Cześć wszystkim, chciałbym sie was doradzić moja sytuacja wyglada tak. Koleżanka coś do mnie czuje mamy po 21 lat. Chcemy spróbować chodź nie chce jej stracić, czy jeśli nic nie czułem przez okres koleżeństwa dwóch lat to nic nie poczuje ? Tej bliskości i uczucia czy może to przyjść z czasem czy jeśli od pierwszego wejrzenia nie było tej iskry i motylków tylko takie uczucie kolezenstwa to juz nic nie poczuje ? Czy warto zaryzykować ile czasu potrzebujemy co myślicie wypowie sie tez ktoś, nie wiem co o tym myślec.
Jakby Ci to powiedzieć..
Krążą legendy, że niektórym śmiałkom (ok. 1% populacji) udaje się taka sztuka i po jakimś czasie zakochują się w swoich kolegach, przyjaciołach itp. - to tzw. "wyjście z Friend Zone", ale.. są to jak mówię, stare indiańskie podania..
Ogólnie- nie polecam ![]()
Za to polecam poczytać wątki w tym dziale - są tu nawet 2 czy 3 o podobnej tematyce na 1-szej stronie.
Coś to za mało żeby zbudować związek ponieważ w sytuacji przede wszystkim kryzysu to uczucie pozwala na konstruktywne rozwiazywanie sytuacji. Rowniez cos takiego, co mozna nazwac "impulsami" uczuciowymi sklania nas do robienia rzeczy nietypowych, ktore utrwalaja uczucia. Bez uczuciowe zwiazki (bo tak to trzeba nazwac) udaja sie tylko okreslonym typom ludzi, na zasadzie ukladu lub jesli ktos jest psychopata (czyli umie nasladowac emocje i uczucia innych, chociaz sam ich nie czuje) ale druga osoba nie jest.
Pytanie jest też takie. Po co robić coś na siłę? Po co budować związek na kłamstwie i obłudzie. A przeciez tworzenie zwiazku bez uczuc jest takim klamaniem samemu sobie przez samego siebie.
Mozna tez taka sytuacje przyrownac do zdolnosci robienia czegos. Jesli nie jestes kucharzem raczej w restauracji nie bedziesz pracowal bo nie masz zdolnosci. Owszem cos tam sobie upichcisz w domu ale czesciej wyjdzie Ci zakalec. Dla zwiazku taka zdolnoscia jest wlasnie milosc (porzadnie i fascynacja rowniez) poniewaz to jest takie skleiwo miedzy dwojgiem ludzmi. Bez tego zwiazek nie ma sensu wogole. Czasami ludzi mysla ze rodzina, dzieci. OK. ale wtedy skazuje sie dzieci na patrzenie na model bezuczuciowego zwiazku miedzy jego rodzicami, co skutkuje z duzym prawdopodobienstwem z powielaniem takiego modelu w przyszlym zyciu dziecka. Byc moze wiec ten "brak uczuc" wynika z takich modeli u waszych rodzicow? A dlaczego tylko wy? Nie mozecie ruszyc tylkow i poszukac sobie partnerow poza wami?
4 2015-09-04 10:31:11 Ostatnio edytowany przez kwadrad (2015-09-04 10:31:52)
Zalezy czy potrafisz wzbudzic w niej to czego sam chcesz doświadczyć.
Jeżeli nic od niej niech chcesz , jest jedna z wielu i Ty albo ona macie inne lepsze warianty to raczej nie ma sensu.
Nie bawiłbym się w to. Zwiążesz się z nią "na siłę", po paru miesiacach poznasz taką, która Ci się rzeczywiście spodoba i jesli będzie Tobą zainteresowana, to albo zaczniesz sam się miotać albo po prostu tę pierwszą rzucisz - w jednym i drugim przypadku zmarnujesz jej tylko czas i narazisz na niepotrzebne cierpienie.
Drogi Bartku, gdyby nie to, że koleżanka powiedziała Ci, że coś do Ciebie czuje to czy wpadłbyś na pomysł budowania z Nią związku? Pogadaj z Nią: co dokładnie czuje. Jest trochę problem, bo jak ona się w Tobie zakochała to bycie tylko Twoją kumpelą ją rani. Zadbaj o to, żeby jej nie skrzywdzić i być w zgodzie ze sobą. Wiem, że to trudne.
