Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 95 ]

Temat: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

Witam,

Jestem kilka miesięcy po rozwodzie, przeczytałem sporo postów na tym forum (jestem zaskoczony ich poziomem, czegoś takiego nie spodziewałem się na forum internetowym) i bardzo jestem ciekaw Waszej opinii na temat, który chcę poruszyć.

Czytając listy innych zdradzających i zdradzanych, a przede wszystkim odpowiedzi do nich odniosłem wrażenie, że panuje dość zgodny pogląd dotyczący tego, iż romansują w małżeństwie głównie osoby z "dysfunkcjami", problemami osobistymi, naszpikowani wadami. Generalnie odnieść można wrażenie, że osoby dojrzałe emocjonalnie trwają w swoich związkach i czerpią z tego satysfakcję i radość, a wszelkie problemy rozwiązują wraz z małżonkami. Brzmi to bardzo dobrze i szczerze zazdroszczę ludziom, którzy mają to szczęście i potrafią ze swoim partnerem/partnerką iść wspólnie przez całe życie omijając większe rafy.
Jeśli postawię pytanie, co zrobić kiedy związek jest nieudany, trwale nieudany, to wiem że uzyskam odpowiedź - należy się rozstać, uzyskać rozwód i układać życie na nowo. Trudno się z takim podejściem nie zgodzić, tyle że w życiu wszystko jest zazwyczaj znacznie bardziej skomplikowane.

Jestem facetem świeżo po 40-ce. Miałem żonę (przez 11 lat), mam syna (szkoła podstawowa). Zbudowałem dom, zgodnie z życzeniem żony, w którym kilka lat mieszkaliśmy. Pracuję w instytucie naukowym, mam różne zainteresowania sportowe, lubię włóczyć się po górach na pieszo i rowerem. Generalnie śmiało można powiedzieć, że do niedawna moje życie było bardzo udane. Brak problemów finansowych, praca, która jest przyjemnością, wspaniały syn, spora i zżyta dalsza rodzina. Wszystko tak fajne, że głupotą było myśleć o zmianach. Było jednak pewne ALE. Nasz związek z żoną stał się jedynie formalnością - nie tylko nie podzielała moich zainteresowań, ale też nie lubiła praktycznie żadnej aktywności. Jeździłem z synem na rowery, żagle, kajaki, sanki, górskie wędrówki. Praktycznie zawsze sami. Raz w roku odbywały się wspólne wakacje z żoną, gdzieś na południu Europy. Praktycznie wszystkie wyjazdy ze znajomymi odbywały się tak, że ja zawsze byłem liczony jako JA, a nie jako MY. Zawsze. Życie intymne również praktycznie zaniknęło. Mojemu spoglądaniu w przyszłość towarzyszyły ambiwalentne odczucia. Prawdopodobnie kolejne stopnie naukowe, kolejne rejsy i wyjazdy (w których coraz więcej miało być syna oczywiście). Z synem kontakt miałem bardzo dobry, spędziłem też rok na urlopie zajmując się nim, aby nie szedł do żłobka. A więc wszystko wyglądało tutaj świetnie. A z drugiej strony praktyczna samotność - nie chodzi tylko o seks, ale o zwykłe czułości, przytulenie się do kogoś, czyjś dotyk, pogłaskanie po głowie podczas oglądania filmu. Takie małe, zwykłe rzeczy, które powodują że człowiek czuje się kochany i akceptowany. Jestem jednak przekonany, że żona kochała mnie też na swój sposób, z pewnością tak było, ale była to miłość bardzo chłodna, wręcz zimna.

I stało się to, co musiało się stać w takiej sytuacji. Poznałem kogoś, z kim mogłem spędzać wspólnie wspaniale czas. Prawdziwą kobietę, ciepłą, mądrą, z którą po jakimś czasie zbliżyliśmy się tak bardzo, że przerodziło się to w romans. Ona była mężatką, ale bez dzieci. Początkowo jasne było dla mnie, że nigdy nie odejdę - ze względu na syna - od żony. Kiedy wyobrażałem sobie swoją wyprowadzkę, wiedziałem, że nigdy nie zdecyduję się na coś takiego. Ale jestem tylko człowiekiem. Poczułem się wreszcie dobrze, ktoś mnie przytulał, ktoś był przy mnie. Ponadto, co przecież też ważne, znów mogłem z kimś sypiać, czerpać z tego prawdziwą przyjemność. Zacząłem myśleć o zmianie, chciałem ułożyć sobie życie raz jeszcze.  Romans - któremu trudno odmówić intensywnych i często pięknych uczuć, czy może odczuć - na dłuższą metę nie interesował mnie zupełnie. Wpadłem w pułapkę, z której nie potrafiłem wyjść. Byłem zakochany w nowej partnerce, chciałem spędzać z nią czas, ale nie potrafiłem cieszyć się tym wspólnym czasem, ponieważ myślałem o synu, który gdzieś tam zawsze na mnie czekał i tęsknił. Przez dwa lata jednak powoli dekonstruowałem swoje dotychczasowe życie. Sprzedałem dom, kupiliśmy żonie i synowi mieszkanie, zostawiłem sobie bardzo niewiele. Przez ten czas syn przyzwyczaił się do myśli, że wszystko się zmieni i tato nie będzie już mieszkał razem. I znów wszystko niby fajnie, tylko że wszystkim moim poczynaniom towarzyszyło poczucie nieuczciwości, kombinowania. Tęskniłem za synem, kiedy jeździłem bez niego w góry czy po prostu nie spędzałem czasu w domu. Szarpałem się dwa lata, po których uzyskałem rozwód. Teraz, kiedy w rok po rozwodzie wszystko się ustabilizowało, kiedy syn zaakceptował sytuację, ja jestem w fatalnym stanie psychicznym, a moja przyszła (a może już nawet niedoszła?) partnerka w nie lepszym.

I teraz czas na pytanie.

Ktoś może powiedzieć, że tak się właśnie kończą zabawy w romans. Chciałem to mam. I pewnie będzie miał rację, ale moje pytanie brzmi następująco:
Czy jeśli ktoś popełnia w życiu błąd wchodząc w związek, który szybko umiera, ale kocha urodzone w tym związku dziecko, to czy nie ma już prawa do ułożenia sobie szczęśliwego życia? Czy skazany jest do 50-ki na bycie tylko tatą, ale już nie mężczyzną?

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez lifrinat (2015-08-07 13:37:47)

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność
Cyprian napisał/a:

Czytając listy innych zdradzających i zdradzanych, a przede wszystkim odpowiedzi do nich odniosłem wrażenie, że panuje dość zgodny pogląd dotyczący tego, iż romansują w małżeństwie głównie osoby z "dysfunkcjami", problemami osobistymi, naszpikowani wadami.

Daj spokój. Jest to specyfika tego forum. Każdy człowiek ma prawo do tego, aby dążyć do rozwoju i własnego szczęścia. Każdy.

Twoja historia mnie jakoś ujęła. Znam w swoim życiu taki przypadek. Jedyne co mogę ci poradzić, to musisz przebaczyć najpierw sobie. Musisz sobie wybaczyć i odpuścić obraz tego nieskazitelnego wyobrażenia o sobie jaki nosiłeś przez lata - nieskazitelny mąż, ojciec, członek rodziny. Czas po rozwodzie i dochodzenie do siebie też robi to swoje - to jest ogromne przeżycie i mijają miesiące zanim się człowiek otrząśnie. Może ci jeszcze zająć dodatkowy rok zanim staniesz na nogi. Niestety, jeśli się w porę nie obudzisz, to co się dzieje z tobą teraz zaważy na pomyślności nowego związku. W takiej relacji najpewniej podświadomie przerzucasz część winy, którą nosisz w sobie za rozpad małżeństwa, na obecną partnerkę. Ona czuje się niekochana, nie najważniejsza, jeszcze nie wiadomo jak ona sobie radzi emocjonalnie z tą sytuacją. Z tego co piszesz, kiepsko.

Być może rozpadnie ci się obecny związek, ale jeśli się naprawdę kochacie, to spróbujcie za jakiś czas. Tylko pamiętaj o swoim uleczeniu. Jutro też wstaje słońce i warto się starać każdego dnia. Powodzenia!

3

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

Trochę szkoda ,że nie pomyśleliście z żoną o terapii małżeńskiej. Może dało by się uratować związek ?
Myślę ,że mimo jej zachowania nie była szczęśliwa w takim układzie.
Musiał być jakiś powód tego ,że nie chciała spędzać razem czasu.
Myślę ,że skoro już znalazłeś kogoś innego to dobrze że się rozwiodłeś.
Dzieci wbrew pozorom nie są szczęśliwe w małżeństwach utrzymywanych tylko ze względu na ich niby dobro.
Dzieci są szczęśliwe gdy mają szczęśliwych rodziców.
Nie widzę przeszkód, żebyś spędzał z synem tyle samo czasu co wcześniej- chodzi mi o wyjazdy i spotkania.
A jak wygląda sytuacja Twojej partnerki bo jak pisałeś ona ma męża.

4

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

"Teraz, kiedy w rok po rozwodzie wszystko się ustabilizowało, kiedy syn zaakceptował sytuację, ja jestem w fatalnym stanie psychicznym, a moja przyszła (a może już nawet niedoszła?) partnerka w nie lepszym."

Czy możesz napisać, dlaczego jesteś w tak fatalnym stanie psychicznym? Czy tylko ze względu na wyrzuty sumienia, że zostawiłeś syna? Bo przecież sam piszesz, że on już zaakceptował tą sytuację. Skąd więc u Ciebie taki stan?
I dlaczego o nowej partnerce myślisz, że będzie już być może "niedoszła" ?
Czy chodzi tylko o rozliczenie z poprzednim związkiem i obwinianie siebie za jego rozkład? Czy też po prostu przestało się Wam (w nowym związku) już układać... a wszystko razem... pogubienie w tym wszystkim... trudność w ocenie tej sytuacji - spowodowało takie Twoje rozterki?

5

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

Choć dużo napisałeś nie wiemy jak wyglądała reakcja żony na Twój romans? Czy wcześniej próbowałeś zmienić coś w małżeństwie (ale tak iż masz poczucie że zrobiłeś wszystko by je naprawić) by zwrócić uwagę żony na jej błędy? Jak ona czuła się w tym małżeństwie... Jak ona przeżyła rozwód?
Synowi obraz rodziny już i tak w jakiś sposób zniszczyłeś (bo z opisu nie wynika by Wasze małżeństwo było bardzo dysfunkcyjne, nic nie piszesz o próbach naprawy... ot znalazła się powierniczka to poszłoooo). Schemat jakich wiele.
Poza tym jak odebrał to mąż kochanki bo pewnie z radości nie skakał?

