KSIĄŻKA! - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 5 ]

1

Temat: KSIĄŻKA!

Słyszeliście już o tej książce? Według mnie jest wprost...niesamowita, wręcz genialna! Ja sam czytałem ją zarówno w wersji książkowej, jak i słuchałem w formie audiobooka i muszę przyznać że jedna i druga forma są dobre, szczególnie gdy nie można oderwać się od tej niesamowitej książki. Marcin Ciszewski jest niesamowitym pisarzem, co udowodnił już wielokrotnie (inne jego książki to "www.1944.waw.pl", "Major", "Mróz" czy "www2012.pl"), ja jednak chciałbym się skupić na tej jednej pozycji - WWW1939.COM.PL. Książka ta jest obecnie dość trudno dostępna (istnieje możliwość wysłuchania jej w formie audiobooka, ale...za to trzeba niestety płacić). Ja dziś, teraz (dysponując tą pozycją), postanowiłem (i mam nadzieję że nie obrazicie się na mnie, ani że nie złamię żadnego "prawa autorskiego"), w kolejnych częściach Wam ją tu przedstawić.

Wierzcie mi, nie robiłbym tego (też cenię swój czas), gdyby nie fakt iż to naprawdę bardzo ciekawa i cholernie wciągająca książka.

A o co w niej w ogóle chodzi. Otóż bowiem we współczesnych nam czasach, we współczesnym świecie, w roku 2007, szykujący się do kolejnej misji w Iraku, oddział Wojska Polskiego, w niesamowity sposób przenosi się do...1939r., w sam środek niemieckiej agresji na Polskę. Ale co ja będę strzępił język, Sami posłuchajcie :

https://www.youtube.com/watch?v=FMrVIRFh4Ic

Jeśli pozwolicie w kolejnym poście rozpocznę opis książki Ciszewskiego (a wierzcie mi - ta pozycja warta jest bez wątpienia nawet i Waszego cennego czasu big_smile wink)

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: KSIĄŻKA!

"Upływają dekady, zmieniają się pokolenia i ustroje, a jednak istnieje zachowany w naszej pamięci Polski Wrzesień i AK-owska legenda..."

Cezary Chlebowski


https://www.youtube.com/watch?v=BqIS-kjiLPs



II BRYGADA

1.

POLSKA 2007


- Panie majorze - dobiegł mnie głos jak z zaświatów. - Panie majorze, chyba lecą.

Był straszny upał, który otulał mnie jak watą cukrową. Zapadłem się w nim tak głęboko, że minęła dobra chwila, nim się ocknąłem ze starych wspomnień i zerknąłem w stronę, z której dochodził głos.

Kapral nadterminowy Józef Galaś stał oddalony o dwa metry i mówił coś, pokazując punkt za moimi plecami. Na Brzydko-Przystojnej, szabrawej gębie miał jak zawsze wymalowany ironiczny uśmieszek. Dopasowałem ruch ust do dźwięków i usłyszałem:

? Melduję posłusznie, że lecą te jankeskie patałachy. ? Galaś żuł gumę i mrugał do mnie całkowicie nieregulaminowo. ? I nawet nic im nie nawaliło ani nie zestrzelił ich afgański scud, i chłopcy od Osamy też im nie dali rady. Widzi pan major? A spóźnili się tylko cztery godziny.

Spojrzałem na niego krzywo. Kevlarowy hełm pokryty maskującą tkaniną, polowy mundur, amerykańska kamizelka kuloodporna, karabinek automatyczny beryl, pas z zapasowymi magazynkami i granatami ? kapral wystrojony był jak na wojnę. Stojący za nim żołnierze ? trzecia drużyna z piątej kompanii ? także. A powagi dodawały dwa opancerzone samochody rozpoznawcze BRDM-2 z groźnie sterczącymi lufami wukaemu 14,5 milimetra i sprzężonym z nim kaemem 7,62 milimetra. Ja również dźwigałem sporo sprzętu i uzbrojenia ? byliśmy przygotowani, jakby co.

? Scudy nie służą do zestrzeliwania samolotów, kapralu, nie wiecie o tym? ? przygadałem dobrodusznie. ? Wątpicie w punktualność najważniejszego sojusznika? Kapitan Sanchez dałby wam popalić, gdyby usłyszał takie opinie o nim i jego ludziach.

