Oczywiście automatyczna i wyuczona od przedszkola odpowiedź brzmi: Bóg wszystkich kocha. Ale zastanówmy się nad tym głębiej. Kościół uświęca związki małżeńskie i śluby kapłańskie, a co zostaje dla singla? Chyba tylko ostatnie namaszczenie;) Jeśli największą powinnością człowieka jest zakładanie rodziny i wydawanie na świat potomstwa, to osoby samotne nie spełniają tych wymagań. Z drugiej strony jest w I Liście do Koryntian ów dziwny fragment mówiący o małżeństwie niemal jak o złu ostatecznym (1 Kor 7) i sugerujący, że życie w samotności niesie więcej szczęścia niż w małżeństwie. Jeśli zaś posłuchamy samego Jezusa (Mt. 19, 10-12) natrafimy na kolejną niejednoznaczną odpowiedź:
(10) Rzekli Mu uczniowie: Jeśli tak ma się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić. (11) Lecz On im odpowiedział: Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane. (12) Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!
Jaki więc jest status singla w Kościele i w społeczeństwie? Jak wam się wydaje, czemu tak wielu ludzi nie zakłada dzisiaj rodzin? Czy są to świadome wybory, czy może dzisiejszy świat nie sprzyja odnajdywaniu drugiej połowy?
Zachęcam do dyskusji. ![]()