Jeśli towarzyszy Ci poczucie winy to można się chyba domniemywać odpowiedzi na te pytania..
Stąd poczucie niespełnienia, mimo iż osiągnąłeś co chciałeś.

PS. Z drugiej strony, Ty przynajmniej przyznajesz się że to wszystko co zrobiłeś Cię "obeszło" i sumienie doskwiera bo pełno tu takich którzy depczą rodzinę byleby siebie zaspokoić.

6 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-08-07 14:00:28)

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

A ja mam kilka pytań dodatkowych zanim wyrażę swoją opinię:
1. Czy podzielałeś hobby, pasję, zainteresowania żony? Uczrstlniczyłeś w nich?
2. Dlaczego piszesz o swojej nowej partnerce jako możliwej byłej partnerce?
3. Czy twoje małżeństwo było wynikiem tzw. wpadki i jak długo byliście z żoną z sobą przed ślubem?
4. Jak żona zareagowała na rozwód, czy jest on skutkiem wyjścia na jaw zdrady, czy twojej inwencji?

7

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

Moim zdaniem rodzina to coś , co buduje się na fundamencie związku mężczyzny i kobiety
i jesli ten związek staje się nieszczęśliwy, jest udręką to nie ma się co męczyć dalej.
Oczywiscie przyrzeczenie, przyzwoitość i poczucie obowiązku nakazuja próbę walki o związek,
próbę ratowania, poszukania także w sobie czegoś , co mozna by naprawić.
Tylko, że nie zawsze się da to naprawić i nie zawsze druga strona widzi problem. W pojedynkę związku się nie zbawi.
To nie "sredniowiecze", gdzie odejście ojca łączyło się z biedą i pozostawieniem rodziny samej sobie.
Martyrologia w tym temacie nie jest juz potrzebna. Są alimenty, wspólna opieka .... Da się to wszystko ułozyć.

8 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-08-07 14:10:58)

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

Tak Horses, jest dokładnie tak jak piszesz...
pozostaje tylko pytanie - i dokładnie to dręczy autora - dlaczego ma aż takie załamanie psychiczne?? I to kilka lat po podjęciu decyzji o rozstaniu... a rok po rozwodzie...
Moim zdaniem ta historia ma drugie dno - o czym autor tu nie napisał...

9

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność
Zorija napisał/a:

Tak Horses, jest dokładnie tak jak piszesz...
pozostaje tylko pytanie - i dokładnie to dręczy autora - dlaczego ma aż takie załamanie psychiczne?? I to kilka lat po podjęciu decyzji o rozstaniu... a rok po rozwodzie...
Moim zdaniem ta historia ma drugie dno - o czym autor tu nie napisał...

pewnie tak jest Zorijo, drugie dno

10 Ostatnio edytowany przez Anastacjaa (2015-08-07 14:24:06)

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

Cyprian, czytając Twój opis, miałam wrażenie, że pisał go mój obecny partner. Poza drobnymi szczegółami wszystko się niemal zgadza...
Co do dysfunkcji... nie wiem jak to działa dokładnie, ale mój M wychował się w rozbitej rodzinie, właściwie z  dziadkiem. Wiele razy mówił, że rodzice się nim nie interesowali. Pragnął własnej, domu, dziecka... To wszystko zdobył, ale nie czuł się w małżeństwie dobrze, brakowało mu ciepła, czułości, uwagi - dokładnie tak jak to opisałeś. Odnalazł to przy mnie. Czasem mnie rozczula, że taki "stary"(a jest pewnie w Twoim wieku), duży facet potrzebuje po prostu przytulenia, trzymania za rękę.. rozmowy...

11

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

Dziękuję Wam bardzo za odpowiedzi, napisałem tego posta pod wpływem chwili, nie spodziewałem się takiego odzewu. Ja z natury jestem optymistą, więc staram się zauważać, że jutro słońce też wzejdzie i patrzeć w przyszłość z ciekawością raczej niż smutkiem. Ostatnio jednak trudniej mi to przychodzi.

Co do przyczyn kiepskiego stanu to jest ich wiele i składają się na nieprzyjemną całość:
- trudność zaakceptowania ograniczeń w kontaktach z synem, mamy co prawda dobre, chyba nawet bardzo dobre relacje z byłą żoną, ale ona spędza z nim więcej czasu, z nią syn mieszka. To trudne do zaakceptowania. Wciąż mi to doskwiera.
- ogólne zmęczenie po tych nieprzyjemnych jednak latach,
- akceptacja syna okazała się iluzoryczna - kiedy wprowadziła się do mnie partnerka, on bardzo się zmienił i odsunął,
- partnerka ma bardzo skomplikowaną sytuację rodzinną i wciąż nie jest rozwiedziona,
- nasz nowy związek, przez moje jednak żywe kontakty z synem i - siłą rzeczy - byłą żoną, nie wygląda dobrze,
- nie potrafię skupić się na swojej pracy,

Nie chciałbym wylewać tu wszystkich swoich żali, ja już wiem że muszę ze wszystkim poradzić sobie sam, jednak chciałem utwierdzić się w przekonaniu, że człowiek ma prawo dążyć do swojego własnego szczęścia, czy też taki egoizm jest zupełnie nieakceptowalny, a tylko ja coś sobie wmawiałem. Kierowałem się też tym, że dzieci są szczęśliwe kiedy mają szczęśliwych rodziców, że związek nieudany nie jest dla dziecka dobry. To prawda. Jednak jest to bardzo trudne.

Co do żony, to przeżyła to bardzo. Nie zachowywałem się jak rycerz, niestety. Często wręcz jak dzieciak mimo 40-ki. Jednak nie zniknąłem z ich życia, wszystko zrobiliśmy razem, odszedłem kiedy mieli już mieszkanie, kiedy ich sytuacja była całkowicie stabilna. Teraz też wykorzystuję każdą okazję aby być z synem, więc żona (była żona) zrozumiała, że to nie jest jakiś mój skok w bok i chwilowa zabawa, ale odreagowanie kilku lat "martwego" związku....
Próbowałem wcześniej coś robić, owszem, starałem się, ale bardzo trudno mi oceniać jakość tych starań. Jak pisałem wcześniej, nie miałem zamiaru odchodzić i szukać szczęścia gdzie indziej. Nasze próby skończyły się w momencie kiedy zaproponowałem żonie (na długo przed moim romansem), że może rozwiedziemy się i będziemy razem mieszkać dla pozorów, dla syna, bo ze związku i tak już  niczego nie da się wyciągnąć i szkoda tylko oszukiwać się nawzajem. Oczywiście nie zgodziła się wówczas i tak sobie trwaliśmy.

Odpowiedzi dla "Zmierzchu":
- żona nie miała hobby,
- co do partnerki to już napisałem wyżej,
- nie, to nie była wpadka, znaliśmy się dość długo ale mieszkaliśmy parę miesięcy zaledwie,
- zacząłem od rozmowy o rozwodzie, zanim żona się czegoś domyśliła.

Drugie dno, o którym pisze Zorija, to chyba moje wcześniejsze oczekiwanie, że kiedy to wszystko się dokona, zacznie się wreszcie idylliczne i szczęśliwe życie w nowym związku, z uśmiechniętym synem u boku szczęsliwego taty. Ta idylla nie nadeszła i prawdopodobnie nigdy nie nadejdzie. To jest przyczyna mojego stanu - prawdopodobnie goniłem horyzont.

12

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność
Anastacjaa napisał/a:

Cyprian, czytając Twój opis, miałam wrażenie, że pisał go mój obecny partner. Poza drobnymi szczegółami wszystko się niemal zgadza...
Co do dysfunkcji... nie wiem jak to działa dokładnie, ale mój M wychował się w rozbitej rodzinie, właściwie z  dziadkiem. Wiele razy mówił, że rodzice się nim nie interesowali. Pragnął własnej, domu, dziecka... To wszystko zdobył, ale nie czuł się w małżeństwie dobrze, brakowało mu ciepła, czułości, uwagi - dokładnie tak jak to opisałeś. Odnalazł to przy mnie. Czasem mnie rozczula, że taki "stary"(a jest pewnie w Twoim wieku), duży facet potrzebuje po prostu przytulenia, trzymania za rękę.. rozmowy...

A więc szczęśliwe zakończenia takich spraw są możliwe, to bardzo pocieszające. Zazdroszczę Twojemu M i trzymam kciuki za Wasz związek. Ciekaw jestem jak on poradził sobie z dzieckiem/dziećmi i na ile było to możliwe dzięki wsparciu z Twojej strony.

13 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-08-07 14:36:59)

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

Tak właśnie myślałam Cyprian... nie chcę niczego oceniać, tego co zrobiłeś... lub nie zrobiłeś...
Ale tak się domyślałam, że chodzi tak naprawdę o to, że to nowe szczęście nie wygląda tak jak wyglądały wyobrażenia o nim...
Tak to jest w życiu....
Szukamy szczęścia w zewnętrznych okolicznościach... lub w innych ludziach.... i go nie znajdujemy!
Bo szczęścia należy szukać w samym sobie... wtedy, BEZ WZGLĘDU na te okoliczności, osoby, układy - jesteś po prostu szczęśliwy !
(Chyba, że ktoś wybiera szczęście w ramionach Anastacji... hehehehe... niektórym to faktycznie powinno w pełni wystarczyć... sorki, nie mogę się powstrzymać)

14

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

Cyprian, w zyciu czasami mozna zaobserwować tez taka sytuację.
Po jakimś czasie ten nowy związek, mimo, ze udany, powszednieje i juz takich emocji nie wywołuje.
Z drugiej strony, szczególnie u mężczyzn, nastepuje tęsknota do dorastajacego dziecka i refleksja, ze przeciez tamto małżeństwo
wcale takie złe nie było, a z pewnością było w nim także dużo dobrych chwil.
Wtedy zaczynaja się nawet próby zblizenia do byłej zony, zaprzyjaźnienia się z nią. Czasami nawet obecna partnerkę zdradza się z była smile
Z  zycia wzięte.

