Dzień dobry, wszystkim Paniom na tym forum. Wiele razy byłam bliska wypłakania sie na forum internetowym, ale jakoś nie mogłam sie zebrać na odwagę...Dzisiaj poczułam, ze jeśli nie wyrzucę z siebie tego całego żalu, nie dam rady...
Historia jakich wiele, miało byc normalne szczęśliwe życie z mężem u boku...Poznaliśmy sie 3 lata temu, byłam wtedy na wyjeździe służbowym w Indiach, a on był przewodnikiem w Goa, popularnej miejscowości turystycznej. Ja byłam po nieudanym związku z alkoholikiem, a On...zupełne przeciwieństwo mojego byłego: spokojny, uśmiechnięty, pogodny, uczynny, życzliwy dla wszystkich. Zakochalam sie, mimo moich trzydziestu lat, jak nastolatka. Do tej pory liczyła sie dla mnie tylko praca, to praca żyłam i w pracy widziałam sens życia. Gdy go poznałam, zaczęłam dostrzegać inne kolory życia, tak mi sie przynajmniej wtedy wydawało. Wzajemnie sie odwiedzaliśmy w swoich krajach, pózniej był szybki ślub i jego przeprowadzka do Polski. Po krotkim czasie maz z cudownego człowieka zamienił sie, mozna by rzec, w nieczulego psychopate. Zaczęło sie od tego, ze zrobił sie dla mnie zimny, jak lod. Przestał okazywać mi jakakolwiek czułość, jakiekolwiek uczucia. Im bardziej sie starałam byc dla niego miła i czuła, tym bardzie On mnie odpychal...Coraz bardziej czułam pogardę z jego strony, zaczął powtarzać, ze jestem beznadziejna, ze nie jestem kobieta, ze mam beznadziejna rodzine, ze nie umiem żyć, ze tylko w życiu praca mi sie udała - muszę podkreślić, ze odkąd sie poznaliśmy pracuje max 8 godzin dziennie, On pracuje za to duzo mniej, ma bardzo duzo wolnego czasu. Czułam, ze On popada w coraz większa frustracje, co w połączeniu z alkoholem powodowało, ze stawał sie coraz bardziej agresywny. Brakowało mi miłości, bliskości, rozmowy, uśmiechu z jego strony, tym bardziej, ze ze swoją rodzina z Indii potrafił rozmawiać na Skypie godzinami. Śmiał sie z nimi, żartował...jak ja im wtedy tego zazdrościłam...Bierność, nieczułość i wyzwiska zamieniły sie w przemoc, zwłaszcza w połączeniu z alkoholem. Byłam w szoku...zaczęłam go usprawiedliwiać, ze jest na emigracji, z dała od rodziny i przyjaciół, ze jest sfrustrowany tym, ze jest praktycznie na moim utrzymaniu, ze jest tu zdany zupełnie na mnie, ze zostawił dla mnie dotychczasowe życie. Przemoc stawała sie coraz bardziej brutalna, a ja zamiast go znienawidziec za to, co mi robił, szukałam winy w sobie, przecież w końcu to już drugi związek, który mi sie nie udaje...paradoksalnie jest mi go zal w całej tej sytuacji, ze sobie nie radzi, ze ucieka sie do agresji. Proponowałam terapie, bezskutecznie...Twierdzi, ze znisczylam mu życie, ale jednocześnie nie chce wracać do Indii. Mowi, ze teraz nie ma do czego już wracać...żyjemy naprawdę na wysokim poziomie materialnym, jeździmy często na zagraniczne wakacje, niczego nam nie brakuje, maz wysyła co miesiąc pieniądze do Indii, ale traktuje mnie jak swojego wroga...wykorzystuje to, ze go kocham, wykorzystuje moja słabość...Mowi, ze mam beznadziejne życie, ze nic ciekawego nie robię, ale gdy ja próbuje pożyć swoim życiem staje sie zazdrosny, w zasadzie o każdego mojego znajomego. Sam za to często imprezuje i wraca późno. Mogłabym pisać i pisać o zawiłościach naszego związku jeszcze dluuugooo...ale nie chce przynudzac. Dodam tylko, ze zdarzaja mu sie tez dobre momenty, jest towarzyski, ludzie go lubią, ma wielu znajomych w Polsce. Ale ja jestem już zmęczona jego pogarda i agresja względem mnie...Nigdy nie podejrzewalabym, ze tak sie dam komukolwiek omotac...
Nie rób tego błędu, nie usprawiedliwiaj go.Agresji nic nie jest w stanie usprawiedliwić.Jak możesz myśleć, że to on jest biedny, bo w obcym kraju?! Cwaniak, a nie biedny.Siedzi na twoim utrzymaniu,imprezuje,wyżywa się na tobie,nawet nie stać go na to żeby zachować jakieś pozory dla dobra waszego związku.Poradzę ci - szybko kończ tę farsę.Dwukrotnie trafiłaś na nieodpowiednich facetów, no trudno to się zdarza.Ale nie marnuj swojego życia na takiego gościa.Po co ci to?
