Jestem żoną z 19 letnim stażem małżeńskim.Myślałam,że mnie to nigdy nie będzie dotyczyło,ufałam mu.A nagle świat mi się zawalił.Gdy mi o tym powiedział,doznałam szoku,nie wierzyłam.Minęło trochę czasu,wybaczyłam mu,potem ciągle się za to obwiniałam.Miałam nadzieję,że mu to przejdzie,że to chwilowe.Ale powiedział,że to jest silniejsze od niego,że to jego potrzeba i nic nie wpłynie na jego decyzję.Postanowiłam tak żyć,z nadzieją,że to się kiedyś skończy.Trwa to już półtora roku.A ja tak bardzo go kocham,że na wszystko się zgadzam.Nie mam siły go zostawić,bo nie dam rady bez niego żyć.Tak bardzo cierpię,ale nadal go bardzo kocham.Poradzcie,czy tak się da,czy mam jakieś wyjście z tej sytuacji?Dodam,że mamy dwie cudowne córki w wieku 14 i 10 lat,które on bardzo kocha.
Przecież wiesz dobrze, że masz inne wyjście oprócz bycia/życia w trójkącie. Tyle tylko, że sama siebie zapewniasz, że bez niego żyć nie możesz. Nikt i nic nie zmusi Ciebie, byś wbrew sobie wyszła z tej figury geometrycznej.
ja jednak myślę,ze skoro znalazła się na tym forum to coś tam "świta" , że to nie jest normalne takie życie w " Chorym trójkącie". Po prostu potrzebuje "kopa".
kochana ja jestem w podobnej sytuacji tylko ze mnie maz zostwił i mówi mi ze ja jestem ta najgorsza ze mnie już nie kocha a w przed dzień kiedy odszedł był sex godziliśmy się a teraz jestem w 8 tygodniu tez mysle ze sobie nie poradzę i to głupie serce tez był całym moim swiatem ale po mału chyba przechodzi to w nienawiesc on podobo syna tez kochał 16 lat a już od tygodnia o nim zapomniał czyll kochanka wazniejsza pomału dochodze ze fasolka która nosze w sobie dodaje mi sił a czasami ze mi swiat się spierd... i co kocham ale już chyba nie wubacze niech idzie a jak będzie chciał wrócic to rodziny już nie będzie moja babcia mówiła ze do tej samej wody dwa razy się nie wchi=odzi a szczególnie jeżeli ktoś zdradzil cie emocjonalnie to gorsze nisz by skoczył sobie na bok i bym o tym nie wiedziała a tak spiep... zycie i mnie i moim dzoeciom mu musimu trzymać się razem kopnij go w du.. bo i tak będzie cie zdrdzał jak nie ta to innna ja tez się już pomału ogarniam a to forum mi strasznie pomaga buziole trzymaj się
5 2014-10-18 00:01:14 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-10-18 00:02:54)
Ten Twój "mąż" nieźle Cię od siebie uzależnił.
Czego się boisz, godząc się na takie upokarzające traktowanie.
Przecież on nie ma za grosz szacunku do Ciebie, a Ty i tak go opierasz i gotujesz smaczne obiadki.
Kobieto, weź się za siebie.
Kochaj go sobie, jeśli chcesz, ale to chyba nie przeszkadza w sprzedaniu mu dobrego kopa w dupsko, bo oprócz poniżającego traktowania na nic innego nie możesz liczyć?
Mysz
czytaj wątki kobiet, które tu piszą. Żyjesz w trójkącie, Twoja decyzja ze godzisz się na to nadal czy nie.
Jestem żoną z 19 letnim stażem małżeńskim.Myślałam,że mnie to nigdy nie będzie dotyczyło,ufałam mu.A nagle świat mi się zawalił.Gdy mi o tym powiedział,doznałam szoku,nie wierzyłam.Minęło trochę czasu,wybaczyłam mu,potem ciągle się za to obwiniałam.Miałam nadzieję,że mu to przejdzie,że to chwilowe.Ale powiedział,że to jest silniejsze od niego,że to jego potrzeba i nic nie wpłynie na jego decyzję.Postanowiłam tak żyć,z nadzieją,że to się kiedyś skończy.Trwa to już półtora roku.A ja tak bardzo go kocham,że na wszystko się zgadzam.Nie mam siły go zostawić,bo nie dam rady bez niego żyć.Tak bardzo cierpię,ale nadal go bardzo kocham.Poradzcie,czy tak się da,czy mam jakieś wyjście z tej sytuacji?Dodam,że mamy dwie cudowne córki w wieku 14 i 10 lat,które on bardzo kocha.
Na co czekasz, aż stanie się coś bardziej dramatycznego?
Nie, on się nie ocknie, bo mu na to nie pozwalasz, nawet się nie łudź. Robisz wszystko, żeby mu było dobrze, to po co ma to zmieniać?
Nie będzie Cię, ani kochał, ani szanował, bo jak, za co? Za to, że Ty sama się nie szanujesz?
Szklana kula;
Obudzisz się jak dzieci pójdą w swoją stronę, a wtedy on definitywnie kopnie Cię w tyłek i tyle będziesz go widziała
Na to czekasz?
Przepraszam, że brutalnie, ale szczerze
Podstawowe pytania.
1. Masz z czego żyć tzn czy pracujesz?
2. Mieszkanie Twoje, Wasze czy jego ewentualnie czy stać Cię na inne lokum??
Jeśli z finansami i dachem nad głową sobie poradzisz, to moim zdaniem nie ma tu się nad czym zastanawiać. Jeśli z kasą nie tak, to najpierw tą kwestię musisz ogarnąć.
