Witam jestem tu nowa i potrzebuje porady opisze moją sytuacje jestem z chłopakiem od 4 lat moi rodzice go nie cierpią nie znają go ale wiedzą ze jest dla mnie nie odpowiedni nie wiem co juz robic kiedys mama zadzwoniła do niego wydzierajac sie ze niszczy mi zycie itd, potrafi mi tez powiedziec ze jak wybiore jego to nie mam po co wracac do domu ze oni mnie juz nie beda chcieli mama używa wszystkiego co moze zeby mnie od niego odciagnac nie wiem dlaczego skoro chlopak jest dobry i sie kochamy, moja mama jest typem gdzie musi byc jak ona powie a jak ma zły humor to sie wyzywa na mnie z reguły bo wie ze najbardziej sie tym przejmuje a ja sie jej boje i nie potrafie sie postawic
nie umiem poprostu robie co chce zawsze, mam 22 lata sa wakacje i ja nie moge nigdzie wyjsc nic zrobic bo ona nie pozwala, nie wie ze jestem z moim chlopakiem bo postanowilismy jej powiedziec ze sie rozstalismy, studiuje w innym miescie wiec czasami sie spotykamy a rodzice o tym nie wiedza ale teraz sa wakacje i nie mam mozliwosci sie z nim spotkac. Nie wyrabiam juz nerwowo, nie raz mialam mysli samobojcze dlatego potrzebuje pomocy bo ja juz nie wiem co robic.
Apodyktyczni rodzice tak naprawdę niszczą życie swoim dzieciom. Twoja sytuacja stanowi dobry przykład. Mama Cię kocha, chce dla Ciebie dobrze, ale nie zdaje sobie sprawy, że swoim zachowaniem po prostu ryje Ci psychikę. Ok, jesteś na jej utrzymaniu i powinnaś póki co przestrzegać zasad panujących pod jej dachem, ale bez przesady, pod prawnym kątem jesteś już pełnoletnia i sama wybierasz sobie znajomych bądź partnera. W takie intymne sprawy mama nie powinna się już wtrącać i tyle. Jeśli naprawdę chcesz z nim być i myślisz o nim przyszłościowo to masz problem, z którego wyplączesz się tylko gdy opuścisz swój rodzinny dom. Takie moje zdanie. Tym bardziej jeśli minęło już tyle lat, a on wciąż nie zyskał uznania rodziców.
Przygnebiona, bardzo Ci wspolczuje.
Znam to bardzo dobrze z wlasnego zycia, to samo robila moja matka, przez 6 lat, az zniszczyla nas i nasz zwiazek. To jest niewybaczalne.
Sama mam teraz juz dorosle dzieci, potrzebowalam wiele lat, zeby uwolnic sie od skutkow, jakie to psychicznie dla mnie mialo i kilka pozniejszych, nieudanych zwiazkow, az w koncu moglam sprawe dla siebie zakonczyc.
Moge Cie jedynie utwierdzic w Twoim odczuciu, ze to nie jest w porzadku i ze rodzice nie maja zadnego prawa do terroryzowania Cie. Ze masz prawo, wrecz obowiazek przeciwstawic sie temu i walczyc o swoje szczescie i swoje prawo decydowania o sobie.
Wiedz, ze to, co Twoja mama robi nie ma zupelnie, ale to zupelnie nic wspolnego z miloscia.
To jest tyranizowanie i uwazanie Cie za swoja wlasnosc.
Zupelnie nie chodzi o tego chlopaka, zly bylby kazdy, z kim zwiazalabys sie uczuciowo. Chodzi o to, ze zaistniala grozba, ze wyfruniesz z gniazda, uwolnisz sie spod dotychczasowej kontroli, jesli emocjonalnie zwiazesz sie gdzie indziej.
W przypadku, ktory opisujesz, sa male szanse, ze pomoglyby spokojne rozmowy, zapewnienia, ze mame nadal kochasz, itd., czy to, ze chlopak porzadny, czy jakiekolwiek inne argumenty. To jest chora, malpia "milosc", ktora jest na wszelkie argumenty glucha.
Musisz uwolnic sie przede wszystkim wewnetrznie.
Oczywiscie, ze mozesz wyjsc z domu i rob to, nikt nie ma prawa Cie w nim wiezic. Przeciez nie skuje Cie kajdankami. Ryzykuj awanture i postaw sie, nawet jesli sie boisz. Ale musisz rozwinac zdolnosc do konfrontacji.
To jest psychiczna przemoc, to zakazywanie wychodzenia z domu.
Nie tlumacz niczego i nie dyskutuj, tylko rob. Nie musisz sie w takiej sytuacji opowiadac, gdzie idziesz.
Przeciez to smieszne i absurdalne, ze ona zabrania doroslej osobie swobody poruszania sie. Popatrz w ten sposob na to.
Jestes prawnie dorosla, ale zachowujesz sie nadal jak male dziecko, ktore boi sie matki. Ona ma nad Toba psychiczna wladze, ale tylko dlatego, ze na to pozwalasz.