? Sanchez? ? Mój elokwentny rozmówca skrzywił się z niesmakiem. ? Już swoich nie mają? Muszą Meksykańców brać?
? Kapitan Sanchez jest Amerykaninem ? powiedziałem autorytatywnie. ? Nie martwcie się, kapralu.

Rozkaz dowództwa rzucił nas na lotnisko grubo przed siódmą rano. O ósmej dostaliśmy z wieży meldunek, że samolot, na który czekamy, nieco się opóźni. (?Nieco? było właśnie tym sformułowaniem, którego użyły typki z kontroli lotów). Teraz dochodziła jedenasta i jakoś miałem wrażenie, że dźwięk, który usłyszał Galaś, to raczej senne brzęczenie much niż oczekiwana przesyłka. Stąd leniwe pogaduszki, bo naprawdę nie mieliśmy nic do roboty na tym martwym, betonowym placu.

Swoją drogą to skandal trzymać ludzi przez tyle godzin na palącym słońcu. Zwłaszcza jeżeli nieszczęśnikiem, którego rozkaz dowództwa rzucił w ten piekielny upał, byłem przede wszystkim ja: Jerzy Grobicki, major Wojska Polskiego. Lat 36. Oddelegowany przez dowództwo brygady do przeprowadzenia Bardzo Ważnej Misji Służbowej, Która Polegała Na Sterczeniu Na Cholernym Lotnisku Nie Wiadomo Jak Długo.

Kevlarowy hełm, który tkwił na mojej głowie, ma wiele zalet: jest dość lekki, ogromnie odporny na uszkodzenia mechaniczne i dobrze leży na głowie. Ale ma też i wadę: nie został zaprojektowany jako słomkowy kapelusz. Po trzech godzinach prażenia się w temperaturze niewiele mniejszej od tej na równiku, rozgrzał się i zaczął służyć jako dodatkowe, tanie i wydajne źródło energii. Założę się, że gdybym go wstawił w tej chwili do zimowego domu w górach, przez parę godzin byłoby całkiem ciepło.

Nieoceniony kapral, Sokole Oko i Sherlock Holmes w jednej osobie, miał jednak, zdaje się, rację: sojusznicy rzeczywiście lecieli. Na horyzoncie pojawiła się maleńka kropeczka, która, mrucząc energicznie, dość szybko się powiększyła, by w końcu przyjąć gigantyczne rozmiary transportowca C-5 Galaxy. W tkwiącej w moim uchu słuchawce, która była zakończeniem przytroczonego do pasa supernowoczesnego cyfrowego systemu łączności, zatrzeszczało jak w antycznej łącznicy polowej, po czym wśród buczenia i trzasków usłyszałem słaby głosik:

? Orzeł 1, tu wieża, przesyłka podchodzi do lądowania.
Nareszcie się zorientowali. Pewnie myśliwiec rozbijający się o tę cholerną wieżę byłby zaraportowany jako ?potencjalna możliwość drobnej awarii?.

W każdym razie transportowiec rzeczywiście zbierał się do lądowania. Pilot ostrożnie okrążył lotnisko  i starannie ustawiając się pod wiatr, usiadł monstrualną maszyną na lekko wklęsłym i przykrótkim runwayu lotniska.

Amerykanin znał się na rzeczy. Samolot wyhamował i zatrzymał się niemal na wprost mojego oddziałku. Silniki zwolniły bieg, hałas przeszedł w rejony akceptowalne dla ucha. Z lekkim zgrzytem zaczęła opadać rampa ładunkowa ? nie zdążyła nawet wykonać do końca swego krótkiego biegu w dół, gdy na jej szczycie pojawiła się grupka ludzi i zaczęła niespiesznie opuszczać samolot.

Kiedy w końcu rampa bezpiecznie zakotwiczyła na betonie lotniska i grupa piechurów znalazła się poza maszyną, z wnętrza doleciał dźwięk odpalanego wielkiego diesla i potężna, ośmioosiowa ciężarówka zjechała na beton.

Dowództwo nie raczyło poinformować mnie o zawartości przesyłki, więc zaskoczenie było adekwatne do niewiedzy. W życiu nie widziałem takiego samochodu. Bardzo szeroki, z maleńką szoferką i umieszczonym na naczepie gigantycznym kontenerem. Na dachu kontenera leżała na płask wielka antena ? o ile to była antena ? zajmująca całą szerokość i sporą część długości pojazdu. Oliwkowa farba nie odbijała promieni słonecznych, dzięki czemu cała maszyna właściwie wtapiała się w otoczenie.

