Witam. Jestem w dosc trudnym i skomplikowanym zwiazku. Jestem przed 30 moj facet jest starszy o 15lat. Poznalam go jako mloda dziewczyna i wlasciwie jest pierwszym mezszyzną z ktorym polaczylo mnie cos wiecej niz dzieciece milostki. Najgorszym problemem jest jego problem alkoholowy o ktorym rozmawialismy juz setki razy i zawsze niestety mialam wrazenie ze to jak tluczenie glowa w sciane... Jest tez bardzo stanowczy uparty i zazdrosny (choc nie ma ku temu powodow) ostatnio nasz zwiazek calkiem schodzi na psy... Nie spedzamy wspolnie czasu, nie moge liczyc na jego pomoc nawet w meskich pracach domowych nie sypiamy ze soba,od 3 lat nigdzie razem nie wyjechalismy nawet 20km od domu w niedziele nad jezioro (m. In. Przez to ze ciagle jest wypity) bez przerwy sie klucimy. Chwilami czuje sie jak klebek nerwow przez 8 lat nabawilam sie niestety problemow z sercem a raczej z jego rytmem i kolataniem. Moglabym pisac o tym godzinami... Wiele razy padaly z jego ust okropnosci pod moim adresem. Wczesniej podchodzilam do go bardzo emocjonalnie i nie rzadko przepłakiwalam po dwa dni z rzędu, w tej chwili raczej przyjmuje to na chlodno. Wczoraj w trakcie wymiany zdan mnie popchnal i reczej srednio mi sie to spodobalo. Ale zaczne od poczatku poklucilismy sie po raz kolejny o finanse od slowa do slowa zaczelam mu wytykac ze ciagle pije zamyka sie w domu i zycie spedza w 4 scianach gapiac sie w ekran monitora zamiast gdzies wyjsc i cieszyc sie bozym swiatem. Wtedy powiedzial mniej wiecej cos takiego (o swojej bylej nawet nie dziewczynie a kochance ktora mial nim sie poznalismy, wlasciwie rozstal sie z dwoma na raz z mojego powodu, ostatnio na fb okazalo sie ze ma faceta) "x miala racje mowiac ze drugiej takiej nie znajde" na to odpowiedzialam ze skoro chce moze sie do niej zarac i uslyszalam "niestety juz za pozno" i za przeproszeniem strzelilo mnie w ch**u. Przenioslam sie ze spaniem do drugiego pokoju, poryczalam sie z rozgoryczenia. Za dwa dnia chcial sie ze mna godzic ale powiedzialam ze przesadzil i tym razem nie chce z nim byc, wiele upokorzen jestem w stanie zniesc ale tego nie puszcze plazem ze cieszy mnie w sumie ta awantura bo powiedzial szczerze w emocjach co mu na watrobie lezy. On oczywiscie utrzymuje ze zrobil to na zlosc mi. Chodze z kolezankami na rowery pozniej wypijamy po piwku i rozchodzimy sie do domow. Wczoraj u kumpeli nie bylo chetnego do pilnowania dziecka wiec przeszlismy od razu do piwka. Usiedlismy po sasiedzku cala paczka i siedzielismy do 12, bylo sporo smiechu, nie wstawilam sie bo wypilam tylko 3 piwa nagle wpada moj facet z pretensjami ze tu impreza i nikt go nie zaprosil stanal doslownie na 10 sekund i poszedl incydent raczej nieprzyjemny wiec wszystkim miny zzedly bo bylo widac ze wkurzony, wiedzialam o co chodzi i nie dalam sie sterroryzowac zostalam jeszcze godzine. Przychodze do domu a moj facet od bramy naskakuje na mnie ze mam mu