czy warto walczyć? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » czy warto walczyć?

Strony 1 2 3 10 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 593 ]

1

Temat: czy warto walczyć?

Jesteśmy razem od sześciu lat. Od czterech mieszkamy razem. Nie mamy ślubu ani dzieci, choć przyznam, że byłam coraz bliżej tych decyzji. Nie zawsze było różowo, często nie mogliśmy się porozumieć. Ja mnożyłam wątpliwości, często byłam uszczypliwa, podważałam znaczenie związku. Niemniej jednak byliśmy sobie bardzo bliscy, myślę, że dawaliśmy sobie nawzajem to, czego nam brakowało. Miesiąc temu, po jednej z kłótni, byliśmy osobno ponad tydzień, który mieliśmy spędzić na wspólnych wakacjach. Po tym tygodniu mój partner stał się innym człowiekiem. Powiedział, że już dla mnie nie żyje. Zatrzasnął się w sobie, źle znosił dotyk, bliskość. Wspomniałam o czasowym rozprowadzeniu się, ale on powiedział, że to nie będzie na próbę, że po prostu chce się rozstać. To trwało dwa tygodnie, podczas których nie wiedziałam, co robić, to szukałam mieszkania, to próbowałam się zbliżyć. Zaczął mówić coś o tym, że chciałby sypiać z innymi kobietami. Trudno nam było być razem, więc wyjechałam na weekend do koleżanki. Wróciłam w niedzielę. Jego nie było do wieczora. Pojawił się, gdy leżałam w łóżku. Wszedł i powiedział, że weźmie tylko kilka rzeczy, ponieważ musi być tej nocy sam. Zapytałam z przekąsem, czy faktycznie sam. Potwierdził i wyszedł. Po chwili jednak wrócił, wziął krzesło i powiedział, że poprzedniej nocy nie spędził sam. Zdradził mnie z dziewczyną poznaną w internecie, do której pojechał przez pół Polski. Dodał, że nie chce tego kontynuować, zobaczył, ile dla niego znaczę i jeśli tylko mu wybaczę chce, żebyśmy byli razem. Zaczął płakać. Wyszedł, ale po godzinie wrócił, powiedział, że nie może spać w tym hotelu. Wpuściłam go, pół nocy trwała histeria. Mówił, że jest zły i krzywdzi innych (dotąd zawsze byliśmy sobie wierni). Dwie kolejne noce spędziłam poza domem. W końcu odbyliśmy rozmowę, podczas której podszedł do mnie i poprosił, żebym go uderzyła. Przytuliłam go i zaczęliśmy się kochać. Kolejny tydzień był bardzo trudny. Nie prosiliśmy nikogo o pomoc i to był, wg mnie, błąd. Próbowaliśmy się zbliżyć, ale wkradał się fałsz. On mówił, że jest teraz bardzo chwiejny, że jego deklaracje mogą być niebezpieczne, bo nie wie, czego chce. Teraz mam wrażenie, jakbym to ja się przez cały ten czas bardziej starała. Pod koniec kolejnego tygodnia on wyszedł na dwa nocne spacery. W niedzielę rano powiedział mi, że jednak myśli o tej kobiecie, chciałby z nią porozmawiać. Wpadłam w histerię. Uspokoił mnie zapewnieniem o miłości i pójściem do łóżka, a jeszcze tego samego dnia zadzwonił do mojej mamy (!), powiedział, że nie chce już ze mną być, ale robi takie rzeczy, bo tylko to mnie uspokaja. We wtorek przeniósł się do tymczasowego lokum, żeby dać nam czas na rozprowadzkę. Zostawił swój komputer, a ja przeczytałam zapisy jego rozmów na czacie w tym trudnym okresie: od erotycznych, po zwierzenia o trudnościach w naszym związku, po rozmowy z tą kobietą. Widzieliśmy się dwa razy. Zgodził się na wspólną wizytę u psychologa, podczas której potwierdził, że on już nie chce ze mną być. Osobność trwa już drugi tydzień. Wiem, że na nadchodzący weekend planuje wyjazd z nią. Ona nie wie, że nasz związek wciąż się kończy. Tyle razy już mnie odrzucił, a mnie się w głowie nie mieści, że to się mogło wydarzyć tak szybko! Po sześciu latach razem.  Z jednej strony duma każe mi się odciąć, z drugiej - myślę, jak go przed tym wszystkim powstrzymać. Jest tak zamknięty, że nie wiem: to jego świadoma decyzja, amok, kryzys czy jeszcze coś innego. Czy ktoś z Was ma podobne doświadczenie?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: czy warto walczyć?

Czy związek przez internet może tak szybko przerodzić się w coś tak poważnego, że sześć wspólnych lat odchodzi w niepamięć?

3

Odp: czy warto walczyć?
Enona napisał/a:

Próbowaliśmy się zbliżyć, ale wkradał się fałsz. On mówił, że jest teraz bardzo chwiejny, że jego deklaracje mogą być niebezpieczne, bo nie wie, czego chce. Teraz mam wrażenie, jakbym to ja się przez cały ten czas bardziej starała. Pod koniec kolejnego tygodnia on wyszedł na dwa nocne spacery. W niedzielę rano powiedział mi, że jednak myśli o tej kobiecie, chciałby z nią porozmawiać. Wpadłam w histerię. Uspokoił mnie zapewnieniem o miłości i pójściem do łóżka, a jeszcze tego samego dnia zadzwonił do mojej mamy (!), powiedział, że nie chce już ze mną być, ale robi takie rzeczy, bo tylko to mnie uspokaja.

Przykro mi, ale tu możesz mieć odpowiedź. On sam Ci ją dał. Czuje się źle traktując Cię w taki sposób, bo łączyło was kiedyś uczucie. I starając się być przyzwoitym, okłamuje Cię, kocha się z Tobą i zapewnia o miłości. "Bo tylko to Cie uspokaja", a on prawdopodobnie nie może znieść tego, że przez niego cierpisz.

Obawiam się, że to takie proste i obawiam się, że już po waszym związku...

4

Odp: czy warto walczyć?

