czy warto walczyć? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » czy warto walczyć?

Strony 1 2 3 16 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 38 z 576 ]

1

Temat: czy warto walczyć?

Jesteśmy razem od sześciu lat. Od czterech mieszkamy razem. Nie mamy ślubu ani dzieci, choć przyznam, że byłam coraz bliżej tych decyzji. Nie zawsze było różowo, często nie mogliśmy się porozumieć. Ja mnożyłam wątpliwości, często byłam uszczypliwa, podważałam znaczenie związku. Niemniej jednak byliśmy sobie bardzo bliscy, myślę, że dawaliśmy sobie nawzajem to, czego nam brakowało. Miesiąc temu, po jednej z kłótni, byliśmy osobno ponad tydzień, który mieliśmy spędzić na wspólnych wakacjach. Po tym tygodniu mój partner stał się innym człowiekiem. Powiedział, że już dla mnie nie żyje. Zatrzasnął się w sobie, źle znosił dotyk, bliskość. Wspomniałam o czasowym rozprowadzeniu się, ale on powiedział, że to nie będzie na próbę, że po prostu chce się rozstać. To trwało dwa tygodnie, podczas których nie wiedziałam, co robić, to szukałam mieszkania, to próbowałam się zbliżyć. Zaczął mówić coś o tym, że chciałby sypiać z innymi kobietami. Trudno nam było być razem, więc wyjechałam na weekend do koleżanki. Wróciłam w niedzielę. Jego nie było do wieczora. Pojawił się, gdy leżałam w łóżku. Wszedł i powiedział, że weźmie tylko kilka rzeczy, ponieważ musi być tej nocy sam. Zapytałam z przekąsem, czy faktycznie sam. Potwierdził i wyszedł. Po chwili jednak wrócił, wziął krzesło i powiedział, że poprzedniej nocy nie spędził sam. Zdradził mnie z dziewczyną poznaną w internecie, do której pojechał przez pół Polski. Dodał, że nie chce tego kontynuować, zobaczył, ile dla niego znaczę i jeśli tylko mu wybaczę chce, żebyśmy byli razem. Zaczął płakać. Wyszedł, ale po godzinie wrócił, powiedział, że nie może spać w tym hotelu. Wpuściłam go, pół nocy trwała histeria. Mówił, że jest zły i krzywdzi innych (dotąd zawsze byliśmy sobie wierni). Dwie kolejne noce spędziłam poza domem. W końcu odbyliśmy rozmowę, podczas której podszedł do mnie i poprosił, żebym go uderzyła. Przytuliłam go i zaczęliśmy się kochać. Kolejny tydzień był bardzo trudny. Nie prosiliśmy nikogo o pomoc i to był, wg mnie, błąd. Próbowaliśmy się zbliżyć, ale wkradał się fałsz. On mówił, że jest teraz bardzo chwiejny, że jego deklaracje mogą być niebezpieczne, bo nie wie, czego chce. Teraz mam wrażenie, jakbym to ja się przez cały ten czas bardziej starała. Pod koniec kolejnego tygodnia on wyszedł na dwa nocne spacery. W niedzielę rano powiedział mi, że jednak myśli o tej kobiecie, chciałby z nią porozmawiać. Wpadłam w histerię. Uspokoił mnie zapewnieniem o miłości i pójściem do łóżka, a jeszcze tego samego dnia zadzwonił do mojej mamy (!), powiedział, że nie chce już ze mną być, ale robi takie rzeczy, bo tylko to mnie uspokaja. We wtorek przeniósł się do tymczasowego lokum, żeby dać nam czas na rozprowadzkę. Zostawił swój komputer, a ja przeczytałam zapisy jego rozmów na czacie w tym trudnym okresie: od erotycznych, po zwierzenia o trudnościach w naszym związku, po rozmowy z tą kobietą. Widzieliśmy się dwa razy. Zgodził się na wspólną wizytę u psychologa, podczas której potwierdził, że on już nie chce ze mną być. Osobność trwa już drugi tydzień. Wiem, że na nadchodzący weekend planuje wyjazd z nią. Ona nie wie, że nasz związek wciąż się kończy. Tyle razy już mnie odrzucił, a mnie się w głowie nie mieści, że to się mogło wydarzyć tak szybko! Po sześciu latach razem.  Z jednej strony duma każe mi się odciąć, z drugiej - myślę, jak go przed tym wszystkim powstrzymać. Jest tak zamknięty, że nie wiem: to jego świadoma decyzja, amok, kryzys czy jeszcze coś innego. Czy ktoś z Was ma podobne doświadczenie?

