jestesmy z Kacprem ponad 5 lat w szczesliwym zwiazku. na poczatku milosc strzelila we mnie jak strzala amora.. fascynacja, motylki w brzuchu, usmiechanie sie do wszystkich mijajacych ludzi na ulicy, wielki placz przy drobnej klotni, rumience, te cieplo w sercu. te uczucie trwalo 4 lata. od roku juz tego nie ma. brakuje mi tych motylkow w brzuchu, tego uskrzydlajacego uczucia. nie placze juz kiedy sie czasami klocimy, zreszta nie przejmuje sie za bardzo naszymi klotniami, nie rumienie sie kiedy slysze jego imie, nie potrzebuje przebywania z nim 24/h, czasem mam go dosc, zauwazam jego wady, nie uwazam juz ze jest idealny. przez to wszystko juz nawet zastanawialam sie czy dalej go kocham. jednak juz zaczynam tesknic za nim w chwili w ktorej wychodzi do pracy, wtedy tesknie tez za jego glosem, niepokoje sie kiedy nie moze odebrac telefonu, martwie sie o niego, z nim chcialabym w przyszlosci zalozyc rodzine, przy nim zapominam o calym zle ktore sie dzieje w moim zyciu i na tym swiecie. po prostu nie mam fascynacji juz jego osoba, jednak nie chce od niego odchodzic. czy to jest milosc czy przyzwyczajenie? jest on moja pierwsza w zyciu miloscia i pierwszym powaznym zwiazkiem.
Fascynacja drugą osobą i ta wielka namiętność nie trwa całe życie, jest to niemożliwe. Gdy zauroczenie słabnie, pozostaje miłość, przywiązanie, wzajemny szacunek i praca nad związkiem. To po prostu następny etap bycia razem - nie masz czym się niepokoić. Nie ma związku, w którym "motylki w brzuchu" utrzymywałyby się dłużej niż kilka lat.
Fascynacja drugą osobą i ta wielka namiętność nie trwa całe życie, jest to niemożliwe. Gdy zauroczenie słabnie, pozostaje miłość, przywiązanie, wzajemny szacunek i praca nad związkiem. To po prostu następny etap bycia razem - nie masz czym się niepokoić. Nie ma związku, w którym "motylki w brzuchu" utrzymywałyby się dłużej niż kilka lat.
A tak by się chciało. ![]()
Anemonne napisał/a:Fascynacja drugą osobą i ta wielka namiętność nie trwa całe życie, jest to niemożliwe. Gdy zauroczenie słabnie, pozostaje miłość, przywiązanie, wzajemny szacunek i praca nad związkiem. To po prostu następny etap bycia razem - nie masz czym się niepokoić. Nie ma związku, w którym "motylki w brzuchu" utrzymywałyby się dłużej niż kilka lat.
A tak by się chciało.
Kto by chcial, ten by chciał. Ja w życiu już nie chciałabym się zakochać. Człowiek staje się strasznie bezproduktywny i monotematyczny. Swoje największe zakochanie wspominam tak, że miałam ochotę na seks z moim byłym 24 godziny na dobę. O niczym innym nie mogłam myśleć, na niczym się nie mogłm skupić, nic nie byłam wstanie zaplanować, ani niczym sensowny zająć bo cały czas miałam ochotę na seks. Nawet na rozmowę mi przeszła z nim ochota.To chyba, że o seksie....
Z perspektywy czasu, to było okropne. Jak nałóg. Nie znoszę takiego zatracenia w czymś..Poza tym co wartościowego można budowac na czyms takim?
Niektóre osoby są nadwrażliwe na neuroprzekaźniki i zamiast miło i przyjemnie robi się compulsywnie i uzależnieniowo..
Kwestia indywidualna.
Właśnie sama nie wiem kiedy to jest miłość a kiedy przyzwyczajenie?
Anemonne napisał/a:Fascynacja drugą osobą i ta wielka namiętność nie trwa całe życie, jest to niemożliwe. Gdy zauroczenie słabnie, pozostaje miłość, przywiązanie, wzajemny szacunek i praca nad związkiem. To po prostu następny etap bycia razem - nie masz czym się niepokoić. Nie ma związku, w którym "motylki w brzuchu" utrzymywałyby się dłużej niż kilka lat.
A tak by się chciało.
Ja tam jakiś specjalnym fanem motylków i tego całego odurzenia nie jestem. Ile można funkcjonować na takich silnych emocjach ![]()
Najgorzej jest jeśli po owym pożarze, wielkiej namiętności nic nie zostaję, wypala się, ale z tego co pisze autorka wątku jej związek przeszedł na inny etap, więc wszystko jest w jak najlepszym porządku.
7 2014-06-02 09:53:13 Ostatnio edytowany przez MamaNalijki (2014-06-02 09:53:43)
Zależy od charakteru,mnie tam nigdy miłość az tak nie uzalezniala, tłamsiła etc..mnie to tylko na nogi stawiała, wyrywała z mojego poukladanego i zrutynizowanego zycia.Wreszcie chcialo mi sie cos dla kogoś robic, dawac a nie tylko skupiac sie na sobie..sprawienie komus przyjemnosci stalo sie moim celem:-)
o seksie nigdy tak uporczywie nie myslalam,choc nie powiem tesknota byla przy spotkaniach raz na tydzien...
a teraz juz po slubie to juz nieco inna milosc, bardziej ustabilizowana,spokojna
ale raz na jakis czas-strzeli taki grom jak kiedys, jak na samym poczatku, taka chemia pojawia się znikąd,taki moment raz ja jakiś czas, to jest fajne:-)
a codziennie ,,nudne" zycie tez lubie i to przyzwyczajenie, przynoszenie ulubionej kawy, dzwonienie o tej samej porze etc
a u Ciebie czy to kolejny etap milosci czy tylko przywiazanie to juz sama musisz sie zastanowic.
To prawda że takie zakochanie działa jak narkotyk i dla niektórych może być niebezpieczne. Jednak jest tak wciągające, że i w stałym związku chciałoby się co jakiś czas przeżyć namiętność z przeszłości, tak jak to pisze Mamanalijki.