Mam dość duży problem, którego nie umiem rozwiązać. Tuż po studiach (dwa lata temu) wyjechałem z z rodzinnego Lublina, który mi obrzydł, do pracy w Jaworznie. Praca zachwycająca, ale słabo płatna. Poznałem tam swojego męża, który mieszkał w Zabrzu, czyli ok. 50 km od Jaworzna. Z powodu odległości i z powodu tego, że moja mama zachorowała wydawało się śmiertelnie, postanowiliśmy przeprowadzić się do Lublina. Oczywiście nie chciałem zmieniać pracy, ale po wielu trudach udało mi się przenieść do lubelskiego oddziału firmy. Roczek pomieszkaliśmy razem (moja mama wyzdrowiała), a na ironię mama męża dostała wylewu i jest częściowo sparaliżowana.
Jako, że jest sama (syn jedynak, mąż nie żyje), naturalnym jest, że syn musi jej pomóc i wrócić do Zabrza. I teraz mamy problem: bo jak ja znów poproszę o przeniesienie służbowe na Śląsk, to moja wiarygodność w oczach pracodawcy upadnie całkowicie. Jak się przyznam, że jestem gejem, to już całkowicie jestem skreślony. Na awans na Śląsk też nie mam co liczyć, bo awans połączony z przeprowadzką jest możliwy tylko do jednego miasta ? do Warszawy.
Z kolei starych drzew się nie przesadza i teściowa ani myśli przeprowadzić się do Lublina albo do Warszawy. Powiedzcie mi jak z tego wybrnąć
Opuszczenie przeze mnie firmy jest niemożliwe, ta praca daje mi mnóstwo satysfakcji, a firma jest tylko jedna na polskim rynku.
Dodam jeszcze, że teściową bardzo lubię, ale ma za małe mieszkanko, żebyśmy w trójkę pod jednym dachem zamieszkali.