Jeszcze dodam, że gdyby faktycznie przeżywał to, że nie jest u siebie, to raczej szukał by u ciebie wsparcia, a nie traktował jak śmieć.
Wydawało mi sie, ze on jednak wnosi duzo pozytywnego do mojego życia, np. jest rodzinny, wielokrotnie namawiał mnie na częstsze spotkania z moja rodzina, bo ja tylko praca i praca...teraz już zmienił zdanie, nie lubi ich, bo moja siostra zdradza swojego męża, o mojej mamie tez nie ma dobrego zdania. Namówił mnie do uprawiania sportu, zajmuje sie domem, sprząta, dobrze gotuje. Dzisiaj powiedział mi, ze poprzysiagl sobie, ze już mnie nigdy nie uderzy...ale to była chłodna rozmowa. W zasadzie agresja pojawia sie u niego, kiedy robię mu wyrzuty, ze jest względem mnie zimny lub go skrytykuje, chociaż nie zdarza sie to często. Czuje jakaś odpowiedzialność za niego, to tak jakby syn uderzył matkę, a matka w głębi serca wie, ze on nie jest zły...
Dodam tylko, ze maz często sie zwierza swoim znajomym, oni go pocieszają itp. Nigdy natomiast nie zwierza sie mi, uważa ze ja jestem dziwna...Ze jestem niewierząca, on jest buddystą, ze nie umiem zając sie domem, ze jestem roztargniona, ze nie mam zainteresowań (lubię czytać), ze nie jestem rodzinna, ze jestem płaczliwa i nietowarzyska...
No wiesz to typowe, że obarcza cię winą.To nazywa się manipulacją.Jedno mnie zastanowiło, że skoro twierdzisz, że w sumie jest ok, to po co szukasz tu porady i jakiej oczekujesz? Natomiast porównanie z reakcją matki - to chyba zupełnie inne relacje?Nie jesteś jego matką, to on jest tym silniejszym w związku, chocby fizycznie i jeśli już, to on powinien zapewnić ci poczucie bezpieczeństwa.Ale rób jak uważasz.Twoje życie - twój wybór.
Dzięki za odpowiedz. Wcale nie twierdze, ze jest ok. Nie tak wyobrażałam sobie szczęśliwy związek...Kiedy jest agresywny, czuje złość, smutek, porażkę, niemoc...
Porównuje go jednak do mojego byłego i znajduje pozytywy...Zastanawiam sie dlaczego On dla innych jest taki miły, dobry, uczynny, otwarty, a przy mnie gaśnie...Może to kwestia różnic kulturowych, wychowania...Dla mnie jest bardzo miły praktycznie tylko wieczorami, gdy zależy mu na seksie. I akurat jeśli chodzi o ta sferę naszego życia, to jest bardzo ok.
Faktycznie, zachowuje sie jak głupia baba, ktora nie potrafi sobie poradzić ze swoim życiem...A niby wystarczy poprostu odejść od męża...kiedyś tez wydawałoby mi sie to takie proste. A jednak, jak sie kogoś kocha, to szuka sie ratunku za wszelka cenę, nie jest łatwo skreślić drugiego człowieka...
9 2015-06-02 11:28:17 Ostatnio edytowany przez ZywiecZdroj (2015-06-02 11:28:51)
Przestań go usprawiedliwiać ! wręcz to jest żałosne..
Facet Cię napie*** , traktuje jak śmiecia, wieczorem pobędzie miły bo mu się bzykać chce..
No co Ty się godzisz ?!
Gdzie Twoja godność ? szacunek do siebie ?!
Materialnie mówisz , że dajesz sobie radę. To na co czekasz ?!
Rozwód, wyprowadzka i zacznij żyć normalnie.. a nie pozwalasz się traktować jak ścierkę.. Która można wyzwać, zgnębić wieczorem wybzykać . A Ty jeszcze mówisz o pozytywnych rzeczach ??????!!
Dla mnie jest bardzo miły praktycznie tylko wieczorami, gdy zależy mu na seksie.
Przykro mi Agusia, ale wyglada na to, ze on nie zywi do Ciebie takich uczuc, jak Ty do niego.
Byl czarujacy i mily na poczatku, zeby Cie uwiesc.
Udalo mu sie, teraz jestes juz upolowana i nie musi juz udawac czarujacego (ew. przed znajomymi nadal udaje).
Teraz moze WRESZCIE BYC SOBA.
Czyli mowic Ci, co naprawde o Tobie sadzi, siedziec sobie w Polsce wygodnie, korzystajac z Twoich pieniedzy i seksu. Byc wielkim panem i rzadzic Twoim zyciem.
O to mu wlasnie chodzilo (tylko o to, niestety).
Moim zdaniem, za szybko weszlas w ten zwiazek.
Bylas swiezo po jednym toksycznym zwiazku i weszlas w nastepny, jak w maslo.
Zastanow sie, czemu uciekasz tak desperacko od konfrontacji z soba i swoimi problemami - - ladujac sie w zwiazki z ludzmi, ktorzy Cie nie szanuja, wykorzystuja i niszcza?