Nie mogę znieść myśli, że właśnie zaczyna wspólny weekend z nią! Nie mogę nic zrobić. Nie mogę go nawet znienawidzić. Nie mogę pracować. Wszystko we mnie niszczeje. Przed chwilą z nim rozmawiałam. Powiedział, że on nawet wierzy, że teraz coś mogłoby się między nami zmienić, ale on już nie chce. Jest już za późno. On nie ma woli, a ja wystarczająco dużo siły sprawczej. Mam dziwne poczucie, jakby cieszył się moim cierpieniem. Jakby się mścił. Czy naprawdę nie ma już nadziei? Dlaczego straciłam całą "sprawczą siłę"?

5

Odp: czy warto walczyć?

Dodam tylko, że w rozmowie tydzień temu wspomniał, że może za kilka miesięcy, jak mu z tą kobietą nie wyjdzie...

6

Odp: czy warto walczyć?

Chcesz na niego czekac, az mu nie wyjdzie z ta druga?  Opanuj sie i wez sie w garsc, nie rob z siebie podnozka dla niego. Jesli on nie zechce to nic nie zrobisz, ale po tym co on robi to nawet gdyby wrocil i poprosil o szanse, to bym go olal i podpalil.

7 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-09-12 16:58:07)

Odp: czy warto walczyć?

Autorko, jeśli facet był myślami przy kimś innym "będąc" jeszcze oficjalnie z Tobą to tego związku już dawno nie było.
Widać, że nie był jakimś potworem, skoro wracał i ..bardziej 'opiekował się' Tobą niż był jako partner, co nie zmienia faktu, że robił to z obowiązku i źle pojmowanej empatii.

W którymś momencie wasze drogi się rozeszły i on nie chciał tego naprawiać.
Zrozum, że ON nie chciał, ale nie obwiniaj go, bo żal i pretensje się w 'chcenie' nie zamieni.

A już na pewno nie bądź otwarta furtką, gorzkniejącą w oczekiwaniu na kogoś, dla kogo już nie jesteś priorytetem.

8 Ostatnio edytowany przez Enona (2014-09-12 17:06:32)

Odp: czy warto walczyć?

Gdy spojrzę racjonalnie, Jacenty89, też tak to widzę. Ale swoje szybkie prawie-wybaczenie i aktualne staranie tłumaczę sobie tym, że przez sześć lat nie dawałam mu pewności, a na wspomnienie o ślubie reagowałam odroczeniem. Za bardzo się bałam, że podzielę los jego byłej żony, z którą rozwiódł się po ośmiu latach narzeczeństwa i miesiącu małżeństwa. Teraz nagle mam pewność. Też się sobie dziwię. To jakiś absurd. To mój jedyny partner. Mimo braku ślubu, czułam się jak żona i chyba jak żona walczę. Czuję się tak, jakby mi połowę mnie amputowano. Straciłam w swoich oczach całe zaufanie i całą spójność. O to walczę. A może błądzę?

9

Odp: czy warto walczyć?

Elle88 masz dużo racji. On sam tak to przedstawia. Nie mam żalu i pretensji. Jeśli już, to do siebie. I tylko nadziei nie mogę się wyzbyć. Czy jest coś, co mogłoby tu zadziałać?

Jacenty89: co masz na myśli, mówiąc o tym, co zrobił? Co Ci się wydaje najgorsze?

Wciąż się gubię w interpretacjach, a może tu już nie ma co interpretować?

10 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-09-12 17:21:04)

Odp: czy warto walczyć?

Tak, jedyne co ma sens i zadziała na pewno to zająć się już tylko sobą i nie nastrajać swoich decyzji i działań pod ewentualny (mało prawdopodobny) powrót.
Zresztą, to nie byłby powrót tylko rozpoczynanie wszystkiego od nowa. Ale to i tak oboje musielibyście się zmienić jako ludzie, bo w tej konfiguracji już do siebie nie pasujecie.

Ale pamiętaj: żadna zmiana pod kogoś nie jest gruntowna i trwała. Jeśli miałabyś się zmienić (przejść na wyższy etap) to TYLKO dla siebie i z własnej potrzeby. A wtedy zmieni się też Twoja perspektywa - w tym: postrzeganie tego związku i osoby ex.
Pytanie czy Ty naprawdę chcesz się zmieniać czy po prostu chcesz być kochana? Bo wtedy niczego nie trzeba zmieniać, tylko znaleźć osobę, która Cię po prostu doceni.
Trzeba to rozróżniać wink

11

Odp: czy warto walczyć?

Znów Elle88 nie mogę nie przyznać Ci racji i gdzieś tę konieczność zmiany "nie pod niego" czuję. Rozumiem tę zmianę jako emocjonalne wyprowadzenie się z relacji. W tym celu aż się proszę o razy, o to, żeby po raz kolejny wybijał mi z głowy, upokarzając. Ale po maksymalnie kilku dniach i przechodzi i wraca chęć kontaktu, rozmawiania, przekonywania, tęsknienia, odkrywania na nowo. Trzy tygodnie od zdrady, ponad miesiąc całego kryzysu, który - jak sama wyczułaś - sączył się dużo dłużej, a u mnie wciąż tak samo.

12

Odp: czy warto walczyć?

Czy wartościujesz jakoś dążenie do zmiany i dążenie do bycia kochaną? I czy uważasz, że to drugie bez pierwszego jest możliwe po takim tąpnięciu? Ze strony tej samej osoby?

13

Odp: czy warto walczyć?
Enona napisał/a:

Czy wartościujesz jakoś dążenie do zmiany i dążenie do bycia kochaną? I czy uważasz, że to drugie bez pierwszego jest możliwe po takim tąpnięciu? Ze strony tej samej osoby?

W życiu co pewien czas doświadczamy tzw. "przejścia". Nie raz na 7 lat jak się przyjęło sądzić wink, ale praktycznie przy każdej wyzywającej emocjonalnie sytuacji - w tym gdy kończymy ważne dla nas związki.

Na każde 'przejście' składają się 3 etapy:

1. rozpad tego co jest
2. wątpliwości ("stanie na rozdrożu") dot. tego co się dzieje, a niepewnością tego co dopiero będzie
3. podjęcie decyzji i zaangażowanie emocjonalne w coś innego (nie chodzi o konkretną osobę, a nowy pogląd/perspektywę na sytuację)

Ty jesteś na końcówce akceptacji 1-go etapu, Twój były już partner przechodził je w swoim tempie i z Twojego opisu widać, że długi czas był w między 2 i 3, a dziś na jakim jest to już sama wiesz..