Takie życie.
Reklama
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: czy warto walczyć?

Czy związek przez internet może tak szybko przerodzić się w coś tak poważnego, że sześć wspólnych lat odchodzi w niepamięć?

Takie życie.

3

Odp: czy warto walczyć?
Enona napisał/a:

Próbowaliśmy się zbliżyć, ale wkradał się fałsz. On mówił, że jest teraz bardzo chwiejny, że jego deklaracje mogą być niebezpieczne, bo nie wie, czego chce. Teraz mam wrażenie, jakbym to ja się przez cały ten czas bardziej starała. Pod koniec kolejnego tygodnia on wyszedł na dwa nocne spacery. W niedzielę rano powiedział mi, że jednak myśli o tej kobiecie, chciałby z nią porozmawiać. Wpadłam w histerię. Uspokoił mnie zapewnieniem o miłości i pójściem do łóżka, a jeszcze tego samego dnia zadzwonił do mojej mamy (!), powiedział, że nie chce już ze mną być, ale robi takie rzeczy, bo tylko to mnie uspokaja.

Przykro mi, ale tu możesz mieć odpowiedź. On sam Ci ją dał. Czuje się źle traktując Cię w taki sposób, bo łączyło was kiedyś uczucie. I starając się być przyzwoitym, okłamuje Cię, kocha się z Tobą i zapewnia o miłości. "Bo tylko to Cie uspokaja", a on prawdopodobnie nie może znieść tego, że przez niego cierpisz.

Obawiam się, że to takie proste i obawiam się, że już po waszym związku...

Reklama

4

Odp: czy warto walczyć?

Nie mogę znieść myśli, że właśnie zaczyna wspólny weekend z nią! Nie mogę nic zrobić. Nie mogę go nawet znienawidzić. Nie mogę pracować. Wszystko we mnie niszczeje. Przed chwilą z nim rozmawiałam. Powiedział, że on nawet wierzy, że teraz coś mogłoby się między nami zmienić, ale on już nie chce. Jest już za późno. On nie ma woli, a ja wystarczająco dużo siły sprawczej. Mam dziwne poczucie, jakby cieszył się moim cierpieniem. Jakby się mścił. Czy naprawdę nie ma już nadziei? Dlaczego straciłam całą "sprawczą siłę"?

Takie życie.

5

Odp: czy warto walczyć?

Dodam tylko, że w rozmowie tydzień temu wspomniał, że może za kilka miesięcy, jak mu z tą kobietą nie wyjdzie...

Takie życie.

6

Odp: czy warto walczyć?

Chcesz na niego czekac, az mu nie wyjdzie z ta druga?  Opanuj sie i wez sie w garsc, nie rob z siebie podnozka dla niego. Jesli on nie zechce to nic nie zrobisz, ale po tym co on robi to nawet gdyby wrocil i poprosil o szanse, to bym go olal i podpalil.

7 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-09-12 15:58:07)

Odp: czy warto walczyć?

Autorko, jeśli facet był myślami przy kimś innym "będąc" jeszcze oficjalnie z Tobą to tego związku już dawno nie było.
Widać, że nie był jakimś potworem, skoro wracał i ..bardziej 'opiekował się' Tobą niż był jako partner, co nie zmienia faktu, że robił to z obowiązku i źle pojmowanej empatii.

W którymś momencie wasze drogi się rozeszły i on nie chciał tego naprawiać.
Zrozum, że ON nie chciał, ale nie obwiniaj go, bo żal i pretensje się w 'chcenie' nie zamieni.

A już na pewno nie bądź otwarta furtką, gorzkniejącą w oczekiwaniu na kogoś, dla kogo już nie jesteś priorytetem.

8 Ostatnio edytowany przez Enona (2014-09-12 16:06:32)

Odp: czy warto walczyć?