Aleks25 dzięki, czuję coś ale nie wie co dokładnie zalezy jej mi tak samo ale czy na miłośc przyjdzie czas? czy to musi byc juz to cos od tego pierwszeg spotaknia
8 2015-09-04 15:16:52 Ostatnio edytowany przez Gary (2015-09-04 15:18:19)
Cześć wszystkim, chciałbym sie was doradzić moja sytuacja wyglada tak. Koleżanka coś do mnie czuje mamy po 21 lat. Chcemy spróbować chodź nie chce jej stracić, czy jeśli nic nie czułem przez okres koleżeństwa dwóch lat to nic nie poczuje ? Tej bliskości i uczucia czy może to przyjść z czasem czy jeśli od pierwszego wejrzenia nie było tej iskry i motylków tylko takie uczucie kolezenstwa to juz nic nie poczuje ? Czy warto zaryzykować ile czasu potrzebujemy co myślicie wypowie sie tez ktoś, nie wiem co o tym myślec.
Jak jesteście mądrzy, to nawet jak Wam nie wyjdzie, to wciąż będziecie sobie bliscy. Jednak za parę lat spotkasz dziewczynę, która nie zaakceptuje przyjaciółki swojego męża. Zatem skończy się Wasza przyjaźń.
Dlatego jeśli myślisz, że seks Wam się uda, ona Ci sie podoba, to próbuj związku. Motylki znikają po jakimś czasie.
Miłość czasami rodzi się po cichu, bez motylków. Miłość poczujesz jak stracisz tę osobę. Być może po wielu latach będziesz wiedział, że to była miłość.
AAaaaa... oddałbyś jej nerkę? Aaaaaaa... czy jeśli ona ma sukces, to jest to też twój sukces, czy może trochę zazdrościsz? A czy jeśli ona ma nieszczęście, to jest to też twoje nieszczęście? Jesteście jakby ze sobą związani, jakby jedną osobą?
Wg mnie jeśli spróbujesz i seks Was nie podzieli, to będzie super. Jeśli nie spróbujesz, to i tak w przyszłości się skomplikuje (= ona będzie miała chłopaka), więc będiesz żałował.
Jeśli ona jest w Tobie zakochana, to przestań się ociągać...
Aleks25 dzięki, czuję coś ale nie wie co dokładnie zalezy jej mi tak samo ale czy na miłośc przyjdzie czas? czy to musi byc juz to cos od tego pierwszeg spotaknia
Zakochanie i miłość niewiele mają ze sobą wspólnego. Czasem miłość zaczyna się od zakochania, czasem miłość istnieje bez zakochania. Czasem jest zakochanie, ale jak wyparuje, to jest pustka, brak miłości.
Próbowałam, chyba nie ma to sensu, a dodatkowo rozwalisz sobie relację koleżeńską.
Bez sensu. Jeśli to dobra koleżanka i daje ci ściągać na gegrze i bioli, to nie ma sensu ryzykować.
Zakochanie i miłość niewiele mają ze sobą wspólnego.
Prawda.
Czasem miłość zaczyna się od zakochania, czasem miłość istnieje bez zakochania. Czasem jest zakochanie, ale jak wyparuje, to jest pustka, brak miłości.
Owszem, są Miłości, które nie zaczynają się od zakochania, ale wtedy chyba ciężko mówić o miłości między kobietą i mężczyzną
Bez zakochania to można kochać przyjaciół, rodzinę, dzieci, pieska itd... Miłość k i m tym się różni od innych miłości, że jako "kleju" potrzebuje pożądania i fascynacji na zasadach polaryzacji właśnie - po to inkarnujemy jako 2 osobne płcie, innym wypadku wystarczyłaby jedna
Wszystko jest PO COŚ.
Inna sprawa, że fascynacja i pożądanie nie opiera się (a przynajmniej - nie musi) tylko na przymiotach fiz. Ale skoro z kimś się kolegujemy/przyjaźnimy to akurat od tej strony dość dobrze go znamy i jeśli nie pojawiła się fascynacja osobowością, charakterem to już się raczej samo z siebie nie pojawi.
