Mam dziś taki dzień ze wszystkiego się odechciewa...
Prawie rok leczenia a normalności nie widać. Ile razy myślę że już wychudzę na prostą, to znowu wpadam w irracjonalny nastrój i albo idzie w płacz albo w złość.
Dziś od rana dołek. Cały dzień mnie nosi, jestem rozdrażniona i rozkojarzona, istny obłęd.
Wstałam spięta i niewyspana, szukałam kilkunastu rzeczy, rano okazało się że pracodawcy zapomnieli o prośbie o zwolnienie na parę godzin, potem nie mogłam dodzwonić sie do syna żeby mnie zastąpił w końcu poszłam do lekarza i tu lekarza najpierw okazało się że założone leczenie koliduje z przebytą radioterapią, a potem dostałam od chirurga receptę bez pytania mnie o leki które biorę ...wykupiłam i kurna wałek. Znowu kolizja, tyle ze z inhibitorem, teraz 2 tygodnie czekania na wizytę kontrolna a że boli ?
W domu jakby tajfun przeszedł, harmider ponad moja odporność...Czy to mój dom?
chce mi sie zasnąć, zniknąć , łykam łzy i staram się dotrwać do końca dnia, wszyscy mają juz dość moich humorów a ja ciągle tracę kontrolę. I pomyśleć że wczoraj było fajnie.
W takich momentach naprawdę czuje się jak dziecko oglądające lizaka na wystawie; patrzę na ludzi, słyszę ludzi, a żaden z nich nie jest ze mną
Nie wiem dokładnie jak wygląda Twoja sytuacja, ale myślę że brak Ci rozmowy z bliskimi. Gdy czujesz się osamotniona albo nie wiesz jak masz postępować, naprawdę rozmowa może wiele zdziałać. Nie bój się wyrzucić tego z siebie. Widzę że dodatkowo przytłaczają Cię wszystkie sprawy, najchętniej zamknęłabyś się w pokoju i przeczekała aż wszystko minie? Najlepiej jakbyś znalazła czas dla siebie, odpoczęła, zastanowiła się nad życiem. Tyle jeszcze przed Tobą! Pamiętaj że upadki są po to, żeby znów się podnieść i życzę Ci żeby stało się to jak najszybciej. Dasz sobie radę!