Gdy spojrzę racjonalnie, Jacenty89, też tak to widzę. Ale swoje szybkie prawie-wybaczenie i aktualne staranie tłumaczę sobie tym, że przez sześć lat nie dawałam mu pewności, a na wspomnienie o ślubie reagowałam odroczeniem. Za bardzo się bałam, że podzielę los jego byłej żony, z którą rozwiódł się po ośmiu latach narzeczeństwa i miesiącu małżeństwa. Teraz nagle mam pewność. Też się sobie dziwię. To jakiś absurd. To mój jedyny partner. Mimo braku ślubu, czułam się jak żona i chyba jak żona walczę. Czuję się tak, jakby mi połowę mnie amputowano. Straciłam w swoich oczach całe zaufanie i całą spójność. O to walczę. A może błądzę?

Takie życie.

9

Odp: czy warto walczyć?

Elle88 masz dużo racji. On sam tak to przedstawia. Nie mam żalu i pretensji. Jeśli już, to do siebie. I tylko nadziei nie mogę się wyzbyć. Czy jest coś, co mogłoby tu zadziałać?

Jacenty89: co masz na myśli, mówiąc o tym, co zrobił? Co Ci się wydaje najgorsze?

Wciąż się gubię w interpretacjach, a może tu już nie ma co interpretować?

Takie życie.

10 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-09-12 16:21:04)

Odp: czy warto walczyć?

Tak, jedyne co ma sens i zadziała na pewno to zająć się już tylko sobą i nie nastrajać swoich decyzji i działań pod ewentualny (mało prawdopodobny) powrót.
Zresztą, to nie byłby powrót tylko rozpoczynanie wszystkiego od nowa. Ale to i tak oboje musielibyście się zmienić jako ludzie, bo w tej konfiguracji już do siebie nie pasujecie.

Ale pamiętaj: żadna zmiana pod kogoś nie jest gruntowna i trwała. Jeśli miałabyś się zmienić (przejść na wyższy etap) to TYLKO dla siebie i z własnej potrzeby. A wtedy zmieni się też Twoja perspektywa - w tym: postrzeganie tego związku i osoby ex.
Pytanie czy Ty naprawdę chcesz się zmieniać czy po prostu chcesz być kochana? Bo wtedy niczego nie trzeba zmieniać, tylko znaleźć osobę, która Cię po prostu doceni.
Trzeba to rozróżniać wink

11

Odp: czy warto walczyć?

Znów Elle88 nie mogę nie przyznać Ci racji i gdzieś tę konieczność zmiany "nie pod niego" czuję. Rozumiem tę zmianę jako emocjonalne wyprowadzenie się z relacji. W tym celu aż się proszę o razy, o to, żeby po raz kolejny wybijał mi z głowy, upokarzając. Ale po maksymalnie kilku dniach i przechodzi i wraca chęć kontaktu, rozmawiania, przekonywania, tęsknienia, odkrywania na nowo. Trzy tygodnie od zdrady, ponad miesiąc całego kryzysu, który - jak sama wyczułaś - sączył się dużo dłużej, a u mnie wciąż tak samo.

Takie życie.

12

Odp: czy warto walczyć?

Czy wartościujesz jakoś dążenie do zmiany i dążenie do bycia kochaną? I czy uważasz, że to drugie bez pierwszego jest możliwe po takim tąpnięciu? Ze strony tej samej osoby?

Takie życie.

13

Odp: czy warto walczyć?
Enona napisał/a:

Czy wartościujesz jakoś dążenie do zmiany i dążenie do bycia kochaną? I czy uważasz, że to drugie bez pierwszego jest możliwe po takim tąpnięciu? Ze strony tej samej osoby?

W życiu co pewien czas doświadczamy tzw. "przejścia". Nie raz na 7 lat jak się przyjęło sądzić wink, ale praktycznie przy każdej wyzywającej emocjonalnie sytuacji - w tym gdy kończymy ważne dla nas związki.