12 2015-09-04 17:01:12 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-09-04 17:02:28)
Czasem miłość zaczyna się od zakochania, czasem miłość istnieje bez zakochania. Czasem jest zakochanie, ale jak wyparuje, to jest pustka, brak miłości.
Owszem, są Miłości, które nie zaczynają się od zakochania, ale wtedy chyba ciężko mówić o miłości między kobietą i mężczyzną
Bez zakochania to można kochać przyjaciół, rodzinę, dzieci, pieska itd... Miłość k i m tym się różni od innych miłości, że jako "kleju" potrzebuje pożądania i fascynacji na zasadach polaryzacji właśnie - po to inkarnujemy jako 2 osobne płcie, innym wypadku wystarczyłaby jedna
![]()
Wszystko jest PO COŚ.
Trochę mnie to zaczyna śmieszyć, bo brzmi jak "wszystko albo nic", przy czym nikt nie powiedział, że namiętność nie wybucha w związkach, które wyrastają na bazie przyjaźni, czyli po sprawdzeniu się dwóch osób w codziennych sytuacjach i problemach. Tak trudno uwierzyć w to, że czasami niektórzy nie dają kredytu zaufania, idąc za zewem natury, ale budują zaufanie, by dać się ponieść wzbudzonej fali namiętności ?
Tak trudno uwierzyć w to, że czasami niektórzy nie dają kredytu zaufania, idąc za zewem natury, ale budują zaufanie, by dać się ponieść wzbudzonej fali namiętności ?
W ogóle nie jest mi trudno w to uwierzyć. Chodziło o coś innego i pisałam o tym w innym wątku..
Co innego namiętność, która wyrasta na bazie głębszej emocjonalnej relacji, ALE i tu potrzebna jest duża wiedza i praca po stronie osoby, która chce to przekształcić w Miłość, bo bezwzględnie MUSI rozbudzić pożądanie w tej drugiej osobie by mógł spojrzeć na nią inaczej jak na przyjaciela.
A co innego wiara w cuda i bajki, które serwują nam komedie romantyczne, w których "miłość można sobie u kogoś wychodzić" - na zasadzie: robimy ciągle to samo co w trakcie koleżeństwa i liczymy, że pożądanie nagle się jakoś "przypląta" od oglądania tych filmów czy opowiadania sobie o bieżących sprawach.. No cholera jasna nie! Jak pięknie by to nie brzmiało, to tak nie działa.
A jeśli komuś udało się zbudować związek, który zaczął się od przyjaźni to pięknie i szczerze gratuluję, ale widocznie przyjaciel zmiany wprowadzał na tyle płynnie, że przeszły niemal niezauważalnie, co świadczy tylko o tym, że ten ktoś doskonale WIEDZIAŁ co i jak robi.
I o to chodzi - tutaj nic SAMO się nie robi w takich przypadkach, to tylko osobie zdobywanej wydaje się, że to przyszło "z czasem" , a tak naprawdę to ta druga osoba musiała wiele zmienić w swoim podejściu.
Zdaje się, że mało kto to rozumie..
14 2015-09-04 18:48:35 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-09-04 18:49:30)
Co innego namiętność, która wyrasta na bazie głębszej emocjonalnej relacji, ALE i tu potrzebna jest duża wiedza i praca po stronie osoby, która chce to przekształcić w Miłość, bo bezwzględnie MUSI rozbudzić pożądanie w tej drugiej osobie by mógł spojrzeć na nią inaczej jak na przyjaciela.
A może właśnie o to chodzi, że w przyjaźni jest bliska emocjonalna więź pomiędzy dwojgiem ludzi, prawdziwie głęboka znajomość drugiej osoby i wrażliwość na sygnały przez nią wysyłane oraz wyczucie, co zdecydowanie pomaga i ułatwia budowanie odpowiedniej atmosfery i tworzenie warunków do rozwoju bliskości. A wszystko to zamiast pobieżnej znajomości i skupienia na powierzchowności.
