Witam Was wszystkich, jestem tu nowa. Mam nadzieję, że przyjmiecie mnie pod swoje skrzydła..
Chciałabym opowiedzieć Wam kawałek swojego życia i proszę o Waszą opinie!
Jestem ze swoim partnerem 6 lat..od samego początku zabiegaliśmy o siebie oboje, choć widziałam że on jest w stanie zawsze zrobić dla mnie dużo więcej. Byłam jego jedynym oczkiem w głowie..uwielbialiśmy się nawzajem..nie było ani jednego dnia żebyśmy się nie widzieli bo nie mieszkaliśmy razem, codziennie pisaliśmy setki smsów - głupie pisanie że właśnie się obudziłam itp..nasze rodziny były idealne. Ja uwielbiałam ich on moich..lecz nagle czar prysł ! Zaszłam w ciąże..powiem tak. Planowana wpadka! Oczywiście na początku przewijały nam się straszne myśli związane z dzieckiem..ale jak zobaczyłam to maciupeńkie serdusio wiedziałam, że nie zrobię nic głupiego..mój jedyny nie chciał tego(dopadło go przerażenie) ale prawie pod koniec się oswoił..i powtarzał że już chcę byśmy byli w trójkę, że chcę nas przytulić. nadszedł ten cudowny dla nas dzień..zamieszkaliśmy u niego lecz to nie było to. Znienawidziłam jego rodzinę..we wszystko mi się wcinali(chcieli pomóc) ale to on miał być przy mnie a nie jego mama! zaczął pić..coraz częściej. Zapijał obowiązki? noce były moje bo karmiłam, lecz nie wytrzymałam presji i desperacji w którą wpadłam i powiedziałam że albo wyprowadza się ze mną i naszym synem albo ja zrobię to sama ! namówiłam go
lecz tu jest istne piekło:( w tygodniu pracuje, mało co się widzimy bo ja prawie całe dnie jestem na dworze..lecz obiady sa, posprzatane jest, poprasowane i wyprane jest. tesknie za nim, lecz weekendy sa jego. mieszkamy na swoim 4-5 miesiecy i niebylo ani jednego weekendu naszego. zamyka sie w osobnym pokoju i piwkuje siedzi z kolega na balkonie, zaczynaja sie rozmowy telefoniczne umawianie sie z kumplami i wychodzenie bez mojej wiedzy i zgody
a ja tylko chce aby był kolo nas
nie ma obowiazkow z dzieckiem, nie chodzi z nim na dwor, byl raz sam a maly konczy jutro 5 miesiecy..narzeka ze jest zmeczony ze sie nie chce, nie kapie go..mam wrazenie ze jest tu bo musi..relacje z naszymi rodzicami calkowicie ulegly zmianie. Czasem sobie mysle ze to wszystko przez dziecko, ze to po jego narodzinach to wszystko sie zmienilo.Ale jest dla mnie calym swiatem ! i jesli bedzie taka potrzeba wybiore dobro dziecka. i oczywiscie mamusia jego jest z nosem wszedzie..jestem chodzacym wrakiem, bo mam tego serdecznie dosc a tak bardzo go kocham i chce aby miec cudowna rodzine..
Witaj
"Planowana wpadka"?Tzn? Tego nie rozumiem jednoznacznie.
Na pewno masz problem z "teściowa" .Jakie relacje ma Twoj partner z matką? Jest typem mamisynka? Czy ma swoje zdanie? To jego pierwsza wyprowadzka z domu?
Twój facet po prostu nie dorósł do roli ojca. Sytuacja go przerosła, ale on potrzebuje czasu, w końcu nie wydaje mi się, żeby cała miłość do Ciebie się w nim wypaliła skoro przed ciążą było tak różowo.
jaMajkaa.
Planowana wpadka, wiedzieliśmy co robimy i robiliśmy to świadomie..ale nie policzyliśmy dni.
Dokładnie, jest osobą nadopiekuńczą i zbyt ciekawską i nachalną z czego rodzi się jej zachowanie..przed ciążką była idealna. Ale jak mały się urodził wszystko się obróciło dosłownie o 360 stopni. mamisynek, choć kiedy trzeba to się odezwie..lecz stara się tego nie robić. Tak to przeze mnie się wyprowadził..
takajedna_5
Może i masz rację..ale dlaczego on tak strasznie się zmienił? przed wszystkim nie było ani jednego dnia gdzie nie byliśmy razem..a teraz przeciwieństwo..Czy to przez naszego syna? mam wrażenie że mały mu dosłownie przeszkadza..pewnie go w pewien sposob kocha ale..ale lepiej jakby go nie było. tak myślę ![]()
Podpisuje sie pod teoria, ze " nie dorosl do roli rodzica"
Co zrobic?
Mozesz walczyc- wymagac, naciskac...ale odradzam.
Wydaje mi sie, ze lepiej pokazac mu, ze dziecko to nie kula u nogi, zeby mial z rodzicielstwa fun.
( celowo uzyte slowo)
Ze zajefajnie jest sie z maluchem wyglupiac, ze za jakis czas bedzie jeszcze fajniej.
Chodzi o to, zeby on " chcial chciec" a nie tylko " musial"
Mysle, ze jesli to osisgniesz, to i relacje z rodzina beda ok...