Na każde 'przejście' składają się 3 etapy:

1. rozpad tego co jest
2. wątpliwości ("stanie na rozdrożu") dot. tego co się dzieje, a niepewnością tego co dopiero będzie
3. podjęcie decyzji i zaangażowanie emocjonalne w coś innego (nie chodzi o konkretną osobę, a nowy pogląd/perspektywę na sytuację)

Ty jesteś na końcówce akceptacji 1-go etapu, Twój były już partner przechodził je w swoim tempie i z Twojego opisu widać, że długi czas był w między 2 i 3, a dziś na jakim jest to już sama wiesz..

'Przejście' ma to do siebie, że nie można go cofnąć i to jest plus, bo to jest rozwój, choć nie zawsze na pierwszy rzut oka na to wygląda.

To jest częściowo odpowiedź na Twoje pytanie. wink
Kocha możesz być (a w zasadzie jesteś) zawsze, niezależnie od tego na jakim etapie się znajdujesz, bo sama decydujesz o tym w którym kierunku chcesz się rozwijać.
Problem i "szarpanina" wewnętrzna zaczyna się wtedy, kiedy człowiek wpada w pułapkę myślenia o zmianach w kategorii czegoś wymuszonego przez okoliczności z zewnątrz, a na co nie czuje się gotowy.
A prawda jest taka, że gdyby sytuacja nie dojrzała do zmiany to by przed nimi nie stanął, czyli jest w 100% gotowy smile

Boisz się zmiany i to jest naturalne. Musisz sobie uświadomić, że tu nie chodzi o niego.

14

Odp: czy warto walczyć?

Przeceniamy dziś rozwój. Rozumiany jako zerwanie z tym, co było. Bo jest już za dobrze znane, a więc nudne. Wierzę, że można się rozwijać przy kimś, w znanych ramach. Świat, ten za drzwiami domu, sam stanowi nie lada wyzwanie. Nie mam nawet łez, coś we mnie krzyczy "Ratunku!" i wzbrania się przed zmianą, która i tak się dzieje. Boję się, że nie zaakceptuję tego stanu rzeczy i zawieszę się w tym dziwnym stanie.

Takie życie.

15

Odp: czy warto walczyć?

Btw, jak w obliczu jego rzekomego wejścia w etap 3 wytłumaczyć mówienie: może za kilka miesięcy? I jak można tak szybko się przepoczwarzyć, będąc wcześniej tak stabilnym filarem?

Takie życie.

16

Odp: czy warto walczyć?
Enona napisał/a:

Przeceniamy dziś rozwój. Rozumiany jako zerwanie z tym, co było. Bo jest już za dobrze znane, a więc nudne. Wierzę, że można się rozwijać przy kimś, w znanych ramach. Świat, ten za drzwiami domu, sam stanowi nie lada wyzwanie. Nie mam nawet łez, coś we mnie krzyczy "Ratunku!" i wzbrania się przed zmianą, która i tak się dzieje. Boję się, że nie zaakceptuję tego stanu rzeczy i zawieszę się w tym dziwnym stanie.

Nie przeceniamy "rozwoju" tylko mylimy go ze zmianami wg własnego scenariusza. A nie zawsze to co wydaje się dla nas dobre, bo znane ,w ostatecznym rozrachunku jest nam potrzebne i właściwe.
Często rozpad związku - po przerobieniu wielu negatywnych emocji związanych z emocjonalnym uzależnieniem od partnera (bo tylko to powoduje ból i cierpienie tak naprawdę) - okazuje się katalizatorem do zmian w naszej świadomości, które byłyby niemożliwe bez tak silnego bodźca i szoku.
Niektórzy 'zatrzymują się' w pół drogi, bo chcą jakby siłą woli zmusić partnera by poszedł w tym rozwoju za nimi, albo "zaczekać" na niego. ale to tak nie działa..

Jasne, że najprzyjemniej byłoby iść w tym rozwoju razem, ale do tego potrzeba mieć u boku kogoś, z kim jesteśmy na podobnym poziomie świadomości (inteligencji) emocjonalnej, a o to już trudniej.

Dlatego "zawieszanie się" w tym stanie nie ma sensu, jest jak to nazywam 'samokaraniem się', czyli wymierzaniem sobie kary choć bardzo nie wprost, bo można to racjonalizować poczuciem straty albo uzasadnionym czekaniem (oczywiście w imię miłości wink a tak naprawdę strachu i uzależnienia).