'Przejście' ma to do siebie, że nie można go cofnąć i to jest plus, bo to jest rozwój, choć nie zawsze na pierwszy rzut oka na to wygląda.

To jest częściowo odpowiedź na Twoje pytanie. wink
Kocha możesz być (a w zasadzie jesteś) zawsze, niezależnie od tego na jakim etapie się znajdujesz, bo sama decydujesz o tym w którym kierunku chcesz się rozwijać.
Problem i "szarpanina" wewnętrzna zaczyna się wtedy, kiedy człowiek wpada w pułapkę myślenia o zmianach w kategorii czegoś wymuszonego przez okoliczności z zewnątrz, a na co nie czuje się gotowy.
A prawda jest taka, że gdyby sytuacja nie dojrzała do zmiany to by przed nimi nie stanął, czyli jest w 100% gotowy smile

Boisz się zmiany i to jest naturalne. Musisz sobie uświadomić, że tu nie chodzi o niego.

14

Odp: czy warto walczyć?

Przeceniamy dziś rozwój. Rozumiany jako zerwanie z tym, co było. Bo jest już za dobrze znane, a więc nudne. Wierzę, że można się rozwijać przy kimś, w znanych ramach. Świat, ten za drzwiami domu, sam stanowi nie lada wyzwanie. Nie mam nawet łez, coś we mnie krzyczy "Ratunku!" i wzbrania się przed zmianą, która i tak się dzieje. Boję się, że nie zaakceptuję tego stanu rzeczy i zawieszę się w tym dziwnym stanie.

15

Odp: czy warto walczyć?

Btw, jak w obliczu jego rzekomego wejścia w etap 3 wytłumaczyć mówienie: może za kilka miesięcy? I jak można tak szybko się przepoczwarzyć, będąc wcześniej tak stabilnym filarem?

16

Odp: czy warto walczyć?
Enona napisał/a:

Przeceniamy dziś rozwój. Rozumiany jako zerwanie z tym, co było. Bo jest już za dobrze znane, a więc nudne. Wierzę, że można się rozwijać przy kimś, w znanych ramach. Świat, ten za drzwiami domu, sam stanowi nie lada wyzwanie. Nie mam nawet łez, coś we mnie krzyczy "Ratunku!" i wzbrania się przed zmianą, która i tak się dzieje. Boję się, że nie zaakceptuję tego stanu rzeczy i zawieszę się w tym dziwnym stanie.

Nie przeceniamy "rozwoju" tylko mylimy go ze zmianami wg własnego scenariusza. A nie zawsze to co wydaje się dla nas dobre, bo znane ,w ostatecznym rozrachunku jest nam potrzebne i właściwe.
Często rozpad związku - po przerobieniu wielu negatywnych emocji związanych z emocjonalnym uzależnieniem od partnera (bo tylko to powoduje ból i cierpienie tak naprawdę) - okazuje się katalizatorem do zmian w naszej świadomości, które byłyby niemożliwe bez tak silnego bodźca i szoku.
Niektórzy 'zatrzymują się' w pół drogi, bo chcą jakby siłą woli zmusić partnera by poszedł w tym rozwoju za nimi, albo "zaczekać" na niego. ale to tak nie działa..

Jasne, że najprzyjemniej byłoby iść w tym rozwoju razem, ale do tego potrzeba mieć u boku kogoś, z kim jesteśmy na podobnym poziomie świadomości (inteligencji) emocjonalnej, a o to już trudniej.

Dlatego "zawieszanie się" w tym stanie nie ma sensu, jest jak to nazywam 'samokaraniem się', czyli wymierzaniem sobie kary choć bardzo nie wprost, bo można to racjonalizować poczuciem straty albo uzasadnionym czekaniem (oczywiście w imię miłości wink a tak naprawdę strachu i uzależnienia).


Btw, jak w obliczu jego rzekomego wejścia w etap 3 wytłumaczyć mówienie: może za kilka miesięcy?

Bardzo prosto: On czuje się dalej na swój sposób 'winny' tej sytuacji i nie potrafi powiedzieć Ci wprost, że to koniec.
Oboje robicie sobie tym krzywdę - Ty pozostajesz w zawieszeniu, a on myśli, że ułatwia Ci w ten sposób powolne godzenie się z sytuacją i będzie cały czas "Czuł Twój oddech na plecach" wink

17

Odp: czy warto walczyć?

Czuje się winny albo woli zostawić uchylone drzwi.

18

Odp: czy warto walczyć?

Jedno drugiego nie wyklucza wink

Pytanie czy będziesz miała satysfakcję z jego ewentualnego powrotu, wiedząc, że nie jesteś 'pierwszym wyborem'.

19

Odp: czy warto walczyć?

A mnie się wydaje, że ludzie czasem czekają w tym rozwoju na siebie właśnie z miłości. Nie wiem, czy jest możliwe iść w takim rozwoju tak całkiem krok w krok. Zważywszy, że poza rozwijaniem świadomości mamy też inne zajęcia wink

20

Odp: czy warto walczyć?

Pragmatyczna rozkmina: zastanawiam się, co by było, gdybym przestała w nim to poczucie winy budzić, sama się całkiem odcięła. Domyślam się, co powiesz: że póki co będzie to tylko markowanie zmiany pod niego. Mimo to zastanawiam się, jaki skutek by to przyniosło. Czy jestem mu już całkiem obojętna.

21 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-09-12 19:08:41)

Odp: czy warto walczyć?

Czekają, ale rzadko się doczekują wink

To są klasyczne manipulacje, na tym etapie można powiedzieć 'normalne' zachowanie i kombinacje osoby porzuconej.
Możliwe, że na krótki czas wzbudzisz w nim w ten sposób niepokój (zupełnym odcięciem się) -oczywiście O ILE mu jeszcze w ogóle zależy, bo jeśli w ogóle nie, to przyjmie to z ulgą.

Inna sprawa, że nawet jeśli zareaguje po jakimś czasie na brak kontaktu to może oznaczać, że nie wypaliły się w nim jeszcze wszystkie emocje związane z Tobą i sentyment do Ciebie, ale to nie to uczucie, o jakie Ci chodzi.
A ile jest porzuconych osób, które w tym sentymencie (który jest czymś w rodzaju 'zapisu mentalnego' tego co było) dopatrują się nadziei.

