Mam 25 lat, nigdy nie miałam chłopaka. Spotykałam się z wieloma, jednak duża większość znajomości kończyła się po pierwszej randce (zwykle to ja kończyłam tę znajomość). Moja sytuacja wygląda tak, że wszyscy faceci z którymi się spotykałam, zagadali do mnie kiedyś na ulicy, w autobusie itp. bądź w jakimś klubie, barze lub na imprezie tematycznej. Byli też z internetu, były randki w ciemno, bez żadnych zdjęć, zaledwie po kilku dniach pisania ? odwagę to ja jednak miałam! Potrafiłam też sama zagadać do faceta ale zwykle byłam pijana i nie potrafiłam sobie później przypomnieć twarzy. Do tych, którzy mi się naprawdę podobali przez wiele lat, nigdy nie odważyłam się zagadać. Z facetami zainteresowanymi mną spotykałam się, bo mam już swoje lata a jak widać jestem wieczną singielką i trzeba było coś z tym zrobić. Byłam desperatką i nienawidziłam tego. Na spotkaniach zwykle traciłam zainteresowanie tymi mężczyznami bo wydawało mi się, że są tacy beznadziejni jak ja ? nastawieni na związek, z byle pierwszą lepszą osobą z ulicy, tu i teraz! I kończyłam te znajomości.
Taka byłam. Na szczęście udało mi się wyleczyć z zaniżonej samooceny i bycia desperatką. Podbudowałam swoje ego, jestem zadbaną, szczupłą, piękną kobietą. Mam mnóstwo hobby i zainteresowań. Nie szukam miłości na siłę i znam swoją wartość, nie dam sobą pomiatać. Można powiedzieć, że znacznie zawyżyłam standardy.
Od ponad roku nie byłam na żadnej randce. Ciągle zagadują do mnie faceci z ulicy, barów, klubów, internetu.. Zaczęłam ich odpychać. Obrzydza mnie to. Czasem potrafię ich nawet wyzwać od najgorszych, chociaż niektórzy nie robią nic złego i są całkiem w porządku. W każdym facecie, który do mnie zagada widzę obleśnego desperata, który chce mnie albo przer***ać albo po prostu wyrwać pierwszą lepszą ponadprzeciętną laskę a jak się nie uda to zagadać do kolejnej. Czuję takie obrzydzenie, że nie potrafię nawiązać już żadnej relacji. Czasem to obrzydzenie jest tak wielkie, że czuję jak jedzenie podchodzi mi do gardła. Jestem agresywna, rzucam wymyślnymi epitetami a jak nie mam na to siły to po prostu ignoruje. Wtedy czasami jak taki ?zbyt zainteresowany? facet nie odpuszcza, potrafię nawet użyć pięści. A raczej piąstki, bo ja szans w bójce z facetem jednak nie mam.
Wiem, że nie wszyscy faceci są obleśni. Niektórzy z nich zapewne są miłymi, normalnymi facetami którzy zobaczyli całkiem ładną laskę na ulicy bądź w innym miejscu, zebrali się w sobie i postanowili zagadać. Jednak trafili na złą osobę.. Bo ja ich wszystkich odrzucam, nie daję nawet malutkiej szansy. Dla mnie każdy taki facet to beznadziejny desperat i kropka. Tak wiele ich w życiu spotkałam, że nie potrafię zmienić myślenia. Wiem, że niektórzy po takim spotkaniu ze mną i totalnym odepchnięciu mogą poczuć się jak jakiś gorszy gatunek, szczególnie jeśli są nieśmiałymi i emocjonalnymi osobami. Mogą się naprawdę załamać.. Czasem jest mi ich szkoda, wiem, że może już nigdy się nie odważą na taki krok w stosunku do innej, normalnej dziewczyny. Że popsułam im całą pewność siebie...
A jednak marzę sobie czasami o kochającym chłopaku, który by mnie szanował i ja bym szanowała jego.. Mężczyzn którzy mnie pociągali i autentycznie byłam w nich zakochana mogę policzyć na palcach niecałej jednej ręki. To nigdy nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Ja obserwowałam ich przez kilka lat. Aż w końcu się w nich zakochiwałam. Tylko dwaj z nich mnie poznali (tak, zebrałam się w końcu w sobie i zagadałam na żywo!). Ale byli już zajęci i nadal są. Mają kochające dziewczyny. Niedługo pewnie wezmą ślub i będą mieli śliczne dzieci.
Czas ucieka.. A ja nadal stoję w miejscu. Czy można mnie jakoś zmienić?