https://www.youtube.com/watch?v=KO0JjF1X6rk
2.
? Proszę majorze, proszę, niech pan wejdzie ? sekretarka generała przyzwalająco skinęła dłonią ? ale szef nie bardzo w humorze... ? Skrzywiła się.
Hiobowe wieści o złym humorze generała zwykle działały na mnie wysoce niekorzystnie. Z reguły
odczuwałem ucisk w żołądku i drżały mi ręce, prezentowałem także podejrzaną chrypkę. Tym razem jednak, dzięki niedawnemu spotkaniu na lotnisku i kwadransowi poświęconemu na rozlokowanie Amerykanów w przydzielonych kwaterach, byłem przekonany, że z każdym nastrojem dowódcy poradzę sobie śpiewająco. Decyzja, dojrzewająca we mnie od wielu miesięcy, właśnie została podjęta.
Bez większego sukcesu spróbowałem wygładzić pogniecione moro i lekko zapukałem do drzwi.
? Wejść ? usłyszałem ze środka.
? Panie generale, major Grobicki melduje się...
? Dobra, dobra. ? Generał nawet nie podniósł głowy zza biurka.
W niedużym, urządzonym w stylu późnego Gierka gabinecie byłem zaledwie kilka razy. Ustawione pod ścianami regały uginały się od książek ? Clausewitz, Sun Tzu, Kutrzeba, biografie Napoleona, taktyka, strategia, filozofia, medycyna. Sporo tego było. Poza książkami pokój prezentował się zgoła nikczemnie.
Stare biurko, lampa na cienkim metalowym patyku z poprzepalanym abażurem, dwa krzesła i pokaźnych
rozmiarów sejf składały się na to ponure i zakurzone miejsce. Piąta Brygada Pancerna może i była jednostką skazaną na nowoczesność zgodną z NATO-wskimi standardami, dostającą największe przydziały amunicji na ostre strzelania, ale jej dowódca najwyraźniej hołdował zasadzie, że spartański wystrój miejsca pracy pomoże mu w koncentracji. Jedynie stojący na biurku laptop był niechętnym ustępstwem na rzecz nowoczesności. Zacząłem już rozglądać się za telefonem na korbkę, kiedy szef przywołał mnie do porządku.
? No, niechże się pan tak nie czai. ? Niecierpliwym ruchem wskazał niewygodne krzesło na wprost biurka.
To, co miałem generałowi do zakomunikowania, można było powiedzieć na stojąco. Usiadłem jednak i zacząłem przyglądać się swojemu dowódcy. Jeszcze wtedy miałem nadzieję, że patrzę na niego po raz ostatni.
Generał Lucjan Dreszer był niewysoki, bardzo szczupły i zwykł mierzyć rozmówców ostrym spojrzeniem wyblakłych oczu. Rozmawiając z nim, za każdym razem czułem się jak student zawalający najważniejszy egzamin na roku. W zamierzchłej przeszłości, będąc świeżo upieczonym absolwentem Wyższej Oficerskiej Szkoły Wojsk Pancernych, snuł się po mocno zapyziałych garnizonach Polski B. Chociaż był ? zdaniem peerelowskich generałów wychowanych na sowieckich wzorach ? zbyt samodzielny i elastyczny w podejściu do ścisłych rozkazów, udało mu się parokrotnie, jako dowódcy kompanii czy batalionu, błysnąć na ćwiczeniach. Jego kariera nabrała przyspieszenia po osiemdziesiątym dziewiątym roku, a zwłaszcza po wejściu Polski do NATO. Dowódcą Piątej Brygady Pancernej został dwa lata temu. Od tej pory brygada modernizowała się w przyspieszonym tempie.
Na trzecim krześle siedział pułkownik Karski, dowódca pułku. Mój, jak to się mówi, Bezpośredni ? Już Nie Tak Długo ? Przełożony. Kompletne przeciwieństwo Dreszera ? gruby, gęba nalana, włos rzadki. Ten z pewnością niczego nie czytał, może poza donosami na mnie. Mógłby z powodzeniem grywać sowieckich funkcjonariuszy bezpieczeństwa państwowego, podejrzewam zresztą, że nawet był nim swego czasu. Dreszer, podobnie jak ja, serdecznie go nienawidził ? Karski był typowym wychowankiem sowieckiej szkoły, tępym, trzymającym się kurczowo rozkazów służbistą. Stanowiło dla mnie nierozwiązywalną zagadkę, jakim cudem dotąd uchował się na stanowisku. Chyba po prostu Dreszer musiał go tolerować, bo taki był układ sił politycznych w brygadzie.
