Witam nie będę oryginalna jak napiszę że jestem w takiej samej sytuacji jak niektórzy na forum. Tylko że w moim przypadku jest tak ze to ja chce opuścić mojego narzeczonego.
Od momentu kiedy kupiliśmy auto to się kłócimy często o niego. Kiedy chce wziąć auto i gdzieś sama pojechac to robi taką minę jakbym zabiła mu matkę i dzwoni do mnie co jakiś czas czy nic sie nie stało (oczywiście chodzi czy nie rozbiłam auta albo go nie uszkodziłam). Wczoraj udowodnił mi że opel calibra jest ważniejsza niż ja. Jak wiecie jest to auto sportowe i ma niskie zawieszenie a nasze ma jeszcze niższe niż standardowe i każdy wjazd na krawężnik powoduje zatrzymanie bicia serca. I stało się jak wjeżdżałam do garażu a tam trzeba wjechać na krawężnik to urwałam z jednej strony spojler i zaczęło się. Wydarł się na mnie, zaczął klnąć (choć nigdy nie klnie) i nie odezwał sie do mnie przez cały wieczór. A jedynie wspomnę ża dwa miesiące temu zrobił to samo a miesiąc temu urwał całe lusterko, ale wtedy nic się nie stało bo to on zrobił.
Jesteśmy ze sobą juz 5lat a za półtora roku miał sie odbyć nasz ślub: sala juz zarezerwowana, suknia już prawie kupiona, goście prawie powiadomieni a tu takie coś. Ja juz nie daje rady walczyć z autem o miłość mojego nażyczonego. Proszę o pomoc czy to juz koniec naszego zwiążku i czy w tej sytuacji lepiej wrócić do mieszkania rodziców (bo juz mieszkamy razem.)
Proszę i bardzo dziękuje za wszystkie rady
1 2009-10-21 07:56:30 Ostatnio edytowany przez Bożena (2009-10-21 09:22:05)
Najprostsze wyjście to kupić drugie auto...Ty będziesz miała swoje On swoje.
Faceci często mają bzika na tym punkcie.Mój kolega to szoruje codziennie swoje auto,pieści chyba lepiej niż swoją żonę a na pewno poświęca mu sporo czasu.Kiedyś koleżance rozsypał się na tapicerkę cukier...nigdy wcześniej nie widziałam takiej wściekłości w oczach kolegi i nie usłyszałam takiego potoku słów wydobywających się z Jego ust z tego powodu.Masakra.Wszyscy,którzy mają okazję wsiadać do Jego samochodu wchodząc podnoszą nogi prawie do szyi by nie zarysować ani nie pobrudzić progów.Śmiejemy się,że samochód powinien posiadać na zewnątrz wypustki na których można by stawiać buty by wchodzić do auta na boso.
I wiesz co?....koleżanka po prostu nauczyła się żyć z tym Jego dziwactwem...bo co miała zrobić?Kilkuletnia walka z tym problemem spełzła na niczym.Współczuję bo to naprawdę dezorganizuje życie.
Dzięki że odpisałaś i za to że uświadomiłaś mi że sama nie jestem z tym problemem tylko problemem jest to że to auto zostało kupione za 3/4 moich pieniędzy a resztę jego a boli mnie to dlatego że to były pieniądze przeznaczone na nasz ślub. Teraz nie mam ani pieniędzy na ślub, ani auta i narzeczonego.
Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję
Wiecie co, ludziom się w głowach przewraca. Auto moi drodzy to przedmiot do przemieszczania się a nie dzieło sztuki. Sorki, ale jak ktoś ma p...olca na punkcie swojego auta to niech sobie go w takiej wielkiej gablocie postawi, przed nią ławeczkę i całymi dniami siedzi i podziwia. Ech, faceci to dzieci, którymi nigdy nie przestaną być. Muszą mieć swoje zabawki-gadżety: mega komórki, wypasione zegarki, wychuchane auta itd. Tylko po co? Żeby ego było zaspokojone i dobre wrażenie przed kolegami wywołane?
Druga sprawa antylopa to Twoje podejście do tej sprawy. Nie mówisz chyba poważnie, że z powodu takich zachowań narzeczonego chcesz odejść? Weź go na poważną rozmowę i przekonaj, że jego zachowania po prostu sprawiają Tobie przykrość, że zastanawiasz się co będzie w przyszłości skoro z takich powodów używa w stosunku do Ciebie wulgaryzmów, kipi złością itp. Ja myślę, że to wynika z niedojrzałości i braku zdrowego rozsądku. Jednak ta sytuacja nie powinna przekreślać wszystkiego co do tej pory zbudowaliście. No chyba, że takich zachowań jest o wiele więcej - wtedy czerwona lampka każe się zastanowić.