15

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność
Zorija napisał/a:

Tak właśnie myślałam Cyprian... nie chcę niczego oceniać, tego co zrobiłeś... lub nie zrobiłeś...
Ale tak się domyślałam, że chodzi tak naprawdę o to, że to nowe szczęście nie wygląda tak jak wyglądały wyobrażenia o nim...
Tak to jest w życiu....
Szukamy szczęścia w zewnętrznych okolicznościach... lub w innych ludziach.... i go nie znajdujemy!
Bo szczęścia należy szukać w samym sobie... wtedy, BEZ WZGLĘDU na te okoliczności, osoby, układy - jesteś po prostu szczęśliwy !
(Chyba, że ktoś wybiera szczęście w ramionach Anastacji... hehehehe... niektórym to faktycznie powinno w pełni wystarczyć... sorki, nie mogę się powstrzymać)

Problem jednak nie w tym, że kochanka okazała się nie tak atrakcyjna w codziennym życiu jak oczekiwałem, że to życie nie jest fajne. Jest. Tak właśnie je sobie wyobrażałem. Rzecz w tym, że syn się mocno buntuje, a moja nowa partnerka... znosi to znacznie gorzej niż myślałem. Gdyby to nowe życie okazało się gorsze niż w marzeniach to byłoby mi łatwiej. Ale ono jest takie, jak tego oczekiwałem. Dla takiego życia zrobiłem to wszystko co zrobiłem. I chciałbym powiedzieć, że wreszcie jestem szczęśliwy. A nie jestem, bo czuję jak wymyka mi się ono z rąk. Może znajdę szczęście w samym sobie, ale to jeszcze potrwa. Długo potrwa.

16

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność
horses napisał/a:

Cyprian, w zyciu czasami mozna zaobserwować tez taka sytuację.
Po jakimś czasie ten nowy związek, mimo, ze udany, powszednieje i juz takich emocji nie wywołuje.
Z drugiej strony, szczególnie u mężczyzn, nastepuje tęsknota do dorastajacego dziecka i refleksja, ze przeciez tamto małżeństwo
wcale takie złe nie było, a z pewnością było w nim także dużo dobrych chwil.
Wtedy zaczynaja się nawet próby zblizenia do byłej zony, zaprzyjaźnienia się z nią. Czasami nawet obecna partnerkę zdradza się z była smile
Z  zycia wzięte.

Co do tęsknoty za dzieckiem to nie mam żadnych wątpliwości. Jest ona przyczyną znacznej części moich problemów. Ale zdrada obecnej partnerki z byłą żoną nie wchodzi tu w grę. I nawet nie chodzi o to, jak tamten związek wyglądał, ale o to, że po tych latach oszukiwania i kręcenia ja już myślę, że nigdy nie będę zdolny do jakiejkolwiek zdrady. Jestem o tym przekonany. Uczciwie trzeba przyznać, że zdrada dodaje życiu pikanterii, te wszystkie hotele, sekretne spotkania, własny kod porozumiewania się. Skłamałbym mówiąc, że nie jest to atrakcyjne dla faceta. Jest bardzo. Ale koszt emocjonalny jest ogromny.

17 Ostatnio edytowany przez annaJo (2015-08-07 14:52:40)

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność
Cyprian napisał/a:

Problem jednak nie w tym, że kochanka okazała się nie tak atrakcyjna w codziennym życiu jak oczekiwałem, że to życie nie jest fajne. Jest. Tak właśnie je sobie wyobrażałem. Rzecz w tym, że syn się mocno buntuje, a moja nowa partnerka... znosi to znacznie gorzej niż myślałem. Gdyby to nowe życie okazało się gorsze niż w marzeniach to byłoby mi łatwiej. Ale ono jest takie, jak tego oczekiwałem. Dla takiego życia zrobiłem to wszystko co zrobiłem. I chciałbym powiedzieć, że wreszcie jestem szczęśliwy. A nie jestem, bo czuję jak wymyka mi się ono z rąk. Może znajdę szczęście w samym sobie, ale to jeszcze potrwa. Długo potrwa.

Czy możesz nam powiedzieć, jak dokładnie partnerka źle reaguje na Twoje relacje z synem. Ile lat na syn?

18 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-08-07 14:53:03)

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

Cyprianie, gubisz się w zeznaniach wink
Najpierw piszesz, że syn w końcu przyzwyczaił się do tego że tato nie będzie z nim mieszkał... że to zaakceptował...
później piszesz, że nie zaakceptował tego tak do końca (mimo, że masz z nim bardzo duży kontakt, o co ma do Ciebie pretensje nowa partnerka)...
teraz zaś piszesz, że syn mocno się buntuje...
...
poza tym - skoro masz 50 lat, to syn nie jest już chyba takim małych chłopcem, jakby wynikało z Twojego listu...
...
takie same sprzeczności piszesz odnoście swojej byłej żony...
...
moim zdaniem jesteś trollem, albo kręcisz, sorry... może Anastacja coś Ci więcej poradzi, ja znikam...

19

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

Wygląda na to że koszty psychiczne tego co się zadziało w Twoim życiu, Twoich decyzji, działań są dla Ciebie wciąż ogromne. Chyba nie jesteś w stanie jeszcze osiągnąć wewnętrznego spokoju. Trudno w takim stanie cieszyć się tym co jest i do czego się przez kilka lat dążyło.

Może to będzie zbyt osobiste pytanie, jeśli tak, to z góry przepraszam za wścibstwo, ale naprawdę bardzo mnie interesuje odpowiedź. Jak to widzisz w tym momencie, czy gdybyś zdawał sobie sprawę z tych kosztów parę lat temu to postąpiłbyś w ten sam sposób, czyli zdecydował się na tak poważne zmiany, czy może próbowałbyś włożyć więcej wysiłku w ratowanie relacji z żoną, czy może łatwiej byłoby po prostu dalej trwać.

20 Ostatnio edytowany przez Anastacjaa (2015-08-07 14:59:06)

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność
Cyprian napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

Cyprian, czytając Twój opis, miałam wrażenie, że pisał go mój obecny partner. Poza drobnymi szczegółami wszystko się niemal zgadza...
Co do dysfunkcji... nie wiem jak to działa dokładnie, ale mój M wychował się w rozbitej rodzinie, właściwie z  dziadkiem. Wiele razy mówił, że rodzice się nim nie interesowali. Pragnął własnej, domu, dziecka... To wszystko zdobył, ale nie czuł się w małżeństwie dobrze, brakowało mu ciepła, czułości, uwagi - dokładnie tak jak to opisałeś. Odnalazł to przy mnie. Czasem mnie rozczula, że taki "stary"(a jest pewnie w Twoim wieku), duży facet potrzebuje po prostu przytulenia, trzymania za rękę.. rozmowy...

A więc szczęśliwe zakończenia takich spraw są możliwe, to bardzo pocieszające. Zazdroszczę Twojemu M i trzymam kciuki za Wasz związek. Ciekaw jestem jak on poradził sobie z dzieckiem/dziećmi i na ile było to możliwe dzięki wsparciu z Twojej strony.

No właśnie, pomimo, że sama nie mam dziecka, wiedziałam, że to będzie najtrudniejszy "element" nowego życia - relacje z dzieckiem, że jeżeli ono się w tej sytuacji nie odnajdzie, albo ex żona będzie robiła problemy i nastawiała to dziecko przeciwko nam, to my nie będziemy szczęśliwi. Powiem Ci szczerze, że strasznie się obawiałam, że mnie nie zaakceptuje. Zwlekałam z chwilą kiedy miałam to dziecko poznać (przez prawie 3 lata naszej znajomości nie poznałam ani jego żony ani dziecka, dopiero po rozwodzie). Dużo rozmawialiśmy na ten temat, jak najlepiej to "rozegrać" by dziecko nie przeżyło szoku, ze nagle jakaś inna kobieta mieszka z tatą. Uznaliśmy, że wspólny wyjazd na ferie w większym gronie, będzie odpowiedni by się poznać na "neutralnym" gruncie. Były tez inne dzieci a my jeszcze (przynajmniej przed dzieckiem) nie byliśmy parą. Wiem, że chyba aż za bardzo byliśmy ostrożni, ale uznaliśmy, że takie powolne oswojenie będzie właściwe. No i jak widać się sprawdziło. Przynajmniej na razie, ale też dlatego że ex żona nie robi problemów, tylko sama układa sobie życie z innym.

21

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

Alez oczywiscie, że tego nie planujesz i nawet o tym nie myslisz. Tylko, ze sama widzę,
jak byli męzowie chcą po czasie głownie ze względu na dziecko zblizyc się do byłej rodziny, jakby naprawić relacje,
a wtedy czasami wystarcza iskra, kilka wspólnych wieczornych rozmów z zoną i coś się rodzi.
Jakos tak jest i jest problem. Nie twierdzę, że tak musi lub jest w Twoim przypadku, ale cos takiego mozna zaobserwować.

Może problemy z dzieckiem napawają Ciebie takim nastrojem. .

22

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność
Zorija napisał/a:

Cyprianie, gubisz się w zeznaniach wink
Najpierw piszesz, że syn w końcu przyzwyczaił się do tego że tato nie będzie z nim mieszkał... że to zaakceptował...
później piszesz, że nie zaakceptował tego tak do końca (mimo, że masz z nim bardzo duży kontakt, o co ma do Ciebie pretensje nowa partnerka)...
teraz zaś piszesz, że syn mocno się buntuje...
...
poza tym - skoro masz 50 lat, to syn nie jest już chyba takim małych chłopcem, jakby wynikało z Twojego listu...
...
takie same sprzeczności piszesz odnoście swojej byłej żony...
...
moim zdaniem jesteś trollem, albo kręcisz, sorry... może Anastacja coś Ci więcej poradzi, ja znikam...

Napisałem, że jestem świeżo po czterdziestce. Ta pięćdziesiątka to wiek, kiedy mój syn będzie mniej więcej pełnoletni. Wtedy będę mógł układać sobie życie dowolnie.

Syn zaakceptował sytuację. Mieszkałem oddzielnie od kilku miesięcy. Po wprowadzeniu się do mnie partnerki, akceptacja się załamała. Zaczął się buntować. Spędzam z nim dużo czasu, aby przekonać go, że nikt mu go nie odbiera. Idzie ciężko. Partnerka ma więc faceta, który lata wciąż za dzieckiem, a nie za nią. Co w tym jest nielogicznego?

Co to znaczy troll? Ktoś, kto bawi się na forum wymyślając problemy?
Jeśli tak, to nie jestem trollem.

