Metyl napisał/a:Słucham? Co chcesz przez to powiedzieć? Że te afery seksualne pomiędzy księżmi / ministrantami / dziećmi to wymysły?
Antykoncepcja? Wiedza i pojęcie? Niby skąd? Kiedyś co prawda negowali to bardziej ale trochę poszli po rozum do głowy ale nadal o in vitro zdarza im się pieprzyć głupoty, tego się nie da ukryć. Sterować sterują i co z tego? To ma czegoś dowodzić? Mało to jest wielowiekowych cywilizacji?
Kościół niech sobie będzie, ok ale niech nie sieje idiotycznych poglądów choćby w sprawie tych dzieci z in vitro właśnie i niech nie wciska ludziom kitu. Po prostu.
Same afery- różnie. Jednakże narzucanie trendu nagonki na Kościół jest w swoim apogeum, więc dmuchany do granic możliwości balon przybiera rozmiary sterowca, żeby go wszyscy widzieli.
Co do "antykoncepcji, wiedzy, pojęcia"- jeśli piszesz to co piszesz, to albo dla żartów, albo nie wiem ;D. Oni mają po prostu taką retorykę. Myślisz, że Kościół jako organizacja to jest wiejski proboszcz, który głosi, że trzeba rzucać na tackę, prymas, który w ważniejszych okolicznościach klepnie coś o pojednaniu narodu i papież, który siedząc sobie w Pałacu Apostolskim wymyśla kolejną przemowę o pokoju na świecie? Naprawdę myślisz, że na czymś takim opiera się ten system? To tak, jakby posądzać naszą młodą demokrację, że rzeczywiście opiera się ona na tych pachołkach z Sejmu i Senatu 
Wielowiekowe cywilizację- tak, są. Ale zauważ, że tak jak wspominałem na początku- żadna z nich nie jest bezreligijna. U nas chrześcijaństwo jest filarem (jednym z trzech, obok rzymskiego prawa i filozofii greckiej, a konkretniej jej stosunku do prawdy) całej cywilizacji zachodu. Filarem, który jest obecnie rozbijany kilofami, łomami i młotami pneumatycznymi ludzi, którzy na nim stoją (no, z drobną pomocą naturalnych wrogów jakimi są niewątpliwie panowie z pejsem i jarmułką). Fajnie, nie? Rewolucja kulturowa jest, niezależnie od gadania jakichś pomyleńców oraz ludzi, którzy dobrze wiedzą o co chodzi, a ich gadanie, czy też stręczenie poglądów tym pomyleńcom jak również nam to świadoma i celowa zagrywka.
Wspominałem już, że nie jestem w stanie szczerze powiedzieć, że wierzę, bądź nie wierzę (wierzę, że "ten, tam gdzieś na górze" nie istnieje). Bo po czym poznać, że ktoś naprawdę w coś wierzy?- Po tym, że jest za wiarę w słuszność tej sprawy gotów oddać życie. Ja- przyznaję szczerze i "bez bicia"- na tą chwilę nie wiem, co bym zrobił stojąc przed takim wyborem. A zgadnij, gdzie taką wiarę mają. (Podpowiadam- w historii Kościoła było parę przypadków, ale nie o niego mi teraz chodzi
).
W czasie dorastania coraz mniej przestawało mnie interesować gdybanie. Obecnie nie chcę rozmyślać, co by było gdyby nie było "wschodu", bo nic to nie zmieni. Wschód jest i tylko czeka, aż kłosy do cna wyschną, aby rozpocząć żniwo, w międzyczasie posyłając szkodniki coby trochę korzeni od spodu poobgryzały. A co potem? Bastardyzacja?