Karski siedział jak mumia egipska i, o ile go znam, będzie tak trwał do końca spotkania. Odbije to sobie później. Sam na sam ze mną.
? Udało się panu dostarczyć naszych amerykańskich przyjaciół bez szwanku? ? Dreszer po raz pierwszy podniósł głowę znad papierów i zaczął świdrować mnie tymi swoimi oczkami.
? Tak jest. ? Pozwoliłem sobie na poufały uśmiech. ? Umieściłem ich w kwaterach drugiej kompanii,
tamtejsze toalety chyba jako jedyne nadają się do pokazania komuś obcemu.
Karski poruszył się niespokojnie, ale generał nawet nie zwrócił na to uwagi.
? Świetnie. A... pojazd?
? Zgodnie z rozkazem zamknęliśmy go w hangarze B, którego pilnuje drużyna alarmowa z ostrą amunicją. Oprócz tego Amerykanie zorganizowali sześciogodzinne warty i przynajmniej dwóch z nich na
krok nie rusza się od wozu.
Dreszer kiwnął głową, ale myślał chyba o czymś innym.
? Wie pan, dlaczego pana tu wezwałem, majorze?
Pokręciłem przecząco głową, po czym zebrałem się na odwagę.
? Panie generale, chciałbym zameldować, że...
? Później ? przerwał, prawie nie słuchając. Zamilkłem. Zacząłem przeczuwać, że ta rozmowa niczego
dobrego nie przyniesie. ? Słyszał pan o systemie MS?
? Czytałem coś w literaturze fachowej i...
? I w ?Kawalerii Pancernej? Clancy?ego, prawda? ? Dreszer uśmiechnął się uprzejmie, a ja postanowiłem, że przynajmniej do sylwestra nie będę się w ogóle odzywał.
? Ale o Afganistanie pan słyszał? ? Uznałem pytanie za retoryczne i dalej milczałem obrażony. Minęło pół minuty i już mnie zdążył wkurzyć. ? Niech pan się tak nie nadyma i słucha. Jak pan wie, nasi chłopcy od niemal pół roku walczą w Afganistanie i choć opinii publicznej wmawia się co innego, dostają niezłe baty, próbując w tych cholernych górach złapać Osamę. Talibowie ostatnio znacznie się wzmocnili, zaczęli używać lekkiego sprzętu pancernego i śmigłowców, którymi w nocy przerzucają małe oddziałki piechoty na nasze tyły. Muszą mieć bardzo dobre źródła finansowania, bo uzbrojenie nie pozostawia wiele do życzenia. Ich armia coraz bardziej przypomina regularne wojsko, przy czym nie rezygnują z technik terrorystycznych. W związku z tym jankesi doszli do wniosku, że potrzebują niewielkich, ale potężnych ogniowo oddziałów pancernych, wspartych piechotą, komandosami, artylerią i śmigłowcami bojowymi do zwalczania komunikacji powietrznej. Tak więc czołgi wracają do łask. Zaproponowali nam udział w tej zabawie, a nasz rząd i pan prezydent ochoczo wyrazili zgodę. Amerykanom tak bardzo zależy na utworzeniu możliwie szerokiej koalicji antytalibskiej, że są skłonni sfinansować sporą część kosztów polskiego udziału. Już to zresztą robią od jakiegoś czasu. Dają sprzęt, ludzi i pieniądze. MDS, który pan tak dzielnie konwojował z lotniska do koszar, jest właśnie częścią tej pomocy.
W pokoju zapanowała kompletna cisza. Aż się bałem poruszyć, żeby przypadkowe skrzypnięcie krzesła nas nie zdekoncentrowało.