23

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność
Zorija napisał/a:

Cyprianie, gubisz się w zeznaniach wink
Najpierw piszesz, że syn w końcu przyzwyczaił się do tego że tato nie będzie z nim mieszkał... że to zaakceptował...
później piszesz, że nie zaakceptował tego tak do końca (mimo, że masz z nim bardzo duży kontakt, o co ma do Ciebie pretensje nowa partnerka)...
teraz zaś piszesz, że syn mocno się buntuje...
...
poza tym - skoro masz 50 lat, to syn nie jest już chyba takim małych chłopcem, jakby wynikało z Twojego listu...
...
takie same sprzeczności piszesz odnoście swojej byłej żony...
...
moim zdaniem jesteś trollem, albo kręcisz, sorry... może Anastacja coś Ci więcej poradzi, ja znikam...

Zorija - przeczytaj jeszcze raz z uwagą, to co pisze autor. Przekręcasz historię. Jesteś pod drugiej stronie (twój mąż odszedł do innej od ciebie), trudno ci pewnie zatem na chłodno podejść do tego tematu.

24

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

No właśnie, pomimo, że sama nie mam dziecka, wiedziałam, że to będzie najtrudniejszy "element" nowego życia - relacje z dzieckiem, że jeżeli ono się w tej sytuacji nie odnajdzie, albo ex żona będzie robiła problemy i nastawiała to dziecko przeciwko nam, to my nie będziemy szczęśliwi. Powiem Ci szczerze, że strasznie się obawiałam, że mnie nie zaakceptuje. Zwlekałam z chwilą kiedy miałam to dziecko poznać (przez prawie 3 lata naszej znajomości nie poznałam ani jego żony ani dziecka, dopiero po rozwodzie). Dużo rozmawialiśmy na ten temat, jak najlepiej to "rozegrać" by dziecko nie przeżyło szoku, ze nagle jakaś inna kobieta mieszka z tatą. Uznaliśmy, że wspólny wyjazd na ferie w większym gronie, będzie odpowiedni by się poznać na "neutralnym" gruncie. Były tez inne dzieci a my jeszcze (przynajmniej przed dzieckiem) nie byliśmy parą. Wiem, że chyba aż za bardzo byliśmy ostrożni, ale uznaliśmy, że takie powolne oswojenie będzie właściwe. No i jak widać się sprawdziło. Przynajmniej na razie, ale też dlatego że ex żona nie robi problemów, tylko sama układa sobie życie z innym.

Rozegraliście to podręcznikowo. Twój M miał wiele szczęścia trafiając na tak rozsądna partnerkę. A już myślałem, że takie rzeczy zdarzają się jedynie w powieściach, a w życiu niekoniecznie. Miło to czytać smile Aż chce się człowiekowi uśmiechnąć smile

25

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

relacje z dorastającymi dziećmi mogą być trudne nawet w normalnej sytuacji
myślę, że zawsze sprawdza się uczciwość i szczerość dostosowana do wieku dziecka
spróbuj może zasięgnąć fachowej porady jak postępować wobec zachowań syna
to ważne, żeby nie popełnić teraz błędów
za kilka lat będzie dorosły i jego szczęście będzie u boku kobiety, a nie u taty
jeśli partnerka nie miała dzieci, to zachowanie syna może być dla niej trudne do zrozumienia
ale to wy musicie wiedzieć jak postępować
powodzenia

26 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-08-07 15:05:11)

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

Lifrinat, nie, niczego nie przekręcam. Cytuję dokładnie za autorem... dokładnie tak pisał... i dokładnie w takiej kolejności...
Podchodzę bardzo chłodno do tematu... uwierz... ale takie sprzeczności - budzą moje podejrzenia i tyle. Poza tym, co ma do tego moja historia i czemu się na nią powołujesz?? Chyba nie za bardzo jesteś do tego upoważniona...

27

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność
Zorija napisał/a:

Lifrinat, nie, niczego nie przekręcam. Cytuję dokładnie za autorem... dokładnie tak pisał... i dokładnie w takiej kolejności...
Podchodzę bardzo chłodno do tematu... uwierz... ale takie sprzeczności - budzą moje podejrzenia i tyle. Poza tym, co ma do tego moja historia i czemu się na nią powołujesz?? Chyba nie za bardzo jesteś do tego upoważniona...

Autor wyjaśnił ci już w poście powyżej.

28

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność
Tasiemka72 napisał/a:

Wygląda na to że koszty psychiczne tego co się zadziało w Twoim życiu, Twoich decyzji, działań są dla Ciebie wciąż ogromne. Chyba nie jesteś w stanie jeszcze osiągnąć wewnętrznego spokoju. Trudno w takim stanie cieszyć się tym co jest i do czego się przez kilka lat dążyło.

Może to będzie zbyt osobiste pytanie, jeśli tak, to z góry przepraszam za wścibstwo, ale naprawdę bardzo mnie interesuje odpowiedź. Jak to widzisz w tym momencie, czy gdybyś zdawał sobie sprawę z tych kosztów parę lat temu to postąpiłbyś w ten sam sposób, czyli zdecydował się na tak poważne zmiany, czy może próbowałbyś włożyć więcej wysiłku w ratowanie relacji z żoną, czy może łatwiej byłoby po prostu dalej trwać.


To bardzo trudne pytanie. Od dawna je sobie zadaję. Poświęciłem mnóstwo czasu na poszukiwanie odpowiedzi - i sądzę, że zrobiłbym to raz jeszcze, ale z większym poszanowaniem moich potrzeb i planów. Trwanie i tak zakończyłoby się rozstaniem. Lepiej chyba wcześniej. Jestem przekonany, że to musiało się wydarzyć. Potrzebny był jakiś powód/pretekst, sam nie wiem jak to nazwać.

29

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność
Cyprian napisał/a:

Rozegraliście to podręcznikowo. Twój M miał wiele szczęścia trafiając na tak rozsądna partnerkę. A już myślałem, że takie rzeczy zdarzają się jedynie w powieściach, a w życiu niekoniecznie. Miło to czytać smile Aż chce się człowiekowi uśmiechnąć smile

A ja się uśmiechnęłam po przeczytaniu tego, co napisałeś smile
Wiesz, jako była kochanka, obrywam tu często i gęsto od zdradzonych żon głównie... wink

30 Ostatnio edytowany przez annaJo (2015-08-07 15:22:24)

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność
Cyprian napisał/a:

Napisałem, że jestem świeżo po czterdziestce. Ta pięćdziesiątka to wiek, kiedy mój syn będzie mniej więcej pełnoletni. Wtedy będę mógł układać sobie życie dowolnie.

Syn zaakceptował sytuację. Mieszkałem oddzielnie od kilku miesięcy. Po wprowadzeniu się do mnie partnerki, akceptacja się załamała. Zaczął się buntować. Spędzam z nim dużo czasu, aby przekonać go, że nikt mu go nie odbiera. Idzie ciężko. Partnerka ma więc faceta, który lata wciąż za dzieckiem, a nie za nią. Co w tym jest nielogicznego?

Z tego co napisałeś może wynikać, że syn z partnerką nie przypadli sobie do gustu. Twój syn ma około 10 lat, w tym wieku chyba jeszcze nie potrafi wyjaśnić, dlaczego jego zachowanie się zmieniło, ale jeżeli poczuł zagrożenie, to musiał być ku temu wyraźny powód.
Partnerka była świadoma, że wiąże się z mężczyzną mającym syna i poświęcającemu mu dużo czasu. Twoje relacje z synem nie mogą być relacjami w waszym trójkącie, a jej zadaniem jest jak najbardziej ułatwić Ci kontakty z synem, a nie żadąć, żebyś za nią ganiał i ograniczał czas poświęcony synowi na jej korzyść.

Szczerze Ci życzę, żebyś nie musiał podejmowac decyzji, kto jest dla Ciebie ważniejszy. Zazwyczaj wtedy tracą dzieci.

31 Ostatnio edytowany przez lifrinat (2015-08-07 16:00:29)

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność
annaJo napisał/a:
Cyprian napisał/a:

Napisałem, że jestem świeżo po czterdziestce. Ta pięćdziesiątka to wiek, kiedy mój syn będzie mniej więcej pełnoletni. Wtedy będę mógł układać sobie życie dowolnie.

Syn zaakceptował sytuację. Mieszkałem oddzielnie od kilku miesięcy. Po wprowadzeniu się do mnie partnerki, akceptacja się załamała. Zaczął się buntować. Spędzam z nim dużo czasu, aby przekonać go, że nikt mu go nie odbiera. Idzie ciężko. Partnerka ma więc faceta, który lata wciąż za dzieckiem, a nie za nią. Co w tym jest nielogicznego?

Z tego co napisałeś może wynikać, że syn z partnerką nie przypadli sobie do gustu. Twój syn ma około 10 lat, w tym wieku chyba jeszcze nie potrafi wyjaśnić, dlaczego jego zachowanie się zmieniło, ale jeżeli poczuł zagrożenie, to musiał być ku temu wyraźny powód.
Partnerka była świadoma, że wiąże się z mężczyzną mającym syna i poświęcającemu mu dużo czasu. Twoje relacje z synem nie mogą być relacjami w waszym trójkącie, a jej zadaniem jest jak najbarciej ułatwić Ci kontakty z synem, a nie żadąć, żebyś za nią ganiał i ograniczał czas poświęcony synowi na jej korzyść.

Szczerze Ci życzę, żebyś nie musiał podejmowac decyzji, kto jest dla Ciebie ważniejszy. Zazwyczaj wtedy tracą dzieci.

Niekoniecznie syn musiał doświadczyć "realnego" zagrożenia. Nie każdy z nowo poznaną osobą też od razu się lubi. Syn na pewno się czegoś obawia, zapewne, że nowa partnerka odbierze/odebrała (wtedy karze ją odrzuceniem) mu tatę.

Warto zatem rozmawiać. I z partnerką także. Często, wrzuceni w jakąś trudną i nową dla nas relację, nie jesteśmy wstanie sobie poradzić. Obawiam się jednak, że to może być dla was 3 za trudne na tę chwilę. 3 osoby poranione, musiałaby być choć jedna silna osoba w tym układzie. Ale.. smile. Będzie dobrze. Brzmisz jak facet poukładany. Musisz rozmawiać z synem i z partnerką i zapewniać ich o swoim zaangażowaniu w aspektach na których im najbardziej zależy.

