poznałam faceta w marcu. wydawało się że z jego strony to wielkie zauroczenie. dzwonił, pisał, kiedy mówiłam że mam złe doświadczenia przekonywał że związek to jest najlepsze co może być. nigdy nie słyszałam tyle pięknych słów od faceta - jesteś dla mnie ważna, chcę z tobą być. ciągle chciał się widywać. był ciepły, czuły. we wszystkim mi pomagać. opiekować się mną. zwierzał mi się, ufał, ciągle chciał ze mną być. ma 40 lat więc myślałam, że wie co mówi. no i po 3 miesiącach zaufałam. zaczęło mi zależeć, otworzyłam się, a jemu jakby coś się zmieniło. nagle z czułego i nadskakującego robił się nieobecny i zły. myślałam że to przez to, że odstawił alkohol. (myślę że nadużywał i chyba pod moim wpływem ograniczył, sam twierdził że z tego powodu jest ciągle poirytowany; ale dziś chyba znów pije). wiele razy mówił mi, że mam wiele do dania, że jestem mądra, dojrzała etc. ładna. jeśli się kłóciliśmy, to raptem o kilka spraw - pierwsza, za bardzo chciał się mną opiekować, ciągle mnie pouczał co powinnam robić i jak, po jednej z kłótni odpuścił, bo powiedział, że nie chce się denerwować. Drugi powód kłótni, to jego praca, niestabilna, czasem on po prostu nie miał kasy i trzeba było mu pożyczać a jak chciałam gdzieś wyjść, to i płacić, bo nie miał. A jak już pracował, to przez cały dzień, ciągle zależny od zleceń, sam nie panujący nad swoim czasem i tym co będzie za tydzień. Myślałam że to czasowe, że on się ogarnie. Miał problemy - z pracą, z pieniędzmi, z mieszkaniem. Wiele razy go uspokajałam, chciałam zainspirować do tego, żeby uwierzył że mu się da pokonać problemy. Bo ja z takimi problemami umiałam sobie radzić, więc czemu nie on? Po 5 miesiącach w czasie jednej kłótni on mi nagle wypalił, że nie wie czy będzie się umiał zakochać w kimś tak "jak kiedyś". Byłam w szoku. Bo co to było, to co robił wcześniej. Ale przekonywał mnie że jestem dla niego ważna, że chce ze mną być etc. Pomyślałam, że okej, każdy ma prawo mieć wątpliwości. Po tej rozmowie, niby relacja zaczęła się nam stabilizować. Ja przestałam się go czepiać, głównie starałam się być wsparciem i pomocą, skoro miał problemy. On stał się na nowo dobry dla mnie i szukający czasu do spotkań. Wszystko się skończyło po miesiącu, kiedy wyjechałam na tydzień z domu, w sprawach zawodowych. Jak wróciłam zobaczyłam że zabrał swoje rzeczy pod moją nieobecność (nie mieszkaliśmy razem ale ciągle się spotykaliśmy więc każde z nas miało wiele rzeczy u tego drugiego w domu). Na drugi dzień zadzwonił i przez telefon powiedział że nigdy nie był we mnie zakochany i tak zakończył naszą relację. Mojemu zdumieniu nie było końca - bo co to w takim razie było? Dość szybko zorientowałam się, że spotyka się z inną kobietą. Przeszedł ze związku w związek. Zresztą, jak potem zrozumiałam, przede mną też był z kimś i to długo, bo kilka lat, i jak tamta laska go zostawiła to już po 5 tygodniach zaczął mnie podrywać. Co o tym myślicie? Mnie się nie chce wierzyć w to, że kolesie mogą tak postępować. A jednak.
Bardzo nie fair z jego strony.. A jeśli chcemy próbować zrozumieć jego - być może po prostu potrzebował kobiecej bliskości, drugiej osoby - ale jak widać niekoniecznie potrzebował przy tum uczucia.. bardzo to dziwne.
dziękuje. wiesz... ja cenię swoje słowa i to co mówię więc nie sądziłam że dorosły facet może mówić że chce budować związek, wręcz to tego przekonywać, a potem nagle powiedzieć, że nigdy nie był zakochany... można próbować go rozumieć, ale z drugiej strony przecież jeśli chodziło mu tylko o "przytulenie się do kogoś" bo chciał ciepła i bliskości, to chyba powinien mówić że tylko o to mu chodzi...
4 2016-11-05 15:26:58 Ostatnio edytowany przez Klio (2016-11-05 15:27:15)
Z tego co napisałaś to ten człowiek nie wygląda na kogoś zdolnego do uczuć wyższych, w tym miłości.
Z kolei Ty masz w sobie niezdrowe dążenie do uratowania/zaopiekowania. Do pewnego stopnia jest to chwalebne, ale u Ciebie jest duża przesada pod tym względem. W procesie ratowania/zaopiekowania pomijasz wszelkie znaki ostrzegawcze i przy okazji siebie...
oczywiście. dziś to widzę. po prostu czuję ból bo komuś zaufałam w jego słowa...
