Moja Narzeczona od wielu lat zmaga się z mniej lub bardziej dotkliwymi objawami braku równowagi hormonalnej i o ile udało Jej się pogodzić z ciągłą opieką endokrynologa, ginekologa i dietetyka, to teraz pojawiło się widmo astmy oraz całkowitej niepłodności.
Dziewczę zaczyna wbijać sobie do głowy, że już teraz przestaje się do czegokolwiek nadawać, a co dopiero będzie za 10 lat... Astma to nie koniec świata, a dziecko zawsze można adoptować, przynajmniej zrobi się coś dobrego dla świata. Prawdziwy problem leży w tym, że nie dociera do Niej fakt, iż nie dyskwalifikuje Jej to w niczym.
Nie potrafię Jej przekonać i odnoszę wrażenie, że Ona się coraz bardziej ode mnie dystansuje.
Porada psychologa z prawdziwego zdarzenia niestety jest poza moim zasięgiem ze względu na cenę takowej, gdyż w domu się nie przelewa.
Może któraś z Was, szanowne Kobiety, będzie mogła podpowiedzieć mi jak dotrzeć do mojej rozżalonej Narzeczonej?