Nie sądziłam, że tu w tym miejscu kiedyś napiszę, jako kobieta zraniona przez mężczyznę. Wiele w życiu przeszłam, ale zawsze dawałam radę. Dziś czuję, że już nie mogę. Co robić?
Poznałam go pół roku temu na jakimś portalu społecznościowym. Zaczęliśmy się umawiać. Odniosłam wrażenie, że podobamy się sobie nawzajem. Bardzo mocno zbliżyliśmy się do siebie. Trochę mi przeszkadzał fakt, że mój mężczyzna bardzo często jeździ do rodziców. W tygodniu, bo tatę trzeba do lekarza zawieźć, bo tata w szpitalu, bo mama sama w domu boi się zostać, w każdą niedzielę na obiad, co drugi tydzień spotykał się z synem i wtedy też często bywał u swoich rodziców. Ogólnie czasem czułam się tak, że nie ma dla mnie czasu. Rozmawiałam z nim na ten temat, jak ja się czuję, że chciałabym z nim więcej czasu spędzać, że chciałabym poznać jego rodzinę uczestniczyć w jego życiu. Tłumaczyłam, że fajnie byłoby w trójkę z jego synem coś zrobić (mój syn już dorosły jest, ale przypuszczam, że też chętnie dołączyłby do nas byłby nas czworo). Chciałam, marzyły mi się wspólne zakupy np. po prezenty na święta dla rodziny. Ja poznałam go ze swoim synem zaprosiłam do domu i bywał u mnie. Ja też bywałam u niego, ale nigdy nie poznał mnie ze swoją rodziną mieszkał sam i nie było sposobności, ale też nie dążył abym ich poznała. Ja opowiedziałam swoim znajomym, że mam kogoś i że się z nim spotykam ?miałam skrzydła? to było widać on nic nikomu nie powiedział. Pytałam wiele razy czy mu na mnie zależy i czy chce się ze mną spotykać. Twierdził, że tak i czułam to, że się o mnie troszczy, ale też czułam to oddalenie. Wiele razy radziłam się przyjaciółek co robić. Odpowiadały, że jest rodzinny i, że to dobrze nie naciskaj, nie osaczaj.
W Święta Bożego Narodzenia było mi przykro bo nie znalazł dla mnie czasu. Powiedziałam mu to, ale on stwierdził, że to ja już wcześniej całe święta zaplanowałam i nie miałam czasu dla niego. Zaprzeczyłam, bo pytałam go jakie ma palny i słowem nie wspomniał o mnie. W święta uświadomiłam sobie, że się zakochałam i to bardzo. Rozmawiałam z nim i zapytałam co on czuje. Była to moja pierwsza rozmowa z nim o naszych uczuciach. Najpierw trochę dziwnie zareagował nie kocha mnie. Później tłumaczył, że mu bardzo zależy i, że przez fizyczność wyraża swe uczucia. Sama sobie dopowiedziałam resztę kocha tylko boi się powiedzieć głośno. Czekałam kilka długich tygodni na słowa Kocham Cię. Raz podczas intymnej sytuacji nie wytrzymałam i cały nastrój prysł długo leżeliśmy w milczeniu w końcu uciekłam z jego domu. Gdy wróciłam do siebie ochłonęłam i wyjaśniłam dlaczego, ale podobno od tego czasu zaczęło się psuć. Ja czekając na magiczne słowa odsuwałam się od niego. On nie próbował mnie zrozumieć, nie walczył o mnie. Spotykaliśmy się, ale już nie było tak jak wcześniej. Powiedziałam mu, że nie chcę każdą niedzielę być sama, bo albo jest z synem, albo u rodziców. Chcę aby się określił czy chce być ze mną odpowiedział, że chce. Ale następny weekend widzieliśmy się tradycyjne w sobotę byliśmy blisko wierzyłam, że skoro chce być ze mną to wszystko się ułoży, ale w niedzielę pojechał do rodziców SAM znowu było mi przykro. Wtedy właśnie napisał