? Jak pan wie, od pewnego czasu intensywnie pracujemy w jednostce nad podniesieniem standardów szkolenia i uzbrojenia. W ramach przygotowań do afgańskiej operacji dostaliśmy specjalne dotacje na sprzęt ? zmodernizowane czołgi twardy, rosomaki z nowymi wieżami artyleryjskimi, haubice krab, moździerze AMOS i tak dalej. Większość to prototypy. Najlepsi mechanicy dopinają ostatnie szczegóły. Przydzielono nam również szturmowe śmigłowce wyposażone w nową awionikę, uzbrojenie i silniki. Słowem ? będziemy, w przybliżeniu,dysponowali tym, czym dysponują Amerykanie.
Cisza.
? Jest pewne, że do Afganistanu nie wyślemy całej brygady. Mimo wszystko nie stać nas na to. Pojedzie oddział wydzielony, w sile wzmocnionego batalionu, który po odpowiednim przeszkoleniu i zgraniu zostanie podporządkowany operacyjnemu dowództwu któregoś z amerykańskich korpusów. Chociaż formalnie oddział otrzyma status batalionu, chcemy, aby był uniwersalny taktycznie i naprawdę potężny. Żeby mógł sobie poradzić co najmniej z brygadą. W tym celu otrzyma własną artylerię i śmigłowce. Jednostka zostanie całkowicie zintegrowana systemem IVIS ? między innymi po to przyjechali Amerykanie. Dzięki MS-owi i nowym systemom łączności batalion będzie w pełni kompatybilny z wojskami amerykańskimi.
Karski i ja pokiwaliśmy głowami. Taki oddział to było coś. Dreszer wstał zza biurka i podniósł z niego papierową teczkę.
? Majorze, zapadła decyzja, aby powierzyć panu dowództwo tej jednostki. Otrzyma ona nazwę Pierwszy Samodzielny Batalion Rozpoznawczy, a pan awansuje na podpułkownika.Gratuluję.
Stanął przede mną ? już w trakcie poprzedniego zdania poderwałem się na równe nogi ? i energicznie potrząsnął moją dłonią. Upał mocno zwolnił moje możliwości percepcyjne, może dlatego nie zdążyłem nawet pomyśleć, że poważny oficer na wysokim stanowisku robi sobie bolesne żarty.
? Dziękuję... ? wydukałem. ? To jest, ku chwale ojczyzny, panie generale! Ale...
Nie zwrócił najmniejszej uwagi na to, co mu miałem do powiedzenia.
? Awansu panu gratuluję, chociaż od razu muszę powiedzieć, że dowództwo daję bez entuzjazmu. Z ludzi, których mam pod ręką, pan jeden zna biegle angielski i może poradzi sobie z naszymi amerykańskimi przyjaciółmi, aczkolwiek pewności nie mam. Pańscy poprzedni zwierzchnicy piszą, co prawda, o pana dużych zdolnościach taktycznych i charyzmie, równocześnie jednak wspominają o skłonnościach do samowoli i improwizacji, a także kilku istotnych niesubordynacjach. No cóż, znając pana prawie dwa lata, jakoś tych zdolności nie zaobserwowałem, ale może nie znam się na ludziach, co, pułkowniku Grobicki? Naprawdę mocno się zastanawiałem, czy przydzielić panu to zadanie...
Przezornie milczałem, chociaż przez głowę przebiegało mi tysiąc myśli na sekundę. Niestety, żadna z nich nie nadawała się do przekazania wysokiemu rangą oficerowi Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Dreszer westchnął i kontynuował:
? W teczce znajdzie pan specyfikację wyposażenia i strukturę batalionu. W jego skład wejdą: sztab, kompania twardych, kombinowany dywizjon artylerii, kompania piechoty na rosomakach, klucz śmigłowców Mi-24, bateria przeciwlotnicza, pluton rozpoznawczy, pluton komandosów z GROM-u, pluton saperów, nasi Amerykanie, czyli MDS wraz z drużyną ochrony, pluton łączności i kompania logistyczna. Zresztą ze szczegółami zapozna się pan później. Załogi ukończyły już szkolenie, ale w warunkach bojowych będą tego sprzętu używały pierwszy raz, zatem zapowiada się niezła zabawa.
A więc to były te nieustanne korowody starannie zamaskowanych transportów, wjeżdżających co noc na teren koszar. Stąd znikanie najlepszych ludzi oraz tłumy cywilnych i mundurowych ekspertów, pętających się po całej jednostce.
