Dziękuję za komentarze. Usunęłam post, mam nadzieję, że mnie zrozumiecie ![]()
1 2010-05-25 00:23:44 Ostatnio edytowany przez Antoninaa (2010-07-24 18:19:19)
Przeczytałam Twojego posta ze łzami w oczach... I chciałabym napisać coś "mądrego", jakoś to skomentować ale nie wiem czy dam radę... Widzisz, chyba tak po prostu jest. Nie wiemy jak to jest być kimś innym. Mamy swoje ciała, swoje umysły, żyjemy w różnych wymiarach. Dla kogoś samotność jest tragedią, dla innej osoby niezdany egzamin, czyimś marzeniem jest dostać się na studia do dużego miasta, podczas gdy osoba która tam mieszka nie potrafi docenić że ma uczelnie pod domem i narzeka... Czy wreszcie poważne sprawy... Rozwody, zdrady, choroby, czyjaś nagła śmierć. Przy tym wszystkim jesteśmy egoistami, w mniejszym lub większym stopniu. Takimi nas natura stworzyła, to nam pozwala przetrwać. W pewnym sensie wszyscy jesteśmy samotnikami których interesuje głównie własne życie.
Myślę że każdy kto się zmaga z chorobą zadaje TE SAME pytania co Ty. I każda z nas czasami krzyczy "Spójrz na mnie! Ja mam gorzej!!!"
Osobiście szanuję i cieszę się z faktu że nic poważnego mi nie dolega, ale no właśnie... Jak każdy mam swoje, inne problemy. Prawie codziennie ktoś mi się wyżala z własnych problemów. Koleżanka dzwoni że tęskni za swoim narzeczonym, chociaż właśnie się z nim widziała parę chwil wcześniej. Pocieszam, ale myślę "zazdroszczę", ja swojego chłopaka zobaczę za jakiś czas. Nie za godzinę, dzień, tydzień, ale kilka miesięcy... Ale ktoś samotny może mi powiedzieć "przynajmniej kogoś masz! Nie marudź, będzie dobrze"... I w ten sposób można w nieskończoność... Widzisz, możemy krzyczeć doceńmy, ratujmy, kochajmy, szanujmy, cieszmy się... Ale czasami jest trudno zmierzyć się właśnie z pierdołami które nas otaczają...
Jesteśmy kamieniami milowymi w dziejach historii... Każde z nas przemija w końcu. Myślę że najważniejsze w życiu to móc kochać. Kochać rodziców, przyjaciół, partnera... Móc poznać co to znaczy. Dążyć do tego aby wypełniać życie dobrem... A nie zemstą, złem, podstępem... Czerpać wnioski i nie poddawać się. Banalne, ale po burzy zawsze wygląda światło...
Paradoksem jest to że pisze o tym wszystkim, ale i tak nie wiem co czujesz. Znam pojęcie "choroba", "ból", ale wciąż nie czuję tego co Ty... Ponieważ, no właśnie... Nie będę Tobą...
Miej siłę i jeśli już zauważyłaś to piękno którego inni nie widzą, bądź dumna że masz ten skarb. :*
Dziękuje. Myślałam, że spotkam się z negatywnym komentarzem. Np. "Przestań się żalić!".
Na szczęście każdy się różni. Zaakceptowałam chorobę, Ten na górze wie, że jestem silną kobietą, i że tak łatwo się nie poddam. Nie powinnam pisać, że się śmiałam z problemów innych. Przepraszam Was. Dzisiaj skończyłam czytać książkę, i wiecie? Muszę przeczytać jeszcze raz, aby zrozumieć autora co chciał przez nią powiedzieć. Czyli mam problem
Znów tydzień czytania. Zaczęłam podchodzić do moich problemów z uśmiechem, lżej się żyje.
4 2010-05-25 13:08:03 Ostatnio edytowany przez zakochana__85 (2010-05-25 13:08:27)
Dziękuje Antoninaa za Twojego posta... Wiesz, ja sama czasem siebie katuje stwarzając sobie na siłę problemy, które są niczym w porównaniu do spraw rzeczywiście ważnych. Niby tego nie chcę, ale tak często zdarzało mi się czepiać mojego chłopaka, który jest bardzo dobrym człowiekiem, o różne błahostki tracąc w ten sposób nasz cenny czas i spokój. Nie chcę tego, bo wiem, że nie warto. Ciężko jednak czasem powstrzymać swoje negatywne emocje, ugryźć się w język i cieszyć tym co jest... Trzymaj się kochana :*
Antoninaa TRZYMAM ZA CIEBIE KCIUKI!!!!
Tosia, a ja Cię doskonale rozumiem i wiem w jakiej jesteś sytuacji...