Btw, jak w obliczu jego rzekomego wejścia w etap 3 wytłumaczyć mówienie: może za kilka miesięcy?

Bardzo prosto: On czuje się dalej na swój sposób 'winny' tej sytuacji i nie potrafi powiedzieć Ci wprost, że to koniec.
Oboje robicie sobie tym krzywdę - Ty pozostajesz w zawieszeniu, a on myśli, że ułatwia Ci w ten sposób powolne godzenie się z sytuacją i będzie cały czas "Czuł Twój oddech na plecach" wink

17

Odp: czy warto walczyć?

Czuje się winny albo woli zostawić uchylone drzwi.

Takie życie.

18

Odp: czy warto walczyć?

Jedno drugiego nie wyklucza wink

Pytanie czy będziesz miała satysfakcję z jego ewentualnego powrotu, wiedząc, że nie jesteś 'pierwszym wyborem'.

19

Odp: czy warto walczyć?

A mnie się wydaje, że ludzie czasem czekają w tym rozwoju na siebie właśnie z miłości. Nie wiem, czy jest możliwe iść w takim rozwoju tak całkiem krok w krok. Zważywszy, że poza rozwijaniem świadomości mamy też inne zajęcia wink

Takie życie.

20

Odp: czy warto walczyć?

Pragmatyczna rozkmina: zastanawiam się, co by było, gdybym przestała w nim to poczucie winy budzić, sama się całkiem odcięła. Domyślam się, co powiesz: że póki co będzie to tylko markowanie zmiany pod niego. Mimo to zastanawiam się, jaki skutek by to przyniosło. Czy jestem mu już całkiem obojętna.

Takie życie.

21 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-09-12 18:08:41)

Odp: czy warto walczyć?

Czekają, ale rzadko się doczekują wink

To są klasyczne manipulacje, na tym etapie można powiedzieć 'normalne' zachowanie i kombinacje osoby porzuconej.
Możliwe, że na krótki czas wzbudzisz w nim w ten sposób niepokój (zupełnym odcięciem się) -oczywiście O ILE mu jeszcze w ogóle zależy, bo jeśli w ogóle nie, to przyjmie to z ulgą.

Inna sprawa, że nawet jeśli zareaguje po jakimś czasie na brak kontaktu to może oznaczać, że nie wypaliły się w nim jeszcze wszystkie emocje związane z Tobą i sentyment do Ciebie, ale to nie to uczucie, o jakie Ci chodzi.
A ile jest porzuconych osób, które w tym sentymencie (który jest czymś w rodzaju 'zapisu mentalnego' tego co było) dopatrują się nadziei.

Wiem, że będzie najbliższe miesiące skupiona na tym by wypróbować wszystkich możliwych sposobów i środków wink ale zostaw sobie ten temat żebyś za jakiś czas mogła porównać jak ewoluował Twój sposób myślenia o tej sprawie.

22 Ostatnio edytowany przez Enona (2014-09-12 18:19:51)

Odp: czy warto walczyć?

Zostawiam. Powiem więcej: myślę, że nie raz tu jeszcze napiszę. Przeczytałam kilka wątków, Wasze komentarze pod moim i jestem pod wrażeniem.

Rzeczywiście: aktualnie rozważam zajęcie się sobą (bardzo trudne i będące sprzeniewierzeniem się miłości) i podtrzymywanie kontaktu, dzielenie się swoimi analizami, którym się z upojeniem oddaję. Ale jego to zmęczyło, więc mam wizję rychłego ślubu, dzieci i mojej dozgonnej zgryzoty.

Takie życie.

23

Odp: czy warto walczyć?

Dobrze rozumiem przemożną chęć dzielenia się swoimi analizami z nim, ale uwierz mi, nic do niego w tym stanie nie dotrze.
A na pewno zmęczy dodatkowo i przytłoczy.

24

Odp: czy warto walczyć?

sad To już nie wiem. Tak strasznie mi go brakuje. Dalsze życie wydaje się niemożliwe. Mam wrażenie, że jest ze mną podobnie jak z autorką wątku o tym, że odkryła, że kocha, kiedy było już za późno. Nie mogę sobie tego darować.

