Witam was wszystkie.
Juz nie wiem co mam ze sobą robić rok temu rozstałam sie z chłopakiem , i do tej pory nie potrafie sobie z tym poradzic nie wiem czy nadal kocham czy to było po prostu przywiązanie do niego i teraz mi go brak. Wszystko mi go przypomina mam ochote do niego napisać , ale to nie jest takie proste bo rozstaliśmy sie w zlych okolicznosciach i teraz nie zyjemy ze sobą normalnie. Nie wiem nie potrafie zaangazować sie w nic innego cały czas mi się śni myślę o nim dzień w dzien i jest tylko jeden wielki płacz nie daje juz sobie z tym rady chciałabym jakoś o nim zapomniec , ale nie potrafie nie umiem niby jest wszystko okey przez kilka dni az tu nagle to samo wszystko przypomnia mi jego drogi którymi chodziłam z nim , pokój w którym byłam, dom, ludzie, rzeczy to jest koszmarne prześladuje mnie w nocy się budze z myślą ze spi koło mnie ale nie, jestem sama.
Droga Leno skoro tak go bardzo kochasz to moze warto jednak powalczyc o ta milosc nawet jak rostaliscie sie w zlych okolicznosciach .Jak bym byla na Twoim miejscu napisalabym do Niego list.W liscie bym przelala swoje mysli, uczucia itp.Nic nie tracisz nawet jakby nic z tego nie wyszlo to przynajmniej bedziesz wiedziala ze zrobilas cos zeby go odzyskac.
Moim zdaniem, to nie tak że go kochasz, i tęsknisz, myślę że jest to spowodowane bardziej tym że jesteś sama. Też tak miałam. Ale jeśli z kimś być nie możesz, musisz znaleźć inną drogę dla siebie. Bez niego, i bez myśli o nim. Ja mimo tego że mam teraz chłopaka to czasem wracam myślami do mojego byłego,ale to nie znaczy że go kocham. myśle sobie też że tak długie chowanie w sobie pamięci o związku jest niedobre dla Twojej psychiki, zresztą sama o tym piszesz. Ja miałam to ułatwione bo po rzstaniu poznałam wielu nowych ludzi, z którymi się zaprzyjaźniłam, i jakoś udało mi się zapomnieć. Tobie też się uda. Minęło już tyle czasu, pielęgnowanie myśli o tym jak Ci jest źle bez niego, że tęsknisz, właśnie rodzi myśli o tym że chciałabyś znowu z nim być, ale skoro się rozstaliście to coś musiało być nie tak. Z perspektywy czasu zapewne idealizujesz tamten związek, a to nie jest dobre. Zerwij z tym raz a dobrze.
Wszystko zależy od tego dlaczego się rozstaliście . Czy on nadal jest sam itp.
Wydaje mi się, że to powoli staje się obsesją...Zrób coś dla siebie - pójdź na zakupy, poznaj nowych ludzi. Nadpisz stare wspomnienia nowymi.
Trzymaj się ciepło! ![]()
Zgodze się z opinią, że ta miłość powoli zamienia się w obsesję. Wiem co czujesz, bo sama jestem po rozstaniu i po rpostu rozrywa mnie od środka i ostatkiem sił powstrzymuję się przez zadzwonieniem czy napisaniem do niego, a każde miejsce w mieście przypomina mi o Nim i o Nas, których juz nie ma. Nie wiem czy po rocznym rozstaniu miłość o której piszesz jest nadal tak na prawdę milością. Myśle, ze to bardziej tęsknota za związkiem i wszystkimi przyjemnościami z nim związanymi. Wspólnymi wieczorami, pocałunkami, przytulaniem. Skoro odszedł nie był wart, chociaż osobiście tez nie chce narazie uwierzyć w te sowa i tak bardzo boję sie je powiedziec na głos. Staram się żyć dalej i Ty tez musisz odnaleźc w sobie siłe. Z czasem będzie bolało mniej, aż w końcu przestanie. Przypomnij sobie o jakimś związku przed tamtym, czy będąc ze swoim aktualnym ex myslałaś o tych wczesniej? Nie? No właśnie.
Powodzenia.
Witajcie!