Faza zakochania jest fascynującym darem, ale przeważnie nagłym przez co "ślepym", bo oczarowani drugą osobą idealizujemy ją, a gdy spadają różowe okulary i zaczyna sie konfrontacja z rzeczywistością, to jest to najczęściej zbyt trudne, gdy okazuje się, że wybrana osoba nie jest tak idealna.
Inaczej jest, gdy zaczynamy od "neutralnego" punktu i w codziennych sytuacjach i zdarzeniach dostrzegamy wyjątkowość drugiej osoby
A jeśli komuś udało się zbudować związek, który zaczął się od przyjaźni to pięknie i szczerze gratuluję, ale widocznie przyjaciel zmiany wprowadzał na tyle płynnie, że przeszły niemal niezauważalnie, co świadczy tylko o tym, że ten ktoś doskonale WIEDZIAŁ co i jak robi.
I o to chodzi - tutaj nic SAMO się nie robi w takich przypadkach, to tylko osobie zdobywanej wydaje się, że to przyszło "z czasem" , a tak naprawdę to ta druga osoba musiała wiele zmienić w swoim podejściu.
Chyba jednak rozwój relacji z przyjacielskiej w intymny, blisk, pełen namiętności związek dwojga osób wymaga zaangażowania dwóch stron, wzajemnego odpowiadania na sygnały i zbieżnych wyobrażeń o życiu.
I jeszcze jedno, przecież tzw, dopasowanie seksualne nie wynika stricte z techniki, ale z umiejętności zbudowania odpowiedniej atmosfery. A znając bardzo dobrze drugą osobę jest łatwiejsze i bardziej naturalne stworzenie warunków dla rozwoju bliskości i poczucia wyjątkowości.
15 2015-09-10 03:37:31 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-09-10 03:39:07)
I jeszcze jedno, przecież tzw, dopasowanie seksualne nie wynika stricte z techniki, ale z umiejętności zbudowania odpowiedniej atmosfery. A znając bardzo dobrze drugą osobę jest łatwiejsze i bardziej naturalne stworzenie warunków dla rozwoju bliskości i poczucia wyjątkowości.
W teorii dobrze to brzmi i wydawałoby się, że nic prostszego, a jednak praktyka jak zwykle swoje.. ![]()
O ile co do wagi atmosfery, która jest preludium do seksu (bez tego seksu po prostu nie ma, a tylko "onanizowanie się drugą osobą") nie mam najmniejszych wątpliwości, o tyle nie zgodzę się co do źródła jej powstawania. Otóż NIEZMIERNIE rzadko kiedy udaje się komuś, kogo mózg zaklasyfikował w kategoriach FZ, wzniecić jakąkolwiek iskrę na tle erotycznym. I tu akurat wiedza o preferencjach i ogólnie o drugiej osobie, nieważne jak rozległa, na niewiele się zdaje.
A jak często bywa, że pojawia się ktoś, kto nas kompletnie nie zna i nic o nas nie wie, a działa na nas ' w ten sposób' z miejsca ?
To nie jest ani sprawiedliwe, ani w żaden sposób sensowne, logiczne. Ktoś by powiedział, że to po prostu 'nie fair'
ale niestety, jako ludzie jesteśmy istotami emocjonalnymi i seksualnymi.
Możemy przeanalizować dokładnie co nami kieruje, co wzbudza emocje na głębszym niż zauroczenie i pierwsza fascynacja poziomie, ale nie uda się przeskoczyć jednej rzeczy.. Taka "wychodzona" i wyjaśniona na wszystkie strony "na logikę i rozum" erotyka, nigdy nie dorówna takiej, gdzie partner po prostu na dzień dobry, albo na "drugie dzień dobry"
, tj. powiedzmy max po kilku miesiącach - nam się spodoba i na nas działa.
Ale tak czy inaczej MUSI na nas erotycznie chociaż minimalnie działać od początku, nie może być FZ, bo to jest kaplica.
Z autopsji mogłabym też sporo powiedzieć, ale to nie jest potrzebne, bo sporo jest wątków tego typu zwłaszcza w ostatnich tygodniach się pojawiały.
