Pisze- ponieważ szukam odpowiedzi na moje pytania. Jetem na rozdrożu, sama pośród milionów ludzi. Zapętliłam się w problemach a właściwie jednym. Finanse! Rozwód w Walentynki, maż, jego kochanka, intercyza...chaos...smutek. Następstwem czego były emocjonalne decyzje, czyli spakowałam siebie i dzieci w dwie walizki i uciekłam jak najdalej od miejsca gdzie straciłam poczucie własnej wartości, kobiecość, mieszkanie.......zastanawiałam się czym było 14 lat małżeństwa w służbie mężowi artyście? Pranie, gotowanie, dzieci, spacery....przestałam szybko pełnić role muzy a zaczęłam jako pełnoetatowa służba..... Odszedł...Ona? Oczywiście młodsza, ładniejsza, lepiej wykształcona...taka Pani na poziomie...Mieszkałam kątem u koleżanki i jak patrzyłam na moje śpiące dzieci czułam ,ze dam radę...Były rozbite i nieszczęśliwe a ja lizałam ich rany....?Muszą być bezpieczne?-pomyślałam....ja nie znam tego uczucia...w moim rodzinnym domu był alkohol, przemoc...zło....bałam się już jako dziecko, młoda kobieta, teraz dojrzała...boje się ...to uczucie mi bardzo bliskie.... zaczęłam prace w biurze, nie byłam tam szczęśliwa, ponieważ okazało się ,ze kiepsko sobie radzę z księgowością czego skutkiem było zwolnienie...Uwielbiam malować, rzeźbić rozmawiać z ludźmi.....znalazłam mieszkanie, drogie, bo tańszych nie ma....wzięłam kredyt, potem następny i kolejny, pracowałam wówczas jako ekspedientka...banki tak łatwo przyznawały kredyty...a nikt mi nie odradził....kolejne moje złe decyzje....zaczęły się problemy z opłatami....brak snu, płakanie po nocach....Dzieci były kompletnie nieświadome, były szczęśliwe, miały wszystko to co trzeba do szczęścia....mamę, zawsze gdzieś obok. Mieszkanie, zabawki, i poczucie bezpieczeństwa, za które ja płace słona cenę....One są dla mnie najważniejsze......wpadłam na szalony pomysł ,ze otworzę butik z używaną odzieżą...kredyt.....otwarcie sklepu.....ciężka praca....chwila oddechu i kolejne problemy finansowe i chociaż sklepik prosperuje, stare zobowiązania są i wciągają mnie jak bagno....jestem zadłużona, banki wypowiedziały umowy, windykatorzy, telefony łzy ,strach.....nie mam już sił....na żadną walkę Nie wiem co mam robić by zapewnić godny byt dzieciom i sobie...alimenty niskie bo ex mało zarabia.......Jak znaleźć drogę na której poczuję się spokojnie, bezpiecznie. Jak odnaleźć swoja kobiecość, poczucie wartości, odwagę , marzenia??? Jak zacząć żyć od nowa,kiedy mnie zdaje się ,ze życie się kończy....??? Czasem idę ulicą, patrze na ludzi mając nadzieje ,ze wśród nich spotkam ?Dawce cudów?.zatrzyma mnie ...chwyci za rękę, przytuli i powie, ze to koniec zmartwień , że moje życie właśnie się odmieniło....Bardzo Cie teraz potrzebuje ?Dawco cudów?...
Jesteś w bardzo trudnej sytuacji, ale nie w beznadziejnej. Z bankami, windykatorami i komornikami można się dogadać na takie spłaty na jakie Cię stać. Najważniejsze, żebyś odzyskała wiarę w siebie, w swoją kobiecość i godność. Wiem, że to może być trudne, ale jeśli codziennie będziesz jak mantrę powtarzać :" jestem mądrą, zaradną i piękną kobietą", to sama w to uwierzysz. Dbaj o siebie nawet bardziej niż dawniej. Nie piszesz w jakim wieku masz dzieci i czy mogą np. same zostać w domu. Jeśli tak, to wyjdź sama do koleżanki, do kina, na siłownię itp. Bywaj wśród ludzi. Z umartwiania się nic dobrego Ci nie przyjdzie. I moja rada z własnego doświadczenia: staraj tak sobie organizować czas, abyś nigdzie nie musiała się spieszyć. Wieczny pęd i pośpiech zabijają. Więc dla własnego dobra wrzuć na luz. Pozdrawiam i życzę z całego serca powodzenia.
Witaj!
Czy cud rozwiązałby wszystkie problemy? Może gdyby się zdarzył nie poznałabyś siebie, jak bardzo jesteś dzielna, odważna, samodzielna i na co Cię stać w okolicznościach trudności czy życiowych zawieruch. Sytuacja jest trudna, ale jak bardzo do tego potrzebny będzie ekspert z dziedziny finansów, aby realnie oszacował obecne ryzyko. Myślę, że nie należy zwlekać z poszukaniem takiego, który bez opłat zająłby się Twoim przypadkiem. Osoby takie oferują pomoc w stowarzyszeniach i fundacjach. Mając realne informacje o Twoim stanie ekonomicznym jest szansa, że unikniesz zbędnego niepokoju, który nic dobrego nie wnosi. Tak jak napisała margolcia, z instytucjami można negocjować i są one na to przygotowane. Możesz negocjować niekoniecznie z pracownikiem z pierwszej linii, który z reguły zastrasza, ale z jego przełożonymi. Raz ustalone warunki na najbliższą przyszłość nie będą dawały podstaw do kolejnych nic niewnoszących telefonów windykatorów.
Piszesz o tym jak bardzo starasz się zrekompensować dzieciom rozstanie z mężem. Pomyśl, czy nie dzieje się to zbytnim kosztem kupowania ich miłości i spokoju przedmiotami. Mama, która jest obok jest ważna, ale jednocześnie warto rozmawiać z dziećmi, mówić im o życiu, nawet o tym, że przechodzisz kłopoty i nie wszystkie ich potrzeby możesz zaspokajać. To są tylko czasowe ograniczenia. Twoja miłość, której dowodem jest czas im poświęcony, jakoś tego czasu, gesty są nieocenione i niezastąpione żadną inną zabawką.
Być może poczucie nadziei mogą dać Ci osoby, które przeszły podobny scenariusz życia i wyszły na prostą. Polecam kontakt z Fundacjami i Stowarzyszeniami np. Centrum Praw Kobiet, Stowarzyszenie Pomocy Samotnym Matkom gdzie możesz uzyskać porad, wsparcia psychologów oraz innych specjalistów. Warto abyś Ty sama dała sobie prawo do pomocy, do tego, aby ktoś inny pomógł Ci opatrzyć Twoje osobiste rany. W tym, czego doświadczasz nie warto skazywać się na samotność i izolację, ale szukać ludzi którzy mogą Ci pomóc, szukać istniejących rozwiązań i przetartych już szlaków.
Życzę Ci wszystkiego dobrego!
Pani Aniu bardzo dziękuje za cenne rady ,z pewnością nawiąże kontakt z jakaś fundacją czy stowarzyszeniem....pozdrawiam serdecznie