Wiem, że będzie najbliższe miesiące skupiona na tym by wypróbować wszystkich możliwych sposobów i środków wink ale zostaw sobie ten temat żebyś za jakiś czas mogła porównać jak ewoluował Twój sposób myślenia o tej sprawie.

22 Ostatnio edytowany przez Enona (2014-09-12 19:19:51)

Odp: czy warto walczyć?

Zostawiam. Powiem więcej: myślę, że nie raz tu jeszcze napiszę. Przeczytałam kilka wątków, Wasze komentarze pod moim i jestem pod wrażeniem.

Rzeczywiście: aktualnie rozważam zajęcie się sobą (bardzo trudne i będące sprzeniewierzeniem się miłości) i podtrzymywanie kontaktu, dzielenie się swoimi analizami, którym się z upojeniem oddaję. Ale jego to zmęczyło, więc mam wizję rychłego ślubu, dzieci i mojej dozgonnej zgryzoty.

23

Odp: czy warto walczyć?

Dobrze rozumiem przemożną chęć dzielenia się swoimi analizami z nim, ale uwierz mi, nic do niego w tym stanie nie dotrze.
A na pewno zmęczy dodatkowo i przytłoczy.

24

Odp: czy warto walczyć?

sad To już nie wiem. Tak strasznie mi go brakuje. Dalsze życie wydaje się niemożliwe. Mam wrażenie, że jest ze mną podobnie jak z autorką wątku o tym, że odkryła, że kocha, kiedy było już za późno. Nie mogę sobie tego darować.

25

Odp: czy warto walczyć?

Ulegasz teraz wielu iluzjom n/t miłości pod wpływem koktajlu emocjonalnego, który zaburza Ci ostrość widzenia wink

To ON się oddalił i wybrał zdradę zamiast szukania możliwości naprawy waszej relacji.
Możesz się obwiniać, pewnie to nadaje pozorny sens rozstaniu, ale prawda jest dużo prostsza, tylko musisz do niej dojrzeć.

26

Odp: czy warto walczyć?

Nie, dostrzeganie swojej winy nie nadaje sensu rozstaniu. Wręcz przeciwnie. Rodzi takie gdybanie. Wiem, że to on podjął decyzję, ale to także on się na początku bardzo starał. Zresztą, jak sama napisałaś, trudno go jednoznacznie negatywnie oceniać. W pewien sposób wciągnął mnie w związek, w który wreszcie uwierzyłam. Czuję się teraz winna to samo staranie.

27

Odp: czy warto walczyć?

Rzadko kiedy na początku związku obydwie osoby starają się tak samo, bo nie zawsze ta chemia jest tak samo intensywna, to jest normalne.
Nie obwiniaj się o coś, co jest naturalnym etapem związku: raz jedna strona raz druga się bardziej stara, ludzie się docierają, potem starają się podobnie itp.
Jest tylko jeden powód, dla którego związki się rozpadają i jest to banał: miłość pojmowana jako 'reakcja chemiczna'. Przy takim podejściu, gdy chemia ustaje zupełnie, dla takiej osoby jest to równoznaczne z brakiem miłości i nie widzą innej opcji jak szukać tego gdzie indziej. Asekuranctwo, nic więcej.
Tak było w Twoim przypadku. Facet czując, że chemia opada, zamiast Ci to jakoś zasygnalizować, zaczął "ratowanie" od szukania dla siebie wrażeń.

Klasyka.

Powtarzam: Problem polega na tym, ze Ty bierzesz sobie tę iluzję winy po swojej stronie do serca i za chwilę przejdzie to w poczucie straty ze wszystkimi objawami.
Powinnaś pracować nad poczuciem własnej wartości, ale nie powierzchownym, tylko naprawdę - tylko to Ci zapewni odporność na uzależnienie emocjonalne i upatrywanie sensu życia w drugiej osobie.

28

Odp: czy warto walczyć?
Enona napisał/a:

Rzeczywiście: aktualnie rozważam zajęcie się sobą (bardzo trudne i będące sprzeniewierzeniem się miłości) [...] Ale jego to zmęczyło, więc mam wizję rychłego ślubu, dzieci i mojej dozgonnej zgryzoty.

Enona,

Czy mogłabyś rozwinąć tę myśl? Bardzo proszę...

29

Odp: czy warto walczyć?

A racjonalizując: w tym co, on teraz robi, zbyt dużo jest dla mnie niewiadomych.
-zmęczyła go sześcioletnia niepewność, moje humory, brak wystarczającej empatii dla niego?
- nie umiał odejść "normalnie", musiał dobić tę miłość?
- chce tego, czego nigdy nie miał: popróbować z innymi, wyszaleć się (wczesny kryzys wieku średniego)?
- przekroczył pewną nieprzekraczalną dla siebie granicę i uważa, że nie ma już powrotu (twierdzi, że przy mnie nie mógłby już być dobry)? jest niedojrzały i nie chce wejść na kolejny etap związku, w którym nie wszystko jest różowe i lukrowane?
- zakochał się? będzie zmierzał do jak najszybszej realizacji planu założenia rodziny?

Mam świadomość, że to, co się stało, jest wypadkową kilku albo wszystkich i jeszcze innych wymienionych powodów. Ale chciałabym wiedzieć, co tu jest decydujące.

30

Odp: czy warto walczyć?

Nie tyle decydujące, co łączące w "kupę" to co wymieniłaś: niedojrzałość.

Nie wiem w jakim jest wieku, ale jeśli koło 30-ki lub po i ma takie podejście, to czarno widzę by coś się szybko zmieniło.
Osobowość (w tym wzorce zachowań) nie zmieniają się na pstryknięcie palców.

31

Odp: czy warto walczyć?

Elle88 co rozumiesz przez "poczucie straty ze wszystkimi objawami"?

Masz rację, gdy przestaję idealizować przeszłość, przypominam sobie, że tym, co budziło w nim moją nieufność, była pewna powierzchowność emocjonalna: oświadczyny po trzech miesiącach, mówienie o świetnym dopasowaniu. Teraz powiedział faktycznie, że już go nie pociągam, prowokował szczegółami nocy z inną, ale myślę, że tu nie o seks chodzi. Bądź co bądź raczył mi się zwierzyć, że fizycznie nie są zbyt dopasowani. Ale to może być kwestia skrępowania samą zdradą, nowością, sprzeniewierzeniem się mnie, bądź co bądź. Nowość jest nowość. Wiem to. W końcu sama sączyłam jad, że miałam tylko jego i że to źle. A teraz nie mam ochoty korzystać z wolności. Ironia. Główna rzecz jednak w jej empatii i zaskakującym dla niego porozumieniu. No i już w pierwszej pogawędce na czacie rozmawiali o dzieciach. Teraz, gdy do niej jechał, rozmawialiśmy przez telefon. Zapytałam go, jak się z tym czuje, czy nie ma jakiegoś zgrzytu. Powiedział, że nie. Boli, jakby ktoś żelazem przypalał.