Takie życie.

25

Odp: czy warto walczyć?

Ulegasz teraz wielu iluzjom n/t miłości pod wpływem koktajlu emocjonalnego, który zaburza Ci ostrość widzenia wink

To ON się oddalił i wybrał zdradę zamiast szukania możliwości naprawy waszej relacji.
Możesz się obwiniać, pewnie to nadaje pozorny sens rozstaniu, ale prawda jest dużo prostsza, tylko musisz do niej dojrzeć.

26

Odp: czy warto walczyć?

Nie, dostrzeganie swojej winy nie nadaje sensu rozstaniu. Wręcz przeciwnie. Rodzi takie gdybanie. Wiem, że to on podjął decyzję, ale to także on się na początku bardzo starał. Zresztą, jak sama napisałaś, trudno go jednoznacznie negatywnie oceniać. W pewien sposób wciągnął mnie w związek, w który wreszcie uwierzyłam. Czuję się teraz winna to samo staranie.

Takie życie.

27

Odp: czy warto walczyć?

Rzadko kiedy na początku związku obydwie osoby starają się tak samo, bo nie zawsze ta chemia jest tak samo intensywna, to jest normalne.
Nie obwiniaj się o coś, co jest naturalnym etapem związku: raz jedna strona raz druga się bardziej stara, ludzie się docierają, potem starają się podobnie itp.
Jest tylko jeden powód, dla którego związki się rozpadają i jest to banał: miłość pojmowana jako 'reakcja chemiczna'. Przy takim podejściu, gdy chemia ustaje zupełnie, dla takiej osoby jest to równoznaczne z brakiem miłości i nie widzą innej opcji jak szukać tego gdzie indziej. Asekuranctwo, nic więcej.
Tak było w Twoim przypadku. Facet czując, że chemia opada, zamiast Ci to jakoś zasygnalizować, zaczął "ratowanie" od szukania dla siebie wrażeń.

Klasyka.

Powtarzam: Problem polega na tym, ze Ty bierzesz sobie tę iluzję winy po swojej stronie do serca i za chwilę przejdzie to w poczucie straty ze wszystkimi objawami.
Powinnaś pracować nad poczuciem własnej wartości, ale nie powierzchownym, tylko naprawdę - tylko to Ci zapewni odporność na uzależnienie emocjonalne i upatrywanie sensu życia w drugiej osobie.

28

Odp: czy warto walczyć?
Enona napisał/a:

Rzeczywiście: aktualnie rozważam zajęcie się sobą (bardzo trudne i będące sprzeniewierzeniem się miłości) [...] Ale jego to zmęczyło, więc mam wizję rychłego ślubu, dzieci i mojej dozgonnej zgryzoty.

Enona,

Czy mogłabyś rozwinąć tę myśl? Bardzo proszę...

29

Odp: czy warto walczyć?

A racjonalizując: w tym co, on teraz robi, zbyt dużo jest dla mnie niewiadomych.
-zmęczyła go sześcioletnia niepewność, moje humory, brak wystarczającej empatii dla niego?
- nie umiał odejść "normalnie", musiał dobić tę miłość?
- chce tego, czego nigdy nie miał: popróbować z innymi, wyszaleć się (wczesny kryzys wieku średniego)?
- przekroczył pewną nieprzekraczalną dla siebie granicę i uważa, że nie ma już powrotu (twierdzi, że przy mnie nie mógłby już być dobry)? jest niedojrzały i nie chce wejść na kolejny etap związku, w którym nie wszystko jest różowe i lukrowane?
- zakochał się? będzie zmierzał do jak najszybszej realizacji planu założenia rodziny?

Mam świadomość, że to, co się stało, jest wypadkową kilku albo wszystkich i jeszcze innych wymienionych powodów. Ale chciałabym wiedzieć, co tu jest decydujące.

Takie życie.

30

Odp: czy warto walczyć?

Nie tyle decydujące, co łączące w "kupę" to co wymieniłaś: niedojrzałość.

Nie wiem w jakim jest wieku, ale jeśli koło 30-ki lub po i ma takie podejście, to czarno widzę by coś się szybko zmieniło.
Osobowość (w tym wzorce zachowań) nie zmieniają się na pstryknięcie palców.

