Witam was!!! Czy to mozliwe zeby przez ziolo rozpadł sie zwiazek..?
Dla Mnie staje sie to juz mozliwe jednak chce powalczyc..pomozcie.
Przeczytajcie z uwaga co napisalam.
Może własnie tutaj ktos mi troszke psychicznie pomoże bo wtydze sie pogadac nawet z najlepsza przyjaciółką...do jakiego stanu sie doprowadzam:((
Moj 26 letni maz (ja mam tyle samo) jest fanem zioła.
Od dawna je lubil i jaral juz w szkole średniej. Chlopak co lubi rap, jest wrogiem klamstwa , ludzi, i systemu. Inny niz wszyscy, outsider.
Mieszkamy w UK 3,5 roku.
Od 3 lat zaczol podpalac regularnie..czas leci ..to juz prawie 3 lata ciaglego palenia.
Z malymi przerwami ktore byly inicjowane przez moje napierania i klótnie by zrobił sobie detox. Zauwazałam ze juz przesadza.
Najgorsze jest to ze kiedy on podpala to i ja pociagne kilka machow.
Jest to wyjscie z problemow kiedy sie pokłocimy lub z braku laku gdy np,mamy nudny weekend, lub dla relaxu po pracy.
Tak juz sie to wkradlo w codziennosc naszego zycia.
Maż ma kolegow ktorzy palą jakos szybko ich znajduje..z jednym sa bardzo dobrymi kumplami. To nie pomaga.
Na imprezach ze znajomymi on woli zapalic niz pić. Wtedy siedzi przymulony , malo sie oddzywa,. W codziennym zyciu taki własnie jest. Nie dosc ze z charakteru jest niesmialy to jeszcze palac zioło zamyka sie bardziej.
Nic go nie interesuje!!
Zarowka ktora sie spaliła, rachunki, ile obecnie mamy kasy.
Nic nie planuje! Nastepny dzien przychodzi i odchodzi, praca ,zioło...Zero wyjsc a jeżeli juz to z mojej inicjatywy i czasem, z przymusu.
Wychodzic mu sie niechce woli zajarać i grać na kompie.
Ten styl życia mnie poprostu zabija. Ja osobiscie nie mailam nic do ziola ale teraz widze ze co za duzo to nie zdrowo.
Mąż poprostu nie nadaje sie do niczego!!! Jedynie jarać,grać,i uprawiać sex!!
Ciagle o to napiera ze jest podniecony a ja leze jak trup...i go nie kocham - tak mówi.
Ale jak mam miec ochote na tak beznadziejnie zachowującego sie gościa??
Przeraza Mnie to. Czasem wieczorami ,szczegolnie w weekendy jarałam z nim..teraz przestalam rzucilam tez papierosy bo widze dokad to zmierza.
Stoimy w miejscu nie mamy porządnego komputera, nie posiadamy auta, kasy starcza z miech na miech na styk.
Mamy dziecko (moja coreczka z poprzedniego zwiazku) i boje sie ze on wpada w dziwny stan i wciaga w to i mnie.
Spanie do późna, chodzenie spać poźno. potem dezorganizacja.czapach zioła ktory unosi sie w domu i ktore nawet nasze dziecko zna..i rozpoznaje, Wie co to jest,a ma 6 lat.
Maż nie kryje sie z tym chodzac na spacery nie wyobraza sobie nie pojsc w jedno miejsce gdzie moze kupic troche towarku.
Nawet kiedy spaceruje z dzieckiem zawsze zejdzie ze szlaku i zajrzy tam gdzie ..hmmm niepowinien.
Nie jestem osoba ktora ma silną wole...ale odrozniam zle od dobrego i widze ze zmierzamy w złym kierunku.
ale maż chyba nie.
Niewiem jaka przyszlosc mnie z nim czeka. Dalam ultimatum ze nie pali albo ja sie rozwodze. Podpisal na kartce ugode. Jesli zlamie ją to czy jest sens dawac mu jeszcze jedna szanse???
Ziolo naprawde wypala mu mózg. Chyba najwyzszy czas zabrac sie za zycie.
A ja czuje sie przygnebiona. W wolnych dniach siedze w domu bo mało kasy a gdy pogoda jest do bani to trudno gdzies wyjsc z dzieckiem. Nie mam za wielu przyjaciolek. Maz raczej stroni od znajomych ma tylko 2 wybrańcow (oczywiscie tez lubia ziolo) tych kolezanek kore ja lubie on nie znosi. toczy o to czesto klotnie.
Jak gadam z moja mama na skype tez toczy klotnie ze gadam za dlugo! skype i skype!!
Wpadam w smutek ze nie progresuje, nie dbam o przyszlosc moja i dziecka tylko zyje z dnia na dzien. a kiedy juz zbieram sie w sobie zaczynam cos robic to mąż
psuje mi kompletnie motywacje....glupimi klotniami i kuszeniem by zapalic z nim. Najbardziej mnie przeraza tez fakt e nie mysli o niedalekiej przyszlosci. żyje w letargu. Wręcz czesto zachowuje sie jak idiota. Ja ogarniam wszystko.
Szczescie ze chodzi do pracy!!! ale i przed praca zdażylo mu sie zajarac a niestety jego wyraz twarzy zdradza to. boje sie ze może miec problem.
Męcze sie bardzo.
I choc on powtarza ze Mnie kocha i wiem ze to prawda to wiem tez ze nic dobrego oprocz tych slow mi nie daje.
(Choc fakt utrzymuje Mnie i coreczkę bo ja pracuje tylko 3 dni w tyg)
Wiem że go zranie rozstaniem i niewiem co pocznie sam. Nie jest zaradna i pewna siebie osobą.
I ja tez bede miec przerabane samotnie w UK z dzieckiem a powrot do PL bylby kleską dla Mnie. Powrotem do nieczego.
co bedzie najrozsądniejsze?????
Jesli będe zmuzona to trudno podejme ostateczna decyzje...bo w takim zyciu się mecze nie jestem szczęśliwa.
Co dnia budze sie z wieloma watpliwosciami i obserwuje ze zlościa poczynania męza....
A może ja coś robie źle?
Co sadzicie po przeczytaniu???...