Tymczasem grupka pieszych podeszła do nas i wtedy zdumiałem się jeszcze bardziej. Ekipa ubrana była w mundury US Marines i objuczona jak na wyprawę do buszu. Wszyscy, łącznie z idącym na czele oficerem, uzbrojeni byli w karabiny szturmowe M-4, lżejszą i mniejszą wersję słynnego M-16. Ciężkie plecaki zawierały zapewne wszystko, co niezbędne do przeżycia w dalekim i dzikim kraju: zapasową amunicję, tabletki do odkażania wody, błyskotki i paciorki dla tubylców, prezerwatywy dla ochrony przed AIDS i tym podobne akcesoria.

Nie byłem w stanie zgadnąć, czy prowadzący oficer miał w ogóle prezerwatywy w swoim plecaku. Oficer ten był bowiem kobietą. W dodatku najładniejszą kobietą, jaką dane mi było spotkać w swoim krótkim życiu. Workowaty mundur skrywał szczegóły sylwetki, ale i tak można było dostrzec, że figury mogłaby pani oficer pozazdrościć niejedna aktorka. Blond czupryna wymykająca się spod hełmu, niebieskie, roześmiane oczy, lekko nieregularne rysy twarzy i usta jakby stworzone do całowania ? wszystko składało się na zapierający dech w piersi obraz. Znieruchomiałem, bojąc się, że najmniejsze poruszenie przegna tę fatamorganę.

Amerykanka też wyglądała na zaskoczoną. Trudno się dziwić ? po długiej podróży zobaczyć dzielnych, odzianych w nowe mundury junaków z trzeciej drużyny, sprawnie dowodzonych przez przystojnego i energicznego majora ? to dla jankesów musiało być coś!

Choć liderka peletonu zwolniła nieco przed metą, nastąpił w końcu moment prezentacji. Dłonie miała drobne o długich palcach, jednak uścisk należał do silnych i zdecydowanych. W końcu w piechocie morskiej nie tolerują mdlejących panienek o wątłej budowie ciała.

? Kapitan Nancy Sanchez. ? Obdarzona przyjemnym dla ucha sopranem, mówiła po angielsku ze śpiewnym amerykańskim akcentem, prosto z dalekiego południa Stanów. ? Miło mi.
? Sanchez? ? wydukałem. ? Nancy... Sanchez? Emmm... mnie również miło panią powitać, kapitan Sanchez. Major Jerzy Grobicki. Mam za zadanie bezpiecznie dostarczyć was do bazy.

Po początkowym zaskoczeniu zdumiewająco szybko odzyskała pewność siebie, czego niestety nie można powiedzieć o mnie. Uśmiechnęła się, więc ja również wykrzywiłem się w grymasie, który od biedy można było uznać za uśmiech. Z boku musiało to wyglądać dziwnie: dwoje oficerów sojuszniczych armii widzi się po raz pierwszy w życiu i patrzy na siebie w sposób daleki od profesjonalnych standardów.

Na ciąg dalszy powitania nie było czasu. Z samolotu na płytę lotniska zjechały dwa terenowe hummery z zamontowanymi nad szoferką sześciolufowymi karabinami maszynowymi minigun oraz ciężarówka z zapasami. Dwunastu marines szybko zajęło miejsca w hummerach, kilku członków załogi samochodu radaru wsiadło do niego przez niewielkie drzwi z boku kontenera, moi ludzie też wskoczyli do transporterów.

? No cóż, kapitan... Sanchez ? powiedziałem. ? Wygląda na to, że możemy ruszać. Ja pojadę czołowym transporterem. Drugi będzie zamykał kolumnę. Czy zechciałaby pani mi towarzyszyć?
? Dziękuję za propozycję, majorze, ale zostanę ze swoimi ludźmi.
? Odmowę złagodziła promiennym uśmiechem. ? Muszę ich pilnować. Są pierwszy raz w Polsce, nie chciałabym, żeby się już na wstępie pogubili...

? Dobrze. ? Udałem, że biorę wykręt za dobrą monetę. ? Jedźmy zatem.
Odwróciłem się i szybkim krokiem podszedłem do transportera.
? Galaś! ? krzyknąłem zły jak chrzan. ? Gotowi?