32

Odp: czy warto walczyć?

35 lat

33

Odp: czy warto walczyć?

aurora borealis, miałam na myśli to, że bardzo trudno mi się póki co, zrobić ostre cięcie, powiedzieć sobie: ok, on podjął taką decyzję, przykro mi, ale idę w swoją stronę. Wydaje mi się to także sprzeczne z tym, co czuję, czyli miłością, troską, wolą naprawiania (mimo, że jak twierdzi on, nie mam już takiej siły sprawczej).

Stąd druga możliwość: podtrzymywać dialog. Ale ja, analityk dzielący włos na czworo, bardzo go przez te lata zmęczyłam, choć sądziłam, że lubił tę moją cechę. Wyczytałam w rozmowie na czacie, że nie ma ochoty już analizować naszej relacji. W związku z tym, jako że pojawiła się ta trzecia, bardzo boję się takiego scenariusza, że zaraz jej się oświadczy, ona się zgodzi i będą rodziną. A ja zgorzknieję.

34

Odp: czy warto walczyć?

Masz wszystkie objawy współuzależnienia. Poczytaj o tym, jest mnóstwo wątków. Najlepiej zacznij o kultowego wink wątku Icemana -trafia tu większość porzuconych. Teraz to takie vademecum postępowania i wszystkie etapy rozstania praktycznie (poszukaj, najdłuższy wątek na Forum).

Wiedza, którą teraz o nim dorzuciłaś jest kluczowa.
To kompletnie niedojrzały do trwałej relacji facet. Ma fobię (lęk) przed bliskością, stąd Twój niedosyt i poczucie powierzchowności emocji między wami.
Im więcej n/t poczytasz, tym lepiej zrozumiesz, że to nie mogło się udać. Przede wszystkim dlatego, że tacy ludzie najpierw obsesyjnie i w ekspresowym tempie dążą do maksymalnego "zbliżenia się" z partnerem - póki on nie jest jeszcze przekonany, to ich napędza (gonienie króliczka), po czym a następuje kolejny etap: odwrócenie ról i naprzmienna gonitwa (tango rozstań i powrotów, wątpliwości i cudownej "pewności"), aż do momentu gdy na horyzoncie takiego fobika pojawi się nowy obiekt.
Teksty, które podałaś to typowy sabotaż i prowokacje żebyś to Ty zakończyła związek.

Masz dużo lektury przed sobą wink

35

Odp: czy warto walczyć?

Dzięki, zasiadam do lektury. Ja widziałam analogię to historii z tego wątku: http://www.netkobiety.pl/t45730.html, ale trochę inaczej zaczynam na to patrzyć.

36 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-09-12 21:10:38)

Odp: czy warto walczyć?

Dziękuję za wyjaśnienie, Enona.

Czytając to, co napisałaś przed wyjaśnieniem, źle Cię zrozumiałam, a źle interpretując, przestraszyłam się. Sądziłam, że masz zamiar żyć wieczną udręką dokonując złych, nieprzemyślanych wyborów.Teraz pojmuję sens Twych słów.

Trudno jest opisać to, co się dzieje z człowiekiem w chwili rozstania. A na dodatek wydaje się, że uczucia wsiadły do karuzeli: jest ból, gniew, rozpacz, tkliwość, zazdrość, udręczenie, wściekłość, lęk, nadwrażliwość, tęsknota, przygnębienie... Dominują naprzemiennie. Czy zwróciłaś jednak uwagę, że w tym "kalejdoskopie" najmniej jest już miłości?  Że jest ona wypierana przez całą resztę uczuć? Że zupełnie nieoczekiwanie pozostają jedynie "śladowe ilości" miłości...?

37

Odp: czy warto walczyć?

aurora borealis dobrze zrozumiałaś: boję się tego. Tzn. tego, że on szybko ułoży sobie życie, a ja zostanę ze zgryzotą i żalem. Bez niego czuję się kompletnie niewiarygodna we wszystkich sferach życia. Tu nie chodzi o zwykłą niezaradność, ale swoiste piętno.

Co do miłości, nie wiem, jak to jest. Ja ją właśnie czuję.

38

Odp: czy warto walczyć?

Nachodzą mnie straszne, autodestrukcyjne myśli. Siedzę w mieszkaniu, które razem wynajmujemy. On od dwóch tygodni mieszka w tymczasowym lokum (chce być uczciwy), ale wciąż jest tu większość jego rzeczy, mnóstwo książek i płyt. Naszych wspólnych tematów, nasz świat, mój dom. A on jest w górach z inną. Elle88 przeczytałam sporą część wskazanego przez Ciebie wątku, ale między historią moją a jej Autora jest jedna zasadnicza różnica: dla niego zdrada była jednoznacznie końcem. Dla mnie wciąż nie musi być. Nie mogę uciec od analiz. Chciałabym go uratować, pokazać mu, że można uratować to, co było. Nasz dom. Wadliwy, jak powiedział. Dziwi mnie, że wszystko teraz tak negatywnie ocenia, choć to on był rzecznikiem tego związku i jeszcze dwa miesiące temu namawiał mnie na ślub i dziecko.

Robię szalone, jak dla mnie rzeczy, żeby rozpoznać, co się dzieje. Po przeczytaniu jego rozmów, sama weszłam na czat. Widzę, jak bardzo uwodząca może być sama rozmowa z kimś nowym. Ale nie umiałabym zrobić kroku dalej. Muszę przyznać, że w wirtualu to na tym forum dostałam największą pomoc. Dziękuję.

Kombinuję, czy on teraz, będąc z nią, naprawdę jest już "czysty". Kombinuję, co dalej zrobić, jak się zachowywać? Kiedy np. w niedzielę wyśle suchego smsa, że przyjedzie zrobić pranie. TYCH rzeczy. Czuję obrzydzenie. Planuję odesłać go z tym praniem gdzieś indziej. Jeśli umiał się położyć obok innej kobiety. Już tak całkiem świadomie.

