Osamotniałam.
Ponad rok temu rozeszłam się z chłopakiem (po 7 latach). Nie wytrzymałam dłużej życia z kimś kto nawet nie zadał sobie trudu żeby poprosić mnie o rękę, a zachowywał się jakbym była jego żoną od kilku lat (znudznie i te sprawy)
Od ponad roku mieszkam sama. Wynajęłam mieszkanie, jedno... potem drugie - tańsze, w między czasie straciłam pracę, 5 miesięcy szukałam nowej (nie wyjeżdżając z warszawy do rodzinnego domu 200 km na południe - bałam się, że się poddam i wrócę tam na stałe, a tam bardzo wysokie bezrobocie), po 5 miesiącach znalazłam.
Pracuję w agencji reklamowej z dwoma chlopakami w kreacji,którzy praktycznie wogóle ze mna nie rozmawiają... spychają mi jakieś nierozwijające dziadostwa do zrobienia... niedawno usłyszałam że gdybym miała lepsze pomysły byłyby realizowane, ale że nie mam... (sa teamem kreatywnym od 4 lat, prawda jest taka, że oni nie chcą moich pomysłów bo pod swoimi będą się mogli podpisać swoim nazwiskiem bez tzw obcych załączników)...
Dzieje się ze mną coś niedobrego. Nie ma też za bardzo nikogo z kim mogabym porozmawiać, przyjaciele i poprostu znajomi są w domu 200 km na południe. Tu siedze w pracy średnio od 10 do 19-23 (ostatnio tez usłyszałam zarzut, że wychodzę do domu kiedy widzę że jest robota do zrobienia (o21!!))
Łapię depresję... nie mam sił. Wszystko nie jest takie jak mi się wydawało. Rzeczy w ktore wierzyłam najmocniej przyjeżdżając tu, zawiodły... nie mam sił... kolega powiedział mi ostatnio, że potrzebuję żeby mnie ktoś docenił... boję się wszystkiego.... mam 29 lat i stoję w kropce.
Chciałam kiedyś dojśc do czegoś w życiu żeby pomagać innym ludziom, okazuje się, że nie potrafię pomóc sama sobie...