Witam!
Piszę tutaj, ponieważ potrzebuję wsparcia i konfrontacji z czyjąś opinią.
Pytanie postawione w temacie tylko z pozoru jest banalne. Obroniłam się w lipcu i od tego czasu paradoksalnie czuję się gorzej niż wtedy, kiedy studiowałam. Ubiegam się o staż opłacany z Urzędu Pracy i dlatego nie mogę podjąć żadnej pracy - nawet na zlecenie. To absurd, ale fakt. A muszę zrobić staż, ponieważ bez tego nikt mnie nie zatrudni "w ciemno". Tak na prawdę nie mam żadnych perspektyw, pomimo, że studiowałam 5 lat na dobrej, choć nie prestiżowej uczelni.
Nie poszukuję konkretnej rady, bo takiej nie ma. Nasz rodzimy rynek pracy jest taki, a nie inny i pewnie większość osób jest zdania, że absolwent powinien z pokorą czekać na swoją kolej. Tylko że... to jest trudne, kiedy brakuje pieniędzy na podstawowe opłaty.
Podczas studiów pobierałam stypendia i przynajmniej czułam sie dowartościowana. A teraz... jestem kolejnym bezrobotnym z wyższym wykształceniem.
To przykre.
Myślę, że wiele osób przeżywa podobny szok po studiach. Ja miałam kolegę na studiach, który skończył rok wcześniej niż ja i miał dwa tytuły magistra, znał kilka języków itd. i nie mógł dostać pracy...długo mnie przestrzegał żebym na ostatnim roku zrobiła jak najwięcej praktyk, szkoleń i odbyła jakiś staż albo dwa...posłuchałam i wyszło mi na dobre. Ale rozumiem Cię doskonale, bo też nie dostałam pracy pierwszego dnia po uzyskaniu dyplomu.
jagódka a dlaczegoż to "musisz odbyć staż z UP"?
I jakie studia, kierunek skończyłaś?
Przecież staż można przerwac w chwili gdy znajdziesz prace, ale to wlasnie jest najtrudniejsze...
Ja obroniłam się również w podobnym terminie, mam dwie praktyki i doswidczenie w pracy biurowej oraz w pracy związanej z obsluga klienta, a też nie moge nic znaleźć (prace dorywcze podczas studiow)
stąd moje pytanie... czy łapać każdą pracę czy starać się jednak o coś co pozwoli na rozwój??
przeszukuję setki ogłoszeń, wysyłam cv i nic konkretnego
A może ktoś jest ktoś kto zajmuje się rekrutacją i zna spojrzenie pracodawców na zatrudnianie absolwentów z niewielkim dorobkiem zawodowym??
lilly wszystko zależy od podejścia pracodawcy, czy stawia na specjalistów w danej dziedzinie czy może właśnie szuka młodych, dynamicznych osób z niewielkim doświadczeniem zawodowym, które będzie mógł, że się tak brzydko wyrażę "wychować". Na rynku spotykane jest zarówno jedno jak i drugie podejście.
To co gubi absolwentów i osoby z niewielkim doświadczeniem zawodowym to ich brak pokory - mianowicie stawiają bardzo wysokie wymagania mimo, że tak na prawdę niewiele umieją.
Lilly pamiętaj, że wysłanie setek CV nie jest żadnym miarodajnym wyznacznikiem - lepiej wysłać 1/4 z tego, ale za to na starannie wyselekcjonowane ogłoszenia.
wiem, ze z jednej strony powinnam szukac czegos, co pozwoli mi na wyspecjalizowanie sie w jakims kierunku, z drugiej jednak strony ide na rozmowe jako "telefoniczna obsługa klienta - telemarketing"...
siedze juz w domu ponad 3 miesiace i mimo jakiegos tak dosiwdczenia nie udalo mi sie znalezc nic konkretnego. Teraz pieniązki sie koncza i trzeba by zaczac cos robic.
Wiem, ze osob takich jak ja po studiach jest bardzo bardzo duzo i tez szukaja pracy i nie od razu dostaje sie fajną prace jednak do tej pory selektcjonujac oferty pod katem tych, ktorymi bylabym naprawde zainteresowana musialabym miec 2-3 letni staz na konkretnym stanowisku lub mimo ze wiem ze cos umiem wymaganiem sa studia np. z dziedziny budownictwa (chodzi o przpisy, ktorych przeciez tez moglabym sie nauczyc)
Bede szukac do bolu, bo niestey nie mam znajomosci zadnych zeby ktos mogl mi troszke pomoc, a narazie chyba pojde do tego telemarketingu bo chcialabym rozpoczac podyplomowe studia.