Kiedy wrócił po tamtej nocy, płakał, że mnie przeprasza, że tak naprawdę ze mną był szczęśliwy, że był kimś więcej niż korporacyjnym szczurem. Mógł tak całkiem zmienić zdanie? Naprawdę? Czepiam się szczegółów, które są drobnostkami, ale jak widzę często pojawiają się na tym forum: czy wyrzucić go z fb? Z tego, że ciągle ma tam profil, że ma oznaczenie "w związku" jest mikronadzieją. Przecież wiem, że wcale tam nie zagląda. Ale czasem tak. Czy chcę, żeby widział, co u mnie? Żeby miał takie okno? Nie, nie mam piętnastu lat, to już wiecie. Jestem dla siebie śmieszna i żałosna.

39 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-09-13 00:42:20)

Odp: czy warto walczyć?
Enona napisał/a:

aurora borealis dobrze zrozumiałaś: boję się tego. Tzn. tego, że on szybko ułoży sobie życie, a ja zostanę ze zgryzotą i żalem. Bez niego czuję się kompletnie niewiarygodna we wszystkich sferach życia. Tu nie chodzi o zwykłą niezaradność, ale swoiste piętno.

Kochanie, masz potworny problem z poczuciem wartości.
Uzależniłaś sens swojego istnienia od tego czy utrzymasz tego człowieka przy sobie.
Czym on się różni od Ciebie, że postawiłaś go w swojej głowie na piedestał i czcisz niczym pogańskiego bożka?


Co do miłości, nie wiem, jak to jest. Ja ją właśnie czuję.

To co czujesz to emocje narkomana 'na głodzie'.
Miłość nie ma z falą destrukcyjnych odczuć jakie są teraz Twoim udziałem nic wspólnego.
Miłość przeżywa się w 'ciszy' i błogim spokoju. To bezpieczeństwo, wolność, intymność - Ty tego nie miałaś, dopiero z dalszym opisem ujawniłaś więcej szczegółów od strony emocjonalnej tej relacji.

Teraz jesteś "pijana" z cierpienia i bólu, nie patrzysz trzeźwo.
Musisz czytać, łamań schematy, w które ostatnie lata wbijałaś sobie do głowy i widzieć to co jest.
Przeszłości nie ma. Tylko to co jest TERAZ. Ten moment, ta prawda o nim i to jaki jest na TĄ chwile, nie ma 'innego jego'.

Musisz przestać pic wink

40

Odp: czy warto walczyć?

Problem w tym, że on mi dawał bezpieczeństwo, ciepło i intymność. To ja wieściłam katastrofę. Teraz zadaję sobie pytanie w rodzaju tego o jajko i kurę: czy ja to wykrakałam, wywieściłam czy ta bomba faktycznie musiała wybuchnąć.

41

Odp: czy warto walczyć?

Problem w tym, że on mi dawał bezpieczeństwo, ciepło i intymność. To ja wieściłam katastrofę. Teraz zadaję sobie pytanie w rodzaju tego o jajko i kurę: czy ja to wykrakałam, wywieściłam czy ta bomba faktycznie musiała wybuchnąć.

42

Odp: czy warto walczyć?

Na pewno każda projekcja ma swój finał w materializacji (kwestia czasu). Jeśli mocno skupiałaś się na tym, że ta "sielanka" (choć z opisu to nie wynika, idealizujesz teraz mocno) się skończy to Twoje życzenie się w końcu spełniło.
Ale ja bym zadała inne pytanie..Dlaczego kobieta, która czuje się bezpieczna, kochana i ma mocne wsparcie partnera, napisała, że ta relacja była "emocjonalnie powierzchowna".

43

Odp: czy warto walczyć?

Problem w tym, że on mi dawał bezpieczeństwo, ciepło i intymność. To ja wieściłam katastrofę. Teraz zadaję sobie pytanie w rodzaju tego o jajko i kurę: czy ja to wykrakałam, wywieściłam czy ta bomba faktycznie musiała wybuchnąć.

44

Odp: czy warto walczyć?

Jesteś w amoku szukania winy w sobie za wszelką cenę, a wynika to z prawdziwego problemu, o którym pisałam wyżej, nie odwrotnie.

Gdyby Ci dawał bezpieczeństwo i intymność nie pisałabyś o emocjonalnej powierzchowności.
Opanuj się i nie popadaj w obłęd myślenia o sobie jak o starej pannie, bo wyczuwam mocno ten podtekst między wierszami u Ciebie  i zaczyna to być faktycznie desperackie..

45

Odp: czy warto walczyć?

Ja nie wiem, czy była. Chyba chodzi mi o taką potrzebę mojego partnera do bycia poprawnym. Dla mnie niezrozumiałą, a przez to podszytą moim lękiem. To kwestia gustu. Ja się za bardzo lubię babrać w smutku, a on układał wszystko tak, żeby nie bolało. Wkurzało mnie to, a teraz to doceniam. Choć faktycznie, na próby radzenia sobie bardziej kompleksowo reagował negatywnie. Nawet, kiedy mierzyłam się z depresją, odwodził mnie od terapii, bo ma o niej złe zdanie. No i miesiąc temu powiedział mi, że nie lubi osób z problemami. Czytaj: mnie. Tak jakby ten temat pojawił się wczoraj. Od tego się w gruncie rzeczy zaczęło. Potraktowałam to jako wypowiedzenie lojalności. A właściwie rozumiem, że mógł być zmęczony. Spodziewał się, że jeśli się tak stara, nie powinno być tego rodzaju głębokiego smutku.

46 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-09-13 01:11:22)

Odp: czy warto walczyć?

No i miesiąc temu powiedział mi, że nie lubi osób z problemami

Każdy Piotruś Pan Ci tak powie.
Idealizuj dalej, ale beze mnie wink

Ps. Facet miał ZERO empatii i interesował się Twoim stanem emocjonalnym 'tyle o ile', byle nie wchodzić w temat zbyt głęboko, bo "nie lubi OSÓB z problemami". Może byliście 'parą', ale nie tworzyliście pary przyjaciół na pewno.

47

Odp: czy warto walczyć?