Moze na te pytania moglby Ci pomoc odpowiedziec dobry terapeuta.
Trzymaj sie. Powodzenia.
Uciekaj puki możesz.
Wydawało mi sie, ze on jednak wnosi duzo pozytywnego do mojego życia, np. jest rodzinny, wielokrotnie namawiał mnie na częstsze spotkania z moja rodzina, bo ja tylko praca i praca...teraz już zmienił zdanie, nie lubi ich, bo moja siostra zdradza swojego męża, o mojej mamie tez nie ma dobrego zdania. Namówił mnie do uprawiania sportu, zajmuje sie domem, sprząta, dobrze gotuje. Dzisiaj powiedział mi, ze poprzysiagl sobie, ze już mnie nigdy nie uderzy...ale to była chłodna rozmowa. W zasadzie agresja pojawia sie u niego, kiedy robię mu wyrzuty, ze jest względem mnie zimny lub go skrytykuje, chociaż nie zdarza sie to często. Czuje jakaś odpowiedzialność za niego, to tak jakby syn uderzył matkę, a matka w głębi serca wie, ze on nie jest zły...
Czytam i nie dowierzam!
obiecał że mnie już nie uderzy
zasadz kopa i to solidnie i niech robi wypad tam skąd przybył
jak możesz sie nad nim użalać
Porównuje go jednak do mojego byłego i znajduje pozytywy...Zastanawiam sie dlaczego On dla innych jest taki miły, dobry, uczynny, otwarty, a przy mnie gaśnie...Może to kwestia różnic kulturowych, wychowania...Dla mnie jest bardzo miły praktycznie tylko wieczorami, gdy zależy mu na seksie. I akurat jeśli chodzi o ta sferę naszego życia, to jest bardzo ok.
jak jest przywiązany do swojej kultury,niech tam szuka żony którą będzie pomiatał
masz z nim slub?
dobrze że jestes w polsce,nawet jak masz slub to łatwiej będzie się go pozbyć niż gdyby cię tam wywiózł ubrał w sukmany i kazał służyć
Na forum obowiązują zasady, a te wyraźnie mówią, że tematy umieszczamy zgodnie z ustalonym porządkiem, a nie na chybił-trafił. Wątek przenoszę we właściwe miejsce, a Ciebie proszę o zapoznanie się z Regulaminem Forum i stosowanie do jego zapisów.
Z pozdrowieniami, Olinka
Miłość wymaga szacunku do samej siebie. Co to za milosc, ktora pozwala na okazywanie braku szacunku, nieokazywanie uczuc, materialne i fizyczne (seksualne) wykorzystywanie? W jakim celu nianczyc taka osobe, skoro ona sama przez swoje zachowanie podejmuje decyzje o swoim zyciu przez niszczenie relacji. Niech wraca do swojego kraju co byloby najlepszym rozwiazaniem i konsekwencja. Nie masz obowiazku kogos takiego nianczyc. Niech zyje na wlasny rachunek.
Przestań go usprawiedliwiać ! wręcz to jest żałosne..
Facet Cię napie*** , traktuje jak śmiecia, wieczorem pobędzie miły bo mu się bzykać chce..
No co Ty się godzisz ?!
Gdzie Twoja godność ? szacunek do siebie ?!Materialnie mówisz , że dajesz sobie radę. To na co czekasz ?!
Rozwód, wyprowadzka i zacznij żyć normalnie.. a nie pozwalasz się traktować jak ścierkę.. Która można wyzwać, zgnębić wieczorem wybzykać . A Ty jeszcze mówisz o pozytywnych rzeczach ??????!!
Myślę ,że czeka na cud..Wybacz Agusia- cudu nie będzie.
Zapytaj sie go, dlaczego z Toba jest, skoro Cie nienawidzi ?
I co szkodzi na przeszkodzie, zeby wrocil do Indii ?
Zapytaj sie go, dlaczego z Toba jest, skoro Cie nienawidzi ?
I co szkodzi na przeszkodzie, zeby wrocil do Indii ?
No jak to dlaczego? Dla papierow!
Siedzi sobie legalnie w Europie, na wysokim poziomie materialnym - jemu jest teraz jak u Pana Boga za piecem! Po co mialby z tego rezygnowac i wracac na stare smieci i byc posmiewiskiem dla rodziny?
Pogon go czym predzej, poki dzieci nie macie.
20 2015-06-17 09:17:55 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2015-06-17 09:19:01)
i ty z nim jeszcze jesteś? utrzymujesz go?
żaden mężczyzna na twoim miejscu by tak nie pozwolił się traktować kobiecie
,,maz wysyła co miesiąc pieniądze do Indii,,,-dlatego z tobą jest, przykre ale prawdziwe
Hej, dziewczyno uciekaj od faceta, nie ma co się zastanawiać agresja to coś bardzo złego, to Cię zniszczy, co to ma znaczyć pogarda, jesteś wartościowym człowiek i powinnaś sobie ułożyć życie z kim lepszym niż taki gość.