To w zasadzie mój pierwszy post na tym forum, nie licząc powitalnego. Na to forum trafiłam w sieci już jakiś czas temu, ale dopiero dziś postanowiłam się zalogować. Bo chciałam z siebie wyrzucić to co myślę i czuję. Nie mam wprawy w pisaniu postów, bo nigdy nie uzewnętrzniałam się na żadnym forum, to co piszę może być trochę chaotyczne. Mam 30 lat. Mam dziecko i męża. Sześć lat temu skończyłam studia, byłam na stażu zaraz po, ale aktualnie nie mam pracy. Jest mi z tym strasznie ciężko. Siedzę w domu z dzieckiem, gotuję, sprzątam, bawię się z dzieckiem, rutyna, w koło to samo. Jestem nieśmiała, trudno nawiązuję nowe znajomości, nie mam pewności siebie. Mieszkamy w mieście gdzie sytuacja na rynku pracy jest bardzo trudna, zwłaszcza jeśli chodzi o prace biurową, jaką szukam. Nie ma praktycznie gdzie wysłać cv bo nie ma takowych ofert. Czuję się jak darmozjad. Ta sytuacja przygnębia mnie do tego stopnia, że ciągle myślę o tym, że nie mam pracy, że jestem do niczego, że straciłam tyle czasu na studia, że nic nie osiągnęłam w życiu i będę tak siedzieć w tych czterech ścianach do końca. Brak pracy i wszelkie inne problemy osobiste doprowadziły do tego że rozwinęła się u mnie nerwica. Mam kołatania serca, zawroty głowy itd. Chciałabym coś zrobić ze swoim życiem, pracować, czuć się potrzebna, a mam wrażenie że to moje nic nierobienie mnie pogrąża, stoję w miejscu i naprawdę nie wiem co robić. To jakiś koszmar, sytuacja patowa. Nie mogę sobie poradzić z moimi myślami, nie mam z kim pogadać, wyżalić się. Chciałabym żeby ktoś powiedział mi co mam dalej robić, gdzie iść, jak ruszyć z tego miejsca.
Czy jeszcze pamiętasz, co lubiłaś kiedyś robić?
W swym poście opisałaś funkcjonowanie robota, nie żywej, młodej, kobiety.
Twierdzisz, że nie masz pracy.
Nie masz pracy?
Twoja praca to więcej niż pełny etat (czyli 40 godzin w tygodniu). Pracujesz na kilku etatach: wychowawczyni, sprzątaczki, kucharki, intendenta, zaopatrzeniowca, praczki, itd.
Każdy inspektor BHP wie jedno: każdemu pracownikowi przysługuje odpoczynek, wolne od pracy. Pomijając kwestie bezpieczeństwa, przestrzegania przepisów, to wypoczynek jest potrzebny do zregenerowania sił, inaczej praca człowieka jest nieefektywna. Powiedzenie głosi, że "Z pustego i Salomon nie naleje". Samochód, by był sprawnym musi mieć zasilany akumulator.
Tymczasem Ty, mam wrażenie, od długiego czasu "jedziesz" na zasilaniu awaryjnym; wszystkie lampy świecą na czerwono, wszystkie alarmy wyją, a Ty? Ty bagatelizujesz to wszystko; ba, nawet uznając, że masz za mało na głowie, dokładasz negatywne myślenie o sobie: żeś darmozjadem, że do niczego się nie nadajesz.
Może dość? Może najwyższa pora na zadbanie o siebie? Na regenerację sił?
Cóż... takie mamy dziwne czasy, że nawet porządny papierek nie jest w stanie zagwarantować nam pracy, a niekiedy jest trudniej ją znaleźć tym wykształconym, niż tym, co spoczęli na laurach i nie ukończyli szkół. Dlatego nie powinnaś się obwiniać, bo nie ma w tym Twojej winy, tylko naszego Rządu.
Ja sama mam pracę, ale co z tego, kiedy nie daje mi ona satysfakcji, ani wielkich pieniędzy. Czasem nie wiem, co gorsze- siedzenie na tyłku w domu, czy popadając w depresję w pracy?
Praktycznie całe dnie, od poniedziałku do soboty nie było mnie w domu, wracałam przemęczona, nie mając siły do niczego, nawet dla dzieci. Taka jest cena pracy...
Ale i również pamiętam czasy, kiedy byłam w Twojej sytuacji- bez pracy, szara codzienność, która przyprawiała o mdłości. Różnica tylko polega na tym, że to Ty siebie nazywasz darmozjadem, a mnie tak nazywali. Pochodzę z tych regionów Polski, gdzie panuje najwyższy poziom bezrobocia. Tam znaleźć pracę jest równoznaczne z wygraniem losu na loterii.Było biednie, szaro, buro... ale miałam dużo czasu dla dzieci, dla domu.
