Witajcie !
Chciałam się Was doradzić:
otóż od jakiegoś czasu zauważam, ze ludzie po jakimś czasie kolegowania się ze mną zaczynaja byc wobec mnie chamscy, badz zmieniaja do mnie stosunek . Czuje sie jakby nie traktowali mnie jako wartosciowej osoby ale jako kogos przy kim nie warto sie postarac by mnie nawet dobrze traktowac. Wiele razy byłam w sytuacji, w ktorej ja sie liczylam ze słowami gdy dochodziło do konfliktu i starałam się tak wszystko rozegrać by relacja dalej trwała podczas gdy osoby drugie wybuchały, mowiac przy tym chamskie rzeczy do mnie nie liczac sie z tym ze to mnie moze zranić , czulam od nich po prostu ze maja gdzies jak to na mnie podziala.Po prostu nie widzialam takiego samego traktowania po obu stronach. potem bylo moje ludzenie sie i nie widzenie tego i chcialam wyjasnic o co im chodzilo. dane osoby mowily mi ze np odebraly mnie w taki czy sraki sposob i stad ta reakcja.ale zaczelam sie zastanawiac czy to jest ok ze jak ktos sobie wysunie na moj temat jakies wnioski potem zamiast w ogole cos mi powiedziec( i czesto to byly naprawde nieprawdziwe rzeczy ) to ma na mnie wywalone i dopiero jak ja sie zapytam o co chodzi jest jakas rozmowa i sie wlasnie dowiaduje wszystkiego. i to mi sie zdarzylo wiele razy, nie w przypadku jednej osoby a wielu. Mam wrazenie po prostu ze ludzie po jakims czasie zaczynaja byc do mnie chamscy z kim sie nie zadam i szczerze zaczelam sie bac relacji, juz mam lek po prostu jak kogos poznaje bo nie wiem skad takie zachowanie u ludzi. po prostu po jakims czasie czuje ich brak szacunku do mnie i przestaje im zalezec na relacji ze mna tak czuje. jestem ooglnie troche wlasnie wystraszona tym faktem bo nie wiem skad to wynika. wiem napewno ze od razu nie mowie co mi nie pasuje itd ze mam problem gdy ktos mnie zle traktuje od razu postawic granice, ale wlasnie potem staram sie porozmawiac, natomiast slysze potem takie wytlumaczenia i nie wiem czasem czy to nie sa jakies klamstewka albo zbywanie mnie i tez jakbym powiedziala ze to nie wyglada na prawde ta osoba by wybuchla. nie zdarzylo mi sie to w kazdej relacji ale w wiekszosci relacji cos takiego wystepuje. i nie wiem wlasnie jak mam to postrzegac i co z tym zrobic ? moze ktos potrafilby mi pomoc , z góry dziękuje !
Cóż nie znam Cię i niewiele o Tobie wiem, jednak jeśli to cie to spotyka z kolejnymi osobami to niestety możliwe że problem jest w tobie. W jakiś sposób prowokujesz konflikty - może jakimiś małymi sprawami ich wkurzasz aż wybuchają? Może być wiele rzeczy które drażnią aż druga osoba uznaje że nie warto - nie dotrzymywanie słowa, nieodpowiedzialność, brak empatii, skoncentrowanie na sobie... Wątpię by bez wiedzy o tobie można było doradzić ci coś sensownego. Co najwyżej - zastanów się czy zanim się popsuło robiłaś coś co mogło ich denerwować? Czy spotykałaś się z tym że mówisz coś do kilku osób a oni spoglądają po sobie?
Są ludzie, którzy działają na innych jak płachta na byka.
Może ty jesteś takim człowiekiem i nie chcę Cię dołować, ale jeżeli jedna osoba tak Cię potraktuje, dwie to może być przypadek,ale jeżeli dzieje sie tak wielokrotnie to zastanów sie czym ludzi tak prowokujesz, jakie zachowania w tobie dają im powód do wybuchu.
Ważne, że to dostrzegłaś i chcesz zmienić.