wstydu nie przynosic odpinal kłodke i chcial zeby mu poswiecic komorka dalam mu telefon a on do mnie zebym sie nie bala on mi w telefonie nie bedzie grzebal a i tak wie ze krece na boku ( czesto z niego korzystam bo pracuje telefonem i przez internet) weszlismy do domu zaczal sie nade mna wytrzasac i z calym opanowaniem powiedzialam ze nie mam ochoty sie z nim klocic (wiedzialam ze ja jestem wypita on tez i to do niczego dobrego nie poprowadzi) zeby spadal do wojego pokoju i dal mi spokoj na co dostalam odpowiedz protekcjonalnym tonem jak tatus do corki ze co ja sobie wyobrazam i mam sie do niego w taki sposob nie odzywac. Po czym poklepalam go po plecach i powiedzialam że jego byla do ktorej tak wzdycha na pewno by sie w ten sposob do niego nie odezwala i zeby nie zwlekal po czym mnie popchnal byl mega wkurzony jakby sie krew w nim zagotowala i zaczal sie drzec to to za oklapywanie (zrobilam to delikatnie) machac rekami kazal mi sie pakowac i wypir**alac (mieszkamy w wynajetym 300km od miejscowosci z ktorej pochodze) podchodzil do mnie ze 3 razy i darl sie ze mam jutro pakowac najpotrzebniejsze rzeczy i wypier***alac. Dzis unikam go jak moge spotkalam go w przelocie do lazienki. Nie chce z siebie zrobic ofiary a z niego zwyrodnialca. Kiedy chce potrafi byc wspanialym facetem z racji na roznice wieku nie wymagam tez aby spedzal ze mna w kolko czas mega aktywanie, jest inteligentny duzo czyta to nie cham i prostak. Kocham go i chcialabym pomoc mu w jego problemach alkoholowych, zastanawiam sie czasem jak on skonczy kiedy faktycznie go w koncu opuszcze... Chcialabym cieplego domu stabilnosci i dziecka nie mam juz 18 lat zeby szarpac sie jak smarkula. Z boku wygladamy na normalna pare, staram sie zachowac pozory i nikomu nie zwierzam sie z tego co dzieje sie w domu. Nawet moja mama wie 5 przez 10. Dlatego zdecydowalam sie napisac tu... Anonimowo.. Opadam juz z sil i ciagle jestem przygnebiona... Chyba przez to ze stracilam juz resztki nadziei ze on sie zmieni.
Sorry jesli napisalam zbyt chaotycznie i za brak polskich znakow ale korzystam z telefonu...
Nie rozumiem dlaczego kobiety zamiast rzucić takiego dupka to się męczą i mają nadzieję, że się zmieni. On się nie zmieni. Po co tkwić w takim związku?
I moja rada dla wszystkich, rzucić takiego jak tylko okaże brak szacunku i nie ma zmiłuję się. Porządnym facetom nie zdarza się źle potraktować jakiejkolwiek kobiety.
Jesteś młodą kobietą, najpiękniejsze lata życia poświęciłaś człowiekowi, który nie wylewa za kołnierz i przyrósł do fotela?
Nie rozumiem jak to się stało, że przez 8! lat nie przejrzałaś na oczy i nie zniechęciłaś się do takiego życia.
Piszesz, że chciałabyś mieć dziecko, ale jak? skoro nie śpicie z sobą od 3 lat?! Jak Ty to wytrzymujesz?
Myślę, że jego aluzje w związku z byłą kochanką, faktycznie mogły być celową próbą wkurzenia Cię, co nie zmienia faktu, że marnujesz życie z alkoholikiem.
