Wizja o Zielonym Świetle św. Hildegrady - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELIGIA - DUCHOWE POSZUKIWANIA » Wizja o Zielonym Świetle św. Hildegrady

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 4 ]

Temat: Wizja o Zielonym Świetle św. Hildegrady

I stało się w ciszy przed brzaskiem, gdy mgła jeszcze nad doliną leżała jak woal srebrzysty, iż ujrzałam światłość nie z tego świata, a przecie w sam środek świata wnikającą. Nie była to jasność paląca, ni błysk, co oczy razi, lecz światło żywe, miękkie, a przecie potężne — jakby tchnienie Stwórcy w zielone tkanki stworzenia wstępujące.
I w owej światłości zobaczyłam krąg wielki, a w nim kręgi mniejsze, jedne w drugich zawarte, jak pierścienie w pniu drzewa. A każdy krąg jaśniał inną barwą: złotem mądrości, błękitem pokoju, purpurą miłości, a zieleń — o zieleń przedziwna! — przenikała je wszystkie, niby sok w gałęziach.
I dano mi zrozumieć, iż owa zieleń jest żywotnością, którą Najwyższy wszczepił w ziemię i w serce człowiecze. A nazwano ją viriditas, to jest świeżością, która nie więdnie, jeżeli źródło jej czyste pozostaje.
Widziałam też miasto z kamienia i szkła zbudowane, a w nim ludzi o twarzach znużonych. I choć słońce nad nimi świeciło, w ich oczach panował zmierzch. A gdy światłość dotknęła ich piersi, niektórzy odwrócili się, bo lękali się blasku; inni zaś otwarli dłonie i pozwolili, by w nich ziarno zapłonęło.
I stało się, że ziarno to nie było ogniem niszczącym, lecz ciepłem, które od środka rozchyla pąk. A człowiek, który je przyjął, poczuł, iż nie jest jedynie prochem ani cieniem, lecz naczyniem światła. I z jego serca popłynęła pieśń, której wcześniej nie znał — pieśń bez słów, a przecie pełna znaczenia.

Usłyszałam głos mówiący:
„Człowiecze, czemu lękasz się własnej zieloności? Czyż nie z tej samej ręki wyszedłeś, co gwiazdy i źródła? Nie jesteś suchą gałęzią, chyba że sam odetniesz się od korzenia.”

I widziałam, jak jedni kruszyli się w sobie jak kamień spękany, a inni miękli jak ziemia po deszczu. A w miękkości tej rodziła się odwaga — nie z krzyku, lecz z łagodności. Bo prawdziwa moc nie ryczy jak burza, jeno wzrasta cicho, jak trawa pod śniegiem.

W owej wizji dano mi też pojąć, iż światło nie przychodzi, by zawstydzić, lecz by uzdrowić. I że każdy człowiek nosi w sobie komnatę, do której światłość zapuka, lecz nie wtargnie bez zgody. A gdy komnata się otworzy, choćby była pełna kurzu i pajęczyn, niebo nie cofa się, jeno wnika.

I tak oto zrozumiałam, iż radość nie jest igraszką chwili, lecz owocem zgody na światło. A kto pozwoli, by w nim zakiełkowało, ten stanie się jak ogród w południe — nie dla własnej chwały, lecz by inni mogli w nim odetchnąć.

Przeto mówię: nie gaście w sobie zielonego płomienia. Bo choć wiatr zwątpienia wieje, a noc zdaje się długa, korzeń wasz sięga głębiej, niźli przypuszczacie. A z korzenia tego wypłynie sok, który was podniesie.

I oto wizja się domknęła jak księga, lecz światło nie zgasło. Albowiem nie było ono dane jednej duszy, lecz każdej, która odważy się spojrzeć w głąb i rzec: „Niech się stanie we mnie życie.”

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Wizja o Zielonym Świetle św. Hildegrady
Julia. life in UK napisał/a:

I stało się w ciszy przed brzaskiem, gdy mgła jeszcze nad doliną leżała jak woal srebrzysty, iż ujrzałam światłość nie z tego świata, a przecie w sam środek świata wnikającą. Nie była to jasność paląca, ni błysk, co oczy razi, lecz światło żywe, miękkie, a przecie potężne — jakby tchnienie Stwórcy w zielone tkanki stworzenia wstępujące.
I w owej światłości zobaczyłam krąg wielki, a w nim kręgi mniejsze, jedne w drugich zawarte, jak pierścienie w pniu drzewa. A każdy krąg jaśniał inną barwą: złotem mądrości, błękitem pokoju, purpurą miłości, a zieleń — o zieleń przedziwna! — przenikała je wszystkie, niby sok w gałęziach.
I dano mi zrozumieć, iż owa zieleń jest żywotnością, którą Najwyższy wszczepił w ziemię i w serce człowiecze. A nazwano ją viriditas, to jest świeżością, która nie więdnie, jeżeli źródło jej czyste pozostaje.
Widziałam też miasto z kamienia i szkła zbudowane, a w nim ludzi o twarzach znużonych. I choć słońce nad nimi świeciło, w ich oczach panował zmierzch. A gdy światłość dotknęła ich piersi, niektórzy odwrócili się, bo lękali się blasku; inni zaś otwarli dłonie i pozwolili, by w nich ziarno zapłonęło.
I stało się, że ziarno to nie było ogniem niszczącym, lecz ciepłem, które od środka rozchyla pąk. A człowiek, który je przyjął, poczuł, iż nie jest jedynie prochem ani cieniem, lecz naczyniem światła. I z jego serca popłynęła pieśń, której wcześniej nie znał — pieśń bez słów, a przecie pełna znaczenia.