31

Odp: czy warto walczyć?

Elle88 co rozumiesz przez "poczucie straty ze wszystkimi objawami"?

Masz rację, gdy przestaję idealizować przeszłość, przypominam sobie, że tym, co budziło w nim moją nieufność, była pewna powierzchowność emocjonalna: oświadczyny po trzech miesiącach, mówienie o świetnym dopasowaniu. Teraz powiedział faktycznie, że już go nie pociągam, prowokował szczegółami nocy z inną, ale myślę, że tu nie o seks chodzi. Bądź co bądź raczył mi się zwierzyć, że fizycznie nie są zbyt dopasowani. Ale to może być kwestia skrępowania samą zdradą, nowością, sprzeniewierzeniem się mnie, bądź co bądź. Nowość jest nowość. Wiem to. W końcu sama sączyłam jad, że miałam tylko jego i że to źle. A teraz nie mam ochoty korzystać z wolności. Ironia. Główna rzecz jednak w jej empatii i zaskakującym dla niego porozumieniu. No i już w pierwszej pogawędce na czacie rozmawiali o dzieciach. Teraz, gdy do niej jechał, rozmawialiśmy przez telefon. Zapytałam go, jak się z tym czuje, czy nie ma jakiegoś zgrzytu. Powiedział, że nie. Boli, jakby ktoś żelazem przypalał.

Takie życie.

32

Odp: czy warto walczyć?

35 lat

Takie życie.

33

Odp: czy warto walczyć?

aurora borealis, miałam na myśli to, że bardzo trudno mi się póki co, zrobić ostre cięcie, powiedzieć sobie: ok, on podjął taką decyzję, przykro mi, ale idę w swoją stronę. Wydaje mi się to także sprzeczne z tym, co czuję, czyli miłością, troską, wolą naprawiania (mimo, że jak twierdzi on, nie mam już takiej siły sprawczej).

Stąd druga możliwość: podtrzymywać dialog. Ale ja, analityk dzielący włos na czworo, bardzo go przez te lata zmęczyłam, choć sądziłam, że lubił tę moją cechę. Wyczytałam w rozmowie na czacie, że nie ma ochoty już analizować naszej relacji. W związku z tym, jako że pojawiła się ta trzecia, bardzo boję się takiego scenariusza, że zaraz jej się oświadczy, ona się zgodzi i będą rodziną. A ja zgorzknieję.

Takie życie.

34

Odp: czy warto walczyć?

Masz wszystkie objawy współuzależnienia. Poczytaj o tym, jest mnóstwo wątków. Najlepiej zacznij o kultowego wink wątku Icemana -trafia tu większość porzuconych. Teraz to takie vademecum postępowania i wszystkie etapy rozstania praktycznie (poszukaj, najdłuższy wątek na Forum).

Wiedza, którą teraz o nim dorzuciłaś jest kluczowa.
To kompletnie niedojrzały do trwałej relacji facet. Ma fobię (lęk) przed bliskością, stąd Twój niedosyt i poczucie powierzchowności emocji między wami.
Im więcej n/t poczytasz, tym lepiej zrozumiesz, że to nie mogło się udać. Przede wszystkim dlatego, że tacy ludzie najpierw obsesyjnie i w ekspresowym tempie dążą do maksymalnego "zbliżenia się" z partnerem - póki on nie jest jeszcze przekonany, to ich napędza (gonienie króliczka), po czym a następuje kolejny etap: odwrócenie ról i naprzmienna gonitwa (tango rozstań i powrotów, wątpliwości i cudownej "pewności"), aż do momentu gdy na horyzoncie takiego fobika pojawi się nowy obiekt.
Teksty, które podałaś to typowy sabotaż i prowokacje żebyś to Ty zakończyła związek.

Masz dużo lektury przed sobą wink

35

Odp: czy warto walczyć?

Dzięki, zasiadam do lektury. Ja widziałam analogię to historii z tego wątku: http://www.netkobiety.pl/t45730.html, ale trochę inaczej zaczynam na to patrzyć.

Takie życie.

36 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-09-12 20:10:38)

Odp: czy warto walczyć?