32

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

Wszystkie zmiany, z którymi musiał sobie poradzić Twój syn były dla niego potwornie trudne. Pisałeś, że z czasem zaakceptował fakt, że nie mieszkacie juz razem. Ale to musiało trwać. Teraz, kiedy już być może jakoś się z tym pogodził, przyzwyczaił następuje kolejna zmiana, czyli wprowadzenie się Twojej partnerki i dziecko znów czuje się zagrożone. Ty to widzisz i starasz się reagować poświęcając mu jak najwięcej czasu, żeby nie czuł się odrzucony. I to znów musi trwać.  A Ty jesteś już prawdopodobnie bardzo zmęczony a dodatkowo rozdarty pomiędzy dzieckiem a nową partnerką, która sama nie mając dzieci być może nie do końca "czuje" odpowiedzialność, którą Ty odczuwasz. Musicie być na siebie bardzo uważni i delikatni, żeby w tym wszystkim ne zgubić siebie nawzajem. I potrzebujecie wszyscy czasu, czasu i jeszcze raz czasu. A dziecko potrzebuje Ciebie i to bardzo dobrze, że starasz się przebywać z nim jak najwięcej.

33

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

To bardzo trudne pytanie. Od dawna je sobie zadaję. Poświęciłem mnóstwo czasu na poszukiwanie odpowiedzi - i sądzę, że zrobiłbym to raz jeszcze, ale z większym poszanowaniem moich potrzeb i planów. Trwanie i tak zakończyłoby się rozstaniem. Lepiej chyba wcześniej. Jestem przekonany, że to musiało się wydarzyć. Potrzebny był jakiś powód/pretekst, sam nie wiem jak to nazwać.

jeśli w związku nie ma namiętności ze strony kobiety, to znaczy, że nie kocha i nie pragnie faceta
nic nie można na to poradzić
szkoda, że mężczyźni tego nie wiedzą i szukają dziwnych wyjaśnień

34

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

Być może dziecko buntując się w taki dziecinny sposób chce wymusić powrót ojca do mamy?
Mysli, ze robi dobrze. Trzeba z dzieckiem rozmawiać.

35

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

Nie ukrywam że czytam takie historie żeby wyciągnąć z nich coś dla siebie. I niezmiernie się ciesze że napisałeś tego posta Cyprian, bo pozwala mi to trochę bardziej zrozumieć postępowanie mojego partnera i umacnia mnie coraz bardziej w słuszności mojej decyzji. Czasami lepiej jest poczekać. U Ciebie trwało to dwa lata, dwa lata (a chyba nawet trochę ponad) kiedy Twoja nowa partnerka z cierpliwością czekala na podjęcie przez Ciebie decyzji. Człowieku, większość pań z tego forum już dawno by uciekła, a przynajmniej domagałaby się rozwiązania teraz tutaj i jak najszybciej. Wnoszę to z komentarzy w moim wątku. Więc to co masz to chyba prawdziwy skarb. Relacje Twojej partnerki z synem na pewno ulegną kiedyś złagodzeniu, ale myślę też że nie powinieneś zostawiać jej samej w tej trudnej dla niej sytuacji. Syn jest coraz starszy, być może też i on nie potrzebuje Ciebie w takim stopniu jak dawniej i trudno jest Ci się z tym pogodzić. Tak się dzieje również w pełnych rodzinach, dzieci z czasem przestają chcieć przebywać z rodzicami. Myślę że najlepszą metodą tutaj jest praca nad samym sobą, bo to Ty masz z tym największym problem.
Znam pana który jest już kilka lat po  rozwodzie, dzieci już mają 17 i 14 lat, przychodzą do niegopo kilka razy w tygodniu plus na cały weekend co dwa tygodnie i co robią? Siedzą w swoim pokoju i grają na laptopach. Wiedzą że to jest ich obowiązek widzieć ojca, bo sąd tak kazał, a jednocześnie mają już swój świat. A facet wciąż ma pretensje do byłej żony że widzi dzieci za mało, a przy tym niesamowity konflikt wewnętrzny że ich zaniedbuje. A to nie tak, po prostu nie tak.
Pamiętaj że syn zawsze pozostanie Twym synem, nawet jak się wyprowadzi i pojedzie w siną dal. Ale kobieta którą kochasz może stać się tylko wspomnieniem gdy ją zaniedbasz za bardzo. Ja myślę że da się to wszystko pogodzić, ale musisz szukać rozwiązania w sobie samym.

36 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-08-07 17:59:21)

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

Piszesz, że z żona długo się znaliście, mieszkaliście razem przed ślubem, pobraliście bez presji, to jak to się stało, że nie zauwaźyłeś, że ona nie ma pasji, że zbyt mało w niej ciepła, którego chciałbyś otrzymywać od swojej kobiety, że nie jest na tyle mądrą żeby zaspakajać twoje intelektualne potrzeby?

Czego tobie brakowało w związku opisałeś dość obszernie. Braki żony również wylistowałeś. Ale sobie nie masz do zarzucenia zbyt wiele. W swoich oczach jesteś ideałem, któremu życie tylko potoczyło się niezgodnie z planami.
A może to jednak tobie czegoś brakuje?
W swoim pierwszym poście napisałeś, że romansują osoby z "dysfunkcjami" i wydaje się, że jesteś dość blisko właściwego określenia, bo romamsują osoby z "deficytami".
Radzę poszukać przyczyn takiego stanu rzeczy, ale ostrzegam, że to będzie trudne, bo wymaga spojrzenia na siebie z innej perspektywy. Jak już spojrzysz na siebie takim, jakim jesteś naprawdę a nie jakim chciałbyś, aby ciebie widziano, to przestaniesz od swojej relacji wymagać tego, że rozwiąże ona twoje osobiste problemy, bo pozwalisz sobie je zwyczajnie mieć. W codziennym życiu istotne jest, żeby być sobą zainteresowanym i znac siebie samego oraz zrezygnować z wizji, że wszystko będzie piękne.
Takiej osobie, która idealizuje własną osobę i nie widzi własnego udziału w relacji, w tworzeniu atmosfery, w rozwiązywaniu problemów, będzie bardzo trudno zbudować satysfakcjonujący związek. Zawsze będzie COŚ uwierać.

Cyprian napisał/a:

Czy jeśli ktoś popełnia w życiu błąd wchodząc w związek, który szybko umiera, ale kocha urodzone w tym związku dziecko, to czy nie ma już prawa do ułożenia sobie szczęśliwego życia? Czy skazany jest do 50-ki na bycie tylko tatą, ale już nie mężczyzną?

Pytanie zostało sformułowane bardzo tendencyjnie, bo wymusza na - w miarę ogarniętym czytelniku - jednoznaczną odpowiedż. To zwykła manipulacja, ale niech tam.
Odpowiem tak: Dorosły człowiek podejmuje świadome wybory i dojrzałe decyzje. Dojrzałość polega m.in. na tym, że bierze się pełną odpowiedzialność za swoje zachowania i reakcje. Jeśli coś mi nie wyszło, nikogo za to nie obwiniam. Nie przenoszę odpowiedzialności za swoje zachowania na bliskie mi osoby (bo ona to nie chciała tego i tamtego).
Bo moje reakcje i moje zachowania to wyłącznie moja sprawa. Nawet jeśli z późniejszej perspektywy wybory i decyzje wydają sie niewłaściwe, to bogatszy o refleksję i wnioski rozwiązuję zaistniałą sytuację najbardziej bezboleśnie dla wszystkich.
Cyprian, nie jesteś i nie byłeś na nic skazany, niczego nie musiałeś, ale nie wolno tobie nikogo obwiniać za konsekwencje twoich (nie obawiam się tutaj użyć określenia NIEDOJRZAŁYCH) wyborów i decyzji obwiniać
Myślę, że gdybyś zrezygnował z wprowadzania bezpośrednio po rozstaniu do życia twojego dziecka swojej nowej partnerki i gdybyś poświęcił czas wyłącznie jemu i jego sprawom, to wasza relacja nie ucierpiałaby po rozwodzie. Albo wcale tej relacji wcześniej tak silnej nie mieliście, jak tutaj to opisałeś.
W mojej ocenie również zachowanie twojej partnerki jest NIEDOJRZAŁE, skoro dorosła kobieta nie jest w stanie zrozumieć delikatności sytuacji pomiędzy dzieckiem a rodzicem po rozwodzie i wzmaga napięcie, to doprawdy nie widzę tutaj ani odrobiny ciepła i mądrości, o którym wspominałeś. Ja bym się uważnie przyjrzał twojej nowej wybrance, bo być może trafiłeś z deszczu pod rynnę, kolego.

37 Ostatnio edytowany przez Anastacjaa (2015-08-07 17:47:25)

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

Cyprian, ciesz się, że nie trafiłeś na forum w chwili rozstawania, bo zapewne byś został zbluzgany. wink Teraz już "po fakcie" osoby się kulturalnie wypowiadają, podpowiadając wiele cennych rzeczy.
Też myślę, jak ktoś wyżej napisał, że ten "dystans" dziecka to bunt czy "strach" przed utratą Ciebie na rzecz innej. Jak wspomniałam sama nie mam dziecka ale miałam, mam dużo starszego brata z którym byłam bardzo zżyta. On zawsze się ze mną bawił, przywoził coś z podróży itd. a kiedy poznał swoją obecną żonę, nagle odeszłam na drugi plan.. Jak razem przyjeżdżali już nie poświęcał mi tyle czasu, nie bawił jak wcześniej - byłam po prostu zazdrosna i nie tyle że jej nie lubiłam, ale czułam że mi go zabiera. Ona jeszcze nie znając mnie nie miała ze mną kontaktu "przyjacielskiego" , jak przyjeżdżali trzymała się głównie mego brata - ani ona ani on nie zwracali na mnie większej uwagi wink ale potem to się zmieniło.
Teraz masz problem, że musisz uwagę dzielić, a każde czuje się odepchnięte. O ile dziecko rozumiem, tak Twojej kobiety nie. To z nią powinieneś porozmawiać, możne fakt że nie ma dzieci powoduje, że tak się zachowuje? Dla mnie dziecko nie jest żadnym rywalem, wręcz przeciwnie. Na początku nawet chciałam by sami spędzali czas, bynajmniej nie byłam zazdrosna - bo to ich chwile. Na wakacjach trochę się to zmieniło, bo ja więcej z tym dzieckiem jestem, ale już przez te pół roku zdołało się ze mną oswoić i chyba polubić smile Choć nie jestem do końca przekonana, że zdaje sobie sprawę, że jestem nową "żoną" taty, bo poznałyśmy się w innych okolicznościach i najpierw nie mieszkaliśmy razem tylko spotykali, kiedy ona była u niego.. Ale może tak..