Jeśli facet spotykając się z kobieta (i v-ce versa) nie ma ochoty spojrzeć jej głębiej w oczy, dotknąć, podroczyć się (juz nie mówię co dalej
), no to można się wywrócić na lewą stronę, a ktoś i tak nas po prostu nie zauważa w tych kategoriach, tylko patrzy na ten żałosny taniec i nieudolne próby bycia 'seksi'. To jest od początku albo tego nie ma.
I powtarzam, są ludzie, którym się taka sztuka udała- sztuka wyjścia z FZ, ale to trzeba naprawdę wiedzieć co się robi. Sztuka uwodzenia to jest sztuka dot. relacji międzyludzkich jak każda inna i jak każdą inna powinno się to studiować. Tymczasem przez lata wmawia się nam, że to nie ma żadnego znaczenia i wystarczy byc sobą. "Sobą" - jasne! Tylko jeśli jestem sobą i druga osoba jest sobą to tym szybciej skapniemy się, że nie jesteśmy kompatybilni.
A jeśli uważam inaczej i uważam, że JESTEM przy nim/niej sobą, a ona/on mnie nie chce - no to czy robiąc te wszystkie "koziołki" i próbując się wkupić w łaski ja nadal jestem/będę sobą?
'Uwodzenie' rozumiem inaczej niż takie "koziołki".. To jest polaryzacja na kobiece i męskie. I jeśli jestem sobą, ale jestem przy okazji Kobietą to to może, ale NIE MUSI na każdego zadziałać. To jest tez umiejętność 'odpuszczania' z godnością i gracją ![]()
Uwodzenie nie jest "walką na śmierć i życie" o czyjeś względy. ale jest pewnym zasobem (wyuczonych) umiejętności z pogranicza socjotechniki, jakby nie było, i naturalnego uroku osobistego, charyzmy + męskie/żeńskie typowo zachowania.
Trochę odleciałam od głównego tematu, ale chciałam żeby to było jasne i żeby nie sprowadzać każdej relacji rozpoczynającej się od FZ do czegoś, co za wszelką cenę należy przekształcać w coś więcej.
Z naukowego punktu widzenia zamiana jednych zachowań na drugie (te bardziej bliskie i zaawansowane) wytworzy w Was coś w rodzaju "zakochania" także da się.
Ach, ten naukowy punkt widzenia.. nic tylko usiąść z książka i każda białogłowa/facio nasz ![]()
18 2015-09-10 08:38:14 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-09-10 08:46:02)
Elle
Już chyba rozumiem, skąd różnice w naszym postrzeganiu uczuć i związków, które wyrosły na bazie koleżeństwa/przyjaźni. Ja uważam, że - tak to ujmę - ,przychodzą" one do nas same, a TY sądzisz, że są "wypracowane" z trudem i mozołem.
Przy takim podejściu to pewne, że lepiej w ogóle nie brać pod uwagę takich związków ![]()
Ale moim skromnym zdaniem to myśli tworzą emocje, zatem uczucia są reakcjami na które sami się zdecydujemy (świadomie lub nieświadomie). Albo jeszcze inaczej: gdy sobie na nie pozwolimy lub nie pozwolimy z różnych powodów, np. własnych przekonań, co do źródeł miłości, namiętności, zauroczenia etc.
19 2015-09-10 09:57:19 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-09-10 10:02:28)
Tak, zgadzam się, że to myśli Tworzą emocje. A że sami wybieramy te, na których się koncentrujemy to mamy co mamy.
ALE już sam proces wyboru to zupełnie inna bajka- tu wchodzi sprzężenie zwrotne z emocjami.
I jeśli ich zabraknie (emocji), to myśli automatycznie kierują się najpierw tam, gdzie są one najsilniejsze lub po prostu..jakieś.
Dlatego tak trudno 'przeprogramować' relację sterując swoim tokiem myślenia minuta po minucie, godzina po godzinie, .., aż wytworzy się nowy obraz relacji, nowa jakość.
To nie jest do wykonania 'z marszu' i dla wszystkich bez większej wprawy i świadomości.