A małżonek wykończy Cię psychicznie, jeśli pozostaniesz w tym szambie i za naście lat obudzisz się z niczym, do tego co za wzór traktowania kobiet córkom przekazujesz.
małżeństwo to nie trójkąt bermudzki tylko związek dwojga ludzi.
czy wychowywanie dzieci w takiej sytuacji jest dobre? raczej nie bo z takie relacje nie uczą szacunku do normalnego kochającego się związku.
Mysz, mnie porzucił po 22 latach związku i kilku lat zdradzania. Ja mam psi charakter /chiński zodiak/ ale staram sie obudzić w sobie lwa /którym też jestem/.
Ja swojego pogoniłam bo nie mogłam żyć w kłamstwie. Wydaje mi się, że nadal go kocham, szlocham po kazdym kontakcie z nim, ale wiem i coraz bardziej to czuję, że kocham też SIEBIE. I nawet jeśli coś do eksa czuję to chcę to robić z daleka. Bo mam w sobie też dumę /to chyba z tego lwa/ może głupią, może utrudniającą życie, może będącą też jedna z przyczyn porażki w małżeństwie, ale ona jest. I ona pomaga mi teraz się podnieść.
A co do dzieci to ludzie tu mają rację - córki muszą mieć dobry przykład - zadbaj, by potrafiły być w życiu SAMODZIELNE.
Odnajdziesz w sobie siłe...
Przytulam:)
11 2014-10-19 11:11:15 Ostatnio edytowany przez asasia (2014-10-19 11:12:18)
Przykra sytuacja. Niestety coś musiało być w waszym związku nie tak. Wiesz co było powodem do tego, że pomyślał o zdradzie i zdradził? Życzę aby wszystko się ułożyło.
Przykra sytuacja. Niestety coś musiało być w waszym związku nie tak. Wiesz co było powodem do tego, że pomyślał o zdradzie i zdradził? Życzę aby wszystko się ułożyło.
Zawsze jak czytam takie komentarze pod wątkiem o zdradzie to "padam" ze śmiechu!!!On podjął decyzję o zdradzie, bo w związku było cos nie tak? To może spróbowałby naprawić związek lub odejść z honorem a nie zdrady? Jak Ty kobieto może tak pisać? Nie życzę ci tego ale jak Ciebie ktoś będzie zdradzał to dopiero zobaczysz, że cokolwiek byś nie zrobiła będzie złe dla niego! Bo to jego i tylko jego decyzja jest żeby zdradzać...Wie zastanów się na tym zanim zaczniesz pisać coś takiego kobietom, które tak po ludzku mówiąc zostały oszukane i jak w przypadku autorki wątku nadal są oszukiwane!Pozdrawiam
Wszystko to kulą w płot bo inne jest poczucie (w sensie samopoczucie i myslenie) osób zdradzonych z poczuciem złości i czasami wręcz nienawiści (zdradzający zabiera nam coś co należy do nas) a inne osób, które nie czują złości czy nienawiści (traktują drugą osobę po partnersku). W tym przypadku mamy do czynienia z tym drugim przypadkiem. A wtedy mamy jeszcze 2 osoby, małżeństwo a nie jedną czyli ja. Sytuacja jest przykra bo człowiek cierpi a nie ma tu rozwiązania. Jedyne co mogę poradzić to, żeby nie ukrywać się z cierpieniem przed mężem. Nie jesteś też niczemu winna. Rozmowy, rozmowy i uświadamianie. Ta sytuacja może Cię wyniszczyć ale w jeszcze dłuższej perspektywie czasu, zwłaszcza w momencie kiedy córki będą się usamodzielniać. Popatrz wtedy na siebie w takiej przyszłej sytuacji. Jak to zobaczysz to zmieniaj teraz, żeby do tego nie doszło lub doszło (w zależności co sobie wyobrazisz) do tego co będzie w przyszłości, w jakiej się znajdziesz sytuacji np. sama, czy z niewiernym mężem, a może z nawróconym męzem. Jesli nie jesteś "silna" a dalej "współżyjesz" z mężem to proponuje Ci takie nietypowe działania np. idź do kochanki i z Nia porozmawiaj, zaproś ją do waszego domu i wtedy np. pocałuj przytulaj męża (kochanki są statystycznie bardzo zazdrosne), wywołuj poczucie zagrożenia dla męża przed dziećmi (w sensie powiedzenia prawdy) i dla kochanki w ujawnieniu prawdy. Prawdę zawsze masz prawo ujawnić. Może te rady mogą nie być trafne, nie wszystkie ale chodzi mi o to, żeby nie ukrywać (bo inaczej jesteś z tym sama), stawiać męża i kochankę w niezręcznych sytuacjach, walczyć o męża spokojem i miłością. Domyslam się, że podjeliście (właściwie TY podjełaś) decyzje o niewciaganiu dzieci w to. Problem się jednak pojawi wtedy kiedy łączoce was dzieci odejdą i wtedy kiedy wy się oddalicie od siebie i np. będzie wam trudno wrócić. Jest też aspekt szacunku. Masz prawo o szacunek do siebie i walczyć o szacunek dla siebie. Jeśli zgodziłaś się mieszkać ze zdradzaczem to właściwie możesz wszystko, nie w sensie żeby się mścić ale masz prawo do tego czego może wcześniej sobie odmawiałaś. Do rozmów, stawiania różnych wymagań (tylko nie warunków bo warunek jest tylko jeden - żeby przestał, nic w zamian nie powinnaś rządać) odnośnie siebie, dzieci, domu. Potrzebujesz rzeczywiście zmienić nieco sposób myślenia i postępowania ale nie na taki, który pogrzebie Twoje dotychczasowe wartości bo o to jest akurat w takich sytuacjach najłatwiej.