W urzedach, bo wiele kobiet ma jakas głupia potrzebę rywalizacji i wywyzszania się
Juz tłumaczę o co chodzi. Byłam dzis w urzedzie pracy. Co prawda jestem po zabiegu, wiec musiałam tam zamowic taksowke.
I tam trafilam na takiego fajnego faceta,doslownie o nic mnie nie wypytywal takiego ważnego jako osobe bezrobotna, tylko mnie zawolal na rozmowe, zapytał jak sie czuje, tam na luzie zapytał z jakiego kraju jestem, jak mu powiedzialam "ze z Polski" to sie zapytał jak tam zima jest w Polsce, następnie zapytał czy mam jakies pytania do niego, ja mówię ze nie, a on do mnie "dobrze to widzimy sie za miesiac, bedziesz miała rozmowe tekefoniczna, nie musisz przychodzic do urzedu,bo mnie nie będzie". I koniec. Rozmowa fajna,na luzie bez stresu....
I tak sobie wracalam taksowka do domu i sobie myślę "że tak naprawde to ja jeszcze NIGDY nie trafilam na wrednego faceta urzednika-wszyscy z nich podchodzili do mnie na luzie"
Natomiast z kobietami urzędniczkami jest inaczej. I pisze to z własnego doświadczenia
Duża część napewno jest fajna,przyjazna,potrafi zrozumiec problemy innych itd i tez na takie trafialam
Natomiast niestety, ale tez zdarzalo mnie sie trafić na wredne lampucery,ktore sprawdzaja kazdy jeden szczegól moich zasiłków. Do tego sa wredne i mało co wyrozumiale i empatyczne np pamietam jak corka była mała i była chora i nie mogłam przyjść do urzedu to jak odebral telefon facet to zawsze było "Nie ma problemu. Przełożę wizyte". A jak zdarzylo mnie sie trafić na wredna babę to zawsze było "wstawianie się w urzedzie pracy to Twój obowiązek. Ja też mam dzieci i muszę pracować" no masakra ,sobie myślę, że faceci urzednicy mają dużo więcej empatii i zrozumienia niż wiele kobiet urzędniczek
A wy jakie mieliście doświadczenia z urzedami?