Dreszer zamilkł na chwilę jakby dla zebrania myśli, a ja przypomniałem sobie o oddychaniu. Wdech, wydech. Wdech, wydech. Pomogło, chociaż upał w pokoju nadal był nie do zniesienia. Po mojej stanowczej decyzji sprzed piętnastu minut zostało tylko odległe wspomnienie.
? Specyfikację MS-a znajdzie pan w dokumentacji. Mówiąc ogólnie, to system monitorujący stan wszystkich pojazdów, które są do niego włączone. Nasi amerykańscy przyjaciele zainstalują oprogramowanie IVIS w wozach batalionu. Sprzęt całe szczęście został już zamontowany, a niektóre załogi nawet wiedzą, jak się nim posługiwać.
W głowie regularnie rozbłyskiwało mi czerwone światło: ?Alarm! Kłopoty! Alarm! Kłopoty!?. Generał jednak nie zwracał uwagi na panikę w moich oczach i dalej spokojnie pogrążał mnie i siebie:
? To jeszcze nie koniec, pułkowniku. W ciągu najpóźniej miesiąca, o ile wcześniej nie wyruszycie na wojnę, na poligon przyjedzie delegacja, która oceni stan przygotowań jednostki oraz przydatność sprzętu. Musimy udowodnić, że umiemy się posługiwać IVIS-em, że haubice krab to nie były wyrzucone pieniądze, że warto wyposażyć wozy bojowe w nowe wieże artyleryjskie, a moździerz AMOS jest tym, czego trzeba polskiej armii. Że tworzenie małych oddziałów, wysoce mobilnych, które będą działały zgodnie z nowymi zadaniami i nową doktryną, ma sens. Krótko mówiąc, trzeba politykom dać do ręki argument, który podniesie wartość naszego kraju jako niezłomnego ogniwa w walce ze światowym terroryzmem. ? Dreszer uśmiechnął się, ale nie wiedziałem, czy żartował, czy mówił poważnie. ? Na pokazie zabraknie tylko Claudii Schiffer, poza tym będą wszyscy: prezydent, premier, minister obrony, reszta zainteresowanych i niezainteresowanych ministrów. Generałów na pewno wystarczy na średniej wielkości wojnę. Przyjadą też Amerykanie z Szefostwa Połączonych Sztabów i kto tam jeszcze tylko zdoła wepchnąć się do autobusu.
Cudownie. Kupa nieznanego sprzętu, jacyś Amerykanie ze swoimi tajemniczymi technologiami, do tego banda umundurowanych tyłowników i cywilnych polityków, którzy nie przepuszczą żadnej okazji, żeby wściubić nos w nie swoje sprawy. Pomyślałem, że muszę szybko coś zrobić, na przykład przebiec dwadzieścia okrążeń dookoła placu apelowego albo udać się na długotrwałe zwolnienie lekarskie. Może wtedy spojrzałbym na świat nieco optymistyczniej. Generał jednak nie zarządzał żadnej przerwy i niezrażony moim wymownym milczeniem, kontynuował:
? Chcę, aby pan osobiście dopilnował montażu MS-a w pojazdach, upewnił się, że wybraliśmy najlepsze załogi do obsadzenia twardych, przejrzał składy pozostałych oddziałów, wybrał dowódców, osobiście dopilnował wszelkich szkoleń, a także przeglądów i napraw. Większość załóg już jest gotowa. Szef sztabu batalionu, major Łapicki, powie panu, czego i kogo jeszcze brakuje. W teczce znajdzie pan dokładny spis sprzętu i amunicji. Jednostka ma najwyższy status tajności i będzie od nas całkowicie niezależna. Zabierzecie ze sobą kompletne zapasy ? łącznie z amunicją ? na dwa miesiące pobytu na poligonie. Możliwe, że do Afganistanu wyruszycie bezpośrednio stamtąd, a wiadomo, jak u nas jest z logistyką. Radzę wziąć więcej niż potrzeba, ma pan w tej kwestii wolną rękę. Na miejscu zostały już zorganizowane kwatery oraz zainstalowane kontenery z amunicją i cysterny z zapasami