38 Ostatnio edytowany przez Doonna (2015-08-07 18:40:02)

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność
ivy71 napisał/a:

U Ciebie trwało to dwa lata, dwa lata (a chyba nawet trochę ponad) kiedy Twoja nowa partnerka z cierpliwością czekala na podjęcie przez Ciebie decyzji. Człowieku, większość pań z tego forum już dawno by uciekła, a przynajmniej domagałaby się rozwiązania teraz tutaj i jak najszybciej. Wnoszę to z komentarzy w moim wątku. Więc to co masz to chyba prawdziwy skarb.



Pamiętaj że syn zawsze pozostanie Twym synem, nawet jak się wyprowadzi i pojedzie w siną dal. Ale kobieta którą kochasz może stać się tylko wspomnieniem gdy ją zaniedbasz za bardzo. Ja myślę że da się to wszystko pogodzić, ale musisz szukać rozwiązania w sobie samym.


O jakim skarbie piszesz, o jakiej cierpliwosci?  - Ona do teraz jest mezatka, kto tu na kogo czeka?

Mezatka ktora mieszka z kochankiem, zwykla s... nic wiecej,
do tego jeszcze zaborcza i latwa...   
a poza tym ma jakies pasje, inne hobby poza wciskaniem dupska w cudze malzenstwo?

Co do syna to moze jeszcze predzej pozostac wspomnieniem, niz jakas kochanica ktora byc moze wroci do meza, albo poleci do innego ktory bedzie potrzebowal ,,prawdziwej kobiety" big_smile

Praktyke juz ma, dzieci nie (hmm... ciekawe dlaczego?).

39

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

O, jak widze watek wraca do normy big_smile

40

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

Cyprian, nie powinieneś się zadręczać. Dzieci w tym wieku zaczynają mieć swoje życie, a chłopcy szczególnie - moje dziecko w tym wieku zaczęło przechodzić niezły bunt. Był bardziej uciążliwy i nieznośny niż w wieku 16-18 lat. Myślę że powinieneś mu jakoś fajnie organizować czas i za bardzo się nie przejmować. Podziwiam Twoją partnerkę. Byłam w podobnej sytuacji i nie wytrzymałam. Po czteroletniej huśtawce i braku konkretnej decyzji ze strony faceta zerwałam kontakt. Sama wcześniej się rozwiodłam.  On parę razy próbował odnowić znajomość ze mną. Mówi mi non stop że jest nieszczęśliwy, że sobie nie radzi, że to wszystko go przerasta, ale żadnej decyzji nie podejmował. Po prostu żył i żyje z dnia na dzień. Ma bardzo podobne życie małżeńskie do Twojego. Ale ten brak zdecydowania z jego strony mnie wykańczał. Gdy zaczęliśmy się spotykać był świetnym facetem, gdy kończyliśmy znajomość był wiecznie zmęczony, wykończony itp. Stwierdziłam że tak być nie może, że może to moja wina, że go już tylko unieszczęśliwiam. Myślę że mówił prawdę, że nie radził sobie z perspektywą życia bez dzieci. Także nie niszcz tego co masz, bo za chwilę może być za późno, ciesz się życiem i za dużo nie myśl. Staraj się żyć w zgodzie ze sobą i szanuj swoją partnerkę bo takimi wątpliwościami możesz w niej wywołać poczucie winy za całą sytuację. A tak chyba nie jest.

41

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność
ivy71 napisał/a:

U Ciebie trwało to dwa lata, dwa lata (a chyba nawet trochę ponad) kiedy Twoja nowa partnerka z cierpliwością czekala na podjęcie przez Ciebie decyzji. Człowieku, większość pań z tego forum już dawno by uciekła, a przynajmniej domagałaby się rozwiązania teraz tutaj i jak najszybciej. Wnoszę to z komentarzy w moim wątku. Więc to co masz to chyba prawdziwy skarb. Relacje Twojej partnerki z synem na pewno ulegną kiedyś złagodzeniu, ale myślę też że nie powinieneś zostawiać jej samej w tej trudnej dla niej sytuacji.

Tak, ja wiem że to trwało długo. Wydawało mi się, że dzięki temu mój egoizm (budowanie nowego związku) będzie trochę mniejszy jeśli zrobię to spokojnie i beż żadnych gwałtownych zmian, wyprowadzek itd. Wiem już jednak, że ktoś zawsze cierpi, a w tym przypadku moja nowa partnerka. Rozumiem ją, ale pamiętaj, że jednak świadomie zdecydowała się na związek z facetem, który ma dziecko i który nigdy nie wspomniał, że zostawi je ot tak, nagle. Wiedziała, że proces rozstawania nie będzie prosty. Oczywiście może się okazać, że ostatecznie konsekwencje poniosę ja. Bywa i tak choć bardzo trudno będzie mi się z tym pogodzić.

Syn jest coraz starszy, być może też i on nie potrzebuje Ciebie w takim stopniu jak dawniej i trudno jest Ci się z tym pogodzić. Tak się dzieje również w pełnych rodzinach, dzieci z czasem przestają chcieć przebywać z rodzicami. Myślę że najlepszą metodą tutaj jest praca nad samym sobą, bo to Ty masz z tym największym problem.

Potrzebuje, potrzebuje smile Buntuje się, bo chce spędzać czas ze mną, nie z nami. Znam go bardzo dobrze.
Praca nad sobą niewiele chyba pomoże, kłopoty są realne, nie istnieją jedynie w mojej głowie. Na pewno jednak czeka mnie sporo pracy.

42 Ostatnio edytowany przez Tasiemka72 (2015-08-07 19:22:07)

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

Cyprian, a co to znaczy
"zrobiłbym to raz jeszcze, ale z większym poszanowaniem moich potrzeb i planów"
Bo kiedy to przeczytałam, to pomyślałam, że może oceniasz, że wydarzyło się to wszystko za szybko, że Twoja partnerka tego oczekiwała, naciskała a Ty uległeś, ale teraz piszesz, że jednak dość długo to trwało i był to raczej proces niż rewolucja.

43

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność
zmierzch napisał/a:

Piszesz, że z żona długo się znaliście, mieszkaliście razem przed ślubem, pobraliście bez presji, to jak to się stało, że nie zauwaźyłeś, że ona nie ma pasji, że zbyt mało w niej ciepła, którego chciałbyś otrzymywać od swojej kobiety, że nie jest na tyle mądrą żeby zaspakajać twoje intelektualne potrzeby?

Nie wspomniałem o żadnych intelektualnych brakach żony. Niczego nie mogę jej tutaj akurat zarzucić. Dlaczego nie zauważyłem? Może wówczas takie cechy nie wydawały mi się istotne, może spowodowane było to brakiem umiejętności wycofania się w odpowiednim czasie? Może po prostu byłem niedojrzały i nie wiedziałem czego szukać w związku? Czy nie z tego bierze się właśnie większość rozstań? Człowiek dojrzewa, więcej widzi i rozumie, jego potrzeby się zmieniają, niekiedy zmieniają się potrzeby partnerki. Dwoje ludzi w wieku 20+ może fajnie się rozumieć, co jednak nie oznacza, że kilkanaście lat później jest tak nadal. Oczywiście ja wiem, że związek polega na pracy, zmianach, kompromisach, itd. Nie zawsze się to jednak udaje.

Czego tobie brakowało w związku opisałeś dość obszernie. Braki żony również wylistowałeś. Ale sobie nie masz do zarzucenia zbyt wiele. W swoich oczach jesteś ideałem, któremu życie tylko potoczyło się niezgodnie z planami.
A może to jednak tobie czegoś brakuje?

Trudno w jednym poście napisać wszystko. Nie uważam się za ideał. Mam wady jak każdy. Uważam jednak, że to co w naszym związku robiłem wystarczyło, aby obdarzyć mnie jednak odrobiną ciepła i uwagi. Czego mi brakuje? Trudno mi to ocenić, ale myślę, że źle ze mną nie jest.

Takiej osobie, która idealizuje własną osobę i nie widzi własnego udziału w relacji, w tworzeniu atmosfery, w rozwiązywaniu problemów, będzie bardzo trudno zbudować satysfakcjonujący związek. Zawsze będzie COŚ uwierać.

Problem w tym, że ciężar budowy relacji i tworzenia atmosfery spoczywał głównie na mnie. Czasami chciałem być uczestnikiem, a nie organizatorem i lokomotywą. Ja po prostu chciałem, aby czasami ktoś za mnie zadecydował, coś zaproponował, zorganizował. Chciałem zobaczyć CHĘĆ do czegokolwiek. Próbowałem zmian. Oczywiście w miarę możliwości i umiejętności. Nie sądzę jednak aby tamto małżeństwo można było uratować.

Myślę, że gdybyś zrezygnował z wprowadzania bezpośrednio po rozstaniu do życia twojego dziecka swojej nowej partnerki i gdybyś poświęcił czas wyłącznie jemu i jego sprawom, to wasza relacja nie ucierpiałaby po rozwodzie. Albo wcale tej relacji wcześniej tak silnej nie mieliście, jak tutaj to opisałeś.

Nie wprowadzałem od razu. Napisałem wcześniej, że kilka miesięcy (dokładnie 6) mieszkałem sam i poświęcałem większość wolnego czasu synowi. Uważam, że to sporo, tym bardziej, że jednak mimo wszystko moim celem nie było zamieszkać samotnie i zająć się dzieckiem, a stworzyć nowy związek.

W mojej ocenie również zachowanie twojej partnerki jest NIEDOJRZAŁE, skoro dorosła kobieta nie jest w stanie zrozumieć delikatności sytuacji pomiędzy dzieckiem a rodzicem po rozwodzie i wzmaga napięcie, to doprawdy nie widzę tutaj ani odrobiny ciepła i mądrości, o którym wspominałeś. Ja bym się uważnie przyjrzał twojej nowej wybrance, bo być może trafiłeś z deszczu pod rynnę, kolego.

Tego się najbardziej boję

44

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

A ja tak sobie teraz mysle, czy aby przypadkiem dziecko nie jest buntowane przez matke. Moze nie bezposrednio, ale moze byla zona wyraza sie w nieprzychylny sposob o Twojej partnerce przy dziecku lub do niego.