Nie napisalam ze nie sypiamy z soba od 3 lat a ze nigdzie nie wyjechalismy dlatego dodalam przecinek. Kiedy go poznalam bylam mloda bardzo mi imponowal pociagal mnie i fascynowal. Nasz zwiazek byl burzliwy i intensywny. Ja studiowalam on pracowal na odleglosc po 2 tygodniach nieobenosci nasze spotkania byly hmmm.. Bardzo gorace, przez pierwsze 3 lata zachowywal sie calkiem przyzwoicie, nie obrazal mnie, kochalismy sie bardzo mocno.polaczyly nas wspolne zainteresowania, bardzo przystojy podobal sie innym kobietom wiec bylam dumna ze taki facet trafil sie akurat mi... Pociagajace bylo tez to ze byl starszy, doswiadczony życiowo, kulturalny i elegancki... Nie jest tez typowym alkoholikiem. Jest ogolony umyty gdy trzeba potrafi zarobic pieniadze nie zatacza sie i nie ma poobijanej twarzy ale pije duzo... Co dzien jak musi jechac do pracy to pije po pracy jak nie musi zaczyna od 10 rano...
Faktycznie, przepraszam, przeoczyłam przecinek.
Zastanawiasz się co dalej, ale co zostało z "tamtego" faceta?
Po za tym alkoholik to nie tylko ten leżący pod płotem, obsikany i obr**ny typ, to człowiek uzależniony, który powoli niszczy własne życie, zdrowie i życie własnej rodziny.
A teraz popchnął Cię "bez powodu"? Jaki powód uznałabyś za uzasadniony?
Może też jesteś już uzależniona, skoro myślisz takimi kategoriami?
zxc4rr przemyśl, czy kochasz go nadal, czy proponowałaś mu terapię, jaki jest jego stosunek do Waszej przyszłości, może on nie widzi żadnego problemu. Zastanów się, czy warto walczyć.
Josz masz racje... Nawet nie zwrocilam uwagi na to co napisałam... "Popchnał bez powodu" uswiadomilas mi wlasnie cos bardzo ciekawego. Problem w tym ze moj facet to alfa i omega ktora na wszystkim sie zna i wszystko wie. Jego zdaniem to mniej wiecej tak :On wie ze jest alkoholikiem powiedzial mi o tym na samym poczatku znajomosci byl uczciwy wiec ja nie moge miec do niego pretensji. Poza tym to jego pieniadze i sam ma prawo zdecydowac na co je przeznaczy. Na terapie nie pojdzie bo co mu tam ciekawego moga powiedziec sam doskonale zna mechanizm picia. Raz powie ze Nie zamierza sie niczym usprawiedliwiac ani zaslaniac problemami. Za chwile mowi ze pije bo "ma za duzo na bani i to taki ciezar dla jednego czlowieka". Zawsze jak pojedzie do pracy i nie ma go w domu 3 dni po powrocie robi z siebie cierpiętnika. Opowiada o tym jakby dokonywal heroicznych czynow... Watpie ze przestanie pic, bardzo boje sie tylko ze gdy ja od niego odejde zapije sie zwyczajnie... Mam tez wyrzuty sumienia ze moze za malo go wspieram, moze za malo walcze... Moze gdybym zrobila to czy tamto byloby inaczej... To bledne kolo.. Przez swoje zachowanie odepchnal od siebie przyjaciol i rodzine. Ma tylko mnie...
zxc4rr piszesz, że "uczciwie" przyznał się do alkoholizmu już na początku Waszej znajomości. Ile miałaś wtedy lat 20, 21? a on 35, 36.
Byłaś młodą, zakochaną dziewczyną, a on dojrzałym mężczyzną, który doskonale wiedział jak Cię podejść, jeśli dodatkowo nie miałaś w życiu podobnych doświadczeń, jego "uczciwe" wyznanie zapewne jeszcze Ci zaimponowało.
Spójrz w przyszłość; macie dziecko, które widzi pijanego ojca, zamartwiasz się, bo on znika na kilka dni, skąd wiesz co wyrabia po pijaku, gdzie i z kim pije, masz niestabilną sytuację finansową, bo przecież to jego pieniądze i pije za swoje, jesteś sama z dzieckiem, samotne wczasy, wywiadówki, bo on pijany, zostajesz młodą wdową, a dziecko półsierotą, bo mąż po pijaku ginie w wypadku samochodowym, albo umiera na marskość wątroby.
