Od zawsze nurtuje mnie pytanie: "Czy ludzie tak naprawdę wierzą w Boga?". Przez swój okres życia obserwowałam ludzi nadgorliwie wierzących ale tym samym nie rozumiejących swojej własnej religii.Masa osób biega co niedzielę do kościoła, daje 50 zł na tace modlą się jakby dostawali za to pieniądze ale czy naprawdę rozumieją o co w tym chodzi?Mam swój przykład,który potwierdzi, że większość ludzi zwyczajnie nie wie po co to właściwie robi.Owym przykładem jest moja własna mama
Co niedziele można ją spotkać w kościele, na świętach czy innych uroczystościach ale nawet nie przestrzega naszych głównych przykazań. Zmusza mnie do chodzenia do kościoła, traktuje to jak coś oczywistego nie daje wyboru od tego rodzą się kłótnie, a przecież owa wiara powinna dawać siłę i powinna pomagać nam w dalszym życiu.Dlaczego np. w kościołach można spotkać najwięcej tzw. "mocherów" ? Są to same starsze osoby. Moim zdaniem ich wielka wiara to jedynie strach przed śmiercią. Chcąc się z nią pogodzić odwiedzają kościół i przez modlitwę chcą "wykupić" miejsce w raju. Dobrze, nikt im tego nie zabrania ale dlaczego ktoś kto dokonuje świadomego wyboru, że nie chce iść taką drogą zostaje szykanowany i nazywany satanistą etc. Ja wiele razy usłyszałam od własnej mamy, że jestem satanistką lub jestem opętana, bo nie chciałam iść do kościoła. A ja zwyczajnie nie chce uczestniczyć w czymś co nie jest dla mnie prawdziwe. Owszem, wierzę w Boga, ale nie wierzę w instytucję kościoła. Wierzę w prawdziwe dobro ludzkie, które widać a nie w takie które jest zapisane w naszych głowach poprzez słowa przykazań, których i tak nie spełniamy.Czy człowiek, który jest skąpy i nie tolerancyjny ale chodzi do kościoła jest lepszym człowiekiem od kogoś kto rzeczywiście pomaga jest dobry i uczciwy ale woli nie wystawiać swojej wiary na pokaz w kościelnym przedstawieniu? Nie każdy taki jest wiem to ale uważam mimo wszystko, że nie każdy wierzy sam z siebie. Religia to zwykła tradycja, coś co nam wbijają do głowy od najmłodszych lat a jeśli w którymś momencie życia zechcemy to zmienić przestajemy być akceptowani...
A jakie jest wasze zdanie na ten temat?
Ja do kościoła nie chodzę i jak dla mnie nie ma chyba żadnej religii do końca prawdziwej, bo w każdej jest coś prawda i coś kłamstwem, wymysłem ludzi. I nie należę tak naprawdę do żadnej religii, wiary. Znam mnóstwo osób, które chodzą do kościoła uważają się za wierzących i perfekcyjnych a wystarczy że z kościoła wyjdą i popełniają podstawowe grzechy z przykazań. Nawet w kościele zamiast modlić się patrzą kto przyszedł i z kim.... A kiedy pytałam o cokolwiek podstawowe informacje na temat wiary to nie potrafili odpowiedzieć. A większość jest bo jest wierzących i koniec. A to dlatego że zostawi wychowani w wierzę i są tak jakby przyzwyczajeni już
Masz generalnie racje, sam wychowalem sie w rodzinie umiarkowanej religijnie a z wiekiem rodzice na szczescie nie dewocieja ale widza ile zaklamania jest w kosciele bo czym czesto mówimy przy niedzielnym obiedzie, ostatnio jak byla mowa o Jp2 tez nie kryli watpliwosci co do jego swietosci. To co mnie zdziwilo to ich pretensje do ludzi ze go nie sluchalo a nie wiedza ze i tak maksymalna moralnosc swiata nie zmieni ziemi w raj..