Zachowania innych nie zmienisz, unikać relacji też nie ma sensu, a może trafiasz na niewłaściwe osoby. Poobserwuj i wyciągnij wnioski.
Może być też tak że masz niskie poczucie wartości. Niestety takie osoby zwykłe być narażone na ataki, obrażanie i inne tego typu rzeczy, bo nie potrafią się bronić.
5 2014-08-27 15:01:05 Ostatnio edytowany przez martaaaaaaaa90 (2014-08-27 15:03:48)
do wybuchow mysle moglam sie przyczyniac jak tak niewiadomo skad wyskakiwalam z jakims stwierdzeniem, choc np jak mi ktos cos powie niedorzecznego ze komus sie cos wydaje to ja nie wybucham tylko po prostu normalnie mowie jak jest. chodzi mi bardziej o taki stosunek ze ludzie traktuja mnie jakbym nie byla nikim waznym. czasami sie widzi jak ludzie kogos szanuja itd i licza sie z ta osoba a ja widze wlasnie jakby ludzie jakos sie nie poczuwali do tego by mnie z szacunkiem traktowac. napewno mam niskie poczucie wlasnej wartosci i tez nad tym pracuje wlasnie juz odcinajac niektore takie relacje gdzie ktos mnie nie ceni. jedynie wlasnie najbardziej zastanawia mnie fakt dlaczego jest tak ze ktos najpierw mnie ceni , docenia moja osobe itd a po jakims roku czasu czuje jak niektore oosby sie wywyzszaja nade mna badz olewaja , po prostu jest taka zmiana stosunku tych osob do mnie. i wlasnie nie wiem czy ja tego nie przyciagam ze ktos sobie czuje ze moze po mnie pocisnac. bo tez wiele razy spotkalam sie z tym ze ktos moim kosztem sie dowartosciowywal . ze mialam wsrod swoich znajomych takich ludzi ze jak mi sie cos udalo to nagle najlepsi przyjaciele a potem szum minal i oni tez wywalone na mnie. i np takie osoby czasami do mnie wlansnie podchodza, ja widze ze to np jest interesowne ale im nie powiem tego bo i tak by sie nikt nie przyznal tylko by odwrocili kota ogonem. wiec takich rzeczy ludziom nie mowie ale trace wlasnie te zaufanie. ze ktos mi sie wydaje przyjacielem a potem widze np albo jak ktos chcial mnie do czegos wykorzystac albo tylko na chwile bylam przyjacielem bo ta osoba byla samotna. mi sie wydaje ze ludzie czesto mnie traktowali jako zapchaj dziure. nie wazne czy koledzy czy kolezanki. i wlasnie nad tym sie zastanawiam. ostatnio coraz bardziej angazuje sie w swoje rzeczy bo naprawde dosc mam ludzi i wole inwestowac w swoje pasje niz w ludzi choc szczerze po jakims czasie samotnosc ta doskwiera. ale wlasnie chcialabym najbardziej wiedziec skad to jest i czemu: ze wlasnie ludzie z doceniania mnie i lubienia po jakism czasie traktuja mnie bez szacunku jak wlasnie zapchaj dziure a nie kogos kogo sie ceni ze ma sie w swoim zyciu ...
A jesteś w stanie podać jakiś przykład?
np robienie sobie ze mnie zartow w mojej obecnosci i to takie niby na ziomku zarty , gdzie dla mnie wcale nie smieszne a np kolega sie dowartosciowuje "swoim poczuciem humoru" i wszyscy sie smieja , on zartami przekracza granice czesto , po czym w twarz mi udaje ze to naprawde tylko zarty i mnie lubi. ale to widac w tych zartach ze jest to falszywe bo wie dobrze jak na mnie to dziala a mimo to to robi.
ta sa zarty typu" a widzialas xx( moj byly) napletek "? i np wybucha smiechem , gdzie dla mnei to nie dosc ze sa slabe zarty to jeszcze dla mnei to jest przekraczanie granicy bo porusza w zartach tematy ktore dla mnie sa prywatne a nie powodem do smiechu.