mi, że nie może spełnić moich oczekiwań. Zapytałam po raz drugi czy mnie kocha, było to dwa miesiące po pierwszej rozmowie w święta odpowiedział, że nie. Powiedział też, że chętnie będzie się ze mną dalej spotykał może coś zaiskrzy. Skrzydła mi opadły. Poczułam się oszukana, wykorzystana, zdradzona. Nagadałam mu wiele przykrych rzeczy, ze jest niedojrzałym gówniarzem, że zabawił się mną i moimi uczuciami. Później trochę tego żałowałam, bo padło wiele słów bardzo przykrych słów on mnie niby przeprosił, ale ja tego słuchać nie chciałam. Padły słowa których cofnąć się już nie da pozostawiły niesmak. Widzieliśmy się jeszcze od tego czasu kilka razy. Ja jeszcze chciałam coś ratować. Bardzo, bardzo chciałam usłyszeć, że mu na mnie zależy, że jednak mnie kocha i że spróbujemy się jakoś dogadać. Ale on mi tylko proponował sex bez zobowiązań, przyjaźń i sex. To nie miał być nawet związek tylko sex. Załamałam się bo bardzo go kocham mimo wszystko. Od tamtej pory obrzucam go wyzwiskami, bo jestem zraniona, ale nadal bardzo kocham. On się już do mnie mało odzywa. Wymyśliłam, że pójdę do jego rodziców przedstawię się poznam ich i opowiem o sobie, że jestem, że byłam. Nie po to aby próbowali coś robić tylko po to aby nie czuć się tak podle. Co raz częściej mam wrażenie, że jemu chodziło tylko o sex i wygodnie mu było nikomu o mnie nie mówić, bo teraz nikt z jego bliskich nie widzi moich łez. Jeśli on coś czuje to starannie ukrył to przed światem. Ogólnie nic się nie stało. Tydzień temu podejrzewałam, że mogę być w ciąży (to nie brak odpowiedzialności) napisałam mu o tym. Podsumował, że nim manipuluję. Byłam u lekarza lekarz nawet nie mógł z całą pewnością ciąży wykluczyć. Boli mnie to, że nawet w oczekiwaniu na wyniki zostałam sama. Kocham go i nie może to do mnie dotrzeć, że on nie. Że pozwolił się mi zaangażować, a później zostawił. Że był ze mną blisko nic do mnie nie czując. Wiem, że wcześniej byłoby mi łatwiej odejść. Ale on mnie zapewniał, że wszystko idzie w dobrym kierunku był czuły i opiekuńczy i wrażliwy. A potem nagle okazało się, że to wszystko kłamstwo. Z dnia na dzień zostałam sama. Jeszcze ta ostatnia sobota byliśmy ze sobą. Powiedziałam mu, że jest mi z nim tak dobrze. Ostatnio mi powiedział, że nie był ze mną dla sexu, że na początku było SUPER, a później zgasło. Co zgasło? Przecież nigdy nie powiedział, że mnie kocha? To przez brak uczuć to, że nie usłyszałam od niego magicznych słów zaczęłam się odsuwać, a nawet unikać bliskości. Nie zrobił wtedy nic. Nie wiem już co robić. Razem już nie będziemy. Chyba musiałby zdarzyć się cud, a cuda jak wiemy nie zdarzają się, ale czy odwiedzić jego rodziców? Tu chodzi o mnie. Kiedyś gdy mu ?wrzucałam? odpowiedział, że i ja święta nie jestem bo na drugim spotkaniu poszłam z nim do łóżka i na pewno nic jeszcze nie czułam. To było ósme spotkanie dwa miesiące naszej znajomości czułam już coś, ale nie potrafiłam tego nazwać. Zabolało mnie to ogromnie, ba ja nie jestem taka. Wiele razy przedstawiał siebie, jako człowieka mocno wierzącego i modlącego więc dlaczego tak postąpił. Przecież religia nie uczy tego.
Pójść czy nie pójść i czego mogę się tam spodziewać?