Krótko mówiąc: nie popieram takiego podejścia Twojego faceta mimo, że to dość często spotykane zachowania. Ja rozumiem, że o posiadane dobra trzeba dbać (sam mam auto) ale chyba nic nie stoi na przeszkodzie żeby robić to rozsądnie?
Zgadza się, niektórzy faceci są zupełnie zwariowani na punkcie maszyn. Mam znajomych, którzy kupili w redycie bardzo drogi i luksusowy samochód, który od trzech lat stał się ich centrum zainteresowania. Nie ma innego tematu w domu tylko autko, nawet przyjaciele przychodzą nie często bo maja dość motoryzacyjnych tematów. Dodam, że znacznie częściej dochodzi do kłótni na ten sam temat.
Wiesz, jesteście już dłuższy czas razem, planujecie ślub, więc chyba musicie zdecydować co dla was ważniejsze. Z drugiej strony sama piszesz że z samochodem jest mnóstwo problemów, więc czy nie lepiej go sprzedać? Rozumiem, że fajnie jest mieć sportowe cacko, które budzi zazdrość i pożądanie ale za cenę czego? Miłości, związku, swojej przyszłośći? Radzę wspólnie się nad tym zastanowić, bo to troche absurdalne, żeby przekreślać swoje plany i marzenia ze względu na metalowe pudełko. Jeśli się naprawdę kochacie to nie powinno być z tym problemu. ja na twoim miejscu sprzedałabym go, chyba że to dało ci do myślenia nad prawdziwością waszych uczuć i zamierzeń.
Dzięki za pomoc. Piszecie żebyśmy przeprowadzili poważna rozmowę na temat co jest dla nas ważne tylko ze takie rozmowy sie odbyły i obiecał że już bez niczego będzie mi dawał nasze wspólne auto i mówił że to jest tylko skorupa, ale jak sami widzicie nic te rozmowy nie dały. Po prostu auto jest ważniejsze niż ja a ja nie umiem przejść koło tego obojętnie gdy rzecz jest ważniejsza. Jeśli chodzi o sprzedanie auta to już też poruszyłam ten temat ale on na to że mi odda pieniądze które mu dałam na auto i że on je sobie zostawi. Więc na nic moje prośby, groźby i błagania
Szczerze mówiąc to przykre czuć się kimś mniej ważnym od samochodu , dla swojego faceta.Mój mąż twierdzi , że samochód to rzecz nabyta.teraz jest , za chwile może go nie być.I to niekoniecznie z naszej winy.Jak się coś nie daj Boże stanie , to zawsze można kupić nowy.A człowiek jest tylko jeden , niczym go zastąpić nie można.Kiedy miałam schizy przed jazda , bo bałam się , że gdzieś mogę ten samochód rozwalić , zarysować , o gorszych sprawach juz nie wspomnę , powtarzał , że to nie jest ważne - ważne , żeby mnie się nic nie stało.Różnie to u nas w kwestii samochodów bywało.Ale zawsze było tak , że jak trzeba było , oddawał mi swój samochód , żeby mi było łatwiej i wygodniej w życiu.Później jak mieliśmy już dwa samochody , w końcu mnie się dostawała tą lepszą opcja
Teraz tez jeżdżę męża samochodem , a on moim.Oddał mi kluczyki z dumą i niezrozumiałą dla mnie satysfakcją.Ogromnie to doceniam ![]()
Dlaczego ja nie trafiłam na takiego mężczyzna jak Ty Jeanne. Zazdroszczę ci. Życzę wszystkiego dobrego
antylopo jeżeli twój narzeczony jest na tyle za przeproszeniem głupi aby dać ci odejść bo auto jest ważniejsze to chyba nie ma się nad czym zastanawiać. w tej sprawie mam takie samo zdanie jak pedro i jeanne - auto to tylko rzecz nabyta- najważniejszy jest człowiek.
skoro rozmowy nie skutkują na twoim miejscu wyprowadziłabym się do rodziców i czekała na rozwój wydarzeń.
10 2009-10-21 12:19:07 Ostatnio edytowany przez foggia (2009-10-21 12:21:54)
W tej sytuacji myślę, że musisz przeprowadzić ostre cięcie. jeśli to twój samochód sprzedaj albo oddaj do komisu, a jeśli nie to zostaw narzeczonego na kilka dni dla przemyslenia. Coś mi się wydaje, że zwykłe rozmowy nic nie wskorają jeśli nie wytoczysz ostrzejszego działa. A gadanie, że odda pieniądze, to troche pod włos teoretycznie samochód będzie jego i będzie mógł bardziej się rządzić a pieniądze jak się słusznie domyślam pójdą na wesele lub inny wspólny cel. Koło się zamyka....