6 2016-11-05 15:35:55 Ostatnio edytowany przez Klio (2016-11-05 15:36:14)
Słodkie słówka są słodkie, ale to nie one najbardziej świadczą o człowieku. Więcej niż ze słodzenia dowiesz się z tego co taki człowiek robi. Słowa jednak tez nie są bez znaczenia, a zwłaszcza te na które starałaś się nie zwracać uwagi, tj. te umniejszające Ciebie, Twoje wybory. Pouczenia i dążenie do "opieki" czyt. kontroli to te lampki ostrzegawcze, które zginęły w natłoku wspomnień słodkich słówek...
Ból minie. Nie pogrążaj się w nim, tylko zostaw go za sobą. Przy sobie pozostaw tylko naukę.
Wyslij mu kwiaty z podziekowaniem za to, ze uwolnil Ciebie od siebie.
Nie ma czego zalowac.Nie ma za kim tesknic.Dobrze, ze to trwalo tylko pol roku.
a rozumiecie co kieruje facetem w takich sytuacjach? (mnie nie zdarza się mówić komuś że jest dla mnie ważny jeśli nim nie jest, więc ja kompletnie tego nie rozuumiem)
Oportunizm najczęściej.
Dłuższe zastanawianie się nad tym co nim kieruje, robienie jakiś psychoanaliz misia na odległość nie pomoże wygrzebać Ci się z relacji z nim. Niby z nim nie jesteś, a jesteś...
Zastanów się raczej co Tobą kierowało, gdy uznałaś, że warto wchodzić w związek z osobą nadużywającą alkohol, którą Ty wg własnego mniemania byłaś w stanie zmienić
Nie zmieniłaś niczego (bo jest to niemożliwe. Człowiek to nie glina), a jedynie doszukiwałaś się dla niego wymówek. Skąd u Ciebie potrzeba tłumaczenia zachowań, które są niedopuszczalne i których sam nie starał się wytłumaczyć, ani za nie przeprosić. Był kompletnie nieogarnięty życiowo, ale Ty uparłaś się na to, by to zmienić... A może by tak następnym razem nie zmieniać, a znaleźć sobie kogoś, kto jest w stanie zapanować nad własnym życiem, kto nie ściąga Cię na dno i nie próbuje się „opiekować”, a tym bardziej wmawiać, że to z Tobą coś nie tak? Jedyne pozytywy relacji to te początkowe miłe słówka... Czemu jesteś taka łasa na komplementy i adorację, że jesteś w stanie nie dostrzegać wszystkich znaków ostrzegawczych? Odpowiedzi szukaj w sobie, bo teraz tylko tam je znajdziesz.
On szukał i potrzebuje kobiety, która:
1. da się ustawiać i pouczać
2 można jej zaniżyć samoocenę, a przez to on się czuje lepie
3. pozwoli mu się jego kosztem dowartościować, gdyż to on jest zerem (40-letni leń nie mający żadnych oszczędności, pracuje albo nie, nie daje oparcia)
4. będzie go utrzymywać, fundować romantyczne wyjścia
Po pół roku odkrył, że ty taką kobietą nie jesteś, wiec cały piękny plan wziął w łeb i poszukał sobie innej naiwnej. Jeśli ona okażę się równie odporna na jego manipulacje, to też ją zostawi szukając dalej. A jeśli trafił na podatną, to będzie niestety kobieta utrzymywała takiego pasożyta...
no może tak. ja mówiłam, że jak będzie pił to z nim nie będę. i mówiłam o tym że powinien zmienić pracę bo zwyczajnie przecież brakowało mu na alimenty i to od miesięcy... to bardzo ciekawe co piszecie, bo nie znacie mnie i macie dobre, mocne i ostre spostrzeżenia. ja oczywiście się z na niego w końcu wsciekłam i wywaliłam mu co o nim myślę i wiem (przecież on się nie przyznał że w ciągu tygodnia od rozstania już spotykał się z kimś innym :-) ) Nie rozumiem po prostu ludzkiej nieodpowiedzialności. Myślałam że on chce coś w swoim życiu zmienić. W końcu to do mnie mówił że chce być w dobrym i normalnym związku... ale to tylko słowa, słowa, słowa...
Niestety tylko słowa w jego przypadku
Żadnych czynów. Też byłam z takim, co pięknie mówił, Jak byłam na to podatna, to fruwałam pół metra nad ziemią w euforii, tak mnie to co mówił uskrzydlało. Niestety nie realizował tego co tak pięknie mi przedstawiał. Swoje przeszłam, z głupoty się wyleczyłam. I chyba dlatego na takich facetów jestem teraz cięta. Na szczęście mam teraz fajnego męża, czuję się spełniona i szczęśliwa pod tym względem. Ty jesteś mądra, dałaś sie trochę zmanipulować, chciałaś pomóc, pokierować, ale zauważyłaś, ze to nie działa i jego zachowanie ci nie pasuje. Lepiej że on zerwał i ma jakaś inną kobietę teraz, bo ci głowy nie zawraca. I możesz się od niego odciąć. Jeszcze jakiś czas będziesz to rozpamiętywać, ale ci przejdzie w końcu. Głowa do góry ![]()
myślę że powinno mnie tknąć kiedy usłyszałam że ma dziecko ale nigdy go nie chciał i że przez brak stabilnej pracy nie może terminowo płacić alimentów... ale... wolałam widzieć w nim tego jakim mi się chciał pokazać: czułego, dobrego etc. Nawet sobie nie wyobrażacie jak on na początku mnie uwodził.