Piszecie,że rozpaczanie za kimś przez rok to obsesja. No to w takim razie ja uległam tej obsesji.Cierpię już od roku. Odbyłam nawet terapię u psychologa.Na początku po rozstaniu nie jadłam,nie spałam,nie wychodziłam z domu,prawie straciłam pracę.Nie byłam w niej 4 miesiące,a to dlatego,że on pracuje w tym samym budynku.Co jakoś postawię się na nogi przez weekend to powrót w to miejsce jest gehenną.Mam dobrą pracę i nie chciałabym jej zmieniać tym bardziej,że w moim mieście nie jest o nią łatwo.Wiele mnie kosztowało żeby zapracować sobie na pozycję jaką mam w tej chwili.Ale powoli zaczynam myśleć,że nie będę mieć innego wyjścia,bo zwariuję. O n ma inną i widzę jak przyjeżdża do pracy jej samochodem.To cios w samo serce.Rzucił mnie dla niej.Wrócił do swojej byłej.Twierdzi,że to przeze mnie wszystko się rozpadło.Tak wiem,popełniłam błędy,ale on też nie był idealny.Jak tylko miałam swoje zdanie,krzyczał na mnie.Zaczęłam mieć wątpliwości i zamykałam się w sobie.Stwierdził więc,że jestem zimna.W sobie problemu nie widział.Zamiast wiec próbować rozmawiać,rozwiązywać problem,zwiał tam gdzie jest łatwo.Nieważne...Też próbowałam umawiać się z kimś innym,ale jeszcze nie potrafię.Nie umiem rzucić się ze związku w związek
i nie mam już pomysłu na życie.Mam raczej małe szanse na założenie rodziny, o której marzę,bo lata już swoje mam,a z rozsądku nie potrafię sie związać. Czy jest wśród Was taka kobieta,która jest w podobnej sytuacji i poradziła sobie z tym po tak długim czasie? Jak tego dokanałaś?
Boze przypomnialo mi sie, ze moge zobaczyc go necie gdzies u siostry ego, poplakalam sie, az pocalowalam monitor, nie wiem jak mam zyc po rozstaniu, nie widzialam gotyle czasu, wczesniej byly wspolne imprezki a teraz? szkoda ze nawet nie moge goprzytulic...
Witam was wszystkie.
Nie wiem nie potrafie zaangazować sie w nic innego cały czas mi się śni myślę o nim dzień w dzien i jest tylko jeden wielki płacz nie daje juz sobie z tym rady chciałabym jakoś o nim zapomniec , ale nie potrafie nie umiem niby jest wszystko okey przez kilka dni az tu nagle to samo wszystko przypomnia mi jego drogi którymi chodziłam z nim , pokój w którym byłam, dom, ludzie, rzeczy to jest koszmarne prześladuje mnie w nocy się budze z myślą ze spi koło mnie ale nie, jestem sama.
Ciekawe czy ten facet, też ma takie problemy jak ty? Bardzo w to wątpię. Najlepiej się spytaj, czy tęskni i płacze za tobą?
Cóż jesteś bardzo słaba psychicznie, kochałaś faceta i teraz jak go nie ma i nikt inny się nie interesuje, to jest wielki dramat. Trzeba jednak powiedzieć sobie szczerze, że skoro nie jesteście razem, tak miało być. Poza tym szkoda twoich łez na tego człowieka. Nie zasługiwał na twoją miłość.
Obudź się i zacznij żyć w końcu, a nie marnujesz czas na rozpaczanie i myślenie o kimś tego niewartym.
Pozdrawiam
Dziewczyny, czytam Wasze posty i załamuję ręce. Rozumiem ogromny ból, oczywiście, rozstanie z kimś bliskim jest w pewien sposób niczym żałoba, ma swoje etapy, przeorganizowuje życie, przewraca wszystko do góry nogami i niewątpliwie niesie ze sobą cierpienie, ale... W życiu spotka Was wiele większych dramatów niż odejście mężczyzny, który najwidoczniej funta kłaków nie był wart.
Nie ma sensu iść przez życie rozpamiętując w nieskończoność stare miłości i sentymenty. Tak postępując można się samotnie zestarzeć trzymając w portfelu zdjęcie chłopaka ze swoich "lat młodych".
