Rumpelstiltskin napisał/a:Wszystko ładnie, ale ksiądz w szkole może wywierać presję na tych, którzy na religię nie chodzą, albo na te dzieci, które chodzą na religię, sugerując im żeby nie utrzymywały kontaktów z tymi, którzy na religię nie chodzą. Takie przypadki nie są wcale rzadkie. Znam z życia przypadek, kiedy dziecko opowiedzało o takich księżowskich praktykach ojcu. Ten sugerował kilka razy księdzu żeby tego nie robił. Kiedy to nie pomogło oklepał księżulkowi twarz. Księżulek nie wniósł sprawy do sądu choć balkony pod oczami utrzymywały mu się przez kilka tygodni. Widocznie czarni nie chcieli nagłośnienia sprawy bo nie przysłużyłoby się to kosciołowi. Księżulka i tak przenieśli rok później. Oficjalna wersja była taka że ów ksiądz jest zaradny a kilkadziesiąt kilometrów dalej jest parafia, która poupada bo owieczki nie dają się strzyc, mało dają na tacę itd. Prawda była jednak taka że nie dało się już ukrywać romansów księdza z parafiankami.
Takie historie to dla mnie nowe wcielenia legend miejskich, o których każdy słyszał ale nikt nie doświadczył.
To bardzo ciekawe. Wiesz ile dzieci poczętych przez duchownych i parafianki biega po naszym kraju? Mnóstwo.
Katecheci i katechetki często przekraczają swoje kompetencje. Tyle że wypływa na powierzchnię tylko czubek góry lodowej.