Kapral wychylił się z wieżyczki.
? Melduję posłusznie, że tak jest, panie majorze. Jesteśmy gotowi, możemy ruszać, naboje w lufach, a rączki na kołderce, panie majorze.
? Pomimo moich surowych reprymend i kar, kapral nie mógł się do końca przestawić na bardziej oficjalny styl.

? Nocna warta za takie odzywki, kapralu. ? Jednym susem wskoczyłem na pancerz, a z niego na wieżyczkę. Galasiowi trochę mina zrzedła. Nigdy nie był pewien, czy żartuję, czy mówię poważnie. ? Posuniecie się trochę, czy mam jechać na zewnątrz? ? Urażony Galaś przesunął się prawie o pięć centymetrów. Opuściłem nogi do wewnątrz kabiny, uchwyciłem się mocno klapy zamykającej właz i machnąłem ręką. Ruszyliśmy.


CDN.

3

Odp: KSIĄŻKA!

https://www.youtube.com/watch?v=KO0JjF1X6rk


2.


? Proszę majorze, proszę, niech pan wejdzie ? sekretarka generała przyzwalająco skinęła dłonią ? ale szef nie bardzo w humorze... ? Skrzywiła się.

Hiobowe wieści o złym humorze generała zwykle działały na mnie wysoce niekorzystnie. Z reguły
odczuwałem ucisk w żołądku i drżały mi ręce, prezentowałem także podejrzaną chrypkę. Tym razem jednak, dzięki niedawnemu spotkaniu na lotnisku i kwadransowi poświęconemu na rozlokowanie Amerykanów w przydzielonych kwaterach, byłem przekonany, że z każdym nastrojem dowódcy poradzę sobie śpiewająco. Decyzja, dojrzewająca we mnie od wielu miesięcy, właśnie została podjęta.


Bez większego sukcesu spróbowałem wygładzić pogniecione moro i lekko zapukałem do drzwi.
? Wejść ? usłyszałem ze środka.
? Panie generale, major Grobicki melduje się...
? Dobra, dobra. ? Generał nawet nie podniósł głowy zza biurka.

W niedużym, urządzonym w stylu późnego Gierka gabinecie byłem zaledwie kilka razy. Ustawione pod ścianami regały uginały się od książek ? Clausewitz, Sun Tzu, Kutrzeba, biografie Napoleona, taktyka, strategia, filozofia, medycyna. Sporo tego było. Poza książkami pokój prezentował się zgoła nikczemnie.
Stare biurko, lampa na cienkim metalowym patyku z poprzepalanym abażurem, dwa krzesła i pokaźnych
rozmiarów sejf składały się na to ponure i zakurzone miejsce. Piąta Brygada Pancerna może i była jednostką skazaną na nowoczesność zgodną z NATO-wskimi standardami, dostającą największe przydziały amunicji na ostre strzelania, ale jej dowódca najwyraźniej hołdował zasadzie, że spartański wystrój miejsca pracy pomoże mu w koncentracji. Jedynie stojący na biurku laptop był niechętnym ustępstwem na rzecz nowoczesności. Zacząłem już rozglądać się za telefonem na korbkę, kiedy szef przywołał mnie do porządku.

? No, niechże się pan tak nie czai. ? Niecierpliwym ruchem wskazał niewygodne krzesło na wprost biurka.
To, co miałem generałowi do zakomunikowania, można było powiedzieć na stojąco. Usiadłem jednak i zacząłem przyglądać się swojemu dowódcy. Jeszcze wtedy miałem nadzieję, że patrzę na niego po raz ostatni.

Generał Lucjan Dreszer był niewysoki, bardzo szczupły i zwykł mierzyć rozmówców ostrym spojrzeniem wyblakłych oczu. Rozmawiając z nim, za każdym razem czułem się jak student zawalający najważniejszy egzamin na roku. W zamierzchłej przeszłości, będąc świeżo upieczonym absolwentem Wyższej Oficerskiej Szkoły Wojsk Pancernych, snuł się po mocno zapyziałych garnizonach Polski B. Chociaż był ? zdaniem peerelowskich generałów wychowanych na sowieckich wzorach ? zbyt samodzielny i elastyczny w podejściu do ścisłych rozkazów, udało mu się parokrotnie, jako dowódcy kompanii czy batalionu, błysnąć na ćwiczeniach. Jego kariera nabrała przyspieszenia po osiemdziesiątym dziewiątym roku, a zwłaszcza po wejściu Polski do NATO. Dowódcą Piątej Brygady Pancernej został dwa lata temu. Od tej pory brygada modernizowała się w przyspieszonym tempie.