45

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność
Anastacjaa napisał/a:

Cyprian, ciesz się, że nie trafiłeś na forum w chwili rozstawania, bo zapewne byś został zbluzgany. wink Teraz już "po fakcie" osoby się kulturalnie wypowiadają, podpowiadając wiele cennych rzeczy.

Tak, to prawda, bardzo dużo dostałem wartościowych uwag i wskazówek. Niektóre podnoszą na duchu, inne niestety zdają się potwierdzać moje obawy.

Teraz masz problem, że musisz uwagę dzielić, a każde czuje się odepchnięte. O ile dziecko rozumiem, tak Twojej kobiety nie. To z nią powinieneś porozmawiać, możne fakt że nie ma dzieci powoduje, że tak się zachowuje? Dla mnie dziecko nie jest żadnym rywalem, wręcz przeciwnie. Na początku nawet chciałam by sami spędzali czas, bynajmniej nie byłam zazdrosna - bo to ich chwile. Na wakacjach trochę się to zmieniło, bo ja więcej z tym dzieckiem jestem, ale już przez te pół roku zdołało się ze mną oswoić i chyba polubić smile Choć nie jestem do końca przekonana, że zdaje sobie sprawę, że jestem nową "żoną" taty, bo poznałyśmy się w innych okolicznościach i najpierw nie mieszkaliśmy razem tylko spotykali, kiedy ona była u niego.. Ale może tak..

To delikatna sprawa, nie chcę jej tutaj rozwijać, ale rzeczywiście jest to największy problem. Moja partnerka chyba po prostu oczekiwała czegoś innego. W moim życiu syn był zawsze, ona znała go z opowiadań. Teraz okazało się, że to mały człowiek z krwi i kości, który w znaczący sposób wpływa na tzw. codzienność. I tego chyba rozwiązać się nie da prosto. Dlatego tak podziwiam Wasz sposób na rozwiązanie problemu dziecka Twojego partnera. Ja Wam po prostu tego zazdroszczę. Nauczyłem się jednak, że wszystkiego w życiu mieć nie można. Wiedzieć a pogodzić się to jednak różne sprawy. Bardzo odległe.

46

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność
Doonna napisał/a:

O jakim skarbie piszesz, o jakiej cierpliwosci?  - Ona do teraz jest mezatka, kto tu na kogo czeka?

Mezatka ktora mieszka z kochankiem, zwykla s... nic wiecej,
do tego jeszcze zaborcza i latwa...   
a poza tym ma jakies pasje, inne hobby poza wciskaniem dupska w cudze malzenstwo?

Nie masz absolutnie żadnych podstaw do wyciągania takich wniosków. Życie jest często złożone i nie tak proste jak w serialach. Poza tym wypowiedź jest wulgarna i nie wnosząca nic do dyskusji. Rozumiem, że u jej podłoża jest jakieś Twoje osobiste przeżycie? Nie moja to jednak sprawa i nie chcę nic więcej wiedzieć. Jej zainteresowaniami można obdzielić kilka osób smile

Praktyke juz ma, dzieci nie (hmm... ciekawe dlaczego?).

To ABSOLUTNIE nie jest Twoja sprawa.
Podaruj sobie udział w dyskusji, jeśli potrafisz posługiwać się takim tylko językiem.

47

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność
Kornelia777 napisał/a:

Cyprian, nie powinieneś się zadręczać. Dzieci w tym wieku zaczynają mieć swoje życie, a chłopcy szczególnie - moje dziecko w tym wieku zaczęło przechodzić niezły bunt. Był bardziej uciążliwy i nieznośny niż w wieku 16-18 lat. Myślę że powinieneś mu jakoś fajnie organizować czas i za bardzo się nie przejmować. Podziwiam Twoją partnerkę. Byłam w podobnej sytuacji i nie wytrzymałam. Po czteroletniej huśtawce i braku konkretnej decyzji ze strony faceta zerwałam kontakt. Sama wcześniej się rozwiodłam.  On parę razy próbował odnowić znajomość ze mną. Mówi mi non stop że jest nieszczęśliwy, że sobie nie radzi, że to wszystko go przerasta, ale żadnej decyzji nie podejmował. Po prostu żył i żyje z dnia na dzień. Ma bardzo podobne życie małżeńskie do Twojego. Ale ten brak zdecydowania z jego strony mnie wykańczał. Gdy zaczęliśmy się spotykać był świetnym facetem, gdy kończyliśmy znajomość był wiecznie zmęczony, wykończony itp. Stwierdziłam że tak być nie może, że może to moja wina, że go już tylko unieszczęśliwiam. Myślę że mówił prawdę, że nie radził sobie z perspektywą życia bez dzieci. Także nie niszcz tego co masz, bo za chwilę może być za późno, ciesz się życiem i za dużo nie myśl. Staraj się żyć w zgodzie ze sobą i szanuj swoją partnerkę bo takimi wątpliwościami możesz w niej wywołać poczucie winy za całą sytuację. A tak chyba nie jest.

Bardzo Ci dziękuję za to co napisałaś. Rozumiem Twojego byłego faceta i rozumiem Ciebie. To są strasznie trudne sprawy, których nie zrozumie nikt, kto tego nie przeszedł sam. Męczysz się w małżeństwie, chcesz zmiany, ale świadomość, że dzieci zostaną odsunięte (a zawsze tak będzie, w mniejszym czy większym stopniu) powoduje, że niczego nie zmieniasz. Rozumiem go i bardzo mu współczuję. Ja tez zwlekałem, też się szarpałem i też jestem inny niż na początku. Wtedy byłem wiecznie zadowolonym facetem, który wciąż coś planował i gdzieś jeździł, pracował po nocach, itd., a teraz siedzę na forum i wylewam z siebie żale. Ja jednak wprowadziłem już tak duże zmiany w moim życiu, że stagnacja w związku już mi nie grozi. Teraz jednak mnóstwo pracy, budowy,  tworzenia i organizowania przede mną. A chwilowo brakuje mi siły, niestety. Winić partnerki nie mogę i nie próbuję, to była moja inicjatywa.
Jeszcze raz Ci dziękuję.

48

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność
Tasiemka72 napisał/a:

Cyprian, a co to znaczy
"zrobiłbym to raz jeszcze, ale z większym poszanowaniem moich potrzeb i planów"
Bo kiedy to przeczytałam, to pomyślałam, że może oceniasz, że wydarzyło się to wszystko za szybko, że Twoja partnerka tego oczekiwała, naciskała a Ty uległeś, ale teraz piszesz, że jednak dość długo to trwało i był to raczej proces niż rewolucja.


Nie,  nie, chodzi mi właśnie o to, że za bardzo starałem się załatwić wszystkie sprawy byłej żony, uporządkować wszystko co się dało, mieszkać jak najdłużej się dało i siłą rzeczy zaniedbywać moją nową partnerkę. Wydawało mi się, że jestem taki szlachetny, a tymczasem krzywdziłem kogoś innego.

49

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność
ivy71 napisał/a:

A ja tak sobie teraz mysle, czy aby przypadkiem dziecko nie jest buntowane przez matke. Moze nie bezposrednio, ale moze byla zona wyraza sie w nieprzychylny sposob o Twojej partnerce przy dziecku lub do niego.

Nie, z pewnością nie. W naszym związku nie było żadnej namiętności, żadnych wspólnych pasji, ale też nie było nigdy nienawiści. Oboje staramy się tak działać, aby syn był jak najmniej poszkodowany. Omawiamy na bieżąco jego problemy i zachowania i staramy się wspólnie mieć jakąś strategię. Tym bardziej, że Mały już zaczyna próbować wykorzystywać sytuację do swoich celów.

50 Ostatnio edytowany przez Tasiemka72 (2015-08-07 19:55:19)

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

Może to przedłużanie spowodowało jakiś jej brak pewności siebie w związku, a to przekłada się w jakiś całkowicie podświadomy sposób na jej relacje z Twoim synem. Może nie ma jeszcze poczucia bezpieczeństwa, może ponieważ tak troszczyłeś się o byłą już teraz żonę spowodowało pojawienie się w nowej partnerce jakiś obaw o to, że możesz do żony chcieć wrócić. To troszkę takie teoretyzowanie, ale próbuję znaleźć przyczyny, dla których nie układają się jej relacje z Twoim synem. A w jakim wieku jest Twoja partnerka.

51

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

"Omawiamy na bieżąco jego problemy i zachowania i staramy się wspólnie mieć jakąś strategię"

A czy rozmawiasz o tych sprawach również z partnerką. Oczywiście ona nie jest jego mamą i nigdy nie będzie, nie może podejmować decyzji dotyczących Twojego synka, ale nie powinna chyba też czuć się odsunięta, wyłączona z tego co dla Ciebie jest tak ważne.

52

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność
Tasiemka72 napisał/a:

Może to przedłużanie spowodowało jakiś jej brak pewności siebie w związku, a to przekłada się w jakiś całkowicie podświadomy sposób na jej relacje z Twoim synem. Może nie ma jeszcze poczucia bezpieczeństwa, może ponieważ tak troszczyłeś się o byłą już teraz żonę spowodowało pojawienie się w nowej partnerce jakiś obaw o to, że możesz do żony chcieć wrócić. To troszkę takie teoretyzowanie, ale próbuję znaleźć przyczyny, dla których nie układają się jej relacje z Twoim synem. A w jakim wieku jest Twoja partnerka.

Nawet nie podświadomy, ona zdaje sobie sprawę tego, że obwinia go o tak długotrwały proces mojego odchodzenia. Do do powrotu pewnie też masz rację, ale to akurat jest niemożliwe. Ma 39.

53

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność
Tasiemka72 napisał/a:

"Omawiamy na bieżąco jego problemy i zachowania i staramy się wspólnie mieć jakąś strategię"

A czy rozmawiasz o tych sprawach również z partnerką. Oczywiście ona nie jest jego mamą i nigdy nie będzie, nie może podejmować decyzji dotyczących Twojego synka, ale nie powinna chyba też czuć się odsunięta, wyłączona z tego co dla Ciebie jest tak ważne.

Tak, próbuję, ale od wprowadzenia się do mnie ona się dystansuje od Małego. Jest mur.