Czego dokladnie sie boisz? Tego wyzywania? To samo robila moja matka, werbalne ataki. Wiem, ze to siedzi gleboko, ale musisz zaczac uczyc sie temu przeciwstawiac.
Pocwicz sobie najpierw gdzies na uboczu krzyczenie, powyzywaj ja, sprobuj takiej wyimaginowanej awantury i zacznij mobilizowac swoj gniew.
To daje sile na przeciwstawienie sie przemocy i usuwa strach. Bo to jest przemoc, co Twoja matka robi i przed tym musisz sie bronic - to nie mama, nie nazywaj jej tak w duchu, to pozwoli uzyskac dystans i zmieni Twoja pozycje z malego dziecka na dorosla.
Gniew jest potrzebny na uwolnienie sie, nie mysl, ze to znaczy, ze musisz przestac kochac rodzicow. To zawsze w glebi zostaje, ale to co jest na pierwszym planie, jest teraz wazniejsze, bo chodzi o twoje wlasne zycie, o Ciebie sama, to jest teraz najwazniejsze.
Nie potrzebujesz juz opieki rodzicow, jestes dorosla i musisz rozwinac skrzydla, a oni Ci na to nie pozwalaja. To jest wbrew naturze.
Ja wiem, jak to jest, ze sie boisz i nie potrafisz, sama tak mialam, zanim dotarla do mnie prawda o sytuacji. Ale w sumie wlasnie ten konflikt o chlopaka pomogl mi zrzucic te lancuchy, ktorymi matka mnie skuwala, bo walczylam o prawdziwa milosc, ktora byla zupelnie innym uczuciem, niz to, co miloscia nazywala moja matka.
I to moze i dla Ciebie byc ta pomoc w uwolnieniu sie, bo z pewnoscia nie dopiero od tej historii z chlopakiem jestes tak kontrolowana, tylko juz zawsze tak bylo, bowiem w przeciwnym przypadku matka nie mialaby tyle wladzy nad Toba.
To jest powolne uczenie sie. Najwiekszy strach to pewnie ten przed koniecznoscia stania na wlasnych nogach, bez zaplecza pod tytulem "rodzice". Nikt nie uczyl Ci samodzielnosci, bylas dotad niewolnica, takie traktowanie mialo Cie na zawsze tam zatrzymac. Zacznij sie z tym oswajac, z mysla o wyprowadzce i samodzielnosci. Szukaj mozliwosci realizacji tego, na razie po cichu.
A co na to Twoj ojciec? Na ta cala sytuacje, na te jej grozby, ze wyrzuca Cie z domu?
Na dluzsza mete i tak musisz skierowac swoja uwage i dzialania na to, zeby sie jak najszybciej wyprowadzic z domu. Im szybciej tym lepiej. Inaczej zostaniesz zniszczona psychicznie.
Nie poddawaj sie, walcz o siebie i swoja milosc. Poszukaj jakiejs pomocy psychologicznej, telefonu zaufania, jakiejs organizacji, grupy samopomocy albo cos w tym rodzaju. Potrzebujesz kogos, do kogo moglabys sie zwrocic, gdy dopadaja Cie te samobojcze mysli. Koniecznie! Psychiczna przemoc jest czasem znacznie bardziej destruktywna, niz fizyczna, bo nie tak oczywista i zakorzenia sie gleboko.
Moze znajdziesz tez porady, jak moglabys sie wyprowadzic z domu. Mozna sie uwolnic, jestem zywym przykladem ![]()
Trzymam kciuki.
Marajka
Ja boje sie rozmawiać mówić co myśle co bym chciala co czuje poprostu sie boje nie umiem tego robic i podobnie mam tez z chlopakiem boje sie mowic czasem o czyms poprostu odczuwam paniczny strach nie umiem tego opisac mama chce dla mnie dobrze wiem to ale moja psychika jest naprawde w kiepskim stanie nikt nie widzi ze ja jestem w najgorszej sytuacji z jednej strony mama ktora nie pozwala mi byc z chlopakiem a z drugiej strony chlopak ktory nie moze zrozumiec mojego strachu i kaze mi cos z tym zrobic nie wiem juz co robic naprawde nie wiem, nie umiem sie postawic każdy mna dyryguje a ja robie tak zeby inni byli zadowoleni. Nie wiem jak mozna bac sie aż tak jak ja sie boje.
Wiem przez co przechodzisz, bo mam dokładnie to samo i nawet jesteśmy w tym samym wieku.
Między mną i moim chłopakiem było różnie, ale niedawno układa się całkiem dobrze. Zasypiam z uśmiechem, a gdy się budzę to wita mnie mama, wytykająca znów wady mojego ukochanego. Tracę czasem siły...
Najważniejsze co musisz zrobić, to przede wszystkim zawalczyć, zawalczyć o siebie. Takie zachowanie rodziców nie jest protekcyjne, tylko manipulatorskie. Dochodzi do tego czasem poczucie winy, kiedy ktoś ci powie: "Przecież ja cię wychowałam, tyle z siebie dałam przez te wszystkie lata". A wzbudzanie tego uczucia zwyczajnie nie przystoi.
