witam. Niestety rozczaruje was, ale jestem mężczyzną (nie wiem nawet czy mogę zwać się jeszcze mężczyzną :) ) , a dokładnie 21 -letnim. Nie będę podawał swego imienia, bo i tak jest to zbędne. Pewnie zaczynacie myśleć, że trafiłem na nieodpowiednie forum, że jestem zbokiem czy coś innego. Powiedzmy... Chcę się "odnaleźć" się w życiu, poszukać zrozumienia samego siebe, albo może po prostu wyżalić? Takie rzeczy jakie wam opowiem nie opowiada się w życiu codziennym i prostym, cieszę się, że jest tu coś takiego jak anonimowosc. A więc przejdę do sedna... Mam dwadzieścia jeden lat i sram pod siebie ze zmęczenia życiem. Od małego dzieciaka byłem urwisem i kapryśnym smrodem, który uwielbiał wtykać nosa w różne nieswoje sprawy. Palić zacząłem w wieku lat 14, a pić 12. Uwielbiałem nękać młodszych a czasami starszych od których często obrywałem jednakże niezniechęcało mnie to moich postępowań. Uwierzcie mi, że mógłbym pisać dwie godziny, a dalej bym przypominał sobie sytuacje w moim młodszym życiu. Pewnie myślicie - oooo cholera, gówniarz, sratatata. Nie......Miałem bardzo ciężkie dzieciństwo. Ojciec alkoholik i kat domowy, matka oddalona była od domu 300 kilometrów, gnieżdżąc sie ze swoim chłopakiem i mając za przeproszeniem wulgaryzm na mnie i na to, że wiele razy w tygodniu chodziłem z siniakam i krwiakami na plecach i innych częściach ciała po drewnianych kijach i smyczy od psa. Ojciec szczuł mnie swoim psem, dokuczał mi, traktował mnie jak niewolnika, jak śmiecia i lalkę i kukłę i nie wiem co jeszcze istnieje z takich rzeczy. Oddziałowywało to na mnie i tworzyło.. hmm, taki łańcuch społeczny: ojciec zwyrodnialec leje swego syna za to, że zjadł ostatniego cukierka tak, że skóra mu odchodzi od ciała - syn pełny nienawiści, wredoty i odrzucenia i złości odnajduje specyfik zwany alkoholem, dowiaduje się od ojca, że za pomocą pięści i innych rzeczy można sprawiać krzywdę i ból i odreagowywuje na innych, a raczej na tych, których chciał, chociaż wiedział, że łomot dostanie porządny to i tak zaczepiał i prowokował. Wiedział, że nic gorszego i tak go nie czeka... Ciągnęło się to tak przez wiele lat, do momentu osiągnięcia lat 16 i wyprowadzeniu się do matki, gdyż wyrzucili mnie z dwoch szkol podstawowych oraz jednej gimnazjalnej oraz matka weszła w sprawę sądową o "władzę nade mną i odebraniu jej z rąk ojca". Chciała pokazać jaka z niej dobra matka po tylu latach... Oczywiście decyzja zależała ode mnie, bo już trochę miałem pojęcia na temat dróg sądowych. Oczywiście wiedzę minimalną : czyli taką, że mam prawo wyboru itd. Rzecz jasna .... Zostałem z ojcem. Dlaczego?.. Może panie znają coś takiego jak syndrom sztokholmski? Nie potrafiłem od niego odejść, chociaż katował mnie na śmierć ja nie potrafiłem tego zrobić. W końcu się przełamałem po paru tygodniach i wyjechałem do matki. Pierwszy miesiąc najgorszy, a potem z górki, bez płaczu i "tęsknoty". Matka okazała się za drugim przeproszeniem szmatą. Wyrzucała mnie z domu, dawała kary, i inne, krzyczała , wyzywała A NAWET GROZIŁA NOŻEM. TAK, MOJA MATKA GROZIŁA MI NOŻEM, BO OGLĄDAŁEM FILM W KUCHNI NA TELEFONIE. Udało mi się ja rozbroić i iść do łózka. Nawet... Nie czułem strachu gdy z nią się spinałem. Moja psychika , ciało oraz serce stawało się kamieniem. Jednakże to była tez moja wina co do matki. Byłem