Cześć,
W zeszłym roku pisałem na tym forum o moim pierwszym spotkaniu z dziewczyną, a miałem wtedy 27 lat
Nie udało się, ale ta dziewczyna,choć 5 lat młodsza, bardzo zapadła mi w pamięć. Przez ten rok wiele się jednak nauczyłem.
W czym rzecz:
Spotykałem się z różnymi dziewczynami, ale z reguły ja decydowałem po 2 spotkaniu, że więcej nie będzie chociaż one chciały. I również teraz mam podobną sytuację i tu pojawia się NIEPEWNOŚĆ.
Spodobałem się dziewczynie,ale nigdy nie spotkałem bardziej grzecznej, ułożonej, bogobojnej osoby. Jest całkiem ładna i bardzo inteligentna, ale nie czuję tego,co było roku temu. Wydaje mi się trochę , że mam do czynienia ze świętą za życia. Nie pije w ogóle, zwiedza sanktuaria,chodzi na procesję z pochodniami, ma tylko kilku znajomych. Nie ma pożądania, bo aż trudno mi sobie wyobrazić, sytuację zbliżenia z nią, o ile w ogóle do takiego dojdzie...
Głupio mi byłoby cokolwiek jej proponować. Nie jestem chłopem,któremu zależy tylko na jednym-w żadnym razie,ale trzeba myśleć długofalowo.
Strasznie mnie razi ta nieskazitelność. Ja także jestem praktykującym katolikiem,ale w poczet świętych mnie nie zaliczą.
Co o tym myślicie?