Nie obwiniaj się, żyj nadzieją-tak jak ja, że w końcu coś się w naszym Państwie zmieni na lepsze, że będzie można w miarę dobrą pracę połączyć z wychowaniem dzieci, tak by nie musiała ich chować ulica, bo babcie aktualnie muszą swój czas poświęcić na wyrobienie emerytury.
Jest tragicznie-wystarczy spojrzeć na statystyki ludzi z depresją, oraz samobójców, których bieda nie szczędziła.
Żeby jakoś funkcjonować musisz mieć nadzieję i cieszyć się z tego, co masz, bo dziecko, to największy skarb i żadne pieniądze nie zastąpią mu matki ![]()
Wiem co czujesz...
wychowuje 7 miesięczna córeczkę. Miałam teraz wrócić do pracy ale są zwolnienia bo likwidują różne działy i siedzę na zwolnieniu a potem będę bez pracy. Też mam doła i to dość często, bo non stop jestem w domu z córeczką. Jeszcze nie mówi - wiec nie mam z kim pogadać
Do rodzinnego miasta mam 50km ale mamy jeden samochód wiec mąż jeździ do pracy. Nie mam tu żadnych znajomych by móc się wyrwać. Też popadam w depresje. Ile można ciągle sprzątać, prasować itd..
Ale taki jest los kobiet wychowujących dzieci. Ale powiem ci szczerze, że cieszę się, że jestem w domku z córcią bo patrze jak rośnie, jak się uczy - tego nikt mi nie zabierze. A jak mam sobie pomyśleć nad pracą na pełen etat dodatkowo dojazdy czasami nadgodziny i jak wracam do domu to znów sprzątnie, gotowanie itd to od razu mi się odechciewa tej pracy i ciesze się że siedzę w domku z córcią
w końcu znajdziesz prace albo wymyśl sobie ją - może jesteś uzdolniona artystycznie i robić coś i sprzedawać na allegro albo na innych takich portalach...Dużo ludzi kupuje coś za grosze i wstawia na licytacje. Musisz znaleźć sobie jakieś zajęcie - dasz sobie rade, każda kobieta przez to przeszła - nie jesteś sama ![]()
Rzeczywiście czuję się jakbym miała włączone "zasilanie awaryjne". 95% mojego czasu to te wstrętne myśli, frustracja moją beznadziejną sytuacją i brak energii. To wszystko powoduje, że jestem ciągle rozdrażniona, chce mi się płakać, krzyczeć z bezsilności. Wiem, że nie jestem jedyna, jest wiele kobiet w podobnej albo i gorszej sytuacji, siedzą w domach z dziećmi i też dobija ich rutyna. Ale też nie jestem jedyną która chce zmiany, chce pracować, zarabiać, być niezależną. Oczywiście mam ciągle nadzieję, że coś się zmieni, ale coraz mniejszą i to w tym wszystkim jest najgorsze. Dziękuję za słowa wsparcia, że gdzieś ktoś jest, kto pomoże spojrzeć na to wszystko z innej strony.
Kalito,
to teraz, w ramach BHP, zacznij dbać również o siebie. Wygospodaruj, wymuś (na sobie i domownikach) choć trochę czasu dla siebie, podczas którego będziesz robiła to, co chcesz. Może być to nawet leżenie brzuchem do góry, może to być czytanie książki, wyskoczenie z koleżanką na ploty.
By od razu wytrącić Ci argumenty z ręki: długo w takim stanie, w jakim jesteś, nie pociągniesz.
Twoje zmęczenie przekłada się na relacje w rodzinie. A to, że panuje przekonanie, iż matka musi być cierpiętnicą, musi poświęcać się dla dobra rodziny, musi być nieszczęśliwą, nie oznacza, że tej wersji (idiotycznej zresztą) masz się trzymać.
Możesz być szczęśliwą kobietą, możesz być szczęśliwą matką, żoną, kochanką. ![]()
A co umiesz robic? Tzn. wyksztalcenie jakie masz? Da sie to wykorzystac w innych branzach niz jakas jedna konkretna?
Jesli dziecko moze juz isc do przedszkola to je tam poslij, i jemu i Tobie wyjdzie to na zdrowie.
