W wakacje 2 lata temu moj chłopak zostawił mnie dla innej...w sumie teoretycznie twierdzi ze to nie była zdrada bo nie robił nic za moimi plecami bo faktycznie zadzwonil (w dodatku jestesmy para ktora jest ze soba na odleglosc) powiedzial ze nie ma ochcoty ze mna rozmawiac i ze musi sie zastanowic nad naszym zwiazkeim...po 2 dniach zadzwonil powiedzial ze jest z inna i tradycyjne "mozemy zostac przyjaciolmi" (po 3 latach w byciu w zwiazku). Po 2 tygodniach jednak kolezanka okazała sie łasa tylko na jego gotowke wrócił do mnie a ja nie robiłam zadnych przeszkód...poniewaz nie umiem zyc bez niego...po tej calej sytuacji przeprowadzialam sie do niego mieszkalismy razem i po dluzszym czasie oswiadczyl mi sie.
Jednak nie potrafiłam tego zrozumiec i scierpiec w sobie...jak to jest mozliwe ze przesal sie z inna...i tak potrafi o niej zapomniec odrazu. W dodatku to byla dziewczyna w jego typie...zgrabna blondynka pewna siebie wiedzaca czego chce itp itd. Caly czas mi sie wydawalo ze mnie porownuje pozniej do niej...ale nie tak ze dawal mi to do zrozumienia tylko to ja sama chyba tak sobie przekladalam. Caly jeszcze nastepny rok po tym jak do mnie worcil musialam znosic to ze mieli ze soba 3razy w tyg kontakt...oczywiscie spowodowany sytuacjia a nie jego checiami...ale laska byla taka ze nie dawala za wygrana i caly czas wcinala sie nam w zwiazek...telefony, pozyczanie roznych rzeczy, potrzeby pomocy w roznych sytuacjiach...
ale wszystko w koncu sie uciszylo...tylko nie moje odczucia...nie umialam o tym zapomniec...moj partner byl moim pirewszym seksualnym parterem a ja pierwsza jego...tlumaczyalam soebie ze to byl skok w bok zeby zobaczyc jak to jest z inna kobieta...
W te wakacjie trafilam do pracy jednak u siebie w miescie znowu nasz zwiazek stal sie zwiazkem na odleglosc. W pracy poznalam kolesia...z ktorym nadwyraz dobrze mi sie dogadywalo...i jak latwo sie domyslec po pewnym czasie wyladowalismy w lozku...sytuacjia powtorzyla sie 2 razy...tylko ze ja wiedzialam ze nic do niego nie czuje i robilam to tak jak by w zemscie za to co mnie spotkalo. Potem wyjechalam do swojego partnera i zrozumialam ze musze zakonczyc te sytuacjie z tym kolega z pracy...wszystko z nim trwalo 2 miesiace...
Moj partner o niczym nie wie niczego nie podejrzewa...ale ja nie umiem tak zyc oklamujac go...od tego zdazenia minelo ju 5 miesiecy a ja nie potrafie zyc z tym ukrywajac to przed moim narzeczonym. Probowalam wyczusc sytuacjie to moj partner powiedzial mi ze gdybym go zdradzila to nie potrafil by byc ze mna ze by mnie zostawil....
Wiec jak w koncu? lepiej zdusic w sobie to wszystko i zachowac dla siebie....ukrywac przed nim prawde?