolejnego spotkania...Bo ja jednak nie chce byc seks-koleżanką, a jaki sens ma zatem mieć ta relacja w przyszłości? I tak pewnie w kolejnym roku spotkamy się tyle razy, że na palcach jednej ręki będzie to można zliczyć, chyba, że ja sprowokuję jakąś sytuację. Nie wiem, olać czy dać mu coś do zrozumienia, że to nie było takie "just for fun" wg mnie? Z jednej strony mam wyrzuty sumienia, bo sama się skrzywdziłam, a z drugiej wiem, że było fajnie i chętnie bym skierowała tę relację na drogę uczuciową.
Pozdrawiam wszystkich świątecznie.
Gościu w porzo, pozornie.
Ale o tym, że żona kopnęła go w dupę, dowiedziałaś się z innych źródeł?
Moim zdaniem, jesteś przystankiem do czegoś "poważnego" dla niego. Z inną.
Tytuł odpowiada temu , co sama myślisz.
Weź się w garść i pogoń amatora cudzych delicji. ![]()
3 2017-12-26 02:48:03 Ostatnio edytowany przez marsylia (2017-12-26 02:51:43)
O tym, że nie jest w związku dał mi sam wówczas do zrozumienia, chociaż nie nazwał tego po imieniu. Teraz się tylko zapytałam jak długo jest sam.
Szkoda mi trochę tej relacji, bo wydaje mi się być już ona ogólnie przegrana ze względu na to, że doszło do seksu. A mogliśmy być dalej ot zwykłymi kumplami od piwa jak do tej pory. Nie umiem się w tym odnaleźć i czuję się zagubiona.
Pierdoła, wiem - w relacjach damsko męskich jestem totalnym drewnem ![]()
O tym, że nie jest w związku dał mi sam wówczas do zrozumienia, chociaż nie nazwał tego po imieniu. Teraz się tylko zapytałam jak długo jest sam.
Szkoda mi trochę tej relacji, bo wydaje mi się być już ona ogólnie przegrana ze względu na to, że doszło do seksu. A mogliśmy być dalej ot zwykłymi kumplami od piwa jak do tej pory. Nie umiem się w tym odnaleźć i czuję się zagubiona.
Pierdoła, wiem - w relacjach damsko męskich jestem totalnym drewnem
Paradoksalnie, nie o Ciebie chodziło w Twojej odpowiedzi, prawda?
Rób, co uważasz. Ostrożność i ograniczone zaufanie - jak na przejściu dla pieszych, wskazana jest jednak.
Nie bądź kolejną przegraną. Zagraj własnymi blotkami.
Nie on? Będzie inny, bez "bagażu". Ale, postarać się będzie trzeba.
Bo mężczyźni, w tym ja, to osły jednak, gdy morda nie taka, jak z żurnala. Trzeba im jakiegoś bodźca z zewnątrz, by któraś z pań ich zauważyła. ![]()
Co to jest? Nie powiem, bo to moja wewnętrzna, tajemnica państwowa.
Wesołych świąt. ![]()
Kiepska sytuacja, jednak typowa.
On zachował się dość uczciwie mówiąc, żebyś na nic więcej nie liczyła, teraz decyzja co z tym zrobisz należy do ciebie.
opcji jest kilka.
prawdopodobnie każda będzie bolesna mniej lub bardziej, ale niektóre mogą generować ferment, a niektóre mogą pozwolić zachować czyste sumienie.
gdybyś miała ciut więcej dystansu to można by zostawić tą znajomość, spotkać się bez ciśnienia, flirtować i obserwować co się z niej rozwinie.
jednak mam wrażenie, że na to jesteś za bardzo zaangażowana.
moim zdaniem najlepsze co możesz zrobić dla siebie, to powiedzieć prawdę czyli, to, że po tym co zaszło między wami nie potrafisz traktować go jak przyjaciela.
jak w szachach, teraz ruch będzie po jego stronie- zobaczysz co on zrobi z tą informacją.