Przyznam szczerze, że problem alkoholizmu znany jest mi, na szczęście, tylko z literatury i z pewnych warsztatów. Myślę, że powinnaś znaleźć jakieś forum, na którym wypowiedziałyby się kobiety, które żyły z alkoholikami.
Na Netkobietach jest też dział: psychologia, może tam opiszesz swój problem.
Ja uważam, że marnujesz życie przy tym panu, zwłaszcza, że on nie wykazuje chęci do zmian, a Twoja litość być może jest wynikiem uzależnienia.
... a Twoja litość być może jest wynikiem uzależnienia.
...współuzależnienia
10 2015-06-07 21:42:50 Ostatnio edytowany przez Katerine (2015-06-07 21:44:34)
Cześć. Z powodu że jestem DDA to coś na ten temat powiem. Mój tata pił, moja mama wiedziała ale sądziła że się zmieni. Poza tym jest dobrym człowiekiem Po alkoholu nie był nigdy agresywny ma spokojny charakter żaden furiat, nie zdradzał itd tyle że pił. Mama myslala jedynie o tym gdzie się szlaja gdy wychodzi, w jakim stanie wróci. Ile dzieci zobaczą co sąsiedzi pomyślą. Wiadomo nie pomagał z dziećmi, bo pił. Brat miał pretensje że mało poświęcał mu uwagi.Mama miała w głowie jego nałóg to też mniej czasu, uwagi poświecała mi i bratu. W końcu kazała mu wybrać :picie czy rodzina. Na szczescie wybrał rodzinę.
Zaczął się leczyć. Do końca życia bedzie już alkoholikiem ale niepijącym. Tak to wygląda.
Odpowiedz sobie jedynie na pytanie autorko: Czy chcesz żyć z alkoholikiem? AGRESYWNYM alkoholikiem?? Czy chcesz takiego ojca dla dzieci? Wieczna niepewność jak bardzo nawalony wróci? Takiego męża? Co to za facet który uderzył kobiete? Dla mnie to zero sorry. Co/Kto jest dla niego ważne picie czy Ty? Poza tym alkoholik musi zdać sobie sprawe z problemu i uzmysłowić sobie że CHCE się leczyć! Dodam jeszcze że gdyby nie 2 dzieci to pewnie by się rozwiedli. Autorko nie macie dzieci NIKT CiE przy nim nie trzyma. Twoje szczęscie jest najważniejsze. Szanuj siebie i swój czas. ;] Pozdrawiam.
Wyobraz sobie, ze ten watek napisal ktos inny, nie Ty.
Co bys odpowiedziala ?
Kazdy ma prawo do lepszego zycia.Nawet Ty.Zostaw go.Wiem,ze to trudne, bo go kochasz, bo myslisz, ze sie zmnieni, bo czasami jest dobry.
Ale Ty zaslugujesz na kogos, kto zawsze jest dobry, nie czasami.A moze sie myle ?
