Mam nadzieje, że wątek umieściłem w dobrym miejscu.
Dziś kończy się rok 2014, a zaczyna 2015r. Trochę sobie tutaj podsumuje mój 2014r.
Więc. Skończyłem zawodówkę, pójście do niej było jedynm z moich największych błędów. Zdałem egzaminy na zawód o dumnej nazwie technolog robót wykończeniowych w budownictwie. (nienawidzę tego zawodu) Jako, że jestem zapalonym mechanikiem pojazdów motocyklowych i samochodowych poszedłem na kurs mechaniki pojazdów w liceum zaocznym. I staram się w nim uzyskać średnie wykształcenie jak i dyplom technika w wyżej wymienionej kwalifikacji. Pracy jak nie miałem tak nie mam. Prawa jazdy na motocykl też nie. Jest to dla mnie bardzo ważne, bo to jest moja pasja i wiąże z nią przyszłość. Motocykl posiadam, ale za dużo ryzykowałem jazdą na drogach publicznych, może mało uczęszcanych, ale jednak publicznych. A po lesie jazda mi się już znudziła. Więc sezon skończyłem, w wakacje. Prawo jazdy na samochód mam ze szkoły. Najbardziej mnie boli brak pracy i prawka na moto. A najbardziej dziwne jest to, że pracy na budowie się boję, że sobie rady nie dam. I jej w tej kwalifikacji nawet nie szukam. Ale szczęście, że niedługo kończę kurs na mechanika. Bo się nie mogę doczekać pracy w tym zawodzie. Wyobraźcie sobie, że miałem dwa zaproszenia na sylwestra, ale na nie poszedłem, bo nie miałem na składkę. Kolega chciał mi pożyczyć, ale odmówiłem. Bo z czego miałbym mu oddać? I teraz siedzę w domu, jest potwornie przykro. Wszyscy się bawią, a ja siedzę. I co tu świętować? Jak w 2015r będzie wszystko tak samo? Wiecie co, ja już miesiąc wcześniej wiedziałem, że nigdzie nie pójdę. Bo nie mam kasy. 2013 wyglądał tak samo, jak 2014. To i 2015 będzie taki sam. I mam wielkie przeczucie, że będzie gorzej niż poprzednio. Dosłownie, nic mi się nie chce, nie mam siły żyć i walczyć z tym. Chodzę smutny, bo i z czego się cieszyć? A teraz coś o kobietach. Nie miałem dziewczyny, nie wiem co to miłość. Nigdy czegoś tego nie doświadczyłem. I raczej nie doświadcze. Na ostatkach w listopadzie, pewna ładna dziewczyna powiedziała, że ładnie wyglądm i mam ładne oczy. Czyżby? Pewnie za dużo wypiła. Zaprosiłem ją do znajomych i zapytałem się czy mnie pamięta. Popisaliśmy sobie, o tej imprezie. I zagroziła mi, że jak nie będę tańczył, to mnie siłą wyciągnie do tańca. A ja nie lubię/nie umiem tańczyć. I tyle. A potem, koledzy ciągle mnie mordowali, żebym z nią jeszcze popisał. Ale ja tego nie zrobiłem i nie zrobię. Bo po co? I tak by nic z tego nie wyszło. I tyle, tak wygląda mój epizod z kobietami.
Teraz trochę o przyjacielach. No mam kilku. Ale to się też z czasem skończy. Poznajdowali sobie dziewczyny i widzimy się bardzo rzadko. Wydaje mi się, że mam już poważna depresje. Rozmawiałem z jednym z nich, to on powiedział, że nie pozowli mi skończyć jak Magik. Kto zna PFK, ten wie o co chodzi. Bo powiedziałem mu, że chce skończyć z sobą. On chce żebym tego nie robił. Ale dlaczego?
Po co mam żyć, jak nie widzę sensu w tym?
Po co mam żyć, jak nie mogę uprawiać swojej ukochanej pasji?
Po co mam żyć. Jak ja nie mam nawet złamanego życia.
Po co mam żyć, jak nie mam dziewczyny(której nigdy nie będę miał) i jestem okropnie nie ładny. I nie rozumiem dlaczego znajomi i rodzina mówi co innego, że to nie prawda.
Dlaczego, mam żyć jak przyjaźnie powoli zanikają?
Myśle coraz częściej o samobójstwie. Wczoraj jak szedłem spać zastanwaiłem się co by było lepsze, tabletki czy pod pociąg. Jak się rano obudziłem, miałem te same myśli. I one się coraz bardziej nasilają, za 3 dni, 3 stycznia kończę dwadzieścia lat. Może wtedy by to zrobić? Skoro nie mogłem decydować o swoich narodzinach, to mogę zadecydować o swojej śmierci. Szkoda, że mnie nie usuneli rodzice, jakbym wiedział, że tak będzie wyglądać moje życie, to bardzo bym im dziękował, i nie miał bym im tego za złe. Iść do psychologa, powiecie, ale po co? Jak on będzie pierdzielił te same głupoty, co u mnie w domu, jak i przyjaciele. A po za tym, nie chce mi się latać do jakiś psychologów. Co wiedzą tyle co pizze zjedzą. I ciekawe jak on by mi pomógł. A po za tym ja nie jestem debilem, jeszcze
Jak bym przepisał jakieś leki, to i tak nie ich nie chce, nie chce się truć, żebym jakiejś schizy jeszcze większej dostał. A po za tym, leki tu nic nie pomogą. Zrobiłem się agresywny, nie piję alkocholów, no może raz na ruski rok, jak jest jakaś impreza, choć i tak rzadko na nie chodzę. Bo koledzy wolą ze swoimi panienkami gdzieś chodzić. A co gorsze, spotykają się u wspólnych znajomych. A z resztą ich życie. Tylko nie piszcie, żeby wziąść się w garść. Bo jeszcze bardziej mi się nie chce. Bo nie widzę w tym sensu. Bo się nie uda. A jak mam niby uwierzyć w to, że się uda? To nie jest tak proste. I ciągle w głowę wchodzi mi myśl: Po co mam się starać jak mi się to nie uda. Zapomniałem dodać, że nie byłem na wigili u cioci, wymyśliłem, że jestem chory, a jak nie byłem to jeszcze gorzej się psychicznie czułem. I czegoś się bałem, jak miałem jechać na tą wigilię. Nie wiem, może tych nie spełniających się, życzeń przy opłatku? I całego tego zamętu.
Przepraszam, za ten głupi wpis. Wcale mi nie użyło. Jest tak samo. Więc wychodzi na to, że moja egzystencja na tym świecie jest nie potrzebna, i trzeba się samemu usnąć i nie truć innym życia. Szkoda tylko, że rok 2015 będzie taki sam, jak 2012/3/4r. Dziękuje, za przeczytanie. I życzę wam wszystkiego dobrego w nowym roku.
Mnie nic nie, życzcie. Bo i tak mi się nie spełni. Za jakąś godzinę, może pójdę spać. Albo będę grać na kompie. Nie ma czego świętować.