on tak na mnei dziala ze mam ochote mu powiedziec by zamknal morde a nie chce po prostu tak gadac w taki sposob z ludzmi , tymbardziej ze on potem przychodzi i gada jak mnie lubi.
potem np publiczne skrytykowanie mojego wygladu , przez kogos innego i to tez niby na zarty a tak naprawde widze ze Ci ludzie czuja sie dobrze robiac sobie takie zarty. i to czesto jest tak nagle , ja czuje sie dobrze a ktos np uderza w moj kompleks najwiekszy w momencie w ktorym sie tego nie spodziewam i mnie paralizuje tak naprawde bo czesto sa to osobe ktore myslalam ze mi czegos takiego nie zrobia. i samo to uczucie gdy ja stalam tam udajac ze mnie to niby nie tyka by nie pokazac swojego kompleksu a tak naprawde mowia o jakiejs mojej czesci ciala negatywnie wrecz obrazliwie bo zadna kobieta nie chce slyszec tego typu uwag dotycacych jej wygladu i wszyscy sie akurat na mnie patrza. dodam ze Ci ktorzy sobie zarty robili wcale jacys urodziwi nie byli wrecz totalnei na odwrot dlatego mi sie wydaje ze niektorzy wybadaja ze ja nie potrafie sie bronic w taki hardy sposob i mi sie wydaje ze sie dowatosciowuja moim kosztem.
potem kolejny znajomy , jestesmy na wyjezdzie , spedzamy ze soba duzo czasu az sie dziwie bo on zawsze mnie zlewal albo sie czulam ze to ja chce gadac, wiec w ogole zdziwiona ze tak nalge chce itd , pojawiaja sie jego znajomi po paru dniach i go juz nie ma .
ja juz wczesniej zauwazylam ze ktos sie cieszy jak ja jestem jak akurat nie ma co robic. tylko pare razy bylo tak ze czulam ze ktos naprawde mnie ceni .
i ostatnio po prostu mialam takich sytuacji jedna po drugiej , wykonczylo mnie to troche i naprawde jakos nie czuje sie swobodnie wsrod ludzi
Tego typu pytania na forum są bez sensu, bo ludzie cię nie znają, a na podstawie Twojej skromnej relacji mogą sobie co najwyżej powróżyć... I w takich przypadkach najczęściej przyjmowany jest jeden schemat "nie wiadomo, kogo wina, to na pewno autorki tematu" :]
zdaje sobie sprawe ze z forum nikt mi nie powie po samych moich postach jak mnie nie zna, ale moze akurta ktos kiedys byl podobnie traktowany, przeszedl to i moglby cos napisac, tylko w taki sposob widze ze mogloby mi to pomoc, badz moze nie wiem po samych moich wypowiedziach ktos moglby cos powiedziec , bo tak naprawde wiele nad tym myslalam itd probowalam jakos poprawic swoja sytuacje a to sie powarza powtarza , wiec moze co szkodzi moze akurat ktos tutaj mial kiedys podobnie i rzuci dobra rade
Zacznij sama siebie cenić.
Nie pozwalaj na takie zachowanie. Nie musisz być obraźliwa albo rzucać się z pięściami, ale np. odwróć sie na pięcie ostetntacyjnie i powiedz, że nie życzysz sobie takich żartów. Możesz też zareagować cięta ripostą: " a widzialas xx( moj byly) napletek "? i np wybucha smiechem" powiedz, że bez okularów byłoby ciężko.
Trzymaj fason, a jak to nie pomoże to zmień towarzystwo.
A nie jesteście czasem z zupełnie "innych światów"?
Ty dla nich irytująco pruderyjna, więc Cie drażnią... a oni dla Ciebie wkurzająco "prymitywni". Brak wspólnego "placu"?
To jest całkiem możliwe... Nie znam cię, więc trudno mi powiedzieć, ale faktycznie takie rzeczy trafiają sięzazwyczaj osobom, które się nie bronią... Wtedy óżne przyglupy mogą się spokojnie dowartościować.