Albo tak, albo mam za duże oczekiwania w kwestii wspólnego przeżywania. Pozory były zupełnie niepiotrusiowe. Chciał tworzyć dom. Może to ja byłam Piotrusią? To chyba niczyja wina: taki problem w tym, żeby się przy nim "rozbyć" totalnie, zaufać bezgranicznie, nie kontrolować się wewnętrznie. To się nigdy do końca nie udało. Nie wiem, dlaczego. Dla mojego rozwoju, lepiej mi widzieć moje wady. Dla ułatwienia poradzenia sobie: muszę zobaczyć jego wady. Może tym, co robi teraz, paradoksalnie mi pomaga.

48

Odp: czy warto walczyć?

To nie jest tak, że masz 'za duże oczekiwania'. Każdy ma prawo przeżywać miłość w taki sposób, jaki daje mu spełnienie i satysfakcję.
Kwestia "rozbycia się" (jak to fajnie ujęłaś wink) przy partnerze ma OGROMNE znaczenia dla poczucia swobody przy danej osobie, dla niekontrolowania się i ufności.
Przy nim tego nie miałaś i to nie jest Twoje złudzenie, ani jakieś wydumane marzenia rozkapryszonej księżniczki, która "ciągle ma jakieś problemy". Ale niestety przejęłaś JEGO sposób widzenia swoich oczekiwań i pragnień za właściwy, dlatego czujesz się winna "chcenia" czegoś dla siebie.
Podczas gdy w naprawdę szczęśliwej relacji, facet byłby mega dumny i szczęśliwy, że może Cie "brać garściami" i nie utrudniasz mu dostępu do siebie, do swojego 'wnętrza', ba! sam by do tego dążył, a nie opędzał się jak od muchy.

Ja myślę, że to było tak.. Poznaliście się i to on zabiegał o Ciebie, jak sama piszesz. Z czasem, owszem przekonałaś się i zaczęłaś widzieć w tym sens. Przywiązałaś, uzależniłaś w międzyczasie emocjonalnie, ale dobrze dopasowani to nigdy nie byliście.
Po prostu inaczej widzicie podstawowe sprawy jak: wsparcie i jak to okazywać, poczucie bezpieczeństwa, bliskość itd.
Ale nie chciałaś tego widzieć, dopóki było w miarę ok. Pewnie liczyłaś, że z czasem będzie lepiej, że się 'dotrzecie'.
Zamiast tego on zaczął się oddalać, bo niedopasowanie czuł już dużo wcześniej i dłużej już nie mógł udawać.

Dla mojego rozwoju, lepiej mi widzieć moje wady.

Sęk w tym, że Ty widzisz w tej chwili TYLKO swoje wady, ale nie dla rozwoju, a po to by się samobiczować, bo skrycie liczysz na to, że on doceni Twoje poczucie winy i wysiłek, jaki chcesz włożyć żeby to posklejać.
To nie tędy droga.

49

Odp: czy warto walczyć?

Uwaga, będzie szczerze.

Elle88 napisał/a:

Przy nim tego nie miałaś i to nie jest Twoje złudzenie, ani jakieś wydumane marzenia rozkapryszonej księżniczki, która "ciągle ma jakieś problemy".

Rzecz w tym, jak się swoje problemy przeżywa. I czy daje się drugiej osobie odczuć, jak bardzo doceniamy, że jest przy nas. Ja tego poczucia mu nie dawałam. Odpychałam, byłam nieprzyjemna, choć w gruncie rzeczy to, że był przy mnie bardzo doceniałam. Mam potwierdzenie od innych, że bywałam nieznośna, złośliwa dla niego, dawałam do zrozumienia, że różnych jego cech nie akceptuję (czasem całkiem neutralnych). Do tego dochodził brak mojej deklaracji, który - jak sam powiedział - utrudniał mu pełne zaangażowanie w pomoc mi. Do tego z jakichś względów, pewnie mixu mojego egocentryzmu oraz jego zamknięcia i potrzeby bycia ok, to on nie otwierał się przy mnie. Bał się narażenia się na krytykę. Brał poprawkę na to, że jestem sarkastycznym analitykiem, który czułość okazuje inaczej, ale myślę, że zmęczył go ten brak poczucia akceptacji. A mnie smutno, że nie zaczekał ze mną na moje powolne dojrzewanie, że nie mówił głośno, czego mu potrzeba (wypłakał mi to tej feralnej nocy, że nie umie mówić, kiedy coś mu się nie podoba). W relacji w pełni się podporządkował. Od początku. Emocjonalnie właściwie zawsze był taki sam. Albo mnie się tak wydaje, bo bardzo silnie przeżywam emocje, zarówno te negatywne, jak i pozytywne. Trudno u mnie nie zauważyć smutku czy radości. Będąc taka, być może mam zbyt mało czuły kamerton, żeby wybadać emocje kogoś tak w nich stałego, jak on. W dodatku ta jego emocjonalność była kolejną drażniącą mnie cechą, czyli kolejnym kamyczkiem do ogródka braku akceptacji.

Co do staropanieństwa. Masz rację, to też dla mnie niezrozumiałe. Nie chciałam ślubu i dzieci, a teraz wszędzie widzę ciężarne i niemowlęta i chce mi się płakać. Ale jest jeszcze jedno: zdałam sobie sprawę, że nie będąc formalnie żoną, emocjonalnie nią byłam. Nie mogę się pogodzić z porażką. Widzę to jako moralną skazę. Widzę to tak, że jeśli poszłam (chodziłam) z kimś do łóżka, tworzyłam dom, to nie mogę tak po prostu iść do innego ogródka. Mogę swój przekopać na wylot, ale tak nie można. Jest bardzo wiele rzeczy, które były dobre, np. wspólnota intelektualna, podobne domy, czułość. Dla mnie historia zaczyna się tu, gdzie trudności. Widziałam to wszystko jako wyzwanie, szansę wejścia na kolejny poziom. Odkrycia swoich błędów, ale i prawdy o uczuciu. Dla niego tu się historia kończy. Naprawdę? On już się kiedyś rozwiódł, po dłuższym czasie i bardziej skomplikowanej historii, też z kobietą z "problemami" pt. depresja. Nie podziela więc tej mojej idealistycznej wizji. Co więcej twierdzi, że uczuć sprawa moralności w ogóle nie dotyczy. (Jak to powiązać z naleganiem na ślub kościelny?). Myśl, że takie wydarzenie i chęć pracy mogą wiele zmienić też są bez znaczenia. Bo w nim już tej chęci nie ma.

