Jesteście mia100 boyz czy wieś boyz?
Jak chyba wszyscy wiedzą, jestem zdecydowanie mia100 boyem. Życie na wsi wydaje mi się kompletnie nieatrakcyjne, wręcz wydaje się KOszmarem, już wymieniam powody dla których tak myślę.
-wszędzie daleko(jeśli nie mówimy o wsi pod dużym miastem gdzie jakiś pociąg dojeżdża) i bez samochodu tam nie istniejesz)
-fatalny rynek pracy, zostaje bycie rolnikiem albo jakiś lokalny Januszex i to wszystko. Nie ma znaczenia co potrafisz, co chcesz robić, tam nie ma żadnego wyboru.
-totalny brak jakichkolwiek rozrywek, nic tam nie ma i nie ma gdzie iść.
Zwolennicy wsi podają tylko jeden argument
-bo jest tam cisza i spokój!!!
No super ale cisza i spokój nie są warte rezygnacji z tyłu zdobyczy cywylizacji. Wieś może być spoko żeby se tam pojechać na parę dni ale nie na stałe bo nie da się żyć w takich warunkach + taka właśnie cisza i izolacja jaka panuje na wsi/w małych miastach działa na mnie mega depresyjnie, fajne w Warszawie jest to, że wyjdę se z lepianki i tramwaje jeżdżą, ludzie chodzą, dzieje się jakieś życie - w moim rodzinnym można chodzić pół godziny i nikogo nie spotkać na ulicy, nie wyobrażam sobie jak to na wsi wygląda.
Co sądzicie? Jesteś mia100 boyz czy village boyz/girlz?