Tradycja w polaczeniu z zalatwieniem sobie tego co niby po smierci, dziwi bezrefleksyjne podejście do sprawy choc to dowolna sekta moglaby miec racje a nie moloch ktory przetrwal tylko dzieki wsparciu władzy, ucisku, pieniadza
Rownie dobrze ezoterycy mogliby byc blisko prawdy o tym jak jest po zyciu i w jaki sposob tam istniec broniac sie przed wplywem "zlych mocy". Jako ze kazdy ma inne zdanie to dlatego ze nic nie wiedza i bawia sie w hokus pokus jak dawni szamani ktorzy zaciemniali tym srodki jakie podaja by ktos nie zabral im dobrego fachu oraz statusu w wiosce
Z niewiedzy i strachu rodza sie rozne idee ale nie mozna dac sie zwariowac, nie my powolalismy siebie do zycia i nie nas ciazy danie dowodu na nasze domysly i odwieczne pytania, skoro religie ich nie maja sa falszywe.
Dodatkowo tez czesto bywa tak, ze ludzie wierzą kazdy w swojego wlasnego Boga, tak jak mu wygodnie
, ktory niewiele ma wspolnego z tym, o ktorym naucza religia. Z niewiedzy, z myslenia zyczeniowego, z braku refleksji - ta nauka jest wypaczana.
Malo jest ludzi, ktorzy prawdziwie i swiadomie zyja wg tych nauk, - wielu wolaloby traktowac boga jako maszynke do spelniania zyczen, albo odpuszczania grzechow. Do tego obietnica zycia po smierci i wszyscy zadowoleni.
Ja nauczyłem się jednego. Nie wolno patrzeć na innych. Każdy ma swoje sumienie. Chodzenie do kościoła to prawo. Każdy ma prawo pójść dla siebie. Kompletnie mnie nie interesuje czemu ktoś tam chodzi. Msza jest dla mnie, dla mnie Bóg się objawia podczas mszy. Ktoś kto nie chodzi do kościoła wg mnie, nie może powiedzieć: kocham Boga. Jak kochasz, skoro nic dla niego nie robisz? Samo kochanie w serduszku to za mało.
Wg mnie człowiek jest dobry jeśli postępuje zgodnie z własnym sumieniem nie krzywdząc przy tym innych.
Wg mnie człowiek jest dobry jeśli postępuje zgodnie z własnym sumieniem nie krzywdząc przy tym innych.
Jak ktoś tak mówi przypomina się rozmowa Jezusa, który zagadnięty nauczycielu dobry, odpowiada: dlaczego nazywasz mnie dobrym? czy nie wiesz, że dobry jest jedynie Bóg?
A człowiek został stworzony na jego podobieństwo ![]()
Ja nauczyłem się jednego. Nie wolno patrzeć na innych. Każdy ma swoje sumienie. Chodzenie do kościoła to prawo. Każdy ma prawo pójść dla siebie. .
z tym się zgadzam w 100% ale granica zostaje przekroczona kiedy religia jest nam narzucana w domach, szkołach itp "bo tak trzeba" . Każdy ma prawo wyznawać to co chce a nie to czego wymagają inni.
adamajkis napisał/a:Ja nauczyłem się jednego. Nie wolno patrzeć na innych. Każdy ma swoje sumienie. Chodzenie do kościoła to prawo. Każdy ma prawo pójść dla siebie. .
z tym się zgadzam w 100% ale granica zostaje przekroczona kiedy religia jest nam narzucana w domach, szkołach itp "bo tak trzeba" . Każdy ma prawo wyznawać to co chce a nie to czego wymagają inni.
To zależy. Nie możesz rodzicowi zabrać prawa wychowania w wierze, lub nie. Ale gdy jesteś pełnoletnia rodzic, nie powinien już do niczego przymuszać. Jeżeli chodzi o szkoły miej pretensje do ustawodawców. Siły polityczne decydują o prawie w tym kraju.