Na trzecim krześle siedział pułkownik Karski, dowódca pułku. Mój, jak to się mówi, Bezpośredni ? Już Nie Tak Długo ? Przełożony. Kompletne przeciwieństwo Dreszera ? gruby, gęba nalana, włos rzadki. Ten z pewnością niczego nie czytał, może poza donosami na mnie. Mógłby z powodzeniem grywać sowieckich funkcjonariuszy bezpieczeństwa państwowego, podejrzewam zresztą, że nawet był nim swego czasu. Dreszer, podobnie jak ja, serdecznie go nienawidził ? Karski był typowym wychowankiem sowieckiej szkoły, tępym, trzymającym się kurczowo rozkazów służbistą. Stanowiło dla mnie nierozwiązywalną zagadkę, jakim cudem dotąd uchował się na stanowisku. Chyba po prostu Dreszer musiał go tolerować, bo taki był układ sił politycznych w brygadzie.

Karski siedział jak mumia egipska i, o ile go znam, będzie tak trwał do końca spotkania. Odbije to sobie później. Sam na sam ze mną.
? Udało się panu dostarczyć naszych amerykańskich przyjaciół bez szwanku? ? Dreszer po raz pierwszy podniósł głowę znad papierów i zaczął świdrować mnie tymi swoimi oczkami.
? Tak jest. ? Pozwoliłem sobie na poufały uśmiech. ? Umieściłem ich w kwaterach drugiej kompanii,
tamtejsze toalety chyba jako jedyne nadają się do pokazania komuś obcemu.

Karski poruszył się niespokojnie, ale generał nawet nie zwrócił na to uwagi.
? Świetnie. A... pojazd?
? Zgodnie z rozkazem zamknęliśmy go w hangarze B, którego pilnuje drużyna alarmowa z ostrą amunicją. Oprócz tego Amerykanie zorganizowali sześciogodzinne warty i przynajmniej dwóch z nich na
krok nie rusza się od wozu.

Dreszer kiwnął głową, ale myślał chyba o czymś innym.
? Wie pan, dlaczego pana tu wezwałem, majorze?
Pokręciłem przecząco głową, po czym zebrałem się na odwagę.
? Panie generale, chciałbym zameldować, że...
? Później ? przerwał, prawie nie słuchając. Zamilkłem. Zacząłem przeczuwać, że ta rozmowa niczego
dobrego nie przyniesie. ? Słyszał pan o systemie MS?

? Czytałem coś w literaturze fachowej i...
? I w ?Kawalerii Pancernej? Clancy?ego, prawda? ? Dreszer uśmiechnął się uprzejmie, a ja postanowiłem, że przynajmniej do sylwestra nie będę się w ogóle odzywał.

? Ale o Afganistanie pan słyszał? ? Uznałem pytanie za retoryczne i dalej milczałem obrażony. Minęło pół minuty i już mnie zdążył wkurzyć. ? Niech pan się tak nie nadyma i słucha. Jak pan wie, nasi chłopcy od niemal pół roku walczą w Afganistanie i choć opinii publicznej wmawia się co innego, dostają niezłe baty, próbując w tych cholernych górach złapać Osamę. Talibowie ostatnio znacznie się wzmocnili, zaczęli używać lekkiego sprzętu pancernego i śmigłowców, którymi w nocy przerzucają małe oddziałki piechoty na nasze tyły. Muszą mieć bardzo dobre źródła finansowania, bo uzbrojenie nie pozostawia wiele do życzenia. Ich armia coraz bardziej przypomina regularne wojsko, przy czym nie rezygnują z technik terrorystycznych. W związku z tym jankesi doszli do wniosku, że potrzebują niewielkich, ale potężnych ogniowo oddziałów pancernych, wspartych piechotą, komandosami, artylerią i śmigłowcami bojowymi do zwalczania komunikacji powietrznej. Tak więc czołgi wracają do łask. Zaproponowali nam udział w tej zabawie, a nasz rząd i pan prezydent ochoczo wyrazili zgodę. Amerykanom tak bardzo zależy na utworzeniu możliwie szerokiej koalicji antytalibskiej, że są skłonni sfinansować sporą część kosztów polskiego udziału. Już to zresztą robią od jakiegoś czasu. Dają sprzęt, ludzi i pieniądze. MDS, który pan tak dzielnie konwojował z lotniska do koszar, jest właśnie częścią tej pomocy.