Problem w relacjach międzyludzkich niemal zawsze ma przyczynę W TOBIE.
Jeśli wybierasz nieodpowiednie osoby - Twoja wina.
Jeśli jesteś zbyt uległa i nieasertywna - Twoja wina.
Zawsze jest Twoja wina.
I to jest super, bo wtedy masz na to wpływ i możesz coś zmienić!
U Ciebie uderza mnie przede wszystkim ogromna chęć przypodobania się, "zasłużenia" na sympatię. A to tak nie działa. Ludzie lubią osoby, które lubią same siebie. Znajomych powinnaś dobierać pod kątem "czy ja chcę/lubię spędzać z nimi czas" a nie przyklejać się do każdego kto okazał Ci minimum sympatii.
Naucz się też, że jesteś jednostką kontrolującą tę sferę życia. Nie musisz czekać aż ktoś zechce z Tobą porozmawiać. Ty możesz pierwsza. Możesz pierwsza wyjść z inicjatywą spotkania. Możesz pierwsza zakończyć relację, która źle na Ciebie działa. W sumie to...wszystko możesz.
No i jeszcze te nieszczęsne granice. Naucz się protestować kiedy ktoś je przekracza. Wcale nie mówię o awanturowaniu się, wrzaskach itp. Osobiście niemal nigdy nawet nie podnoszę głosu - ale jak mi ktoś wlezie za moją granicę to zwykle zmiata stamtąd z podkulonym ogonkiem
Naprawdę - można kulturalnie, spokojnie, grzecznie, a nawet z uśmiechem poinformować kogoś, że zrobił coś, czego nigdy robić nie powinien ![]()
Otóż vinga ujęła to w sposób najdokładniejszy i bezbłędny. Czas być sobą i w końcu niektórzy zaczną Cię lubić prawdziwą, a część nie lubić. Nie da się dogodzić wszystkim.
kurcze vinnga masz naprawde duzo racji, juz wczesniej zauwazylam ze zapominam o tym czy to ja lubie z kims przebywac i powiem szczerze czesto mi bylo glupio jak zauwazalam ze nie koniecznie z kazdym mam frajde na spotkaniach , by urwac kontakt czy cos. momze to straszne ale czasami z niektorymi osobami naprawde z grzecznosci pisze czy gadam . "latać" mi sie zdarzylo za tymi ktorych lubilam w sumie i dobrze sie bawilam z nimi tylko ze wlasnie sie na nich przejechalam wiele razy... ja panicznie boje sie obgadania mnie przez innych , wiele razy" bliscy" mnie obgadali jaka to ja wedlug nich nie jestem i oduwali sie ode mnie jak im cos nie podpasowalo , co mi zrobilo troche traume ze jakis moj blad czy cos zrobie nie tak niechcacy sprawi ze ludzie od razu sie odsuna przez to czesto czuje sie jakbym chodzila w relacjach na palcach i traktuja sama siebie jak jakis problem , kogos kto przyszkadza ;/ zdziwilam sie jak napisalas ze uderza Ciebie to jak chce sie przypodobac innym itd:P po czym to dostrzegasz ? moze wlasnie ludzie to czuja i temu tez jakos traca do mnie szacunek ? vinnga a z tymi granicami to tez wlasnie sie ucze caly czas , tylko najgorzej kiedy mi sie wlacza bycie takim jeleniem ktory sie boi ze wlascicielowi sie nie spodoba co powie i sie łasi by tylko go nie zdenerwowac- tak sie czesto czuje i to jest najgorsze ale zdarza mi sie z takiej pozycji wlasnie probowac cos dla siebie wywalczyc - wiadomo ludzie tym bardziej na mnie burkaja ... ehhh nie wiem jak mam sie tego oduczyc, nie zadawac sie z ludzmi u ktorych mi cos nie pasuje?:P czesto tak mam ze kogos lubie ale np denerwuje mnie jakas cecha danej osoby , badz podejscie do zycia zupelnie inne niz moje - np ktos uwielbia sie nawalic na imprezach i o tym opowiadac , a ja sie wtedy nudze i w glowie mam to ze bym nie mogla tak spedzac czasu