50

Odp: czy warto walczyć?

Napisałam to wszystko całkiem chłodno i co? I znów przywaliła mnie tęsknota, całkiem odporna na to wszystko sad I znów pytam: co zrobić, żeby chciał??

51

Odp: czy warto walczyć?

Nic nie zrobisz!
Teraz musisz "przeboleć" to co między Wami było.
Koniec,kropka!
Bardzo Ci współczuję,ale takie jest życie-niestety bardzo często!
Na koniec slogan-najprawdziwszy z prawdziwych-czas leczy rany.
Trzymaj się!

52

Odp: czy warto walczyć?

I znów pytam: co zrobić, żeby chciał??

Nic nie zrozumiałaś.

53

Odp: czy warto walczyć?

To się przeplata: zrozumienie i ogłupienie.

54

Odp: czy warto walczyć?

Teraz trwa etap ogłupienia znów. Wszystko zepsułam. Myśl o nich w górach nie daje mi spokoju. Jak się potem zachować?

55

Odp: czy warto walczyć?

Kwiaty kup i obiecaj, że od tej pory godzisz się na zdrady i brak emocjonalnego wsparcia.
Widzę, że świetnie się sprawdzisz jako podnóżek, jak ktoś zauważył..

Ocknij się kobieto, bo zachowujesz się jak desperatka.

56

Odp: czy warto walczyć?

Łatwo powiedzieć...

57 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-09-13 13:50:04)

Odp: czy warto walczyć?

Wyuczona bezradność, co?



W czasie całego związku byłaś bierna i nie kontrolowałaś emocji i teraz to samo.
Nie jesteś gotowa na ŻADEN związek. A łaszeniem się i proszeniem niczego nie załatwisz.
Tylko praca nad sobą.

58

Odp: czy warto walczyć?

Pewnie tak. Jako desperatka weszłam w ten związek. Prosto z domu rodzinnego. Po sześciu latach jestem nią jeszcze bardziej. Co wynika z tej świadomości? Niewiele.

59

Odp: czy warto walczyć?

Ano wynika WSZYSTKO.
Po pierwsze wypadałoby nauczyć się polegać sama na sobie w końcu i nie traktować związku/partnera jako osoby, na której można się uwiesić ze swoimi problemami, z depresją itp.
To, że nie pasowaliście emocjonalnie z tym facetem to pewne, ale to i tak niczego nie załatwia, bo Ty w związku z kim innym zachowywałabyś się tak samo.
Dopóki nie nauczysz się być sama, nie będziesz potrafiła stworzyć zdrowej relacji z kimś, bo nie traktujesz ludzi jak wolne jednostki, tylko "przedłużenie siebie" - mają być lekiem na Twoja depresje i nieradzenie sobie samej ze sobą.
Nie fair.

60 Ostatnio edytowany przez Enona (2014-09-13 14:11:10)

Odp: czy warto walczyć?

Trochę późno na naukę bycia samą. Co innego samodzielność. Sama samotność niczego nie załatwia.

61

Odp: czy warto walczyć?

Pewnie. Za późno na naukę.
Z takim podejściem to nie dziwię się, że chwyciłaś się pierwszego faceta, który wykazał się determinacją i uporem, a potem uznałaś za "własność".
Zero świadomości, zero chęci do kierowania swoim losem.
Zero atrakcyjności na dłuższą metę.

Powodzenia. skoro wszystko wiesz najlepiej, nic tu po mnie.

62

Odp: czy warto walczyć?
Enona napisał/a:

Trochę późno na naukę bycia samą. Co innego samodzielność. Sama samotność niczego nie załatwia.

Przeczytałem temat i problem z nim związany. Miałem się nie wypowiadać, bo masz dobrą rozmówczynię, ale mam zły dzień dzisiaj, więc zapytam? Od kiedy na naukę jest za późno? Tym bardziej, nad czymś, czego Ty teraz najbardziej potrzebujesz? Pieprzysz głupoty. Ogarnij najpierw jeden temat, później pomyśl na spokojnie, czy jesteś gotowa na inny.

63

Odp: czy warto walczyć?

To nie tak. Rzeczywistość stawia mnie w takiej sytuacji, że będę musiała się zmierzyć z samotnością. Moje zdanie nie ma już tutaj znaczenia.

A to dlaczego weszłam tak, a nie inaczej, w ten a nie inny związek to dłuższa historia. Może to kiedyś rozwinę.

Jakiś straszny mętlik się chyba z tych strzępków teraz wyłania.

64

Odp: czy warto walczyć?
SM78 napisał/a:

Ogarnij najpierw jeden temat, później pomyśl na spokojnie, czy jesteś gotowa na inny.

Co masz na myśli, pisząc "inny temat"?

Nie uważam tak naprawdę, że na naukę za późno. Tylko trochę (to mało powiedziane) mi wstyd, że w najważniejszych sprawach w każdej klasie zaliczam repetę. A mam naturę prymuski.

65

Odp: czy warto walczyć?

Ten facet to jakiś kompletny idiota. Żeni się z kobietą po ośmiu latach związku, po miesiącu bierze rozwód.
Mówi Ci teraz, że chce spać z innymi kobietami a Ty chcesz o niego walczyć, walczyć o takie kompletne zero?
Przespał się z jakąś dziwką poznaną w necie, a Ty mu to wybaczyłaś i wiedząc o tym poszłaś z nim do łóżka?
Masz 35 lat a jesteś taka głupia?
Powinnaś go wywalić z domu na zbity pysk, a nie jeszcze uprawiać z nim seks, po tym co zrobił i co Ci powiedział (że go nie pociągasz i że chce sypiać z innymi).
Śmiać mi się chce jak czytam takie tematy... A ten facet to jakiś popapraniec, nie nadaje się do żadnego trwałego związku. Zresztą to już było widać po tym jak rozwiódł się z żoną po miesiącu małżeństwa.
Nie masz o kogo walczyć, bo ten facet to śmieć; masz już 35 lat, powinnaś być mądrzejsza. Ja bym się bała, że on mnie czymś zaraził, idź sie lepiej przebadaj czy nie masz hiva albo wirusa brodawczaka hmm

Posty [ 1 do 65 z 593 ]

Strony 1 2 3 10 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » czy warto walczyć?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024