Tak, zgadzam się, że to myśli Tworzą emocje. A że sami wybieramy te, na których się koncentrujemy to mamy co mamy.
ALE już sam proces wyboru to zupełnie inna bajka- tu wchodzi sprzężenie zwrotne z emocjami.
I jeśli ich zabraknie (emocji), to myśli automatycznie kierują się najpierw tam, gdzie są one najsilniejsze lub po prostu..jakieś.
Dlatego tak trudno 'przeprogramować' relację sterując swoim tokiem myślenia minuta po minucie, godzina po godzinie, .., aż wytworzy się nowy obraz relacji, nowa jakość.
To nie jest do wykonania 'z marszu' i dla wszystkich bez większej wprawy i świadomości.
ALE tak, tak, tak....o to mi chodzi ![]()
A dokładnie o to, że czasami "większe" emocje niż nieświadome przeglądanie się w lustrze, jakim staje się dla nas druga osoba w fazie zakochania/ zauroczenia, jest uświadomione poczucie bliskości z osobą " sprawdzoną" wspólnymi przeżyciami i doświadczeniami z etapu koleżeństwa/przyjaźni.
Największy problem z przejściem "od przyjaciółki do partnerki" jest w tym, jak po latach znajomości rozbudzić intymność i namiętność. O ile, u kobiety, którą spotykamy krótko i od początku kwestia związku gdzieś się tam "wisi w powietrzu", to jakoś idzie, o tyle w przypadku przyjaciółki temat nie wisi i trzeba dopiero sprawić by zaczął - tyle, że od tej drugiej strony musi zacząć wisieć, a to jest b. trudne. Niby prosta rzecz: dotyk, przytulenie, buzi w policzek, ręka, a jednak... idzie gorzej, jak koń pod górę, bo nagle zmieniasz się w gościa, co chce ją dotykać, choć dotychczas tego nie robiłeś. Sam właśnie jestem z taką misją samobójczą
. Nikt nie wierzy, ze mi się uda, wszyscy życzą mi, by się udało
![]()
Poderwanie panny w klubie dla kogoś kto nienawidzi klubów to igraszki przy tym.
Cześć wszystkim, chciałbym sie was doradzić moja sytuacja wyglada tak. Koleżanka coś do mnie czuje mamy po 21 lat. Chcemy spróbować chodź nie chce jej stracić, czy jeśli nic nie czułem przez okres koleżeństwa dwóch lat to nic nie poczuje ? Tej bliskości i uczucia czy może to przyjść z czasem czy jeśli od pierwszego wejrzenia nie było tej iskry i motylków tylko takie uczucie kolezenstwa to juz nic nie poczuje ? Czy warto zaryzykować ile czasu potrzebujemy co myślicie wypowie sie tez ktoś, nie wiem co o tym myślec.
Mnie się kiedyś coś takiego udało i było nawet bardzo fajnie. Według mnie warto spróbować. Znalismy sie dlugo ale zaiskrzylo nam na pierwszej randce. Obojgu :-)
A jak doprowadziłeś do sytuacji, że spotkanie z przyjaciółką przerosło w randkę? No i co robiłeś dalej, bo chyba akcja do łatwych nie należała.
24 2015-09-10 15:31:00 Ostatnio edytowany przez Tomek4811 (2015-09-10 15:31:57)
A jak doprowadziłeś do sytuacji, że spotkanie z przyjaciółką przerosło w randkę? No i co robiłeś dalej, bo chyba akcja do łatwych nie należała.
Zawsze chodzilismy razem paczka tak więc dla odmiany poprosilem ją o spacer we dwoje. Więc pewnie już podejrzewala, że coś krece ;-) Na spacerze najpierw gadalem standardowe pierdoly. Po pewnym czasie ją przytulilem i powiedziałem że chce żebyśmy byli więcej niż przyjaciółmi na co ona mnie pocałowała no i później już poszło :-)
Huh...
No więc...
Zawsze chodzilismy razem paczka tak więc dla odmiany poprosilem ją o spacer we dwoje. Więc pewnie już podejrzewala, że coś krece ;-)
To już zaproponowałem, jak się ociepli, bo na razie to żadna frajda. Ma jeszcze być ciepło.