i wiele takich relacji mam gdzie sa takie roznice, myslicie ze da sie to pogodzic jak sa takie odmienne podejscia ? dodam ze mam znajome z ktorymi tez mnie wiele rozni ale nigdy nie czulam by to jakos na mnei wplywalo dolujaco czy ze w ogole wplywa , mam takie dwie dziewczyny zupelnie rozne ode mnie choc tez pod wieloma wzgledami bardzo podobne i to w czym my sie roznimy to na mnie nie dziala jakos negatywnie, fajnie za to posluchac o tych innosciach , z kolei mam znajomych wlasnie ktorzy wyznaja zupelnie inny tryb zycia gdzie ja jakos w srodku nie wyobrazalabym soebi tak zyc i po prostu jest dziwnie kiedy one sa zajarane i o tym opowiadaja a ja sobie mysle ze nie dalabym rady tak itd . Wy ucinacie takie relacje ? czuje sie jak jakis laik jesli chodzi o relacje ;p pewnie sami to widzicie po moich postach, no ale wole sie jakos ogarnac w koncu pod tym wzgledem
no i tez musze sama siebie cenic i przestac jak dziecko zabiegac wlasnie o relacje z innymi ;/
zdziwilam sie jak napisalas ze uderza Ciebie to jak chce sie przypodobac innym itd:P po czym to dostrzegasz ?
To widać niemal w każdym Twoim zdaniu. Szczególnie tam gdzie się żalisz, że ludzie Cię nie szanują. I w analizach czy oni na pewno Cię lubią, czy zrozumieli Twoje wyjaśnienia, czy im na Tobie zależy. Osoba, która czuje się pewnie w relacjach nie prowadzi takich rozważań. Wie jak powinna się zachować w danej sytuacji, umie bronić swojego stanowiska i nie analizuje czy reszta świata ją za to polubi czy znienawidzi.
moze wlasnie ludzie to czuja i temu tez jakos traca do mnie szacunek ?
najgorzej kiedy mi sie wlacza bycie takim jeleniem ktory sie boi ze wlascicielowi sie nie spodoba co powie i sie łasi by tylko go nie zdenerwowac
Czują, tego się nie da nie czuć. A z jeleniem to totalnie chybiona strategia. Jeśli za kimś łazi taki jeleń to aż się prosi, żeby mu dokopać kiedy się ma zły dzień. Rozładuje się własną frustrację a przecież jeleń i tak dalej będzie łaził i się łasił...
Pozwalasz innym na takie traktowanie. Sama siebie uważasz za niegodną szacunku i sympatii, więc próbujesz na nie zasłużyć "łaszeniem". Tyle, że ludzie zwykle dość szybko orientują się na co sobie mogą w stosunku do danej osoby pozwolić. Jeśli miałabyś swoje granice i świat by o nich wiedział - ludzie, którym będzie zależało na relacji z Tobą będą starali się ich nie przekraczać. Żeby Cię nie stracić. No ale jak czują, że Ciebie nie można stracić, bo jelonek zawsze będzie łaził to...sama wiesz.
Relacje z różnicami światopoglądu - jak najbardziej. Pod warunkiem, że obie strony akceptują się wzajemnie i akceptują swoją odmienność. Tutaj podstawowym wyznacznikiem powinno być "czy sprawia mi przyjemność spędzanie czasu z daną osobą?". Jeśli sprawia - problemu nie ma. Jeśli nie sprawia - nikt nie każe Ci urywać znajomości z dnia na dzień. Zwykle w sposób naturalny spotykamy się rzadziej z osobami dla nas mniej fajnymi na rzecz tych bardziej fajnych. Wystarczy więc robić to na co się ma ochotę
Tylko trzeba odróżnić ochotę płynącą z przyjemności spotkania się z daną osobą od ochoty wynikającej z przymusu posiadania jednego znajomego więcej.