Wiem, ze to na twoich barkach, ze sama jestes tym zmeczona, ale to najpewniejsza droga.
Taka moja ocena....
Skądś znam te zapewnienia o miłości, że niby zaakceptował fakt że będzie dziecko... Ale okazało się inaczej.
Nagle cala miłość uszła z dymem i nie zdawalam sobie sprawy z tego że właśnie po porodzie tak się stało...
Współczuję, jak widać kolejny nieprzygotowany do roli ojca, może tu chodzi o to że on się boi dziecka? W sensie że mu krzywdę zrobi czy co... Może musisz mu pokazać jak zajmować się małym, że wcale nie jest to takie złe, że można nawiązać z dzieckiem bardzo dobra i fajna nić porozumienia
jeszcze.nie jest za późno, działaj!
Oldorando
piszesz, że zajefajnie wygłupiać się z maluchem - ja to wiem. Ale czy coś robię z małym mówię no popatrz na niego to odpowiada mi no widze widze..czasem sam do niego podejdzie coś porobi ale zaraz odkłada go na leżak i po zabawie..znudziło mu się-za szybko:(
Pragne tego bo to są moje najwaznieksze dwie osoby w zyciu ale za duzo jest jego mamy ! jego rodziny ! a dla niego to nic złego !! szlak mnie trafia..i przez to mam dosyc jego!
Alabasterkid
Moje odczucia są takie, że jego kulą u nogi jest jego własny syn..do mnie również inny stosunek choć czasem stara się zachowywać jak kiedyś ale szybko wraca to do normy. I znów od nowa:( a z małym obchodzi się dobrze jeśli już coś robi..i bawi się w samolot..nosi go. Ale jak zaczyna się płacz jest komentarz weź go bo niewytrzymam..albo cicho! Masz tu zabawkę i cii !! serce mi pęka..on tylko potrzebuje bliskości :*( wtedy biore go na rece ja i mowie widzisz wystarczy to zrobic a on to wlasnie zrobilas..wiele jest takich rzeczy. a matczyne serce pęka.
Alabasterkid
Moje odczucia są takie, że jego kulą u nogi jest jego własny syn..do mnie również inny stosunek choć czasem stara się zachowywać jak kiedyś ale szybko wraca to do normy. I znów od nowa:( a z małym obchodzi się dobrze jeśli już coś robi..i bawi się w samolot..nosi go. Ale jak zaczyna się płacz jest komentarz weź go bo niewytrzymam..albo cicho! Masz tu zabawkę i cii !! serce mi pęka..on tylko potrzebuje bliskości :*( wtedy biore go na rece ja i mowie widzisz wystarczy to zrobic a on to wlasnie zrobilas..wiele jest takich rzeczy. a matczyne serce pęka.
Rozumiem cię aż za dobrze, u mnie jak jest płacz, jest ta sama akcja, oddaje i idzie usiąść przed telewizorem, a widać że mały potrzebuje przytulenia, bliskości, sama daje mu jej tyle ile tylko mam, ale nie nadrobie jego ojca. Ludzie często myślą że jak małe, nic nie rozumie to można olac, ale tak właśnie nie jest! Dzieci rozumia na prawdę bardzo dużo. Mój jak ma dzień wolny to woli siedzieć i oglądać telewizję niż zająć się malym ,dopiero jak zrobie awanturę to na chwilę go weźmie, ale wkurwiajacejest to że jak mu się znudzi to odkłada jak zabawkę, a niby kiedy tworzy się najsilniejsza więź pomiędzy rodzicem i dzieckiem? Właśnie już w takim wieku. Faceci tego nie wiedzą, czy co, znam dobrych i wspaniałych ojców, którzy odciazaja matki jak przychodzą z pracy i starają się przebywać z dzieckiem jak najwięcej czasu. Ale znam też takich którzy opiekę nad dzieckiem traktują jak właśnie przysłowiową kule u nogi. Mój facet widzi jaką mam silną więź z małym i myśli że to się tak samo zrobiło bo ją go rodziłam, ale ją też codziennie podejmuje walkę i uczę sie być rodzicem i uczę się przede wszystkim mojego syna. A wiem że mu za wiele do szczęścia nie potrzeba. Ją patrzę na to tak "Jeśli w twoich oczach dziecko to problem i zło, ono staje sie złe i problematyczne, ale jeśli w twoich oczach dziecko jest inteligentne i dobre, ono staje sie inteligentne i dobre" wiele zależy od tego jak rodzice traktują kwestie opieki i wychowania. Ale myślę że warto trzymać się tego cytatu. Może on w końcu też to dostrzeże. Niestety siłą nie zmusisz go do opieki. Oby było tak że san się opamieta i nie bedzie robił jeszcze większych głupstw, jak moj
ją stosuje metodę olewania im bardziej go zlewam tym mu głupiej i już częściej się interesuje mną i małym. Ale prania też mu nie robie ani nie latam z miotla codziennie. Wolę wyjść na spacer i mam w dupie czy będzie miał co jeść i w co się ubrać. Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Proste. Ważne że mały jest wykapany, wychuchany, a reszta sie nie liczy.