11 2014-04-27 19:26:32 Ostatnio edytowany przez peeter (2014-04-27 19:27:28)
Taaak prawo na religijne zamowienie tez mi madre wytlumaczenie ![]()
Do tej tradycji ludzie przywykli i tylko z nia zerwac a okaze sie ile faktycznie chce byc w kosciele bo wierzyc to sprawa kolejna i niemierzalna - patrzac po tym jacy ludzie sa niegodziwi w zyciu to niewielu jest ich u nas.
Wiekszosc to ci co dla poczucia wyzszosci pojawiaja sie na mszy i by rodzice nie ochrzaniali.
Potem taka wiara zostaje juz przyklejona do kogos ale o moralnosci nie swiadczy, nie wiem jak by jej szukal w kims i sluchal opinii "oo panie tyn to co niedziele chodzi na 12ta, to swinty czlek"..
Cała ta dyskusja, jak 99% podobnych, jest już z góry przesiąknięta wtłoczonym za młodu światopoglądem. Już samo pytanie "czy ludzie tak na prawdę wierzą w Boga", zakłada, że mówimy o najwyższej istocie wedle religii chrześcijańskiej, bo to o niej pisze się "Bóg" z dużej litery. Użycie słowa "ludzie" sugeruje, że ta doktryna religijna jest powszechna dla wszystkich bez wyjątku ludzi. Z góry z resztą pytanie to zakłada monoteizm, w dodatku z najwyższym bóstwem płci męskiej.
Określenie "jestem wierzący" oznacza tylko i jedynie utożsamianie się z grupą ludzi, mówiących o sobie to samo. Porównywalne do hasła "jestem za Legią".
Z resztą pisać można by długo. Tylko sensu nie widzę. To są dyskusje, które można prowadzić jedynie z osobą, która przeanalizowała dokładnie cały mechanizm religijnej indoktrynacji wpajanej od niemowlęctwa i potrafiła skonfrontować go z tym, co siedzi w jego umyśle, a następnie dokładnie myślenie oczyścić z tych wpojonych naleciałości.
Zapewne dla większości osób to co napisałem, brzmi jak bełkot oszołoma. Właśnie o to się rozchodzi ![]()
Gdyby jednak znalazła się osoba, która to rozumie, to chętnie nawiążę kontakt.
To są dyskusje, które można prowadzić jedynie z osobą, która przeanalizowała dokładnie cały mechanizm religijnej indoktrynacji wpajanej od niemowlęctwa i potrafiła skonfrontować go z tym, co siedzi w jego umyśle, a następnie dokładnie myślenie oczyścić z tych wpojonych naleciałości.
Koleżanka jest w połowie drogi. Zapewne siebie zalicza do grupy tych wyzwolonych i nie przesiąkniętych indoktrynacją. A niestety rzecz dotyczy wszystkich. Przecież każdy z nas ma swoje poglądy, które w ogromnej mierze przyjął na wiarę.
Dopiero takie podejście prowadzi do ogarnięcia całości problemu. Sztuczne wprowadzenie podziału na wierzących i niewierzących utrudnia zrozumienie całości zagadnienia. Z resztą samo przyjęcie takowego założenia juz jest oznaka ulegania indoktrynacji, której pełno w TV, internecie i innych mediach.
14 2014-05-05 09:58:30 Ostatnio edytowany przez samotny32 (2014-05-05 10:05:05)
Jak można marnować niedzielny czas na coś co nie istnieje , żałosne. Co to za Bóg który potrzebuje ludzkiej miłości i adoracji ? Słabszy ode mnie.
"Nie mogę uwierzyć w boga, który chce być chwalony cały czas." - F.Nietzsche
antykobieta napisał/a:To są dyskusje, które można prowadzić jedynie z osobą, która przeanalizowała dokładnie cały mechanizm religijnej indoktrynacji wpajanej od niemowlęctwa i potrafiła skonfrontować go z tym, co siedzi w jego umyśle, a następnie dokładnie myślenie oczyścić z tych wpojonych naleciałości.