mysle ze to co napisalas Vinnga jest rzeczywiscie odpowiedzia na to czemu tak mam, przynajmniej napewno wiem ze tak to dziala na osoby dalsze, na pseudo znajomych, gorzej tylko ze bliscy sie zmieniaja w stosunku do mnie, tez uwazasz ze jest to przez to ? i czy to nie oznacza raczej ze wcale moimi bliskimi nie byli ? czy raczej moze takie zachowanie jest nie do przyjecia?
zastanawia mnie tez to czemu w niektorych relacjach wlacza mi sie ta niepewnosc siebie co do relacji, a w niektorych czuje sie na luzie z wyrazaniem siebie i nie wchodze tym osobom w dupe ze tak powiem . bo sa takie osoby ktore tak na mnie dzialaja ze czuje sie przy nich pewnie i swobodnie( i nie sa to osoby niepewne siebie , tylko pewne siebie osoby normalnie wyazajace swoje zdanie ) i wiem ze mnie lubia itd a z kolei sa takie ktore wlasnie przy nich chodze jak na palcach i poki co jedyne co mi przyszlo na mysl to to ze to niewlasciwe relacje, ze cos nie styka po prostu. bo wiem ze reaguje slabo ze wlasnie jak taki jelen i ze to musze zmienic ale wlasnie widze ze tak mam tylko z niekotrymi osobami. tez zauwazylam ze mam problem z odmawianiem. matko to jest tragedia , probuje nad tym pracowac odmawiajac wlasnie ale to mnie kosztuje niesamowicie duzo stresu.
tez do konca nie wiem jak mam w sobie wyrobic to by sie czuc godna szacunku i sympatii. poki co bardziej zajmuje sie soba, zaczynam cenic rzeczy ktore robie i to mi w jakis sposob pomaga , jednak dalej nie mam pojecia jak przestac stawiac wyzej siebie inne osoby jednoczesnie traktujac siebie jako kogos kto ma mniej do zaoferowania. bo tak tez sie czesto czuje jakbym jakas łaskę dostała ze ktoś w ogole na mnie zwrocił uwagę. tragedia
tez to co napisalas właśnie odnośnie relacji, by spotykać się z tymi przy których czerpie przyjemność ze spotkania to moze straszne to jest co napisze ale wiele razy spotykałam się z ludźmi bo bałam się im odmowić, "odrzucic ich" by nie czuli sie ze ich nie chce , jakies takie rzeczy mi się włączają przy odmawianiu
ale masz racje, dziękuję Ci za Twoja odpowiedz bo pewnie jest tak jak piszesz
Przypominasz mi moją koleżankę. Jest to osoba o niskim poczuciu własnej wartości, jednocześnie walcząca wszelkimi sposobami, aby zdobyć nowych znajomych. Objawia się to u niej natarczywością, gotowością na spotkanie na zawołanie, mówieniem tego, co dana osoba chce usłyszeć, by tylko zobaczyć cień akceptacji w jej oczach. Zwierza się praktycznie każdemu, kto tylko chce posłuchać. Pozuje na osobę otwartą (w końcu rozmawia o intymnych sprawach i to nie na zasadzie "niech to zostanie między nami"), potem ma pretensje, że w towarzystwie są głupie żarty. Po pewnym czasie każdy się orientuje, że tak naprawdę jest fałszywa, bo nie jest lojalna. Ważne, by W TYM MOMENCIE czuć się dobrze. Osoba bez pasji, zainteresowań. W relacjach damsko-męskich nie do wytrzymania, wystarczy jedno miłe słowo od faceta, by się do niego przyczepiła, oplotła jak bluszcz, a następnie się dziwi strasznie, że jej kolejni "bojfriendsi" uciekają, gdzie pieprz rośnie.
Reasumując: gdy nie ma się z kogo pośmiać, dzwoni się do niej. Takie zwierzątko wśród znajomych, którego się nie szanuje, ale niestety sama sobie grabi.