Dziękuję za wyjaśnienie, Enona.

Czytając to, co napisałaś przed wyjaśnieniem, źle Cię zrozumiałam, a źle interpretując, przestraszyłam się. Sądziłam, że masz zamiar żyć wieczną udręką dokonując złych, nieprzemyślanych wyborów.Teraz pojmuję sens Twych słów.

Trudno jest opisać to, co się dzieje z człowiekiem w chwili rozstania. A na dodatek wydaje się, że uczucia wsiadły do karuzeli: jest ból, gniew, rozpacz, tkliwość, zazdrość, udręczenie, wściekłość, lęk, nadwrażliwość, tęsknota, przygnębienie... Dominują naprzemiennie. Czy zwróciłaś jednak uwagę, że w tym "kalejdoskopie" najmniej jest już miłości?  Że jest ona wypierana przez całą resztę uczuć? Że zupełnie nieoczekiwanie pozostają jedynie "śladowe ilości" miłości...?

37

Odp: czy warto walczyć?

aurora borealis dobrze zrozumiałaś: boję się tego. Tzn. tego, że on szybko ułoży sobie życie, a ja zostanę ze zgryzotą i żalem. Bez niego czuję się kompletnie niewiarygodna we wszystkich sferach życia. Tu nie chodzi o zwykłą niezaradność, ale swoiste piętno.

Co do miłości, nie wiem, jak to jest. Ja ją właśnie czuję.

Takie życie.

38

Odp: czy warto walczyć?

Nachodzą mnie straszne, autodestrukcyjne myśli. Siedzę w mieszkaniu, które razem wynajmujemy. On od dwóch tygodni mieszka w tymczasowym lokum (chce być uczciwy), ale wciąż jest tu większość jego rzeczy, mnóstwo książek i płyt. Naszych wspólnych tematów, nasz świat, mój dom. A on jest w górach z inną. Elle88 przeczytałam sporą część wskazanego przez Ciebie wątku, ale między historią moją a jej Autora jest jedna zasadnicza różnica: dla niego zdrada była jednoznacznie końcem. Dla mnie wciąż nie musi być. Nie mogę uciec od analiz. Chciałabym go uratować, pokazać mu, że można uratować to, co było. Nasz dom. Wadliwy, jak powiedział. Dziwi mnie, że wszystko teraz tak negatywnie ocenia, choć to on był rzecznikiem tego związku i jeszcze dwa miesiące temu namawiał mnie na ślub i dziecko.

Robię szalone, jak dla mnie rzeczy, żeby rozpoznać, co się dzieje. Po przeczytaniu jego rozmów, sama weszłam na czat. Widzę, jak bardzo uwodząca może być sama rozmowa z kimś nowym. Ale nie umiałabym zrobić kroku dalej. Muszę przyznać, że w wirtualu to na tym forum dostałam największą pomoc. Dziękuję.

Kombinuję, czy on teraz, będąc z nią, naprawdę jest już "czysty". Kombinuję, co dalej zrobić, jak się zachowywać? Kiedy np. w niedzielę wyśle suchego smsa, że przyjedzie zrobić pranie. TYCH rzeczy. Czuję obrzydzenie. Planuję odesłać go z tym praniem gdzieś indziej. Jeśli umiał się położyć obok innej kobiety. Już tak całkiem świadomie.

Kiedy wrócił po tamtej nocy, płakał, że mnie przeprasza, że tak naprawdę ze mną był szczęśliwy, że był kimś więcej niż korporacyjnym szczurem. Mógł tak całkiem zmienić zdanie? Naprawdę? Czepiam się szczegółów, które są drobnostkami, ale jak widzę często pojawiają się na tym forum: czy wyrzucić go z fb? Z tego, że ciągle ma tam profil, że ma oznaczenie "w związku" jest mikronadzieją. Przecież wiem, że wcale tam nie zagląda. Ale czasem tak. Czy chcę, żeby widział, co u mnie? Żeby miał takie okno? Nie, nie mam piętnastu lat, to już wiecie. Jestem dla siebie śmieszna i żałosna.

Takie życie.

Posty [ 1 do 38 z 576 ]

Strony 1 2 3 16 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » czy warto walczyć?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2016