A tak na boku podpowiem, że zważając na fatalny stan naszych dróg lepszym rozwiązaniem wydaję się kupno samochodu terenowego. Jest masywniejszy i też dodaje "męskości".....
foggia o tym samochodzie terenowym tez myślałam tylko to nie na moją kieszeń jak coś to chciałam coś bardziej normalnego jakąś hondę civic.
Dziś właśnie spędzam noc u rodziców może sobie przemyśli co jest ważniejsze czy urwany przez przypadek spojler czy ja. Oby wybrał mnie. Dzieki
czasami aż mi się wierzyć nie chce, gdy słyszę o takich rzeczach
samochód to rzecz, tak samo jak meble, sprzęt agd itp. tylko trzeba więcfej pieniędzy przeznaczyć na jego kupno i utrzymanie
mój mąż na początku dbał strasznie o samochód, uważał, żeby nic się nie stało
kiedy zdarzyło mi się go porysować i to dosyć mocno, to tylko obejrzał i powiedział, że dobrze, że nie nabiłam sobie przy tym żadnych siniaków itd. na tym sprawa się zakończyła, a ja dalej jeżdżę bez strachu, że coś ,,mu zrobię,,( samochodowi)
jeśli twój narzeczony ma do tego takie podejście, to może najlepiej sprzedać ten samochód, skoro prędzej sobie bez niego radziliście, to i teraz będzie dobrze
a jak nie możecie funkconować bez samochodu, to po sprzedaniu tego, możecie zainwestować w dwa tańsze, teraz jest dużo tanich i w2 miarę dobrych samochodów
osobiście uważam, że rozstanie się z powodu samochodu, to jest największa głupota, o jakiej słyszałam do tej pory
można ten problem rozwiązać w inny sposób
antylopo,porozmawiaj z nim,bo sa takie typy facetow,ktorzy maja bzika na punkcie samochodow.
Ja np mam znajomego,ktory jest takim pedantem,ze jakby porosil o zdjecie butow zanim wejde do jego samochodu to bym sie wcale nie zdziwila(!).
Mysle,ze kilka klotni o samochod nie moze przekreslic lat,ktore razem spedziliscie.
Ale ku przestrodze napisze: moja kolezanka miala faceta,jezdzila jego jakze drogim samochodem i pewnego dnia miala wypadek.Naszczescie nic jej sie nie stalo,ale samochod poszedl do kasacji,czy jak to sie tam mowi.I oni sie rozstali.
Teraz mi się przypomniała końcowa scena z filmu "Wesele" jak panna młoda łopatą rozpitala nowe Audi TT. Mina i rozpacz pana młodego bezcenne ![]()
A wracając do wątku dodam jeszcze, że kupowanie innego samochodu lub drugiego to takie obejście problemu. Chyba chodzi o to żeby facet miał zdrowe podejście do tematu a nie pozostał dzieckiem?
15 2009-11-16 11:31:54 Ostatnio edytowany przez anusia (2009-11-16 11:32:24)
moim zdaniem nie warto się rozstawać z powodu samochodu, ale na dłuzszą metę to jest męczące.
wiem bo sama tego doświadczam.
jedziemy samochodem, muzyka gra, nagle on ścisza radio. ja sie pytam co robi a on" słucham jak silnik pracuje"
na co ja podgłaśniam muzyke i mówie sie słuchaj już porozmawiajmy o... na co on: nie bedziesz mi zabraniała tego co lubie.
kolejna sprawa: wraca do domu, jemy obiad, pozniej on wychodzi trzymając recznik papierowy i płyn do mycia szyb. pytam: gdzie idziesz? on na to: umyć szyby.
mysle ok. wroci za 15-30 minut.
ale moj kochany narzeczony postanawia wylizac cały samochod gdzie sie tylko da i ja wieczorem siedze sama w domu a on liże samochód.
ostatnio jak parkował pod domem znowu sciszyl radio zeby posluchac silnika. ja mu na to juz nie sluchaj tylko parkuj i idziemy do domu. po czym stwierdzil ze ja sie czepiam ciegle mi cos nie pasuje i on nie będzie nie woził.
anusia z tym silnikiem to jest takie małe zboczenie i wyobraź sobie, że ja to mam, może nie takie drastyczne
nie właczam radia od razu po odpaleniu samochodu, najpierw wolę posłuchać jak chodzi silnik (w końcu to jest serce samochodu i jak coś jest nie tak, to lepiej nie ryzykować długą jazdą)
ale w dalszym ciągu utrzymuje, że rozstawanie sie z powodu samochodu jest dla mnie głupota, albo to jest brak jakichkolwiek więzi i uczuć w zwiazku albo już sama nie wiem co
jak ludzie sie kochaja, to nie rozstają się z powodu rzeczy a auto to rzecz nabyta
Nie warto. Łatwiej zdobyć auto niż czyjeś uczucie.