Usłyszałam głos mówiący:
„Człowiecze, czemu lękasz się własnej zieloności? Czyż nie z tej samej ręki wyszedłeś, co gwiazdy i źródła? Nie jesteś suchą gałęzią, chyba że sam odetniesz się od korzenia.”

I widziałam, jak jedni kruszyli się w sobie jak kamień spękany, a inni miękli jak ziemia po deszczu. A w miękkości tej rodziła się odwaga — nie z krzyku, lecz z łagodności. Bo prawdziwa moc nie ryczy jak burza, jeno wzrasta cicho, jak trawa pod śniegiem.

W owej wizji dano mi też pojąć, iż światło nie przychodzi, by zawstydzić, lecz by uzdrowić. I że każdy człowiek nosi w sobie komnatę, do której światłość zapuka, lecz nie wtargnie bez zgody. A gdy komnata się otworzy, choćby była pełna kurzu i pajęczyn, niebo nie cofa się, jeno wnika.

I tak oto zrozumiałam, iż radość nie jest igraszką chwili, lecz owocem zgody na światło. A kto pozwoli, by w nim zakiełkowało, ten stanie się jak ogród w południe — nie dla własnej chwały, lecz by inni mogli w nim odetchnąć.

Przeto mówię: nie gaście w sobie zielonego płomienia. Bo choć wiatr zwątpienia wieje, a noc zdaje się długa, korzeń wasz sięga głębiej, niźli przypuszczacie. A z korzenia tego wypłynie sok, który was podniesie.

I oto wizja się domknęła jak księga, lecz światło nie zgasło. Albowiem nie było ono dane jednej duszy, lecz każdej, która odważy się spojrzeć w głąb i rzec: „Niech się stanie we mnie życie.”

Znowu się naćpałaś Grubasie?

Odp: Wizja o Zielonym Świetle św. Hildegrady
Duch H. napisał/a:
Julia. life in UK napisał/a:

I stało się w ciszy przed brzaskiem, gdy mgła jeszcze nad doliną leżała jak woal srebrzysty, iż ujrzałam światłość nie z tego świata, a przecie w sam środek świata wnikającą. Nie była to jasność paląca, ni błysk, co oczy razi, lecz światło żywe, miękkie, a przecie potężne — jakby tchnienie Stwórcy w zielone tkanki stworzenia wstępujące.
I w owej światłości zobaczyłam krąg wielki, a w nim kręgi mniejsze, jedne w drugich zawarte, jak pierścienie w pniu drzewa. A każdy krąg jaśniał inną barwą: złotem mądrości, błękitem pokoju, purpurą miłości, a zieleń — o zieleń przedziwna! — przenikała je wszystkie, niby sok w gałęziach.
I dano mi zrozumieć, iż owa zieleń jest żywotnością, którą Najwyższy wszczepił w ziemię i w serce człowiecze. A nazwano ją viriditas, to jest świeżością, która nie więdnie, jeżeli źródło jej czyste pozostaje.
Widziałam też miasto z kamienia i szkła zbudowane, a w nim ludzi o twarzach znużonych. I choć słońce nad nimi świeciło, w ich oczach panował zmierzch. A gdy światłość dotknęła ich piersi, niektórzy odwrócili się, bo lękali się blasku; inni zaś otwarli dłonie i pozwolili, by w nich ziarno zapłonęło.
I stało się, że ziarno to nie było ogniem niszczącym, lecz ciepłem, które od środka rozchyla pąk. A człowiek, który je przyjął, poczuł, iż nie jest jedynie prochem ani cieniem, lecz naczyniem światła. I z jego serca popłynęła pieśń, której wcześniej nie znał — pieśń bez słów, a przecie pełna znaczenia.

Usłyszałam głos mówiący:
„Człowiecze, czemu lękasz się własnej zieloności? Czyż nie z tej samej ręki wyszedłeś, co gwiazdy i źródła? Nie jesteś suchą gałęzią, chyba że sam odetniesz się od korzenia.”

I widziałam, jak jedni kruszyli się w sobie jak kamień spękany, a inni miękli jak ziemia po deszczu. A w miękkości tej rodziła się odwaga — nie z krzyku, lecz z łagodności. Bo prawdziwa moc nie ryczy jak burza, jeno wzrasta cicho, jak trawa pod śniegiem.

W owej wizji dano mi też pojąć, iż światło nie przychodzi, by zawstydzić, lecz by uzdrowić. I że każdy człowiek nosi w sobie komnatę, do której światłość zapuka, lecz nie wtargnie bez zgody. A gdy komnata się otworzy, choćby była pełna kurzu i pajęczyn, niebo nie cofa się, jeno wnika.

I tak oto zrozumiałam, iż radość nie jest igraszką chwili, lecz owocem zgody na światło. A kto pozwoli, by w nim zakiełkowało, ten stanie się jak ogród w południe — nie dla własnej chwały, lecz by inni mogli w nim odetchnąć.

Przeto mówię: nie gaście w sobie zielonego płomienia. Bo choć wiatr zwątpienia wieje, a noc zdaje się długa, korzeń wasz sięga głębiej, niźli przypuszczacie. A z korzenia tego wypłynie sok, który was podniesie.

I oto wizja się domknęła jak księga, lecz światło nie zgasło. Albowiem nie było ono dane jednej duszy, lecz każdej, która odważy się spojrzeć w głąb i rzec: „Niech się stanie we mnie życie.”

Znowu się naćpałaś Grubasie?

Tak grzybkow halucynkow i niestety teraz wszedzie widzę twoje marne wyzygi cymbale

4

Odp: Wizja o Zielonym Świetle św. Hildegrady

hym xD

Posty [ 4 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELIGIA - DUCHOWE POSZUKIWANIA » Wizja o Zielonym Świetle św. Hildegrady

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024