Witam .Z choroba zmagam sie kilka lat.Leki działaja róznie.Najgorsze w tym wszystkim jest to,ze przez chorobe odizolowałam sie od ludzi,znajomych.Straciłam prace przez chorobę.Rodzina nie chce uwierzyć,ze mam nerwicę.Koleżanki powtarzają bierz się w garść,nie wymyslaj, a moje ataki,słowa o chorobie biorą żartobliwie,mają kolejny temat do plotek.Nie mam takze wsparcia w osobie bliskiej,tak bardzo chciałabym poznać kogoś kto zmierzył się z nerwica lękową,przechodził różne jej "zagrania" i wie o czym piszę. Z doświadczenia wiem,ze nic tak dobrze nie robi jak kontakt z osobą ,która ma podobny problem.Nie wyśmieje gdy złapią objawy somatyczne podczas spaceru czy wspólnej kawki,a poradzi i podniesie na duchu.Czuję,ze mając za przyjaciela ,osobę znająca kwestię,można małymi kroczkami dążyć ku zdrowiu:)
Czego wszystkim życzę ![]()
hej, mam trochę podobny problem do Twego, no może miałam niedawno, bo trochę udało mi się z tego wygrzebać.
Hej missnowego jorku ,miło czytać,ze jesteś na drodze ku lepszemu,ze udało Ci się zmierzyć po części z problemami.Ja jestem na poczatku walki i rozgrywka staje się bardzo mecząca:( do tego brak oparcia robi swoje,ale jestem pozytywnych myśli,bo MUSZĘ wrócić do normalności,zacząć zyć tak jak przed atakami lęków,pełna energii,usmiechu,towarzyska.Bardzo lubiłam kontakt z ludzmi.Dzis doszłam do takiego stanu,ze zamknełam sie w domu,boję się wyjść gdzie jest więcej ludzi z obawy,ze zasłabnę,lub dopadna mnie inne objawy nerwicy.Przeprowadzka z duzego miasta na wieś,pogłebiła objawy,straciłam znajomych,przyjaciół i zdrowie:(
otak, wiem jak cięzko jest w takim stanie funkcjonowac, przypuszczam, że bierzesz leki. Mi pomogła wyłącznie amotryptylina... Teraz od roku chodze na terapię indywidualną.
soniella zmagam zie z ta choroba i dobrze wiem o czym piszesz bardzo dobrze cie rozumiem ciągły strach lek mówienie weź się w garść mi tez tak mówią ale ten kto nie choruje na nerwice lekowa nigdy drugiego nie zrozumie to jest ciężkie i przykre tez nie mam wsparcia ze strony bliskich jest ciężko czasami kończy się na pogotowiu ale walczę i nie poddam się i ty tez nie możesz głowa do góry i pamiętaj nie jesteś sama:)jeśli masz jakieś pytania proszę pisz na wszystkie ci odpowiem
Hej missnowego jorku brałam i biorę leki nadal,była asentra,seroxat,afobam,lamotrygina,pramolan.Powiem tak ,chyba nie wierze,ze te leki zmienią wszystko na dobre i będę mogła funkcjonowac na pełnych obrotach-jak kiedyś cieszyć się każda wolną chwilą,chodzić z usmiechem na ustach,a nie z grymasem i podkrążonymi oczami:( nie moge przyzwyczaic się do tego,ze ta choroba mnie ogranicza,to jest najgorsze.
Pozdrawiam ![]()
Witaj Julcia,dziękuję za odzew:)tak jak piszesz, walczymy o lepsze jutro.Ja takze wylądowałam nie raz na pogotowiu,nie chcieli rozmawiac, odrazu relanium i słowa NERWICA.Mam wrazenie,ze nas nerwusków nie traktują tak do końca poważnie, zarówno lekarze jak i bliscy,znajomi.Po drugie nie mówie wszystkim ,ze dreczy mnie ta przypadłość bo i po co?nie raz przekonałam się,ze odzew był odwrotny od oczekiwanego,bo wiele osób rozumie nerwicę jako odpowiedz na wywołany w danej chwili zgrzyt,zdenerwowanie.Potem pytaja a czym sie denerwujesz?kto Ciebie wyprowadził z równowagi...a nerwica to choroba duszy,naszego kruchego wnętrza.Jesteśmy słabe i podatne na wszelkiego rodzaju zawirowania emocjonalne.To dusza choruje pierwsza.
Bądzmy dobrej mysli,ze te ataki pójda sobie :)a my bedziemy mogły/li cieszyć sie danym dniem bez meczących objawów:)
czego wszystkim oraz sobie ;)serdecznie życzę ![]()
ja zyje z nerwica lekowa od 4 lat nigdzie nie wychodze w domu sie strasznie boje siedziec od miesiaca chodze na terapie i widze jak sie zmienilam jestem zadowolona ale jeszcze dluga droga przede mna
Witaj DagAsiu:)pozwoliłam sobie na przeczytanie Twoich wcześniejszych postów,przerabiałam to sama i do dziś toczę nierówna walkę,ale żyję nadzieją,że będzie lepiej.Doskonale Ciebie rozumię co przechodziłaś,dobrze ze miałas wsparcie w męzu,tęsciowej,że rozumieli i byli przy Tobie,ja nie mam tego szczęścia,kryje to w sobie ,a jak mówię,ze coś mi jest to słyszę słowa :znowu coś???więc przestałam mówić,prosić....mam nadzieję,ze poznam kogoś kto ma podobne problemy i rozumie o czym piszę.
A gdzie chodzisz na terapię? czy to prywatne wizyty?W mojej okolicy nie ma psychologów najblizej około 60km ode mnie.Najgorsze dla mnie, to przemóc się i jechać,samochód odstawiłam,boję się prowadzić:( ....a całkiem niedawno było to moje ulubione zajęcie,wsiadałam za kierownicę,ulubiona muzyka i jechałam przed siebie,sama ze swoimi myślami-wtedy odpoczywałam,a teraz wszystko jest nie tak:(
ale podobno musi być gorzej,by było lepiej
czekam na ten dzień z utęsknieniem:)
pozdrawiam nerwuski
Tak leki nie są czraodziejskim panaceum na takie problemy, ale mnie amitryptylina uratowała życie, bo miałam zamiar odejść z tego świata... Teraz od roku chodzę na terapię i jest w miarę dobrze...