paliw. Poligon będzie silnie ubezpieczany przez żandarmerię i oddziały naszej brygady. Rozkaz o wyjeździe do Afganistanu może nadejść w każdej chwili. Niniejszym wychodzi pan z podporządkowania służbowego pułkownikowi Karskiemu. Szefem sztabu batalionu mianowałem majora Łapickiego, pańskiego dobrego znajomego z pułku. Raporty proszę składać bezpośrednio mnie. Codziennie o ósmej wieczorem oczekuję meldunku o wykonaniu zadań ku chwale ojczyzny. Proponowaną obsadę oficerską batalionu chcę zobaczyć na swoim biurku dziś po południu. Podkreślam, że wszyscy żołnierze jednostki mają być ochotnikami i muszą podpisać oświadczenie, że w misji biorą udział dobrowolnie, a także specjalne zobowiązanie o dochowaniu tajemnicy. Wyjazd na poligon ? jutro. To wariactwo, ale myślę, że da się zrobić. Sprzęt i większość ludzi jest gotowa. Od pojutrza rano proszę zarządzić ostre strzelanie i jakąś próbę zgrania tych oddziałów. Ma pan Amerykanów do pomocy ? na czas misji będą panu podlegać - i dwa, najwyżej trzy tygodnie na szkolenie.
Jakieś pytania?
Tak! Dlaczego ja??? Co ja takiego, kurwa, zrobiłem?!
? Jaka jest rola tego MDS-a i Amerykanów?
? No, pułkowniku, jestem z pana dumny. Świetne pytanie.
Dreszer podniósł z biurka jakiś dokument i wstał. Był niższy ode mnie o głowę. Wyczułem, że jest lekko zdenerwowany, co było zastanawiające, bo ten facet zwykle miał nerwy ze stali.
? MDS to skrót od Mobile Defence System. System wykrywania, identyfikacji i śledzenia celu, naprowadzania własnych rakiet i antyrakiet, a jednocześnie, a nawet przede wszystkim, tarcza chroniąca macierzyste oddziały. Technologiczny przełom, o czym nikt nie ma prawa wiedzieć, bo, rzecz jasna, urządzenie objęte jest ścisłą tajemnicą wojskową. Nie znam szczegółów, ale w skrócie: tarcza w kształcie kopuły tworzona jest z pola magnetycznego o ogromnej mocy. To tak, jakby skupiony w jednym miejscu oddział przykryć miednicą o półkilometrowej średnicy. Z tym, że ta akurat miednica wykonana jest z czegoś znacznie lepszego niż stal; pola magnetycznego materialna siła przebić nie może, tak więc żadne konwencjonalne środki nie zagrażają ukrytym pod parasolem ludziom i sprzętowi. Tarcza wytrzymuje nawet eksplozję nuklearną do 20 megaton z odległości kilometra. Niech mnie pan nie pyta, co z promieniowaniem, bo nie wiem. Zresztą i tak nie będziemy się na razie bawić w żadną wojnę atomową, prawda? ? Generał uśmiechnął się krzywo. ? Przysłanie nam MDS-a jest dowodem sojuszniczego zaufania do Polski w ogólności, Piątej Brygady w szczególności, no a pan stanowi clou tego zaufania.
Zbędna ironia. I tak byłem out.
? Eemmm ? wyjąkałem, całkowicie przytłoczony spoczywającą na mnie odpowiedzialnością. ? To oczywiście wielkie wyróżnienie dla mnie, panie generale, ale... czy dwa tygodnie na nauczenie się nowej taktyki walki, obsługi sprzętu i tych cholernych systemów nie jest, eemm, troszkę za krótkim okresem? Zwłaszcza że mamy walczyć w górach?
? Oczywiście, że jest. ? Dreszer zaczynał być zniecierpliwiony. ? Tyle że nie mamy innego wyjścia. Wszystkim zależy na czasie. I albo zrobimy wszystko w terminie, albo nie zrobimy w ogóle i zapewniam pana, że wtedy zarówno moja, jak i pańska kariera nie będą warte złamanego grosza. A teraz, jeżeli pan nie ma mądrzejszych pytań, proszę się odmeldować i zabierać do roboty.
CDN.