W pokoju zapanowała kompletna cisza. Aż się bałem poruszyć, żeby przypadkowe skrzypnięcie krzesła nas nie zdekoncentrowało.
? Jak pan wie, od pewnego czasu intensywnie pracujemy w jednostce nad podniesieniem standardów szkolenia i uzbrojenia. W ramach przygotowań do afgańskiej operacji dostaliśmy specjalne dotacje na sprzęt ? zmodernizowane czołgi twardy, rosomaki z nowymi wieżami artyleryjskimi, haubice krab, moździerze AMOS i tak dalej. Większość to prototypy. Najlepsi mechanicy dopinają ostatnie szczegóły. Przydzielono nam również szturmowe śmigłowce wyposażone w nową awionikę, uzbrojenie i silniki. Słowem ? będziemy, w przybliżeniu,dysponowali tym, czym dysponują Amerykanie.

Cisza.

? Jest pewne, że do Afganistanu nie wyślemy całej brygady. Mimo wszystko nie stać nas na to. Pojedzie oddział wydzielony, w sile wzmocnionego batalionu, który po odpowiednim przeszkoleniu i zgraniu zostanie podporządkowany operacyjnemu dowództwu któregoś z amerykańskich korpusów. Chociaż formalnie oddział otrzyma status batalionu, chcemy, aby był uniwersalny taktycznie i naprawdę potężny. Żeby mógł sobie poradzić co najmniej z brygadą. W tym celu otrzyma własną artylerię i śmigłowce. Jednostka zostanie całkowicie zintegrowana systemem IVIS ? między innymi po to przyjechali Amerykanie. Dzięki MS-owi i nowym systemom łączności batalion będzie w pełni kompatybilny z wojskami amerykańskimi.

Karski i ja pokiwaliśmy głowami. Taki oddział to było coś. Dreszer wstał zza biurka i podniósł z niego papierową teczkę.
? Majorze, zapadła decyzja, aby powierzyć panu dowództwo tej jednostki. Otrzyma ona nazwę Pierwszy Samodzielny Batalion Rozpoznawczy, a pan awansuje na podpułkownika.Gratuluję.

Stanął przede mną ? już w trakcie poprzedniego zdania poderwałem się na równe nogi ? i energicznie potrząsnął moją dłonią. Upał mocno zwolnił moje możliwości percepcyjne, może dlatego nie zdążyłem nawet pomyśleć, że poważny oficer na wysokim stanowisku robi sobie bolesne żarty.
? Dziękuję... ? wydukałem. ? To jest, ku chwale ojczyzny, panie generale! Ale...
Nie zwrócił najmniejszej uwagi na to, co mu miałem do powiedzenia.

? Awansu panu gratuluję, chociaż od razu muszę powiedzieć, że dowództwo daję bez entuzjazmu. Z ludzi, których mam pod ręką, pan jeden zna biegle angielski i może poradzi sobie z naszymi amerykańskimi przyjaciółmi, aczkolwiek pewności nie mam. Pańscy poprzedni zwierzchnicy piszą, co prawda, o pana dużych zdolnościach taktycznych i charyzmie, równocześnie jednak wspominają o skłonnościach do samowoli i improwizacji, a także kilku istotnych niesubordynacjach. No cóż, znając pana prawie dwa lata, jakoś tych zdolności nie zaobserwowałem, ale może nie znam się na ludziach, co, pułkowniku Grobicki? Naprawdę mocno się zastanawiałem, czy przydzielić panu to zadanie...

Przezornie milczałem, chociaż przez głowę przebiegało mi tysiąc myśli na sekundę. Niestety, żadna z nich nie nadawała się do przekazania wysokiemu rangą oficerowi Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Dreszer westchnął i kontynuował:

? W teczce znajdzie pan specyfikację wyposażenia i strukturę batalionu. W jego skład wejdą: sztab, kompania twardych, kombinowany dywizjon artylerii, kompania piechoty na rosomakach, klucz śmigłowców Mi-24, bateria przeciwlotnicza, pluton rozpoznawczy, pluton komandosów z GROM-u, pluton saperów, nasi Amerykanie, czyli MDS wraz z drużyną ochrony, pluton łączności i kompania logistyczna. Zresztą ze szczegółami zapozna się pan później. Załogi ukończyły już szkolenie, ale w warunkach bojowych będą tego sprzętu używały pierwszy raz, zatem zapowiada się niezła zabawa.