Wiem, że nie chodzi Ci o wojnę, ale czasem drastyczne metody tylko skutkują, zwłaszcza jeśli dzieje się to już dłuższy czas. Trzeba się zbuntować, ale nie PRZECIWKO nim, tylko DLA siebie samej. W końcu nie zwiążesz się przecież nigdy z rodzicami, tylko ze swoim mężczyzną.
Przygnebiona, mozna sie tak bac, jak Ty sie boisz. Mam wrazenie, ze w Twoim zyciu bylo duzo wiecej przemocy, niz opisalas. Moze sama juz nawet nie wiesz, co bylo, bo to niemozliwe, zeby tylko ta historia z chlopakiem tak Cie urzadzila. Bylas terroryzowana latami, moze nawet do konca nie zdajac sobie z tego sprawy i teraz kazde oczekiwanie z ktorejkolwiek strony przywoluje to uczucie strachu.
Ja tez wiem, ze mozna sie bac cokolwiek powiedziec, bo mogloby to byc zwrocone przecie Tobie.
Ale przynajmniej widzisz swoj stan i wolasz o pomoc.
Na forum mozesz dostac tylko werbalne opinie.
Ale Ty w tej sytuacji potrzebujesz czegos wiecej. Zacznij czegos szukac, jak napisalam powyzej. Jestes w wielkiej potrzebie i szukaj bezposredniej pomocy. To jest emocjonalny problem,z ktorym mozna sobie przy odpowiednich wskazowkach poradzic.
Wiem, ze strach paralizuje i daje wrazenie, ze nie ma sie absolutnie zadnej mozliwosci, bo blokuje on rozsadne myslenie.
Ale to nie jest prawda. To tylko przekonanie i glos strachu. Prawdopodobnie tak czulas sie jako dziecko i obecna sytuacja przywoluje to samo uczucie. Dziecko rzeczywiscie nie ma zadnych mozliwosci obrony, jest zdane na laske i nielaske doroslych/rodzicow.
Ale Ty jestes teraz dorosla i je masz, tylko musisz je zmobilizowac. Zacznij tak myslec, nawet jak akurat w to nie bardzo wierzysz. Mysli tez maja wplyw na rodzaj odczuwania i je zmieniaja.
Zawsze sa jakies mozliwosci.
U mnie zawsze było tak że ja rzadko mogłam gdzieś wychodzić bo nie mama nie pozwalała albo poprostu bałam sie zapytać bo wiedzialam ze i tak minie pozwoli, wszyscy zawsze sie dziwili ze jestem dorosła a nie umiem sie postawić no ale nie umiem, mną można manipulować bo ja nikomu nic nie powiem i boje sie ze moj chlopak też to wyczuł, kocham go ale ciagle ma do mnie pretensje a uwierzcie ze problemy w domu na uczelni i z chlopakiem to dla mnie za duzo jestem tylko człowiekiem i czuje ze u nikogo nie mam wsparcia i jak z tym życ, ja nie umiem wyjsc z domu bez zapytania no nie umiem, jak na sylwestra tak zrobiłam to przy wyjsciu usłyszalam ze moge nie wracac ale poszłam i nie zaluje, potem mama sie nie oddzywala gdy wyjezdzalam na studia przeprosilam ja za swoje zachowanie chcialam zeby cos powiedziala ale nie zrobila nic,
czasami potrafiła nie gadac ze mna 3 miesiace i ja siedzac sama w pokoju mialam właśnie różne myśli
teraz jest lepiej bo studiowalam dwa kierunki prawo i socjologie, ten drugi juz skonczylam ale nikt za bardzo sie z tego nie cieszył, ja bardzo chce sie uczyc rozwijac ale nikt mnie nie bardzo potrafi dowartościować, jak zdam to zdam na nikim nie robi to wrazenia, mama chce zebym sie uczyła itd pomaga ale potrafi powiedziec ze jak bede z moim chlopakiem to nie da mi kasy na studia, wiele razy było tak że mi nie dawała pieniedzy i wtedy przezywalam naprawde horror sama w obcym miescie bez kasy ![]()
Soory autorko, ale musze to napisac!
A umiesz tez pomyslec i zrobic cos konstruktywnie, zamiast tylko plakac, pod jakim jarzmem siedzisz i ze nie umiesz sie z tego wyzwolic?
No i pisac z poprawna interpunkcja!
Bo zaczynam mysles, ze to jakis trollllll....
Ok sorki, że w ogóle się tutaj wyżaliłam, nie wiem na co liczyłam, może na pomoc ale spoko nie ważne, gdybym potrafiła się z tego wyzwolić sama nie pisałabym tu i nie prosiłabym o pomoc to chyba jasne ale ok może nie warto było pokazywać swoich problemów skoro każdy i tak ma mnie za płaczke i za tą co to się nad sobą użala.