Niejedno rozstanie przeżyłam. Dawałam sobie czas na czarną rozpacz i niemalże zwierzęce wycie, ale po kilku dniach/tygodniach trzeba było się pozbierać i żyć dalej.
Jeżeli mimo upływu czasu nie można się poskładać, warto odwiedzić psychologa, zacząć terapię, zapisać na jakiś kurs/zajęcia i dać sobie szansę na normalne życie. Zachęcam też do tego, żebyście ten wątek potraktowały konstruktywnie i zamiast wylewać żale za byłymi i opisywać symptomy obsesji, podzieliły się sukcesami w wychodzeniu z tego stanu.
Pozdrawiam
Od mojego rozstania także minął rok.
Miałam teraz przez święta wiele czasu na analizowanie.
Po pierwsze, doszłam do wniosku, że za bardzo angażowałam się emocjonalnie w tej związek, dlatego tak strasznie cierpiałam.
Kolejny wniosek, nie będę pisać, błagać, pytać się czy jest jakaś szansa. Mam swoją godność i nie będę go błagać o litość, dlaczego to wszystko musi być w jego rękach? To on powinien błagać, prosić.
Kolejny wniosek, nawet jeśli by się zapytał czy może wrócić, ja bym go nie przyjęła. Dlaczego? Bo może i uczucie nadal jest, ale dojdzie do tego strach, niepokój, że znów odejdzie.
Na razie nie widuję się z nim w ogóle i jest mi z tym dobrze. Zapominanie o nim, dawanie mu odejść zajęło mi rok i bardzo niechętnie wracam do tego okresu. Nie wiem czym sobie zasłużyłam, dawałam ile mogłam z siebie, tylko po to by na końcu zostać potraktowana w taki a nie inny sposób. To upokarzające.
Myślę, że mogłabym się spotkać z nim za parę lat, może rany nie będą aż takie świeże i może spojrzymy na siebie inaczej, a może i nie. Tak naprawdę jest mi to już obojętne.
Ja myśle, że jeśli myśli się o jakimś powrocie, spotkaniu to musi minąć troche czasu. Emocje muszą opaść i najlepiej żeby każde z ex partnerów ułozyło sobie jakoś życie. Ewentaulny powrót jest mozliwy nie wiem, po pół roku, po roku, kiedy każde z nich jets już na prawde innym człowiekiem. Nie można tracic zycia na wspominannie, chociaz wiem ze uwlnienie sie od mysli wcale nie jets łatwe.
Kochac to niestety czasami pozwolić komuś odejść....
Witajcie!!
Nie będę Wam opisywać mojej historii dokładnie (jakby Kogoś interesowały szczegóły to opisałam w innym wątku pt.: "Jak mam sobie poradzić z tym okropnym bólem po rozstaniu?;( " lub jeśli chcecie mogę Wam to skopiować, ale nie chciałabym zanudzać..każda z Nas ma swoją, smutną hisotorię) tak krótko: spotkałam dla mnie Kogoś, kto stał się całym moim światem i musiałam sie z Nim rozstać na zawsze 9.12. tego roku. Wiem, że to mało czasu minęło, ale jest ze mną źle..nie chcę sie też tu użalać, bardzo pilnie poszukuję sposobu radzenia sobie z tym. On zniknął z moejgo zycia, ale sytuację utrudnia fakt, że nie mogę, myśleć o Nim źle, bo jest dobrym człowiekiem, Kimś o jakim zawsze marzyłam i to co się stało jest dla mnie niepojęte dlaczego tak musiało być i wiem, ze z Nim byłabym najszcześliwsza na swiecie..
Jednakże muszę sobie z tym poradzić, a przynajmniej jakoś żyć, bo mam przyjaciół..cudowynych !! To Oni uratowali mnie gdy chciałam popełnić samobójstwo.. nie mogę ich zawieść! Jutro umówiłam się na zakupy z Przyjaciółką, zeby zajać czas, wyjsć na świat...znajduje sobie też masę roboty żeby nie myśleć..
Niestety ciagle jest źle..płączę (wczoraj nawet an ulicy
), nie śpię i mam doła...zresztą same wiecie. Ale walczę...
Wierzę, że Nam Wszystkim się uda..
Trzymam za Was kciuki i pozdrawiam !!