chuliganem, miałem w dupie wszystko, ledwo przeszedłem gimnazjum, niezdałem w liceum, nauczyciela uderzyłem w twarz za to, że obraził mnie słowami - "jesteś z patologicznej rodziny". Dostałem naganę, na szczęście nie poszło to do sądu, ponieważ musiałem przeprosić nauczyciela, i gdyby to zrobił prawdopodobnie: Relegacja oraz więzienie czy poprawczak. Rzecz jasna zadawałem się z innymi ludźmi typu :"jp i inne tympodobne". Takie towarzystwo mi odpowiadało jak najbardziej. Cieszyłem się... To w skrócie kawałek mego życia, a raczej jedna setna mego życia. Chcę wam powiedzieć, że z każdym rokiem mądrzałem, patrzyłem na innych ludzi, intrygowało mnie dobro i zło, chuligaństwo i uprzejmość, wychowywałem się na swoich błędach, na błędach innych patrząc , obserwując i myśląc. Zdawałem sobie sprawę, że staję się taki jak ojciec. Bolało mnie to, zaciskałem mocno pięści gdy zaczynałem sobie uświadamiać, że jeśli nie ja nie będę pracowałem nad swoich duchem oraz zachowaniem - to nie zrobi to moja matka, jej chłopak czy ktoś inny. Zawsze byłem zdany na siebie. Dziękuje matce, że miałem dom nad głową, jednak czekałem na moment w którym się wyprowadzę. Zapomniałem dodać najważniejszego... Bylo wiele momentów w mym życiu, które "kierowały" mnie na lepszą drogę i bardziej "ogarniętą". Przyjaciel (nie mam z nim kontaktu, był to kolega z czasów ojca) , nawet cholerne filmy..... muzyka i próbowałem sięgnąć po książkę, jednak zrezygnowałem dając upust swej tępocie ;) . Może jest to chaotycznie napisane, jednak w niektórych momentach atakowały mnie emocji a w niektórych opadały. Teraz mam 21 lat, siedzę w pokoju, patrzę się w ekran, ścianę i staję się z każdym dniem silniejszy. Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni. Zawsze to sobie powtarzałem. Nie mam problemów psychicznych. Czasami łza umknie mi z mych oczu myśląc na ten temat, jednak jest to sporadyczne. Szukam swej ścieżki, jeszcze jej nienapotkałem ale w końcu nadejdzie ten moment... Noszą w sobie ciągle ogrom nienawiści, jednak jest ona tłumiona boksem oraz siedzeniem na kanapie i oglądaniu telewizji :) proste sprawy, ale skuteczne. Jeśli dotarłyście/dotarłaś tutaj , to dzięki za wysłuchanie. Zawsze jest nadzieja i wyjście. Jeśli ja dałem radę - to każdy może...
1 2014-07-26 02:53:18 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2014-07-26 08:26:07)
bardzo analitycznie podchodzisz do samego siebie dzieki czemu pewnie tez wypracowales w sobie swiadomosc tylu rzeczy. straszne miales to dziecinstwo strasznie Ci wspolczuje, to jest okropne jak rodzice sie znecaja nad dziecmi, brak slow, ale przetrwales to napewno bedzie Ci ciezko nad tym panowac w koncu schematy, schematy i jeszcze raz schematy z domu no i pewnie ta zlosc w srodku, mam nadzieje ze uda Ci sie ta zlosc w zdrowy sposob uwolnic nie destrukcyjny , to ze prowokowales sytuacje by tez sam oberwac mysle ze byl to rodzaj pewnej autoagresji, moze gdzies tam obwiniales sie ze ojciec Cie tak pierze i sam sie dodatkowo "karales" ponoc to tak jest ze dzieciaki zlosc ktora powinni skierowac na winowajce kieruja na siebie. ale robi na mnie wrazenie fakt jak o tym piszesz i ze duzo masz swiadomosci w sobie, szkoda by bylo bys to zmarnowal widac madry chlopak z Ciebie, szkoda by bylo gdybys zostal na tej "destrukcyjej sciezce"