baraBarbara, asiulka090, lilly, ViolkQ, LANDA, Nola, malenstwo<3, iren115, Medlaine, wiktoria86, monik, diabeł_w_mini, Selena - Dziękuję.
Ciężko jest pisać o śmierci. Wszystkie słowa wydają się takie banalne. Śmierć jest taka prawdziwa.
Pochowaliśmy ją. Nie oglądałem Jej po śmierci. Chciałem zapamiętać Ją taką jaka była - była, cóż to za słowo.
Zawsze uśmiechnięta. Zawsze pytała "co słychać?" - Chciałbym też zapytać "a co u Ciebie?"
Byłem już parę razy na Jej grobie i chociaż jestem niewierzący, zapaliłem świeczkę. Któż wie, może istnieje życie Tam? - Chciałbym wierzyć. Wiem, że Ona była wierząca.
Miała tętniaka mózgu. Już wyszła ze szpitala. Wszyscy cieszyliśmy się, że Jej się udało. Wiedzieliśmy, że są komplikacje, że częściowo jest sparaliżowana, ale przecież będzie żyć - a to najważniejsze.
Była silna, chłonęła życie. A tu nagle - wiadomość: nie żyje.
Pamiętam, kiedyś opowiadała jak to położyła dzieci spać i do późna w nocy piekła jakieś ciasto. Zapytałem, jak to facet, "chciało ci się?!" - Odpowiedziała mi coś, co będę zawsze pamiętać: "Szkoda mi życia na spanie"... Wtedy wydawało mi się to żartem bez znaczenia.
Żal mi Jej dzieci. Żal mi Jej męża. Byli wzorem małżeństwa. Pewnie mieli jakieś kłótnie, ciche dni - jak to w każdej rodzinie. Tak to już bywa. Nigdy tego jednak nie pokazywali na zewnątrz. Śmiali się, robili sobie nawzajem psikusy, hm. Miło bylo patrzeć jak po dwudziestu paru latach małżeństwa są nadal w sobie zakochani.
- Nie mieści mi się w głowie, że "to" właśnie ich spotkało.
"Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą" - proste słowa, a ileż w tym mądrości.