A więc to były te nieustanne korowody starannie zamaskowanych transportów, wjeżdżających co noc na teren koszar. Stąd znikanie najlepszych ludzi oraz tłumy cywilnych i mundurowych ekspertów, pętających się po całej jednostce.
Dreszer zamilkł na chwilę jakby dla zebrania myśli, a ja przypomniałem sobie o oddychaniu. Wdech, wydech. Wdech, wydech. Pomogło, chociaż upał w pokoju nadal był nie do zniesienia. Po mojej stanowczej decyzji sprzed piętnastu minut zostało tylko odległe wspomnienie.

? Specyfikację MS-a znajdzie pan w dokumentacji. Mówiąc ogólnie, to system monitorujący stan wszystkich pojazdów, które są do niego włączone. Nasi amerykańscy przyjaciele zainstalują oprogramowanie IVIS w wozach batalionu. Sprzęt całe szczęście został już zamontowany, a niektóre załogi nawet wiedzą, jak się nim posługiwać.
W głowie regularnie rozbłyskiwało mi czerwone światło: ?Alarm! Kłopoty! Alarm! Kłopoty!?. Generał jednak nie zwracał uwagi na panikę w moich oczach i dalej spokojnie pogrążał mnie i siebie:

? To jeszcze nie koniec, pułkowniku. W ciągu najpóźniej miesiąca, o ile wcześniej nie wyruszycie na wojnę, na poligon przyjedzie delegacja, która oceni stan przygotowań jednostki oraz przydatność sprzętu. Musimy udowodnić, że umiemy się posługiwać IVIS-em, że haubice krab to nie były wyrzucone pieniądze, że warto wyposażyć wozy bojowe w nowe wieże artyleryjskie, a moździerz AMOS jest tym, czego trzeba polskiej armii. Że tworzenie małych oddziałów, wysoce mobilnych, które będą działały zgodnie z nowymi zadaniami i nową doktryną, ma sens. Krótko mówiąc, trzeba politykom dać do ręki argument, który podniesie wartość naszego kraju jako niezłomnego ogniwa w walce ze światowym terroryzmem. ? Dreszer uśmiechnął się, ale nie wiedziałem, czy żartował, czy mówił poważnie. ? Na pokazie zabraknie tylko Claudii Schiffer, poza tym będą wszyscy: prezydent, premier, minister obrony, reszta zainteresowanych i niezainteresowanych ministrów. Generałów na pewno wystarczy na średniej wielkości wojnę. Przyjadą też Amerykanie z Szefostwa Połączonych Sztabów i kto tam jeszcze tylko zdoła wepchnąć się do autobusu.

Cudownie. Kupa nieznanego sprzętu, jacyś Amerykanie ze swoimi tajemniczymi technologiami, do tego banda umundurowanych tyłowników i cywilnych polityków, którzy nie przepuszczą żadnej okazji, żeby wściubić nos w nie swoje sprawy. Pomyślałem, że muszę szybko coś zrobić, na przykład przebiec dwadzieścia okrążeń dookoła placu apelowego albo udać się na długotrwałe zwolnienie lekarskie. Może wtedy spojrzałbym na świat nieco optymistyczniej. Generał jednak nie zarządzał żadnej przerwy i niezrażony moim wymownym milczeniem, kontynuował:

? Chcę, aby pan osobiście dopilnował montażu MS-a w pojazdach, upewnił się, że wybraliśmy najlepsze załogi do obsadzenia twardych, przejrzał składy pozostałych oddziałów, wybrał dowódców, osobiście dopilnował wszelkich szkoleń, a także przeglądów i napraw. Większość załóg już jest gotowa. Szef sztabu batalionu, major Łapicki, powie panu, czego i kogo jeszcze brakuje. W teczce znajdzie pan dokładny spis sprzętu i amunicji. Jednostka ma najwyższy status tajności i będzie od nas całkowicie niezależna. Zabierzecie ze sobą kompletne zapasy ? łącznie z amunicją ? na dwa miesiące pobytu na poligonie. Możliwe, że do Afganistanu wyruszycie bezpośrednio stamtąd, a wiadomo, jak u nas jest z logistyką. Radzę wziąć więcej niż potrzeba, ma pan w tej kwestii wolną rękę. Na miejscu zostały już zorganizowane kwatery oraz zainstalowane kontenery z amunicją i cysterny z zapasami paliw. Poligon będzie silnie ubezpieczany przez żandarmerię i oddziały naszej brygady. Rozkaz o wyjeździe do Afganistanu może nadejść w każdej chwili. Niniejszym wychodzi pan z podporządkowania służbowego pułkownikowi Karskiemu. Szefem sztabu batalionu mianowałem majora Łapickiego, pańskiego dobrego znajomego z pułku. Raporty proszę składać bezpośrednio mnie. Codziennie o ósmej wieczorem oczekuję meldunku o wykonaniu zadań ku chwale ojczyzny. Proponowaną obsadę oficerską batalionu chcę zobaczyć na swoim biurku dziś po południu. Podkreślam, że wszyscy żołnierze jednostki mają być ochotnikami i muszą podpisać oświadczenie, że w misji biorą udział dobrowolnie, a także specjalne zobowiązanie o dochowaniu tajemnicy. Wyjazd na poligon ? jutro. To wariactwo, ale myślę, że da się zrobić. Sprzęt i większość ludzi jest gotowa. Od pojutrza rano proszę zarządzić ostre strzelanie i jakąś próbę zgrania tych oddziałów. Ma pan Amerykanów do pomocy ? na czas misji będą panu podlegać - i dwa, najwyżej trzy tygodnie na szkolenie.
Jakieś pytania?

Tak! Dlaczego ja??? Co ja takiego, kurwa, zrobiłem?!
? Jaka jest rola tego MDS-a i Amerykanów?
? No, pułkowniku, jestem z pana dumny. Świetne pytanie.
Dreszer podniósł z biurka jakiś dokument i wstał. Był niższy ode mnie o głowę. Wyczułem, że jest lekko zdenerwowany, co było zastanawiające, bo ten facet zwykle miał nerwy ze stali.

? MDS to skrót od Mobile Defence System. System wykrywania, identyfikacji i śledzenia celu, naprowadzania własnych rakiet i antyrakiet, a jednocześnie, a nawet przede wszystkim, tarcza chroniąca macierzyste oddziały. Technologiczny przełom, o czym nikt nie ma prawa wiedzieć, bo, rzecz jasna, urządzenie objęte jest ścisłą tajemnicą wojskową. Nie znam szczegółów, ale w skrócie: tarcza w kształcie kopuły tworzona jest z pola magnetycznego o ogromnej mocy. To tak, jakby skupiony w jednym miejscu oddział przykryć miednicą o półkilometrowej średnicy. Z tym, że ta akurat miednica wykonana jest z czegoś znacznie lepszego niż stal; pola magnetycznego materialna siła przebić nie może, tak więc żadne konwencjonalne środki nie zagrażają ukrytym pod parasolem ludziom i sprzętowi. Tarcza wytrzymuje nawet eksplozję nuklearną do 20 megaton z odległości kilometra. Niech mnie pan nie pyta, co z promieniowaniem, bo nie wiem. Zresztą i tak nie będziemy się na razie bawić w żadną wojnę atomową, prawda? ? Generał uśmiechnął się krzywo. ? Przysłanie nam MDS-a jest dowodem sojuszniczego zaufania do Polski w ogólności, Piątej Brygady w szczególności, no a pan stanowi clou tego zaufania.
Zbędna ironia. I tak byłem out.

? Eemmm ? wyjąkałem, całkowicie przytłoczony spoczywającą na mnie odpowiedzialnością. ? To oczywiście wielkie wyróżnienie dla mnie, panie generale, ale... czy dwa tygodnie na nauczenie się nowej taktyki walki, obsługi sprzętu i tych cholernych systemów nie jest, eemm, troszkę za krótkim okresem? Zwłaszcza że mamy walczyć w górach?

? Oczywiście, że jest. ? Dreszer zaczynał być zniecierpliwiony. ? Tyle że nie mamy innego wyjścia. Wszystkim zależy na czasie. I albo zrobimy wszystko w terminie, albo nie zrobimy w ogóle i zapewniam pana, że wtedy zarówno moja, jak i pańska kariera nie będą warte złamanego grosza. A teraz, jeżeli pan nie ma mądrzejszych pytań, proszę się odmeldować i zabierać do roboty.


CDN.

4

Odp: KSIĄŻKA!

Posłuchajcie sobie darmowego fragmentu:


http://twojanuta.pl/mp3,18vd5,marcin-ciszewski-08-www-1939-com-pl.html

Posty [ 5 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024