Oczywiście to jest ona, a nie Ty, na pewno się trochę rzeczy nie zgadza. Jednak przeanalizuj swoje zachowanie. Ona też ma wrażenie, że jest przez wszystkich wykorzystywana, przecież jest taka dobra, a po jakimś czasie wszyscy mają ją gdzieś.
hmm znaczy napewno sie roznie od Twojej kolezanki, bo moja walka wszelkimi sposobami o poprawe tego stanu to jest zazwyczaj ucinanie tych relacji gdy cos czuje ze jest nie tak , przynajmniej teraz, wczesniej fakt faktem ludzie mogli mi zmydlić oczy słodkimi słowkami, aczkolwiek teraz jestem bardziej na dystans do ludzi niz bym się lepiła(mowie o tych nowo poznanych relacjach, bycie jeleniem wlacza mi sie nagle w relacjach gdy juz mi na kims zalezy
) , przynajmniej w ta strone chce isc i za kazdym razem gdy zdarza się sytuacja jaką opisałam to bardziej sie wycofuje i tez nie zalezy mi by zdobyc nowych znajomych jedynie bym chciala takich przy ktorych bede sie czula swobodnie i ze naprawde się lubimy.
Aczkolwiek gotowosc na spotkanie na zawołanie - to jestem ja, ale walcze z tym i kiedy mi sie wlacza ze moge rzucic wszystko dla drugiej osoby teraz pracuje nad tym by najpierw wziac pod uwage swoje rzeczy, ale to tez dopiero od paru miesiecy tak mam. Mówienie co dana osoba chce usłyszec - czasami zauwazam ze nie mowie to co rzeczywiscie uwazam tylko z automatu wystrzelam jakies bzdury własnie by jakiejs osobie sie miło zrobilo, ale tez sie nad tym pilnuje juz.
Tez się zwierzam ludziom i mi się wiele razy za to oberwało , tylko u mnie to było w formie ze chcialam by rozmowa była miedzy mna a ta osoba i zawsze tak zakładam, no ale widze ze zanim sie przekonam czy danej osobie mozna ufac to mowie pod wplywem chwili i mi sie potem obrywa...
Co do pasji i zainteresowan to tez tak nie jest, bo akurat pasje mam od 10 lat i teraz z niej zyje i caly czas cos nowego dochodzi w moim zyciu do nowych zainteresowan. Tez się rożnie jesli chodzi o facetów bo to juz sie nauczyłam ze ich teksty to czesto sa bajery, po to albo aby kogos wyrwac albo na pokaz wiec na teksy nie lece , jedynie czasem mi sie wlacza własnie moje niskie poczucie wlasnej wartosci jak jakis przystojny facet do mnie zagada to mi sie wydaje ze chyba sobie wyobrazal ze inaczej wygladam a teraz podszedl pewnie sie przekona ze brzydko;p - jeszcze taka slabosc moja i to tez pewnie widac ze raz dwa gasne, ale teraz mi akurat nie zalezy na relacjach damsko meskich wiec jakos w to nie wnikam szczegolnie.
Poki co narazie moim najwiekszym problemem jest to ze jak mi sie wydaje ze ktos mnie lubi a nagle ta osoba jest dla mnie chamska i mnie nie szanuje mnie to rozwala, potem zazwyczaj sa gadki typu ze przeciez sobie zartowali itd i ja wtedy glupieje . aa i jeszcze tez to ze jak ktos mi cos chamsko odwali mi sie tez z automatu wlacza by udawac ze nic sie nie stało. i tez cche to zmienic bo sie okropnie czuje po tym za kazdym razem, nie fair wobec siebie i nieprawdziwie..
Czesc
Mam bardzo podobny problem do Twojego i tez jestem na etapie dochodzenia do tego skad to sie bierze,dlaczego wchodze w toksyczne relacje i dlaczego ludziom wydaje sie ze moga mnie zle traktowac.W moim watku polecono mi ksiazke "Naucz ich jak maja Cie traktowac". Moze Tobie tez sie przyda.Bede zagladac na Twoj watek,pozdrawiam.