Tamiraa napisał/a:Salomonka napisał/a:Tamiraa napisał/a:Ile razy zakochaliście się w potencjale i wyobrażeniach? Ile to razy zwróciliśmy na kogoś uwagę, bo miał czy miała ładne włosy?
Może warto zanalizować jak się przy kimś naprawdę czujemy kiedy niby wszystko jest fajnie, a nas przykładowo boli brzuch, nasze ciało źle reaguje?
"Emocje, uczucia to nie rzeczywistość".
Natrafiłam na ciekawą rozmowę z psychologiem Piotrem Mosakiem https://www.youtube.com/watch?v=m68Qvt8-DEA
Od razu zaznacze, że wymienionej rozmowy z psychologiem nie przeczytałam, odniosę się więc tylko do meritum pytania.
To, że ktoś ma ladne włosy i zwrócił naszą uwagę, możliwe jest tylko w bardzo młodym wieku, gdy nasze postrzeganie świata jest zerojedynkowe. Super, gdy trafiliśmy na kogoś kto oprócz włosów ma jeszcze coś więcej do czego służy mu czaszka. Niestety, nie zawsze tak bywa. Tak bylo ze mną, z resztą nie mogę się tylko zasłaniać młodym wiekiem, bo potrzebowałam zgody sądu na zawarcie małżeństwa, i facet doskonale wszystkich oszukał. Tylko że ja mam bardzo silny charakter, przysłowiowe " Co mnie nie zabije to mnie wzmocni" i im więcej przeszkód w życiu napotkałam, tym większą siłę miałam aby je pokononywać i walczyć o swoje. Nic i nikt nigdy mnie nie złamało, tylko mnie motywowało.
Po wielu latach życia w pojedynkę, spotkałam kogoś, kto mnie zauroczył uśmiechem, ale zanim się temu uczuciu poddałam, sprawdziłam faceta "do podszewki". Już nie było uwierzenia na słowo, byłam zbyt dojrzała żeby znów dać się oszukać.
Jak się czuję przy moim mężu?
Wspaniale/bezpiecznie/pewnie.
I wszystko to zawdzięczam sobie...
Polecam wszystkim kobietom. Najpierw zdobądzcie niezależność, własne pieniądze a potem szukajcie partnera. Oszczędzi to wam lat z kimś, kto was wykorzysta i jeszcze powie, że wszystko zawdzięczacie jemu.
Kobieta niezależna, przyciąga do siebie innego formatu mężczyzn. Polecam.
I to jest doskonały przykład. Nic dodać nic ująć.
Dodać to by można i to bardzo dużo
Pod hasłem ogólnym "Tak, ale..."
Jak zresztą zawsze, gdy bierzemy na tapet czyjąś całkiem jednostkową historię. Zarówno taką z happy - endem jak i taką z zupełnie innym zakończeniem.
Zaczynając od pierwszego zdania czyli od tego zwrócenia uwagi na przykładowe ładne włosy. To wcale nie tylko w młodym wieku. To raczej norma - coś zwraca uwagę, bardzo często właśnie to, co widzimy. Nie wynika to z żadnego zero-jedynkowego postrzegania świata, jesteśmy wzrokowcami i tyle.
Silny charakter i "co mnie nie zabije" - różni jesteśmy. Akurat ten silny charakter mamy w zauważalnym stopniu dany (predyspozycje wrodzone) oraz to, co mamy dane ulega obróbce w toku życia, dorastania. Owszem, są ludzie, którzy tacy są, że im więcej przeszkód tym większa siła do pokonywania" ale... ale ta siła jest ograniczona, u każdego. Poza tym nie wszyscy tacy jesteśmy i tyle. No i strategie radzenia sobie z przeszkodami mamy zróżnicowane. Jeden przeskoczy, drugi obejdzie, trzeci pójdzie w inną stronę, czwarty siądzie i będzie płakał i można by mnożyć
Po wielu latach spotkałam... a to już tak zwany łut szczęścia. Super, że spotkałaś, Salomonko. Ale to łut szczęścia, nie przewidywalny skutek wcześniejszej części Twojego życia, Twojej osobowości i licznych działań. To tak zwyczajnie nie działa w życiu. Poniekąd niestety ale jest jak jest.
Najpierw zdobądźcie niezależność, własne pieniądze a potem szukajcie partnera...hmmm
Ileś pań szuka potem i szuka i nie znajduje z n- przyczyn.
Zdobycie całkowitej niezależności finansowej trwa i nie zawsze jest dla jednostki zwyczajnie osiągalne.
Po drodze pojawia się słynny zegar biologiczny czyli jeśli się planuje macierzyństwo i jest ono dla danej kobiety istotnym elementem bycia szczęśliwą/spełnioną to można nie zdążyć przy realizacji proponowanego modelu.
Z wiekiem coraz trudniej się dostosować do funkcjonowania codziennego z kimś, sztywniejemy, stajemy się z jednej strony bardziej siebie świadomi, ale z drugiej mniej elastyczni.
itp
itd
Nie żebym w czambuł potępiała koncepcje "najpierw niezależność, przede wszystkim finansowa, a potem szukanie partnera", ale ten pomysł to (podobnie jak każdy inny) spore ryzyko i również na jego realizowaniu można wyjść niczym przysłowiowy Zabłocki na mydle.
Odnośnie zalinkowanego filmiku to koncepcja "emocje to uczucia, nie rzeczywistość" to już trąci filozofią... aż się prosi zapytać pana o definicję rzeczywistości 
Przy okazji - czy nie jest aby tak, że wprawdzie ja wybieram partnera ale jednocześnie ten partner wybiera mnie, bo inaczej związek będąc tworem dwuosobowym powstać nie może?
Słuchając pana Mosaka miałam w tle wrażenie, że jego zdaniem czy wedle jego mniemania istnieje jakiś jeden idealny model związku, jeden idealny sposób komunikacji dwustronnej, którego realizacja każdego szczęśliwym uczyni. Tak trochę mam ilekroć jakiegoś psychologa słucham, pan Mosak wyjątkiem nie jest.