Koleżanka jest w połowie drogi. Zapewne siebie zalicza do grupy tych wyzwolonych i nie przesiąkniętych indoktrynacją. A niestety rzecz dotyczy wszystkich. Przecież każdy z nas ma swoje poglądy, które w ogromnej mierze przyjął na wiarę.
Dopiero takie podejście prowadzi do ogarnięcia całości problemu. Sztuczne wprowadzenie podziału na wierzących i niewierzących utrudnia zrozumienie całości zagadnienia. Z resztą samo przyjęcie takowego założenia juz jest oznaka ulegania indoktrynacji, której pełno w TV, internecie i innych mediach.
Przede wszystkim nie "koleżanka", czyż w profilu nie mam zaznaczone "net-facet"?
Przesiąknięci indoktrynacją są wszyscy i to nie tylko na poziomie religii, ale wielu innych idei i postaw. To nawet nie jest kwestia, że je przyjął "na wiarę", ale to, że je przyjął jako coś oczywistego, nie zastanawiając się nawet, że mogłoby być inaczej. Mówimy jednakże o wierze RELIGIJNEJ, a więc przekonaniu o istnieniu jakiegoś bóstwa, nie zaś wierze w słuszność idei, w prawdomówność sprzedawcy, czy w prawdziwość twierdzenia fizycznego.
Jeśli chodzi o wiarę religijną - byłem tak samo ja większość tutejszych osób poddanych indoktrynacji katolickiej, jednak lektura licznych książek historycznych, etnograficznych i religioznawczych, a więc podających suche fakty, pozwoliła mi zweryfikować ten błąd. Widzisz, np. w jakimś tam wątku z tego działu oburzasz się, czy raczej irytujesz, gdy ktoś podał przykład inkwizycyjnych stosów, że to wyświechtane przykłady. Widzisz, to jest wg. mnie najstraszniejsze. Póki ktoś żyje hebrajskimi, dobrotliwymi legendami o miłości, szczęśliwości i cudownych obietnicach, to fajniusio. W momencie jednak, gdy konfrontuje się z realiami - ogromnymi zbrodniami, zakłamaniem i hipokryzją, musi podjąć decyzję. Albo więc ma odwagę przyznać, że dał się omamić i odcina się od tego, przekreślając pewną część swojego dotychczasowego życia. Albo nie odcina się jednak, wprost przeciwnie, zaczyna usprawiedliwiać te zbrodnie, umniejszać je, lub w ogóle bagatelizować, aby wreszcie tych, którzy dążą do prawdy uważać za agresorów. Nie ma dla mnie znaczenia, czy zbrodnia miała miejsce 1000, 100 lat temu, czy wczoraj. Bo jeśli by tak było, to za ile lat będziemy upoważnieni, by zrównać z ziemią obóz w Auschwitz i zamieść te wydarzenia pod dywan historii, irytując się, że to wyświechtany temat? W temacie zbrodni nie ma wyświechtanych tematów, są co najwyżej niewygodne tematy. Postawa uciekania od tego to dziecinne zasłanianie uszu na to, czego się słyszeć nie chce. Rzadko oglądam TV, jednak kilka miesięcy temu miałem okazję włączyć i natrafić na pewną dyskusję. Brała w niej udział jakaś prawicowa posłanka i pewien ateista, który ostatnio dość często pojawia się w mediach. Posłanka zadała mu szereg bardzo agresywnych pytań, jej głos był pełen jadu i nienawiści, że jak on śmie atakować kościół. Ów ateista wysłuchał spokojnie całą, bardzo długa wypowiedź i gdy przyszła na niego kolej, zaczął odpowiadać na jej pytania/zarzuty. Nie zdążył powiedzieć do końca nawet jednego zdania, a posłanka weszła mu w słowo przekrzykując go tak, że nie był w stanie nic powiedzieć. W końcu dał za wygraną i powiedział z uśmiechem, że w takim razie on już nie ma nic do powiedzenia. Prowadząca zwróciła uwagę posłance, że nie dała mu dojść do słowa, na co ona z rozbrajającą szczerością odrzekła, że ona specjalnie go zagłuszała, bo obrażał kościół katolicki. To był podręcznikowy przykład poziomu dyskusji i świadomości religijnej i historycznej w Polsce. Zakrzyczenie rozmówcy niczym rozhisteryzowany bachor.