Lena dziekuje za odpowiedz...ale ma male pytanko, jako do eksperta:)
czy wplywajace oferty sa skrupulatnie i wnikliwie analizowane czy liczy sie kolejnasc zgloszeń??
bo zauwazylam ze jak wysylam aplikacje w odpowiedzi na oferte swiezo zamieszczona na jakims portalu to po wiekszej czesci otrzymyje odpowiedz, jednak gdy wysylam wieczorem lub kolejnego dnia jest to sporadyczne...
wiem,ze to pewnie nie jest zadna prawidlowoscią jednak czyzby za kazdym razem byl to zbieg okolicznosci?? a oferta niby wazna przez np. tydzien... bo przeciez nie zawsze mozliwym jest siedziec caly dzien przy komputerze (moze smieszne to spostrzezenie, ale nie wiem juz co myslec)
pozdrawiam serdecznie:)
lilly jeśli chodzi o sposób rozpatrywania zgłoszeń to mogę się wypowiadać tylko i wyłącznie za siebie
W moim przypadku nie działa to na zasadzie kto pierwszy ten lepszy - wyjątek "Klient, który potrzebuje kandydatów na już", ale takich sytuacji jest niewiele. Przeglądam wszystkie aplikacje, wybieram pulę osób, z którymi chcę porozmawiać i do nich dzwonię.
Musisz jednak wziąć pod uwagę, że są oferty na które np. w ciągu dnia spływa koło 70-100 aplikacji - wówczas z takiej puli ja, jako osoba poszukująca, mogę już wybrać kilku interesujących mnie kandydatów i to ich w pierwszej kolejności zapraszam na spotkanie. Osoby, które zgłaszają się jako kolejne też mają szansę na spotkanie, ale dopiero w późniejszym terminie stąd dłużej czekają na odpowiedź. Jeśli zaś z pierwszej tury spotkań Klient zaakceptuje jakiegoś kandydata to wówczas proces po prostu się kończy.
Przeżywam teraz dokładnie taki sam "szok po studiach" jak autorka postu, mimo że tych studiów jeszcze nie skończyłam, ale jednak studia niestacjonarne "zobowiązują" do rozpoczęcia poszukiwań stażu/pracy...
Jagódka, świetnie Cię rozumiem. Dla osób kończących studia, to szok zmierzyć się z szukaniem pracy. Każdy myśli, że jak ma się wykształcenie, to i praca się znajdzie. Nic bardziej mylnego. Ja tez jestem już 1,5 roku po wyższych studiach, dziennych. Na studiach nauki było od groma, brałam stypendia naukowe co roku, jedna z najwyższych średnich. I co? niby by się wydawało, że nic tylko po studiach czeka praca. Pomyliłam się i dziś już zweryfikowałam swoje myślenie. Robiłam różne zajęcia, często poniżej moich kwalifikacji, odbyłam staż. Wciąż wysyłam CV, odwiedzam firmy osobiście, umawiam się na spotkania z kluczowymi osobami. Właśnie w poniedziałek mam rozmowę o pracę w bardzo poważanej w okolicy firmie. Cały czas się staram i znajduję motywację aby szukać, szukać i szukać... Odnajdź ją i Ty w sobie, jak będziesz wytrwała kiedyś i Twoja sytuacja się zmieni. Tylko głowa do góry i się nie poddawaj. W myśl żelaznej zasady wyrzucą Cię drzwiami, wal oknem;) trzeba być zdecydowanym i uwierzyć w siebie, bo jak człowiek nie wierzy, to niestety wypada marnie przed każdym pracodawcą. Jak się mocno chce i pragnie, to czasem przyciąga się dobry los. Powodzenia!!!:)
Niestety teraz trzeba się dostosować do tego co oferuje rynek pracy. Ja zrobiam to inaczej. Także jedna z najwyższych średnich na roku, wszyscy byli w szoku gdy po inż nie poszłam na mgr. "Bo przecież wszyscy idą" A potem wszyscy razem idą podpisywać co miesiąc książeczkę w bezrobotnym. Ja zaraz po inż wyjechałam do Niemiec. Język znałam już w miarę dobrze, nadal się uczę do tego angielski. Zamierzam wykonać dodatkowy kurs który da mi podstawy do wykonywania zawodu za granicą. W czasie studiów wykonywalam prace w zawodzie, ale to niewiele pomogło gdy szukałam pracy po studiach. 1400 brutto. Śmiech na sali. Kocham Polskę, ale gdy nie można normalnie żyć...