Nie do końca rozumiem o czym wy tu piszecie. Autorko masz ewidentnie problemy sama ze sobą. Zadurzyłaś się nie wiadomo kim, nie wiesz o nim nic, a do tego poniosła cie chuć i sobie ulżyłaś, zapraszając nieznajomego do domu. Do tego oszukujesz sama siebie i nas czytających, że oczywiście na nic nie liczyłaś. No bo co może się stać, gdy z kimś w kimś się podkochujemy, spędzamy weekend sam na sam. I niespodzianka doszło do seksu. Nie do uwierzenia.
Nie do końca rozumiem o czym wy tu piszecie. Autorko masz ewidentnie problemy sama ze sobą. Zadurzyłaś się nie wiadomo kim, nie wiesz o nim nic, a do tego poniosła cie chuć i sobie ulżyłaś, zapraszając nieznajomego do domu. Do tego oszukujesz sama siebie i nas czytających, że oczywiście na nic nie liczyłaś. No bo co może się stać, gdy z kimś w kimś się podkochujemy, spędzamy weekend sam na sam. I niespodzianka doszło do seksu. Nie do uwierzenia.
Zgadzam się w 100% Trafione w punkt !
Ej, ej i po co te sarkazmy. Zapraszam nieznajomych na noc. A slyszales o czyms takim jak couchsurfing? :v
Nie uwazam, że bycie z facetem sam na sam musi się zawsze konczyc na łóżku. Nie liczylam na nic, bo on już nocowal u mnie wcześniej dwukrotnie i do niczego nie dochodziło. Nawet za pierwszym razem, gdy sie poznalismy i upilismy, skonczylismy u mnie. I NIC. Tylko ze on byl wowczas w zwiazku, wiec to byla nieco inna sytuacja. A moja fiksacja na jego punkcie z czasem umarla, chociaz fakt, ze wciaz mnie pociagal. A może to brak chłopa i czułości przez rok zrobilo swoje...
Niemniej jednak dziena za wszystkie komentarze.
On związku nie szuka, nie wiem czy odległość ma coś tutaj do rzeczy.
A teraz siedzę i myślę! On jest dosyć skryty i oporny na uzewnętrznianie się, nie zdążyliśmy stworzyć głębszej więzi. Nie wiem czy po prostu zdusić w sobie te bolączki egzystencjalno-sercowe czy do niego napisać coś w stylu "myślę o Tobie" i zakomunikować, że to nie było mi obojętne. I poczekać, aż da mi bana i sposobność do zakończenia tej relacji. No, bo co ja mam z nią niby zrobić? Przy następnym spotkaniu udawać, że się nic nie wydarzyło? A może i nie będzie już kolejnego spotkania...Bo ja jednak nie chce byc seks-koleżanką, a jaki sens ma zatem mieć ta relacja w przyszłości? I tak pewnie w kolejnym roku spotkamy się tyle razy, że na palcach jednej ręki będzie to można zliczyć, chyba, że ja sprowokuję jakąś sytuację. Nie wiem, olać czy dać mu coś do zrozumienia, że to nie było takie "just for fun" wg mnie? Z jednej strony mam wyrzuty sumienia, bo sama się skrzywdziłam, a z drugiej wiem, że było fajnie i chętnie bym skierowała tę relację na drogę uczuciową.
Pozdrawiam wszystkich świątecznie.
Z jego strony, jak widać, nic, czy to w związku czy nie, tak samo nic. Wygląda na to, że facet nie jest gotowy na związek i po co się pchać na siłę?
Nie pcham się na siłę. Narazie rozważam, czy olać znajomość w ogóle, czy zostawić to tak jak jest czyli w niebycie + sporadyczny kontakt raz na X czasu, czy próbować sama coś z tego ulepić inicjując. Skłaniam się jednak obecnie ku braku działań i puszczeniu tego w niepamięć. Pewnie gdybym zaczęła świrować, pytać o to co zaszło i o to co on o tym myśli, krążyć i drążyć to by się chłop wystraszył.