Sama miałam to szczęście, że dowiedziałam się o chorobie w wieku 15 lat. Wtedy widziałam, że moja mama płakała po rozmowie z lekarzem. Ale ja byłam dzieckiem i nie myślałam "dlaczego ja". Myślałam, że to bardzo romantycznie umrzeć będąc nastolatką ![]()
Kiedyś było łatwiej pogodzić się z sytuacją. Wtedy się nie bałam ani ewentualnej śmierci, ani bólu. Z bólem się "zaprzyjaźniłam" - były okresy, że towarzyszył mi każdego dnia przez wiele tygodni lub miesięcy. Czasem wkurzało mnie to, że staruszki mnie wyprzedzały biegnąc do autobusu a mi on uciekał... Teraz jest inaczej. Mam dziecko, więc myśl o śmierci lub jakiejś niedołężności z powodu choroby mnie przeraża. Ja chcę jeszcze 20 lat...
Tosia, wbrew pozorom takie osoby jak my dostały pewien dar od losu. Ludzie się dziwią skąd we mnie tyle radości i optymizmu. A ja po prostu umiem cieszyć się wszystkim i doceniać każdy dzień. To jest właśnie to co piszesz - dziwię się czasem, że ludzie załamują się z powodu drobiazgów, rozgrzebują niepowodzenia, kłócą się bez sensu. Czasem w przychodni u lekarza patrzę ze zdziwieniem na staruszki, które ubolewają, że "coś im w kolanie strzyka". Myślę wtedy "kobieto, jak ja bym chciała dożyć takiego wieku w jakim jesteś i byłabym szczęśliwa, nawet gdyby mi w każdej kości strzykało" ...
Tosiu, trzymam za Ciebie kciuki i życzę powodzenia w walce z chorobą. I z samą sobą, żebyś się nigdy nie poddała. Ja walczę już prawie 15 lat. Czasem jest dobrze, czasem gorzej, czasem bardzo źle, ale ja wierzę, że jeszcze mój czas się nie skończył. Twój Tosiu też nie.
Tosia różnie w życiu bywa i nieraz można żyć z chorobą, nawet bardzo ciężką, wiele dlugich lat. Często udaje się przeżyć całe życie. Kiedyś czytałem, że osoba szczęśliwa i pozytywnie nastawiona do życia ma większą szansę pokonać chorobę niż osoba zgorzkniała i pogodzona z losem. Nie należy myśleć o smierci, ale o tym czego byśmy żałowali gdyby nasze życie miało być krótkie. Warto realizować marzenia. Wiadomo nie wszystkie uda się zrealizować, ale przynajmniej warto próbować. Każdy dzień można przeżyć tak by był wyjątkowy. A ludzie którzy całe życie widzą wszystko w czarnych barwach i każde nawet drobne niepowodzenie to dla nich kataklizm? Pewnych osób się chyba nigdy nie przekona, że warto się cieszyć życiem. Widać to nawet na tym forum. Wiele osób zadręcza się samotnością, a większość z nich ma całe życie przed sobą. Nie każy może zakochać się mając 18 czy 20 lat. Tak jak nie każdy kończy wymarzone studia, nie każdy ma wymarzoną i dobrze płatną pracę. Nie każdy wreszcie może cieszyć się zdrowiem. Dlatego warto cieszyć się tym co jest niż zadręczać tym czego nie ma ![]()
8 2010-05-26 11:42:50 Ostatnio edytowany przez brazowasukienka (2010-05-26 11:43:46)
.Porusz jacy niezwykle post...Trudno zanieść odpowiednie słowa, ponad to, że :
Zbigniew Herbert ? Pan Cogito (Pan Cogito rozmyśla o cierpieniu)
należy zgodzić się
pochylić łagodnie głowę
nie załamywać rąk
posługiwać się cierpieniem w miarę łagodnie
jak protezą
bez fałszywego wstydu....
Z całego serca ,życzę ci wytrwałości!!! Dasz radę!!!
VINNGO tez przechodzisz długa i ciężką drogę...godne podziwu..taka postawa...Dziewczyny chylę głowę przed Wami ....
Dziękuje, Kochani jesteście :*
Witaj Antonino
Wiesz jesteś bardzo mądrą dziewczyną,niesamowitą i dojrzałą.Ja niby często powtarzam sobie "ciesz się życiem" i niby zdaję sobie sprawę z tego że każdego dnia może się wydarzyć coś bardzo złego w moim życiu dlatego należy każdy dzień bardzo pielęgnować ale za cholerę nie potrafię tego robić nie wiem kiedy w końcu nauczę się tego cennego daru jaki Ty otrzymałaś...
12 2010-05-28 22:03:02 Ostatnio edytowany przez natalia171092 (2010-05-28 22:04:38)
Tosiu piszesz bardzo mądrze. Gdyby każdy chory miał takie myślenie to życie byłoby o wiele piękniejsze. Pięknie to wszystko ujęłaś i masz rację. Dlaczego niektórzy ludzie nie korzystają z życia.? :*
Tosiu oby tak dalej i obyś nigdy nie zwątpiła w to, co tu napisałaś.