No i przytulanie... W moim przypadku to jeszcze potrwa
. Ale właśnie szukam sposobów na to, by robić wspólne projekty, takie sam na sam, np. u niej w domu. To zawsze zbliża.
Truhijo, jak Ty się będziesz do tego 'podrywu' szykował tak jak do tego spaceru - z kilku miesięcznym wyprzedzeniem
to nic z tego nie będzie.
Za bardzo się pypciasz z tym wszystkim, za mało to stanowcze, męskie.. Musisz zmienić podejście, bo z tego żadnych emocji nie będzie.
Zwłaszcza jak znasz kobietę długi czas i te podchody z wspólnymi projektami itp. ajaj.. wszystko takie niemal klimat licealny "pierwsze razy" itp.
no słodkie to wszystko i Ty tez jesteś słodki, no ale do łózka daleka droga z takim podejściem ![]()
Elle, ale Ty funkcjonujesz wg logiki: szybko ustalamy jaką mamy relację i już. A tak się niekiedy nie da. Jak przestanę sie "pypciać" z nią to mi ucieknie, a ja muszę ją na razie oswoić ze swoją osobą, tzn. z moją fizyczną obecnością (to nie znaczy, ze nic nie robię, nie nie! tylko idzie b. ciężko; proszę nie łącz tego z poprzednim przypadkiem). Ty mi odpowiesz na odrzucenie przy "bardziej męskich" akcjach: "to trudno!", bo Ciebie to emocjonalnie nie dotyczy, jesteś tą która rozdaje kosze i łatwo Ci jest dawać rady, które są może i abstrakcyjnie słuszne, ale potrafią też doprowadzić do klęski, bo nie uwzględniają specyfiki sytuacji. No i nie wierzysz, że istnieje możliwość zmiany z przyjaciółki w partnerkę, czyli już na starcie negujesz sens działań. A ja stosuję to, co wyczytałem (ah, ta zła nauka, nie oparta na naszych doświadczeniach!) - że w takim przypadku stopniowo buduje się intymność. Wspólne projekty są o tyle dobre, że pozwalają na rozwój intymności - ile razy nauczyciel czy uczennica poprzez sam fakt spotykania się i bycia obok siebie zaczynali coś czuć jedno do drugiego. I ja - poprzez ten efekt, plus kilka innych rzeczy, o których nie wspominam - chcę się do niej intymnie zbliżyć. Myślę, by "uwieść" ja stosując szereg metod naraz. Zobaczymy, czy mi wyjdzie.
Jeśli to dobra przyjaciółka, to powinna wiedzieć, że się w niej zakochałeś. W przeciwnym razie będzie tak jak tutaj na forum -- dziewczyna będzie myśleć, co ten mój przyjaciel kombinuje (???).
Dobra, Truhijo, rób po swojemu - tak się najszybciej nauczysz, zgadzam się ![]()
Taka koleżanka mi opowiadała, że jej kolega kupił jej duży bukiet (widziałem go) powiedział, że zawsze mu się podobała. Nawet nie wiedziała co zrobić, ale ja wiedziałem co zrobi - oleje go. Niby jej się podoba (jest dość przystojny) i jest w jej stylu, ale nie podoba jej się, że jest trochę nieśmiały! Wybrała takiego typowego luzaka dość brzydkiego, który zachowuje się jak typowy klaun i jest z pod zielonego liścia.
Nie polecam Ci jakiś wyznać i działa jak ten powyżej opisany facet. Kobiety kochają huśtawkę nastrojów i sytuację kiedy nie wiedzą co myśleć, wiec daj jej to. Zacznij mówić dwuznaczne teksty, zacznij ją traktować jak dziewczynę - zrób jej mętlik w głowie. A później znowu zwolnij i później powtórka. Czyli tak jak hartowanie stali: do czerwoności a później do lodowatej wody. ![]()
Spróbować możesz, ale jak się nie uda ewakuuj się szybko, bo to tylko będzie niosło negatywne skutki. Jeśli cos do niej czujesz to, albo zostanie Twoja, albo straci kolegę.
Powodzenia!
Dzięx
.