Podzielę się z Wami historią mojej miłości, bo chciałabym pokazać wszystkim którzy czekają (nie tylko kobietom), że warto i nie należy tracić nadziei.
Z natury jestem bardzo towarzyska, ale jeśli chodzi o facetów, to zawsze gdy siedziałam blisko jakiegokolwiek osobnika płci męskiej podświadomie włączałam barierę, która nie pozwalała na bliższy kontakt. To był wynik skrzywdzenia, którego doświadczyłam wiele lat wcześniej, jeszcze jako smarkata nastolatka. Mimo, że bardzo chciałam mieć ukochanego, to do wszystkich chłopaków podchodziłam nieufnie i unikałam bliższej zażyłości w obawie przed kolejnym cierpieniem. W końcu przestałam w każdym chłopaku dopatrywać się potencjalnego partnera. Postanowiłam spokojnie czekać, bom młoda i mam jeszcze mnóstwo czasu.
On również nie miał szczęścia do dziewczyn. Gdy tylko subtelnie mówił lub okazywał jakiejś dziewczynie, że mu się podoba, to ta od razu odrzucała go i wręcz zrywała całkowicie kontakt. Chociaż starał się, to i tak tracił przyjaźń, którą wypracował i nigdy nie wiedział dlaczego tak się dzieje. Ponieważ skończyło się liceum i miały zacząć studia, to postanowił przestać szukać na siłę ukochanej, bo na studiach i tak nie będzie na to czasu, trzeba będzie skupić się na nauce.
Pewnego dnia tych dwoje się spotkało. Każde z nas lekko nieufne, ale już po chwili wywiązała się nić porozumienia. Godziny nam mijały na spokojnej rozmowie, która była tak naturalna jakbyśmy znali się od zawsze. Ale nie dopatrywaliśmy się niczego głębszego w tym spotkaniu. Po prostu zgadaliśmy się i przenieśliśmy znajomość na komunikatory. Początkowo rozmawialiśmy tylko kilka godzin w tygodniu. Potem niemal cały dzień przez wszystkie dni tygodnia. Świetnie się rozumieliśmy, bo zostaliśmy tak samo wychowani i wyznawaliśmy te same zasady. Okazało się, że mamy nawet podobne doświadczenia życiowe, więc czujemy to samo.
2 miesiące rozmów wystarczyły by zrodziła się przyjaźń, ale gdy pytał się o coś więcej, to ja panikowałam. Bardzo bałam się powtórki tego, czego doświadczyłam wiele lat temu. Chociaż nie przyznawałam tego nawet przed sobą, to wciąż nosiłam rany na sercu. Ale któregoś dnia, podczas kolejnego spotkania, które było tylko spotkaniem by móc porozmawiać, zakończyliśmy je pocałunkiem. Chociaż nie padło między nami żadne słowo, które wskazywało na to, że od teraz jesteśmy parą, to dla nas wszystko było jasne.
Nigdy nie spodziewałabym się, że dostanę od życia niespodziankę w postaci takiego mężczyzny. Chociaż wszyscy znajomi początkowo dziwili nam się, bo jesteśmy totalnymi przeciwieństwami, to okazało się, że te przeciwieństwa uzupełniają się i pomagają. Ja nauczyłam go cieszyć się życiem, zwracać uwagę na drobne przyjemności i że spontaniczność też jest bardzo fajna. On uczy mnie cierpliwości i spokoju w podejmowaniu ważnych decyzji. Uspokaja kiedy trzeba i obejmie ramieniem gdy potrzebuję wsparcia lub chociaż powie dobre słowo.
Nie jesteśmy ideałami i mamy tego świadomość. Ale mimo to chcemy już do końca być razem, bo nie ma dla nas nikogo lepszego.
Nie traćcie nigdy nadziei, bo nigdy nie wiadomo kto jest dla was najodpowiedniejszy i z kim będziecie się dopełniać.
Trzeba tylko mieć serce otwarte i dać szansę nawet temu szaremu i smutnemu chłopakowi, bo kto wie jakie w środku płonie gorące serce.