Witajcie.
Potrzebuje jakiegoś wsparcia.
Do tej pory nie mogę dojść do siebie.
Facet zostawił mnie po sześciu latach dla innej, czego w życiu bym się nie spodziewała zwłaszcza po nim. Wzór- od zawsze. Pomocny, rodzinny, życzliwy, kochający. 4 lata razem mieszkaliśmy, wprowadziłam się do niego. Mieliśmy wspólne plany, marzenia, nawet chcieliśmy wyjechać z Polski.
Przez lata było dobrze. Był bardzo przywiązany do mojej rodziny, co dzisiaj jest rzadkością.
Pół roku temu gdzieś ta sielanka zniknęła. Ostatnie miesiące okazały się dla naszego związku ciężkim okresem. Ja miałam kłopoty w pracy, przez co musiałam dłużej zostawać, wszystko było na mojej głowie, zwaliło mi się tyle obowiązków, ze cały czas żyłam pod wpływem stresu. Do tego doszły jeszcze problemy z moim bratem alkoholikiem, który wcinał nam się w życie, o czym dalej nie chcę pisać, bo to długa historia. On był zawsze zazdrosny o mojego Adama z czego tworzyły się konflikty.
Tego czasu byłam bardzo nerwowa. Robiłam awantury o rzeczy, które były mało istotne, miałam pretensje o to, ze buty zle leżały w przedpokoju, sama zaczęłam ignorować obowiązki domowe a przede wszystkim jego, bo nie miałam dla niego czasu, cały czas zajęta sobą, praca i wszystkim innym dookoła.
Adam był przy mnie, wspierał mnie, nie dawał się wyprowadzić z równowagi jednak później powoli miał dość mojego zachowania, co zauważyłam i starałam się naprawić sytuację. Częściej bywałam w domu, częściej się uśmiechałam, starałam się nie przejmować tak bardzo tym wszystkim i próbować poprawić sytuację w naszym związku.
Wszystko zaczęło się jakoś odbudowywać. Pogodzilismy się, więc przez jakiś czas było dobrze jak mi się wydawało, wyjasnilismy sobie wiele nieporozumień. Później Adam coraz częściej zaczął jeździć z firmy na szkolenia handlowe do Warszawy, gdzie pobyt był najczęściej dwu lub trzydniowy w ciągu tygodnia, także widywalismy się rzadko.
Po którymś już z kolei jego powrocie zauważyłam, że jest między nami jakas dziwna bariera. On już nie wracał taki stęskniony jak dawniej, rzadziej okazywał mi uczucia a na dodatek za bardzo nie chciał rozmawiać. Zauważyłam, że się trochę oddalal, ale myślałam, że może mamy znowu ciche dni.Ciężko nawet o tym pisać...dwa tygodnie przed świętami mnie zostawił...przyszedł do domu któregoś wieczora i oznajmił mi, ze zakochał się w innej, zle mu z tym, ze mnie oszukuje i nie chce dłużej mnie krzywdzic, ale nie układało nam się, od pewnego czasu, powiedział, że to nie z mojej winy tylko z jego, ze nie miał na to wpływu, tak się stało i powinniśmy się rozstać, może te 6 lat czegoś go nauczyło, tym bardziej nie wyobraża sobie w tej sytuacji siedzieć razem przy wigilijnym stole, bo to by było niewłaściwe. Dowiedziałam się przy okazji, ze to menagerka hotelu, do którego jeździli podczas szkoleń, z którą regularnie się wtedy widywał. Jestem po prostu załamana jak łatwo można przekreślić 6 lat, czy to naprawdę nic nie znaczy? Pozna się kogoś i wszystko mija? Bo miałam przejściowe problemy, z którymi nie było mi łatwo się uporać, ale to nie jest powód.