Wracając jednak do sedna wątku - zapewne zrobisz wszystko, żeby twoje dziecko od małości nasiąknęło katolicyzmem i żeby przypadkiem nie pomyślało nawet o innej drodze. Zrobisz wszystko, że by na dodatek było przekonane o słuszności swojego "wyboru", aby podzielało te same poglądy, co ty. Czyli zrobisz dokładnie to samo, co twoi rodzice.
16 2014-05-05 12:12:26 Ostatnio edytowany przez kanawkin (2014-05-05 13:51:54)
Przesiąknięci indoktrynacją są wszyscy i to nie tylko na poziomie religii, ale wielu innych idei i postaw. To nawet nie jest kwestia, że je przyjął "na wiarę", ale to, że je przyjął jako coś oczywistego, nie zastanawiając się nawet, że mogłoby być inaczej. Mówimy jednakże o wierze RELIGIJNEJ, a więc przekonaniu o istnieniu jakiegoś bóstwa, nie zaś wierze w słuszność idei, w prawdomówność sprzedawcy, czy w prawdziwość twierdzenia fizycznego.
Ależ ty mieszasz i mamisz. Zanim zaczniesz epatować swoimi lekturami, naucz się podstaw rozróżniania pojęć. Bóstwa to byli Zeus czy Posejdon. Wiara w Boga jest wiarą w Ideę, w prawdziwość Słowa Bożego. Twierdzenie o Bogu (o Prawdzie) jest z jednej strony, tak jak Prawda, pojeciem pierwotnym, niedefiniowalnym - aksjomatem. Ale Bóg jest też realny, namacalny. Naprościej można to wytłumaczyć przez Wiarę dziecka, która jest najprostsza, nieskażona. Pewne dziecko na pytanie dlaczego Pan Jezus się narodził odpowiedziało: żeby ludzie zobaczyli Oblicze Boga. Nie mam nic do dodania.
Druga sprawa: mieszasz Inkwizycję z obozami koncentracyjnymi a jedno zaprzecza drugiemu. Inkwizycja była po to, żeby walczyć ze złym słowem, powstrzymywać je w zarodku a idee komunzmu i hitleryzmu są efektami demokracji czyli odwrotnej do Inkwizycji idei, że każdy może mówić co chce bez ryzyka spalenia na stosie.
17 2014-05-05 12:20:18 Ostatnio edytowany przez adamajkis (2014-05-05 12:23:34)
Wracając jednak do sedna wątku - zapewne zrobisz wszystko, żeby twoje dziecko od małości nasiąknęło katolicyzmem i żeby przypadkiem nie pomyślało nawet o innej drodze. Zrobisz wszystko, że by na dodatek było przekonane o słuszności swojego "wyboru", aby podzielało te same poglądy, co ty. Czyli zrobisz dokładnie to samo, co twoi rodzice.
Szkoda mi Ciebie. Ale co zrobic Ty z tych widzących tylko zło u innych. Taka postawa zdaje się nazywać sieroctwem pokatolickim.
A przepraszam za nazwanie kobietą, wrodzona ślepota.
Powodzonka ![]()
"Nie mogę uwierzyć w boga, który chce być chwalony cały czas." - F.Nietzsche
Odnośnie religii ciekawy autor do cytatu. ![]()
Autorko- dziś mogę powiedzieć,że są ludzie,którzy naprawdę wierzą.Zaskakuje mnie czasem,że są to ludzie naprawdę z wielką wiedza,niezwykłą mądrością,tacy,którzy swoją niepodważalną pozycję w danej dziedzinie życia zawdzięczają wyłącznie własnej pracy.
I oni wierzą,gdy nie są obserwowani modlą się z całym oddaniem...
