wszystko to takie oklepane, beznadzieja, pustka, osamotnienie...
mam przyjaciół, z którymi juz nie rozmawiam, w sumie nie wiem czy istnieje w ogóle przyjaźń...
od 2 lat chodze na terapie
mija ponad 2 lata jak odeszłam od kościoła, trudno właściwie mówić o jakimś odejściu bo po prostu niewierze ze dobry Bóg istnieje, chciaż pragnę tego bo byłby lekiem na moje osamotnienie, choć to nieuczciwe być z kimś tylko ze wzgledu na swoje potrzeby
codziennie mysle o śmierci, ze moze byłaby jedynym rozwiazaniem
nie jestem zasadzona w tej rzeczywistości
nie zależy mi na życiu, żyje ale nie wiem po co...dlaczego
upokarzajace jest to,że pisze o swoim dramacie w takim miejscu
potrzebuje z kims pogadac
Hej..... nie zawsze konieczna jest wiara w Boga..... czasami wystarczy wiara w ludzi.....
Serotonino, twój post jest pełen smutku i rozgoryczenia, ale widzę w nim też odrobinę nadziei. Nie wiem, na czym polega twój problem, dlaczego chodzisz na terapię i dlaczego nie rozmawiasz z przyjaciółmi, natomiast z jakiegoś powodu napisałaś w dziale "religia - duchowe poszukiwania". Przypuszczam, że dlatego iż odczuwasz duchową pustkę. Piszesz, że pragniesz, aby Bóg istniał, ale w Niego nie wierzysz. No cóż, nie da się raczej uwierzyć w Boga na zawołania, ale może spróbuj się pomodlić, na zasadzie "Boże, jeśli istniejesz....". Może to głupie, ale w chwili zwątpienia też tak się kiedyś pomodliłam, tak od serca. Pisz gdy będziesz się chciała wygadać. Od tego jest między innymi forum.
4 2012-11-14 21:27:02 Ostatnio edytowany przez Matt87 (2012-11-14 21:27:47)
Nie ma w tym nic upokarzającego, że piszesz o swoich problemach w internecie. Nie wiem, skąd w ogóle taki pomysł? ![]()
Zwątpiłaś w ludzi, to pewne. Osobiście zauważyłem, że część ludzi kontynuuje przyjaźń, jeśli widzi w tym jakąkolwiek korzyść (choćby to miałaby być np. możliwość gadania na wspólne tematy). Taka jest niestety prawda. Nie ma przyjaźni bez obopólnej korzyści, przynajmniej ja takiej nie zauważyłem.
Nie musisz wierzyć w boga aby być szczęśliwą. Podstawowy problem, to odnaleźć w sobie motywację, zastanowić się nad tym czym w życiu chcesz się zajmować, co rozwijać. Najlepszą propozycją będzie jednak na start odwiedzić dobrego psychologa, on najlepiej wyjaśni, w czym problem.
wszystko to przerabiałam
psychologa Boga i diabła
przyjaźń miłość wolność
i nic dla mnie nie istnieje
i wszystko o czym piszecie mimo dobry checi to banały i pierdoły
szukałam w swoim życiu
i mam już dość
byłam wierna temu w co wierzyłam
ktos napisał, żeby sie pomodlić, jak moge to zrobić skoro nie wierze? to nie przekora
poszukiwanie było ucieczka
ucieczka dzis jest beznadzieją
codziennie wstaje rano tylko po to zeby znów pójść spać
nie wiem co w moim życiu było nie tak ze teraz tak to wyglada
na codzień udaje ze wszystko jest ok, mecza mnie te rozmowy o niczym
brzmi to wszystko tak cholernie desperacko
nie ma we mnie motywacji do życia ale nie mam też odwagi zeby sie zabić, bo może gdzieś podswiadomnie mam nadzieje ze jutro coś sie odmieni
wnioski zyciowe
jedna tylko rzecz jest w stanie złamac człowieka, pozbawic Go wszystkiego
samotność, choćbym nie wiem kim był
Przetrwać tę samotność
wyzwolić sie spod władzy
ludzi..
świata...
Nauczyć sie rozmawiać ze sobą
Swobodnie spoglądać w przyszłość
Przyjąć życie
i żyć tak poprostu
w zwiewnej sukience biegać
na boso po trawie
czuć tylko woń kwiatów, wilgoć deszczu
odczuwac gorąco i mróz
w lekkim powiewie przyszłości
w beztroskim poczuciu kochania..
oddychać przy Tobie
hej.... jeżeli chciałabyś popisać to nie mam nic przeciwko.... mój mail jest dla Ciebie dostępny.....
nie twierdzę, że to pomoże, czy coś zmieni.... ale czasami można do kogoś napisać....