całe święta przesiedzialam w domu praktycznie płacząc w poduszkę, w pracy wzięłam wolne. Rodzina i przyjaciele w szoku, ze tak postąpił. Najgorsze jest to, ze nawet nie próbował wcześniej ze mną rozmawiać o swoich wątpliwosciach, nic poprawić tylko wypowiedział wprost słowa, które tak bardzo mnie zabolały. Teraz czuje się winny i zaoferował mi swoją pomoc w znalezieniu mieszkania, ponieważ kiedyś z niezależnych ode mnie przyczyn musiałam sprzedać swoje. Nie zależy mi już na jego pomocy, nawet nie chcę go widzieć, mam straszny żal za to, co mi zrobił. Kochałam go i nadal tak jest, nie sądziłam, że można przyjść któregoś dnia i tak po prostu powiedzieć komuś, ze to koniec, nie ma czego naprawiać ani po co się starać. Można zadać sobie pytanie czy cokolwiek znaczyło się dla tej osoby przez te kilka lat, co jest bardzo przygnębiające.
Powiedział, że nie chce bym czuła do niego nienawiść, nie chce też całkowicie urywac ze mną kontaktu, ale też nie chce niczego naprawiać.(tego nie powiedział, ale ja to tak odbieram) ..nie wiem co mam o tym myśleć, jestem w rozsypce. Odkąd wprowadzilam się do rodziców nie mogę sobie miejsca znaleźć. Nie rozumiem jak można tak z dnia na dzień wszystko zakończyć ![]()
Czy jest ktoś w podobnej sytuacji?
też się rozstałam po 5 latach z facetem dokładnie 3 tygodnie temu ;-) typ o którym powie sie "każdy ale nie on". Podobnie jak u Ciebie coraz mniejsza ochota na rozmowy, czepianie sie mnie, wyczuwałam między nami niewidoczny mur. I zaczęłam grzebać aż dowiedziałam sie, że pisał do obcej dziewczyny, flirtował z nią, cytuje "ja już nie pamiętam jak to jest sie zakochac ..." ale mówienie mi że mnie kocha jakoś przychodziło mu z nad zwyczajną lekkością ;-) obłuda.
Zakończyłam to nawet sie nie wysilił aby coś wyjaśnić/zawalczyć nic. Przyjął to na klatę że wiem.
i też zachodziłam w głowę jak tak można?! tyle czasu, wspomnień razem.
Ale ludzie to egoiści najpierw myślą o sobie potem o innych i ich uczuciach. Myślę, że od dłuższego czasu być może więcej niż od pół roku on się odsuwał, widocznie też byłas zajęta problemami (ABSOLUTNIE SIĘ NIE OBWINIAJ ŻE PRZEZ TO ZNALAZŁ POCIESZENIE W RAMIONACH INNEJ!!! BO FACET JEST OD TEGO BY BYĆ NIE TYLKO W DOBRYCH ALE PRZEDE WSZYSTKIM W ZŁYCH MOMENTACH !!) że nie zauważyłaś tego procesu.
Powiem tyle tchórz, bo zamiast odejść albo pogadać z Tobą, szukał kogoś kto ułatwi mu odejście od Ciebie. Bo to nic przyjemnego odejść od kogoś po tylu latach nawet nie czując nic lub troche ... pozostaje pustka, samotność, brakuje poporstu obecności czy kogoś kto przy nas zasypia - jemu ta pustka nie pozostanie bo ma nowy obiekt zainteresowania który całkowicie odciągnie jego uwagę od etapu waszego "rozstania'; a do tego ta egoistyczna furtka że on nie chce tracić kontaktu a jak myślisz dlaczego ? dlaczego chce Ci pomoc przy znalezieniu mieszkania? myślisz, że robi to dla Ciebie? NIE! robi to dla uciszenia swojego sumienia, że Ci "pomógł", a kontakt dla niego to powolne odcinanie się do Ciebie bo pomimo tylu lat też nie potrafiłby tak poporstu zniknąć.
moja rada - idzie nowy rok zrób porządki w życiu, nie idealizuj swojego faceta bo na pewno miał wiele wad, wielorotnie zrobił coś złego, a jeśli CUDEM nie to ostatnie jego zachowanie, zdradzenie Cię, porzucenie z dnia na dzień powinien być wystarczającym powodem dla którego powinnaś zamknąć ten rozdział za sobą.