No cóż zagadka,która mnie do wiary jednak nie skłania.
Zostałam wychowana w judaizmie- takim mądrym,gdzie można było wątpić i pytać.I ja wątpiłam i pytałam. Nie zawsze odpowiedzi na moje pytania były dla mnie zrozumiałe,nie zawsze wiarygodne.
Mój ojciec i jego rodzina skłaniali się ku judaizmowi humanistycznemu, traktowanym jako nieuznawana sekta,która gromadzi wszystkich Żydów- niezależnie od ich wyznania. Nie było u nas parcia na wypełnianie trzynastu zasad wiary czy tam innych micwot.
Człowiek judaizmu miał być otwarty,tolerancyjny i mądry.
Wydaje mi się,że takie zasady wyznają członkowie wszelakich religii. I to dobro warto z religii ( nie istotne jakiej) czerpać.
antykobieta napisał/a:Wracając jednak do sedna wątku - zapewne zrobisz wszystko, żeby twoje dziecko od małości nasiąknęło katolicyzmem i żeby przypadkiem nie pomyślało nawet o innej drodze. Zrobisz wszystko, że by na dodatek było przekonane o słuszności swojego "wyboru", aby podzielało te same poglądy, co ty. Czyli zrobisz dokładnie to samo, co twoi rodzice.
Szkoda mi Ciebie. Ale co zrobic Ty z tych widzących tylko zło u innych. Taka postawa zdaje się nazywać sieroctwem pokatolickim.
A przepraszam za nazwanie kobietą, wrodzona ślepota.![]()
Powodzonkasamotny32 napisał/a:"Nie mogę uwierzyć w boga, który chce być chwalony cały czas." - F.Nietzsche
Odnośnie religii ciekawy autor do cytatu.
Lubię Nietzschego , uważam podobnie jak on. Człowiek silny nie potrzebuje Boga w swoim życiu. Słabi stworzyli go ponieważ potrzebują niewidzialnego opiekuna.
Można spotkać bardzo dużo różnych teorii na temat tego jak i dlaczego wymyślono Boga. Nawet na tym forum.
21 2014-05-07 18:05:56 Ostatnio edytowany przez mysterious_chocolate (2014-05-07 18:06:41)
samotny32 - to nie Bóg potrzebuje nas, to by potrzebujemy Jego
Bóg nie chce byśmy stawiali Mu posągi, ołtarze, czy bili przed Nim czołem, to nie o to w tym wszystkim chodzi ![]()
Ja nauczyłem się jednego. Nie wolno patrzeć na innych. Każdy ma swoje sumienie. Chodzenie do kościoła to prawo. Każdy ma prawo pójść dla siebie. Kompletnie mnie nie interesuje czemu ktoś tam chodzi. Msza jest dla mnie, dla mnie Bóg się objawia podczas mszy. Ktoś kto nie chodzi do kościoła wg mnie, nie może powiedzieć: kocham Boga. Jak kochasz, skoro nic dla niego nie robisz? Samo kochanie w serduszku to za mało.
Masz absolutnie racje. Póki ludzie obok nas nie robią nic złego (ale nie w sensie opieki nad swoim wyznaniem, ale świadomego krzywdzenia innych) nic mnie to nie obchodzi
Bóstwa to byli Zeus czy Posejdon. Wiara w Boga jest wiarą w Ideę, w prawdziwość Słowa Bożego. Twierdzenie o Bogu (o Prawdzie) jest z jednej strony, tak jak Prawda, pojeciem pierwotnym, niedefiniowalnym - aksjomatem. Ale Bóg jest też realny, namacalny. Naprościej można to wytłumaczyć przez Wiarę dziecka, która jest najprostsza, nieskażona. Pewne dziecko na pytanie dlaczego Pan Jezus się narodził odpowiedziało: żeby ludzie zobaczyli Oblicze Boga. Nie mam nic do dodania.