I jedna rada: nie ograniczaj sie w wysylaniu CV do najblizej Ci polozonych zakladow pracy i firm, teraz mozna juz czesto wykonywac prace "z domu". Oczywiscie wszystko zalezy od tych wlasnie kwalifikacji i co chcesz i jestes gotowa robic.
Ja przez 7 lat nie mialam pracy i dochodzilam do podobnych frustracji jak Ty, w koncu tak sie zezloscilam, ze przygotowalam sobie porzadne CV w dwoch jezykach, pare przykladowych podan, odpowiednio nastepnie modyfikowanych pod konkretna oferte i slalam dziennie po min. 10. Dokad tylko uznalam, ze jest sens.
I juz nie patrzylam na lokalizacje. Po paru miesiacach dostalam prace w innym miescie i podjelam decyzje: jade. A maz postaral sie o znalezienie sobie transferu w ramach tej samej firmy do tego nowego miasta. Ale nawet gdyby to mu sie nie udalo, postanowilismy, ze i tak pojade z dziecmi a on w tym czasie bedzie staral sie o nowe miejsce pracy w tym innym miescie, bo mial duzo wieksze szanse niz ja.
Nie mowie, ze od razu trzeba przeprowadzac sie tylko chce Ci pokazac, ze nie nalezy poddawac sie i siedziec biernie. Czasem potrzebna jest jakas rewolucja w zyciu, jakies zmiany, zeby osiagnac to czego sie pragnie.
Dodam, ze pracuje w tej firmie juz kilka lat i nie zaluje ani przez chwile decyzji o przeprowadzce:)
8 2012-11-29 12:06:27 Ostatnio edytowany przez lewa4444 (2012-11-29 12:46:25)
to teraz, w ramach BHP, zacznij dbać również o siebie. Wygospodaruj, wymuś (na sobie i domownikach) choć trochę czasu dla siebie, podczas którego będziesz robiła to, co chcesz. Może być to nawet leżenie brzuchem do góry, może to być czytanie książki, wyskoczenie z koleżanką na ploty.
Wielokropek ma rację, to taka mała rzecz, a cieszy i przynosi ulgę. Najważniejsze, by umieć znaleźć czas tylko dla siebie, mieć swoje 5 minut. Sama zawsze o tej chwili marzyłam, by naładować akumulatory, nie myśleć o tym, co było i o tym co będzie- żyć tym, co jest teraz i mieć choć przez chwilę wszystko w "głębokim poważaniu".
U mnie niestety tylko na marzeniach się skończył, bo nie było w moim otoczeniu ludzi wyrozumiałych, z mężem na czele... ale taki już miał charakter. Uważał, że skoro on pracuje, to ja też muszę, bo praca w domu, to sama przyjemność.
Jeśli Twój mąż inaczej podchodzi do życia, to korzystaj z tego. Kiedy kobieta jest wypoczęta, to zmienia jej się myślenie. Ja miałam okazję być tą bezrobotną, jak i tą pracującą. Teraz żyję w nieformalnym związku (mąż nie żyje), jestem na urlopie macierzyńskim i dostaję gęsiej skóry na myśl, że będę musiała zostawić maleństwo i wrócić do pracy.
Mam podobną sytuację.. z tą różnicą, że ojciec mojego dziecka jest nieudacznikiem, lubi wypić, pieniądze się go nie trzymają, wszystko przepuści na gry w maszyny, piwo, zioło i kebaba... Ja jestem wykształcona, znam dobrze języki, mam duże doświadczenie w pracach biurowych. Niestety zwolniono mnie na urlopie wychowawczym. Od tamtej pory życie mi się zawaliło. Wprawdzie znalazłam jakąś pracę ale tak kiepską, że ledwo starcza na przedszkole i benzynę na dojazd... Ciągle żyjemy od pierwszego do pierwszego.. Ciągle dzwonią wierzyciele. Ojciec dziecka przeprowadził się 400 km do innego miasta i rozwija tam firmę. Ja ledwo wiążę koniec z końcem. Tydzień temu dostałam wypowiedzenie bo firma się likwiduje. Również mam nerwicę lękową, napady ogromnego przygnębienia, kłatanie serca, bóle mięśni, kłopoty ze snem, strach przed przyszłością. Ciągle walczę o lepszą przyszłość dla mojego synka ale czasami dosłownie brak mi tchu... Ciągle coś się dzieje, mały choruje, nie ma pieniędzy... To jakiś horror! Wiem co czujesz, doskonale cię rozumiem... To wszystko nie miało tak wyglądać.. .nie tak
Co to za gówniane życie? Gdyby nie mój synek to chyba nic by mnie tu nie trzymało.