Poszukaj nowej pracy, wyprowadz sie od rodziców, zrob sobie jakies plany które zmobilizują Cię do wstania rano.
ps. ile macie lat? zapewne jesteś jeszcze młoda i całe życie przed Tobą ;-)
Ja powiem krótko. Wydaje mi się, że nie można z dnia na dzień. To musi trwać jakiś czas. Może być nawet tak, że sobie z tego sprawy nie zdajemy....
Mam 27 lat, on 31. Z rodzicami na pewno nie będę zbyt długo mieszkać, ale teraz niestety nie mam innego wyjścia.
Mieszkałam u niego przez ponad 4 lata, nigdy bym nie przypuszczała, że stracę dach nad głową a już na pewno nie w taki sposób. Co to znaczy mieć własny kąt. Do tej pory żałuję, ze nie udało mi się wygrać sprawy w sądzie...
Mieszkanie to jedno, najbardziej załamuje mnie świadomość, że tyle czasu spędzonego razem i naszych planów poszło się...wiadomo co...
I to nic kompletnie dla niego nie znaczy, nic...
Mam 27 lat, on 31. Z rodzicami na pewno nie będę zbyt długo mieszkać, ale teraz niestety nie mam innego wyjścia.
Mieszkałam u niego przez ponad 4 lata, nigdy bym nie przypuszczała, że stracę dach nad głową a już na pewno nie w taki sposób. Co to znaczy mieć własny kąt. Do tej pory żałuję, ze nie udało mi się wygrać sprawy w sądzie...
Mieszkanie to jedno, najbardziej załamuje mnie świadomość, że tyle czasu spędzonego razem i naszych planów poszło się...wiadomo co...
to lepiej tracić jeszcze więcej lat na niewłaściwego człowieka? tak jak myślałam jesteś młoda i całe życie przed Tobą ! niestety nie da się zbudować szcześcia na czyimś nieszczęściu więc twój ex kiedyś również to zrozumie.
Idź do przodu, nic nam niestety nie jest dane na zawsze ale sztuką jest podnieść sie silniejszym za każdym razem gdy los podstawi nam nogę.
Sprawa jest świeża i jeszcze wiele stanów będziesz przechodzić od nienawiści po tesknotę, ale zobaczysz że czas przyniesie ulgę.
Masz rację, jednak ciężko o tym teraz nie myśleć. Zbyt wiele nas łączyło, żebym mogła na wszystko przymknąć oko. Problem w tym, że on nadal szuka kontaktu...
Pytanie dlaczego nie chciał niczego poprawiać, coś zmienić...tylko tak łatwo odpuścił. Dzwoni do mnie co drugi dzień, ale raz odebrałam i więcej na razie nie chce. Skoro jest zakochany w tamtej, to co ja go jeszcze mogę obchodzić? Przecież sam wybrał. Widocznie sześć lat spędzonych razem jest mało ważne.
Z dnia na dzień się nie da, ale tak jak widzę z Twojego postu, ale także znam z autopsji to taki proces jest stopniowy i trwa tygodniami albo miesiącami.
Co do kontaktu z jego strony to robi to, bo właśnie te wspólnie spędzone lata są dla niego ważne. Nie na tyle ważne, żeby tkwić w związku, który wcześniej czy póżniej stałby się jednostronny, ale na tyle ważne, żeby nie stawać się nawzajem obcymi osobami.
amel_król
Niestety zaboli Cię może to , ale da się z dnia na dzień odkochać tym bardziej jeśli pojawia się 3 osoba. W twoim przypadku tak właśnie jest , ciesz się że to teraz wyszło a nie za kilka lat.
Gdzie leżał problem to zapewne tylko Ty po przeanalizowaniu będziesz wiedziała. Będzie boleć przez dłuższy czas , ale nauczysz się z tym żyć. Skąd wiesz czy następny nie będzie lepszy ?
Po prostu wyciągnij wnioski do następnego związku , a nim się już nie łudź broń boże nie wracaj do tego kto raz to zrobi , zrobi drugi raz - już nie będzie tego samego i nie ludź się. Zaakceptuj to poukładaj sobie i szukaj nowego faceta który da Ci szczęście którego pragniesz.
Lekarstwem na to jest właśnie nowy facet , a zapomnisz o nim szybciej niż myślisz. Tylko nie wybierz sobie byle kogo ![]()
z dnia na dzien nie mozna.