Druga sprawa: mieszasz Inkwizycję z obozami koncentracyjnymi a jedno zaprzecza drugiemu. Inkwizycja była po to, żeby walczyć ze złym słowem, powstrzymywać je w zarodku a idee komunzmu i hitleryzmu są efektami demokracji czyli odwrotnej do Inkwizycji idei, że każdy może mówić co chce bez ryzyka spalenia na stosie.
Bóstwo, to bóstwo. Istota ponadludzka. Wiara dziecka - haha. Dziecko powtarza to, co się mu wpoi. Większość z tego nawet nie wyrasta.
A jeśli chodzi o idde - czyż Kościół katolicki nie powołuje się na nauki Chrystusa? Stawia mu przeróżne figury mające o nim przypominać. A czyż to nie ten właśnie Chrystus głosił, aby się wyrzec dóbr doczesnych, poświęcić dla innych, nadstawiać drugi policzek? Nie spotkałem ani jednej osoby mieniącej się "wierzącym katolikiem", która by tak czyniła. To w co ci katolicy "wierzą"? Gdyby wierzyli w istnienie Chrystusa, to skupili by się na tym, co głosił. Mam takiego kolegę jest w bardzo trudnej sytuacji materialnej - oboje z żoną nie mają pracy, maleńkie dziecko. Dam ci na nich namiar - podziel się z nimi swoim majątkiem - wszak to nakazywał Chrystus. Oczywiście żaden "wierzący katolik" tego nie zrobi, powie, że nie zdurniał do reszty. Wysłucha tych przypowieści chrystusowych z atencją, ale będą one dla niego jedynie wzruszającą legendą i nie potraktuje tych słów jako wytycznych postępowania. Ponieważ stwierdzenie "jestem osobą wierzącą" oznacza dla katolika jedynie deklarację przynależności do pewnej grupy oraz zewnętrznego wyrażania form kultu.
Mało obchodzą mnie motywy zbrodni, bestialstwo, to bestialstwo.
Najbardziej przerażające w religii katolickiej jest to, że wg niej Bóg jest sam w sobie dobrem. A więc w myśl tego, każdy, kto go nie czci jest zły. A niechby pomagał ludziom, był uczciwy, praworządny - nie uznaje żadnych bóstw, albo co gorsza - czci inne - jest zły. A skoro jest zły, to trzeba go zwalczać. Można go zwalczać stosując przemoc, zdradę, kłamstwo - wszystkie chwyty dozwolone, bo to przecież walka ze złem. To jest największa patologia tej religii.
A zbrodnia, to zbrodnia. Nie ma usprawiedliwienia. W myśl nauk Chrystusa walka ze złym słowem powinna odbywać się dobrym słowem, a nie zbrodnią. Nie przyjmuję żadnych tłumaczeń - albo popierasz (głośno lub po cichu) zbrodnie, albo je odrzucasz wraz z tym, kto jest lub był ich sprawcą.
Najbardziej przerażające w religii katolickiej jest to, że wg niej Bóg jest sam w sobie dobrem. A więc w myśl tego, każdy, kto go nie czci jest zły. A niechby pomagał ludziom, był uczciwy, praworządny - nie uznaje żadnych bóstw, albo co gorsza - czci inne - jest zły. A skoro jest zły, to trzeba go zwalczać. Można go zwalczać stosując przemoc, zdradę, kłamstwo - wszystkie chwyty dozwolone, bo to przecież walka ze złem. To jest największa patologia tej religii.
Kto Ci takich za przeproszeniem głupot naopowiadał?
Czy aby nie pomyliły Ci się religie?
Naopowiadał??? Haha! Ja to na własnej skórze miałem nieraz okazję odczuć. Włos by ci się na głowie zjeżył.
Zaraz mi pewnie powiesz, że różni są ludzie itd. Tak, ale jeśli nie postępują zgodnie ze nakazami swojej religii,to powinni być bez pardony z niej wykluczeni. Katolicy szczycą się swoimi mądrościami zapisanymi na papierze, ale jeszcze takiego nie spotkałem, który by je faktycznie wypełniał.