Nie pisz, proszę, postów jeden pod drugim, jest to bowiem sprzeczne z Regulaminem Forum. Jeśli chcesz coś dopisać, użyj funkcji „edytuj”.
Z góry dziękuję i pozdrawiam, mod. Olinka

54 Ostatnio edytowany przez horses (2015-08-07 20:08:19)

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

Być może będzie Ciebie czekała rywalizacja pomiedzy nowa partnerką , a synem o Twoje uczucia.
Dziecko można  zrozumieć, ją trudniej. Podobno rozmowa dużo może.
Po Twoim wpisie powyzej widać, że rywalizacja już jest. Każde z nich chce Ciebie na wyłączność.

55

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

Kurcze, to już zupełnie dojrzała kobieta, bo myślałam że może młodsza.
A to że sama nie ma dzieci to kwestia wyboru, czy nie mogła ich mieć.
No bo jeśli kwestia wyboru, czyli "nie chcę mieć dzieci", to sprawa się komplikuje.

56

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność
Tasiemka72 napisał/a:

Kurcze, to już zupełnie dojrzała kobieta, bo myślałam że może młodsza.
A to że sama nie ma dzieci to kwestia wyboru, czy nie mogła ich mieć.
No bo jeśli kwestia wyboru, czyli "nie chcę mieć dzieci", to sprawa się komplikuje.

Chciała, ale nie mogła - nie ze swojej winy. Teraz uważa, że jest zbyt późno i jest tym sfrustrowana. To trochę na zasadzie - i chciałabym i boję się.

57

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

Trudna droga przed Tobą, kawał już pokonałeś, ale zrobiło się bardzo pod górę. Tak jak już pisały dziewczyny wcześniej trzeba dużo i szczerze rozmawiać z partnerką, ale to na pewno sam doskonale wiesz .
Pisałeś, że syn też woli spędzać czas tylko z Tobą a nie z wami. Część czasu pewnie dobrze będzie spędzić tylko z nim, ale trzeba ich też ze sobą "oswajać". Życzę dużo cierpliwości, bo bardzo się przyda.

58

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

to nie jest łatwa sytuacja sad
ty porządkowałeś życie, żeby twój syn nie ucierpiał
a jej uciekał czas na decyzję o ewentualnym dziecku...
a teraz jeszcze musi sprostać temu, że ciebie nadal absorbują problemy z synem
myślała zapewne, że teraz wasza wspólna przyszłość będzie na pierwszym planie
jestem mamą i nie dziwię się, że nie wyobrażała sobie jak to będzie
ja też zanim nie miałam dzieci nie wyobrażałam sobie nawet 1% z tego jak wygląda to w praktyce

59

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

Cyprianie - pieknie wszystko opisałeś. Masz prawo do szczęścia i czuć sie nie tylko ojcem ale również mężczyzną kochanym przez kogoś.

Wszystko się ułozy - cierpliwości smile

Czyli po dwoch latach romansowania zdecydowałeś się odejśc od zony tak sam z siebie ?
Ten czas był Tobie potrzebny by przekonac się że warto jest zostawić swoje niezbyt udane zycie ? Czy zdałeś sobie sprawę z tego ze kochasz swoją nowa partnerkę ?

60

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

Dużo już tutaj powiedziałeś o twojej sytuacji. Jeśli będziesz chciał załatwić wszystkie sprawy naraz (relacja partnerka-ty, partnerka-dziecko, ty-dziecko, ty-dziecko-ex-zona, ty sam i kwestia motywacji, no i jeszcze dochodzi o wsparcie obecnej partnerki w jej frustracjach i bolączkach), nie dasz rady. Zacznij od metody małych kroczków - czyli każdego dnia staraj się zrobić coś z planu. Jest też powiedzenie: jeśli coś przez dłuższy czas nie działa - zmień strategię smile.

Poza tym...., przecież mądrość życiowa/dojrzałość bierze się właśnie z doświadczenia. Nikt nas nie uczy w szkole jak trzeba się zachowywać podczas rozwodu, wychowywania potem dzieci itp. To trzeba przeżyć. Dziś z perspektywy, zresztą jak sam piszesz, trochę inaczej byś to rozegrał. I to jest zrozumiałe smile. Nie wyrzucaj tak sobie, po prostu to przejdz.

Powiem jeszcze od siebie dwie rzeczy, pierwsza - nowa partnerka może nie zdać egzaminu. Ale nie wiń jej za to. Wyobrażenia o życiu jakie mamy często z hukiem obalają się w zderzeniu z rzeczywistością. Może myślała, że jest mądra, wyrozumiała i cierpliwa i da radę w relacji macocha-twój syn. Ale może jej się to nie udać. Musisz ją też zrozumieć, może poświęciła dla ciebie dużo, może nie może pogodzić się z tym, że nie będzie już nigdy mieć własnego, rodzonego dziecka, może myślała podświadomie, że po rozwodzie będziesz cały jej (wiesz, to może odgrywać się na poziomie podświadomym i nie koniecznie ona nawet o tym wie). Więc być może nie uda się jej stanąć na wysokości zadania i nie będzie dla ciebie wsparciem. Może z tego powodu się rozstaniecie. Ale..., to tylko problemy. Poznajemy siebie w relacji z drugim człowiekiem i to tam sprawdzamy dopiero kim jesteśmy (to co myśleliśmy o sobie vs. rzeczywisty system przekonań i wartości). Po drugie - już nie wiem co chciałam powiedzieć smile. Ale..., za jakiś czas wyjdzie słońce, trzeba mieć po prostu dobre nastawienie, nadzieję. Jak się kochacie, to dacie rady. Może teraz nie wyjdzie, może się rozstaniecie, ale po chwili odsapnięcia znów będziecie razem. Na to też nie ma scenariusza i nie radzę wtłaczać się w schematy typu: z tą też mi nie wyszło, boże, ale jestem beznadziejny. Czasami trzeba się rozstać na jakiś czas, zburzyć wszystko, aby na nowo coś zbudować. W nowej formie. Życzę wam dużo cierpliwości, wyrozumiałości smile.

61 Ostatnio edytowany przez toorank (2015-08-07 20:57:37)

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

Twoja nowa partnerka jest pewnie przerażona.
Wie, ze podświadomie ją obwiniasz za krzywdy wyrządzone rodzinie.
Na jej miejscu umierałabym ze strachu, że mnie znienawidzisz i opuścisz.
Strach paraliżuje, ogranicza, pozbawia woli.
Nam bezdzietnym trudno jest zrozumieć jak silna jest miłość ojca do dziecka, ja wiem, jak bardzo mój kochanek kocha syna i córkę, do szlaleństwa
teoretycznie wiem jakby to wyglądało, on całe dnie z nimi, weekendy z nimi, święta z nimi, wakacje z nimi.
Będąc z nim chciałabym w tym wszystkim uczestniczyć, żeby poczuć się częścią jego życia.
Jeśli twój syn tego nie chce, a ma prawa ona czuje się odtrąconą, zagrożona.
Brak jej poczucia bezpieczeństwa. Daj je jej i synowi również, a wszystko się ułoży.
Do tej pory pięknie to rozgrywałeś, taki ojciec i partner to skarb...

62

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

Taaa, a miało być tak pięknie....
Cyprian twój plan na życie był piękny, wręcz idealny.
Dla mnie ten twój egoizm wcale nie był taki mały. Chciałeś poukładać wszystkim życie na około, żeby tobie w końcu było dobrze.
A tu okazuje się, że wszyscy reagują nie tak jak miało być i sobie nie radzisz, bo plan przewidywał wersję " i żyli długo i szczęśliwie".

Taki standardowy romans jak twój zawsze pięknie wygląda jak jest w ukryciu, jak się kradnie chwile dla siebie, jak się dodaje pieprzyku emocjom w motelu pod miastem.
Gdy już przestaje być tajemnicą i wyłazi na światło dzienne pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Ta proza życia zabija to co było najfajniejsze.
Na randki z kochanką przecież dziecka nie brałeś. Kochanka znała go z opowiadań, a gdy stał się "realny" zrobiło się za bardzo poważnie i z mglistych opowiadań, dziecko stało się jej przeszkodą na wyłączne bycie z tobą.
Nie każda kobieta chce wychowywać cudze dziecko, nie każda chce w ogóle mieć dzieci. Nic w tym złego.
Złe jest to, że ty przez swoje "ja chcę, bo jestem nieszczęśliwy" fundujesz mu kolejną traumę. Za chwile wejdzie w wiek dojrzewania, to się będzie dopiero działo.
Ty wiesz, że zrobiłeś źle, dlatego sumienie cie gryzie.

Tyle ode mnie. Nie będę cie poklepywać po ramieniu, bo dla mnie każda zdrada to ohydztwo do potęgi i żadne tłumaczenia nie wchodzą w grę, by ja usprawiedliwić. Jak byłeś tak nieszczęśliwy to najpierw bierze się rozwód, a potem nowa kobieta. Tak jest uczciwiej  i wobec byłej żony i wobec samego siebie.

63

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

uczciwiej postępować niż autor wątku naprawdę już trudno...

64

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność
Xymena napisał/a:

uczciwiej postępować niż autor wątku naprawdę już trudno...

Jeżeli ktoś uważa za uczciwość zdradę... to może i tak.

65

Odp: Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność
Cyprian napisał/a:

Chciała, ale nie mogła - nie ze swojej winy. Teraz uważa, że jest zbyt późno i jest tym sfrustrowana. To trochę na zasadzie - i chciałabym i boję się.

Wydaje mi się, że to może być podstawowy problem. Jestem od niej młodsza, choć już po 30-tce i też się tego boję teraz, szczególnie że pierwszą ciążę poroniłam, ale mam znajomą, która mając 36 lat zaszła w pierwszą ciążę i wszystko było ok.
Teraz bardziej jestem w stanie Twoją partnerkę zrozumieć. Też często patrząc na jego dziecko, myślę, jakby wyglądało nasze wspólne, że chciałabym być mamą taką prawdziwą, a nie tylko "przyszywaną". Ja to dziecko lubię, ale nie kocham, tak jak M czy jego ex żona. Poza tym napisałeś, że ona ma skomplikowaną sytuację rodzinną i jeszcze nie ma rozwodu. To też może mieć wpływ na to, że nie do końca się odnajduje w nowej sytuacji. Ty sobie wszystko dookoła poukładałeś, dziecko już masz, a ona nie.
Daj jej czas, bądź wyrozumiały, wspieraj. Jeżeli się kochacie, to przetrwacie to. Początki zawsze bywają trudne.

Posty [ 1 do 65 z 95 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Romans kończący się rozwodem - nieodpowiedzialność czy konieczność

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024