Verdad nie ma ludzi ktorzy sa dobrzy zawsze. Nawet nam kobietom czasem puszczaja hamulce i zachowujemy sie jak zołzy, wyładowując swoj gniew i frustracje na innych. Gdy sie poznalismy miałam 19 lat i byłam przed maturą, choc nalezałam raczej do rozsadnych dziewcząt nie trudno sobie wyobrazic jakimi kategoriami młody człowiek myśli. Widzialam ze jest hmm... Inny. Nie tak radosny, energiczny, wielokrotnie opowiadal o tym ze duzo przezyl i za ludzmi nie przepada. Naiwnie myslalam ze moj mlodzienczy czar podziala na niego zbawiennie i uda mu sie odzyskac przy mnie radosc zycia i emocjonalna stabilizacje, do tego wszystkiego doszły emocje, chemia i bardzo silne zauroczenie. Wchodzilam w doroslosc, opuszczalam rodzinny dom przyjaciol rodzine i wyjezdzalam na studia, mialam w nim oparcie i pomocna dlon. Pozniej wszystko potoczylo sie samo. Myslalam ze zadziala prosba albo grozba, awantura lub obojetnosc, poswiecenie mu max czasu lub totalne olewanie. W efekcie nadskakiwalam mu od samego poczatku i teraz zyje pod jednym dachem z facetem ktory caly dom zostawil na mojej glowie. Ja zajmuje sie rachunkami, czyszcze piec, kosze trawe. Moj facet jak pil tak pije i gdybym przeczytala te historie i jej autorka byla obca osoba rowniez zachecalabym ja by zawalczyla o wlasne zycie i odeszla. Wczesniej rzadzily mna emocje, dzis dopuszczam do siebie glos zdrowego rozsadku ktory o dziwo coraz glosniej krzyczy "nic z tego nie bedzie"!. Najgorsze jest to ze alkoholizm to choroba dosc specyficzna a jednak choroba... Porzucajac kogos chorego zawsze sa wyrzuty sumienia...
Czy ktos z Was ma jakis jeszcze pomysl jak wybrnac z takiej sytuacji??? Czy moj zwiazek da sie jakos uzdrowic a partnerowi pomoc?? Jak napisalam wczesniej jestem w takim wieku ze coraz czesciej mysle o dziecku. Powstrzymuje mnie fakt ze zafunduje mu podobna hustawke emocjonalna jak samej sobie... Raz przytula innym razem wrzeszczy. Mowi zostaw to na pozniej a potem ma pretensje ze nie zrobione. Alkoholizm zespsul nam juz wiele rodzinnych imprez wesel sylwestow i swiat. Nie wspominajac o tym ze kazdego dnia boje sie o jego zdrowie, czy wytrzyma serce, a jak jego watroba, co z trzustka, czy nie dostanie wylewu... Powiedzial kiedys w trakcie rozmowy ze ja mam bardzo duzy wplyw na to czy pije czy nie i zebym nie robila awantur. Mysle ze to nie prawda. Pije albo ze szczescia bo cos poszlo po mysli i trzeba to opic albo ze stresu bo sie nie uklada badz ze zlosci czy smutku. Kazdy powod jest dobry a kazdy dzien to nowa okazja.
14 2015-06-09 12:25:41 Ostatnio edytowany przez LeeBee (2015-06-09 12:45:52)
Szczerze to nie wiem co Ty przy nim jeszcze robisz.
Piszesz, że nie jest zwykłym chamem i prostakiem. To kim dla Ciebie jest zwykły cham i prostak? Bo dla mnie człowiek, który nie szanuje partnera, nie pomagamu, nie interesuje się jego potrzebami, jest agresywny z przemocą fizyczną włącznie jest właśnie zwykłym chamem i prostakiem.
Piszesz też, że nie jest typowym alkoholikiem. Uważasz, że prawdziwi alkoholicy to tylko ci co piją na umór, sikają pod siebie i żyją na marginesie społeczeństwa? Oj tu znów go idealizujesz. To jest alkoholik, który bardziej ceni sobie alkohol niż Ciebie. Woli wypić i iść przed komputer niż pójść z Tobą do kina. No i pije przez ciebie, bo jakże by inaczej.
Różnica wieku nie ma tu znaczenia i nie może stanowić żadnego usprawiedliwienia.
Oczywiście to Twoje życie, ale dla mnie to jest nieakceptowalne.
Chcesz dziecko? A chcesz zeby Twoje dziecko miało niską samoocenę, było zakompleksione, nieumiejące tworzyć prawidłowych relacji? To zajdz z nim w ciążę.
Co byś poradziła własnej córce/siostrze/przyjaciółce/mamie gdyby przedstawiła ci tak swój zwiazek?